Close
Close

Po wieczorze kawalerskim z tuzinem prostytutek obu płci, przychodzi znienacka smutny dzień, kiedy pan młody jednak weźmie ten ślub. Mimo rozmów wychowawczych nie da rady nakłonić chłopaka do zmiany zadania. Uparł się i tyle. Może po trzecim dziecku albo 40-stce żony uda mu się ocknąć i jakoś wymiksować. Póki co, pozostaje nam tylko jakoś sensownie przygotować się na to wesele i spróbować nie upić się przed wejściem do kościoła. Sprawdźcie naszą ślubną playlistę.

 

#1 Big Cyc – Rudy się żeni – nieśmiertelny klasyk mocno balansujący na granicy kiczu. Możesz nienawidzić Big Cyca, ale chyba nie wyobrażasz sobie, że inny kawałek mógłby rozpocząć to zestawienie?

 

#2 The Analogs – Trucizna – wjeżdżamy ostrzej i brzmieniowo i tekstowo. Rockowy apel chłopaków idealnie nadaje się na moment, gdy  narzeczeni mają powiedzieć sobie sakramentalne “tak”. Panowie pamiętajcie, to ostatnia szansa żeby stamtąd uciec!

 

#3 Nagły Atak Spawacza – Wesele – niestety nie udało się włączyć niewidzialności i wyjść. Oznacza to, że przyjęcie się odbędzie i będziemy mieć do czynienia z totalną weselną chamówą. Spawacze nie przebierając zbytnio w epitetach, opisują jak to zazwyczaj wygląda.

 

#4 Kayah i Bregovic – Prawy do lewego – jaka by to impreza rodzinna nie była, gdy wszyscy się spiją, w końcu i tak leci ten numer. Uwaga dziewczyny! Przy tym kawałku żaden wujek Staszek z Węgorzewa Mniejszego wam nie odpuści i czy wam się podoba czy nie, będziecie musiały z nim tańczyć. Pilnujcie dziwnie osuwających się rąk z pleców na pośladki.

 

#5 Masters – Żono moja – jest 30 sekund po północy, wszyscy są tak zbąbieni, że proboszcz publicznie obraca najmłodszą wdowę na sali. Orkiestrodidżej puszcza “Białego misia” na przemian z Tomaszem Niecikiem i nagraniami swojej disco-kapeli. Najwyższy czas żeby się zawijać, póki nikt ci jeszcze nie obrzygał butów.

(niżej jest kolejny tekst)

W taki dzień jak dzisiaj, gdy praży słońce, na nasz kraj nikt nie zrzuca bomb, afer z Ukrainkami, ani wąglika, do szczęścia potrzeba tylko zimnej Mirindy i wygodnego fotela. W takie dni, zastanawiam się też jak to jest, że u nas przez 9 miesięcy jest zima, a w Grecji przez taką samą ilość czasu lato. I w ogóle dywaguję nad złożonością bytu i niepojęta strukturą wszechświata. Wiem, wiem, gadam jak Giertych po acodinie, ale czasem oglądając National Geographic robię oczy jak 5 złotych, bo trudno mi uwierzyć, że takie rzeczy naprawdę na świecie są. Tak jest tym razem. Na Gadżetomanii znalazłem zbiór zdjęć zatytułowany “5 zadziwiających fenomenów natury”, dla mnie to autentyczne “cuda świata”.

 

Wybrzeże cappuccino

Bardzo rzadki efekt oceaniczny – gruba piana zbierająca się w rejonach przybrzeżnych. Do złudzenia przypomina tą, która wytwarza się podczas przyrządzania cappuccino. Powstaje w efekcie mieszania się morskiej wody z martwymi morskimi żyjątkami.

 

Rdzawy przypływ

Zjawisko to wytwarzają wodne roślinki – kwitnące algi morskie.  Wodę w tym kolorze można spotkać na zachodnim wybrzeżu USA. Za barwę odpowiedzialny jest toksyczny fitoplankton – Karenia brevis. Jeśli poprzednie zdanie nic wam nie mówi, to (mówiąc ludzkim językiem) chodzi o to, że mikroskopijne roślinki unosząc się na powierzchni wody, dają złudzenie zmiany jej koloru.

 

Chmury mammatus


Wyglądają jak krowie wymiona. Powstają w pobliżu burz, przez co mają w swoich dolnych częściach wgłębienia, które nadają im nieregularny bąbelkowy kształt.Występują zazwyczaj przy chmurach stratocumulus i cumulonimbus (cokolwiek znaczą tez nazwy).

 

Bioluminescencja

Grzyb. Zwykły grzyb. To znaczy zwykły świecący grzyb. Powyższy okaz jest fluorescencyjny. Znaczy to tyle, że w ciągu dnia kumuluje światło, a w nocy świeci. Podobno podczas I wojny światowej, żołnierze używali kawałków opieńki miodowej (też grzyba) do czytania listów w okopach. Łouł!

 

Ognista tęcza

Najbardziej efektowne tęcze jakie można zobaczyć na ziemi. Fachowo nazywane są okołohoryzontalnymi. Powstają gdy promienie słoneczne padają na chmurę z kryształkami lodu pod kątem 58 stopni. Nie zdarza się to w każdą środę.

Od połowy lat 80-tych nie oglądam telewizji na znak buntu przeciwko postępującej globalizacji, ale pamiętam, że jako dziecko zdarzyło mi się kilkukrotnie gapić w grające pudło. Raz widziałem nawet w nim reklamę MilkyWaya, w której jakaś kobita wrzuca batonika do wazy z mlekiem, a on utrzymuje się na powierzchni. Pomyślałem “łouł! ja też tak zrobię” i poprosiłem mamę po przyjściu z pracy, żeby kupiła mi batona. Bo chcę być ja ta pani na reklamie, a co! Wielkie było moje zdziwienie, kiedy ów symbol młodej, kapitalistycznej Polski poszedł na dno. Jak to? Co zrobiłem źle? Czemu mój MilkyWay tonie? WTF? Mimo, że ledwo co przestałem chodzić w pieluchach, to moja męska intuicja podpowiadała mi, że ktoś mnie tu zrobił w balona (delikatnie rzecz biorąc).

Miałem to szczęście (lub może pecha?), że dość szybko zderzyłem się z rzeczywistością i przekonałem, że telewizja kłamie. Że reklama to żydowski wytwór do sterowania społeczeństwem, a każdy copywriter zaraz po obrzezaniu podpisuje cyrograf z diabłem. Podobnie zresztą jak graficy projektujący banery McDonalda z burgerami wielkości mojej głowy (możliwe, że twojej też). Wiem jednak, że liczne grono osób (w tym pewnie sporo z was) łapie się na te wszystkie spoty, promocje, gratisy i obietnice marek. Jak być mądrym, pisać wiersze i nie dać się dymać przez własną łatwowierność? Wystarczy subskrybować ten kanał na YouTubie.

Ten niepozorny koleś obala mity reklamowe, przeprowadza testy konsumenckie i porównuje produkty. Nie ma fajnych ciuchów, dobrej kamery ani oszołamiającego montażu. Ma za to świetne pomysły i dużo motywacji, żeby sprawdzać i pokazywać innym, jak przekaz marketingowy ma się do faktycznych właściwości produktów. A poza tym zawsze rzuci parę śmiesznych hasełek i celnych ripost do sloganów reklamowych. Poniżej kilka najciekawszych odcinków AdBustera.

 

Podpaski Always versus “zwykłe podpaski”

 

Czy nadzienie w rogalikach 7 days faktycznie wylewa się po przełamaniu?

 

Czym różni się RedBull, Tiger, Black i BePower?

 

Test mydła Dove