Close
Close

Grzeczny Chłopiec gotuje #4 – Faszerowane papryczki

Skip to entry content

Przed wyjazdem do Paryża (korzystając z dobrodziejstwa posiadania własnej kuchni) udało mi się przyrządzić kozackie danie – faszerowane papryczki. Brzmi, wygląda i (o dziwo) smakuje bardzo dobrze, jednak z góry muszę zaznaczyć, że nie jest to “danie w 5 minut”. Przygotowanie trochę zajmuje i to nawet sporo. Od momentu wyłożenia zakupów z produktami na stół, do rozkrojenia gotowej papryczki, minęło jakieś półtorej godziny. Nigdy tyle nie czekałem na jedzenie, ale na szczęście nie było ofiar śmiertelnych.

 

Co nam będzie potrzebne?

– 10 okazałych czerwonych papryk
– 500 gram mięsa mielonego
– 2 pomidory
– pieczarki (cholera, nie pamiętam ile, ale coś ponad pół kilo)
– 2 cebule
– 1 paczka ryżu (może być Uncle Ben’s)
– 200 gram startego sera żółtego
– 2 puszki koncentratu pomidorowego
– sól, pieprz, bazylia, oregano, majeranek (ewentualnie zioła prowansalskie)

Z góry uprzedzam, że roboty przy tym jest od cholery. Gdyby nie wsparcie techniczne mojej dziewczyny, pewnie bym się poddał w połowie.

 

1. Obieramy i kroimy pieczarki w drobną kostkę.

 

2. W międzyczasie gotujemy ryż.

 

3. W drugim międzyczasie smażymy mięso.

 

4. Gdy już wszystkie pieczarki zostaną skrojone w kosteczkę, dorzucamy do nich poszatkowaną cebulę i całość dusimy na patelni.

 

5. W trzecim międzyczasie mieszamy ugotowany ryż z usmażonym mięsem i dodajemy do tego pomidory pokrojone w kostkę oraz koncentrat pomidorowy.

 

6. W czwartym międzyczasie trzemy cały ser na tarce i dosypujemy go do michy z mięsem, ryżem i pomidorami.

 

7. Jeśli pieczarki jeszcze się nie zblanszowały na odpowiedni kolor, to w piątym międzyczasie drążymy papryki ścinając im górę i wycinając bebechy. W kolejnym międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni.

 

8. Dobra, teraz pieczarki na pewno już są gotowe. Jeśli macie na tyle dużą miskę żeby wymieszać cały farsz z pieczarkami, to zróbcie to. Jeśli nie (tak jak ja), to też nie ma powodu do paniki. Bierzemy wydrążone papryki i napełniamy je po same brzegi, pakując w nie na przemian warstwę pieczarek, a następnie farsz.

 

9. Papryczki są wypchane po brzegi, wkładamy je do rozżarzonego piekarnika i trzymamy tam około 15 minut. Farsz, który został możemy sobie podjeść, wyobrażając sobie jak dobrze będzie smakowała całość.

 

10. Jeśli kwas żołądkowy jeszcze nie strawił nam wnętrzności, możemy rozkoszować się smakiem faszerowanej papryczki a la Grzeczny Chłopiec. Według mojej dziewczyny i współlokatorów było bardzo dobre, więc nie sposób mi się nie zgodzić z nimi. Smacznego!

(niżej jest kolejny tekst)

Pezet – Miejski Sound (J&B City Remix)

Skip to entry content

Dzisiaj miało być zwyczajowo “High Five”, ale wczoraj pojawiła się taka petarda, że to jej postanowiłem poświęcić piątkowy wpis.

Pezet, jako ambasador whisky J&B, od grudnia do marca prowadził konkurs, w którym jego fani przysyłali nagrane przez siebie dźwięki miasta. Akcja nosiła nazwę “City Remix”, a przysłane sample miały posłużyć do stworzenia muzyki, pod którą zarapuje Pezet. No i doczekaliśmy się, wczoraj pojawił się premierowy utwór wraz z klipem.

Numer jest wielką bombą, totalny kozak! Za produkcję muzyczną odpowiedzialny jest Auer, koleś który dołożył swoją cegiełkę do powstawania dupstepowo/grimeowej płyty “Radio Pezet”, a ostatnio nieźle zremixował pseudo-poetyckie wypociny Brodki. W “Miejskim soundzie” odwalił kawał dobrej roboty. Jest nowocześnie, jest energicznie i mimo, że to raczej mocna elektronika niż pianinko i smyczki, to nie jest to przesadzone i zbyt ciężkie. Buja (i to jak cholera), a o to właśnie w rapie chodzi. No właśnie, rapie…

Już widzę tę falę hejterów, która będzie pisać na YouTubie, że woleli starego Pezeta z “Muzyki Klasycznej”, a to w ogóle nie jest rap, tylko jakaś techniawka i nie da się tego słuchać. Mogę się założyć o pół litra, że za dwa, góra trzy lata wszyscy raperzy oprócz Hemp Gru i Eldoki będą nawijali pod takie bity. Kto się nie rozwija, się zwija i taka jest prawda. Ile można męczyć te same, zamulone sample z lat 80-tych? Dopóki hajs nie przestanie się zgadzać, wiem, wiem.

Co do warstwy lirycznej, to Pezet nie gada w tym utworze o niczym poważnym ani sensownym, bo też nie takie było założenie. Rapuje na poziomie Swaya czy Dope D.O.D., o tym że chodzi sobie po mieście, słucha muzy i go to jara. I mnie też to jara, bo efekt jest zajebisty.

Sam klip jest już trochę słabszy. Jego koncepcja została oparta na światłach miasta, jednak wypadają trochę blado. Mało kolorów, mało wyjątkowych ujęć, których nie widziałbym tak często w innych teledyskach, a moment z drewnianymi tancerzami daje ciała po całości. Fakt faktem, nie ma tragedii, ale nie jest to też coś od czego bym oszalał (jak w przypadku muzyki). A może u was jest inaczej, co?

Ostatnio sporo mówi się o amerykańskiej ćwierć-komedii “Projekt X”, w której trójka prawiczków organizuje melanż ostateczny. Gruby, ciapaty i ciotowaty, pod nieobecność rodziców tego trzeciego, organizują mega-domówkę, na której pojawiają się luksusowe prostytutki, lokalne gwiazdy i wszyscy, których wypada mieć na tego typu imprezie. Sam film w sobie jest taki se. Nie śmieszy, nie ma w nim krzty autentyczności, a jego największą zaletą są nagie cycki. Dużo młodych, nagich cycków. No i to by było na tyle, jeśli chodzi o przekaz filmu.

Co by się nie działo, dobre cycki zawsze znajdą szerokie grono odbiorców. Parę osób natchnionych tą ideą postanowiło odwzorować filmową imprezę w polskich realiach. Pewnie słyszeliście o olsztyńskiej domówce, na której było 250 osób i o podwarszawskiej domówce, na której było 500 osób. Teraz kolej na Kraków. Co prawda, od dawien dawna na Dietla 44 odbywają się epickie domówki, które spokojnie można porównać do tych z “Projektu X”, ale widać ktoś chce je przebić. Chce. A jak wiadomo dobrymi chęciami wybrukowane są schody do sejmu.

3 sierpnia w Klubie Fabryka (na Zabłociu, gdyby ktoś nie kojarzył) dobędzie się event pod tytułem “Project X Kraków”. Pomysł dobry, ale wykonanie już widać, że będzie średnie. Jak można imprezę w klubie nazwać domówką? No jak? To tak jakby oglądanie filmu na komputerze nazwać seansem kinowym. Wiadomo, że organizatorzy chcieli pojechać na fejmie filmu i liczą na astronomiczne zyski, ale trochę powagi panowie!

Pomijając ten niedżentelmeński chwyt marketingowy, “Project X Kraków” może mimo wszystko okazać się udaną imprezą. Przed klubem ma zostać ustawiony dmuchany zamek i basen, a o oprawę muzyczną zadbać mają między innymi Junkie Punks. Start imprezy – godzina 21:00. Więcej szczegółów znajdziecie w opisie wydarzenia na Fejsie.