Close
Close

Od połowy lat 80-tych nie oglądam telewizji na znak buntu przeciwko postępującej globalizacji, ale pamiętam, że jako dziecko zdarzyło mi się kilkukrotnie gapić w grające pudło. Raz widziałem nawet w nim reklamę MilkyWaya, w której jakaś kobita wrzuca batonika do wazy z mlekiem, a on utrzymuje się na powierzchni. Pomyślałem “łouł! ja też tak zrobię” i poprosiłem mamę po przyjściu z pracy, żeby kupiła mi batona. Bo chcę być ja ta pani na reklamie, a co! Wielkie było moje zdziwienie, kiedy ów symbol młodej, kapitalistycznej Polski poszedł na dno. Jak to? Co zrobiłem źle? Czemu mój MilkyWay tonie? WTF? Mimo, że ledwo co przestałem chodzić w pieluchach, to moja męska intuicja podpowiadała mi, że ktoś mnie tu zrobił w balona (delikatnie rzecz biorąc).

Miałem to szczęście (lub może pecha?), że dość szybko zderzyłem się z rzeczywistością i przekonałem, że telewizja kłamie. Że reklama to żydowski wytwór do sterowania społeczeństwem, a każdy copywriter zaraz po obrzezaniu podpisuje cyrograf z diabłem. Podobnie zresztą jak graficy projektujący banery McDonalda z burgerami wielkości mojej głowy (możliwe, że twojej też). Wiem jednak, że liczne grono osób (w tym pewnie sporo z was) łapie się na te wszystkie spoty, promocje, gratisy i obietnice marek. Jak być mądrym, pisać wiersze i nie dać się dymać przez własną łatwowierność? Wystarczy subskrybować ten kanał na YouTubie.

Ten niepozorny koleś obala mity reklamowe, przeprowadza testy konsumenckie i porównuje produkty. Nie ma fajnych ciuchów, dobrej kamery ani oszołamiającego montażu. Ma za to świetne pomysły i dużo motywacji, żeby sprawdzać i pokazywać innym, jak przekaz marketingowy ma się do faktycznych właściwości produktów. A poza tym zawsze rzuci parę śmiesznych hasełek i celnych ripost do sloganów reklamowych. Poniżej kilka najciekawszych odcinków AdBustera.

 

Podpaski Always versus “zwykłe podpaski”

 

Czy nadzienie w rogalikach 7 days faktycznie wylewa się po przełamaniu?

 

Czym różni się RedBull, Tiger, Black i BePower?

 

Test mydła Dove

(niżej jest kolejny tekst)

Jedyną stałą w życiu jest zmiana

Skip to entry content

Sorry, że ostatnio was trochę zaniedbywałem i pisałem nieregularnie albo w ogóle, ale miałem duuużo na głowie i nie mam tu myśli na łupieżu. Pomijam oczywiste pierdoły jak sesja czy praca (albo szukanie pracy). Dojrzałem mentalnie (i finansowo) żeby znów przeprowadzić się na mieszkanie. Tak, tak po trzech latach gniecenia się w trójkę na 14 metrach kwadratowych opuściłem akademik.

Zarówno akademiki Uniwersytetu Ekonomicznego, jak i Akademii Sztuk Pięknych, w których miałem okazję mieszkać, miały swój zajebisty, niepowtarzalny klimat. Miały również małe, niewygodne łóżka, śmierdzące kible i zagrzybiałe prysznice. Wiadomo, że nie mieszkało się tam dla hajlajfu z “Gossip Girl”, tylko dla ludzi i szalonych melanży, ale wystarczy. Przynajmniej póki co.

Wraz z moim niezawodnym przyjacielem, stayfly’owym fotografem Maciejem, przeprowadziliśmy się do kozackiego mieszkania w kamienicy przy Krowoderskiej. 30-metrowy pokój, brak portiera i 10 minut z buta do rynku sprawiają, że można zakochać się w tym mieszkaniu, co też uczyniłem. W końcu mam dużą kuchnię, w której mogę sobie gotować do woli co chcę i kiedy chcę, bez biegania z jedzeniem z jednego końca korytarza na drugi. Małe rzeczy cieszą najbardziej.

Jak możecie się domyślać (lub też już zauważyliście), zmiany w moim życiu przełożyły się na zmiany na blogu. Jest nowy layout, nowa energia i nowe pomysły. Z tego co mogę zdradzić w tej chwili, to na pewno pojawi się dużo więcej postów związanych z gotowaniem i mogę nawet zaryzykować tezę, że będą się pojawiały regularnie. Pojawią się też tematy związane z podróżowaniem i zagranicznymi wojażami i… a zresztą sami zobaczycie.

[wzslider autoplay=”true” lightbox=”true”]

reCYCLING w MOCAKu, czyli wspólne malowanie rowerów

Skip to entry content

Czerwiec się kończy, a sesja jeszcze nie, do tego przeprowadzka i milion innych spraw, które nie pozwalają mi cieszyć się naszą przepiękną śródziemnomorską pogodą. Od jakiegoś czasu mam w ogóle wrażenie, że Kraków leży w górach – albo pełne lato i ponad 30 stopni, albo środek jesieni, deszcze i słota. Ekstra! Nic tak nie poprawia humoru jak mokre siodełko w rowerze. W rowerze, którym pojechałem na miasto załatwić wspominany milion spraw.

Dobra dość tego biadolenia. Nie przypadkowo wspomniałem o rowerach, mam coś specjalnego dla wszystkich poruszających się na co dzień i od święta na tych jednośladach. W sobotę (30 czerwca) przed MOCAKiem będzie bardzo fajny event – “reCYCLING, czyli wspólne malowanie rowerów”. Jak czytamy w opisie wydarzenia,

1

Podczas akcji będzie można:

– twórczo przemalować swój rower, wpływając tym samym na estetykę miasta,
– odwzorować specjalnie przygotowane szablony na swoim rowerze,
– przynieść lub stworzyć na miejscu własny szablon,
– zwrócić uwagę na zanieczyszczenie powietrza w Krakowie,
– zobaczyć prezentację dotyczącą roweru jako elementu kultury,
– posłuchać dobrej muzyki.

2

Brzmi super, jak dla mnie świetna inicjatywa. Chyba każdy chciałbym odpimpować swoje starego rzęcha, co? Ja na dobrą sprawę, swoją kontuzjowaną holenderkę malowałem w zeszły weekend (i to na złoto!), ale nigdy nie zaszkodzi jeszcze jej upiększyć. Miło będzie zobaczyć barwne rowery na rynku, na Kazimierzu, ba! nawet na Hucie w miejsce szarych/zardzewiały/odrapanych. Zapomniałem o najważniejszym – malowanie jest za darmo. Od razu lepiej, co?

Rowerzyści i rowerzystki (jest takie słowo?), widzimy się w sobotę o 12:00 na ulicy Lipowej 4. Niech moc kolorów będzie z wami!