Close
Close

Pezet – “Radio Pezet” – odsłuch i recenzja płyty

Skip to entry content

Z góry uprzedzam, nie będę obiektywny, będę stronniczy jak cholera – ta płyta jest REWELACYJNA! ale po kolei…

 

Trochę czasu minęło

“Radio Pezet” było zapowiadane jakieś 3 lata temu, w zeszłe wakacje to już miało wyjść na miliard procent, no a mamy je dopiero dziś. Gdyby ta płyta wyszła 2 lata temu, napisałbym, że brzmi bardzo brytyjsko. Biorąc jednak pod uwagę, że wychodzi teraz, to napiszę, że brzmi bardzo światowo. Na płycie udzielają się genialni polscy producenci, którzy w niczym nie ustępują tym zagranicznym. Pod bity z “Radia Pezet” spokojnie mógłby nawinąć Kano, czy Professor Green. Co z resztą de facto zrobili, ale w ostatniej chwili ich zwrotki zostały wycofane i finalnie nie znalazły się na albumie (nie wiem o co poszło, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…). Jak światowo jednak by ten album nie brzmiał, to słuchacze w Polsce nie są na niego gotowi, a z pewnością nie słuchacze polskiego rapu…

 

Jak tak można?

Jedyny (w miarę) klasyczny bit na tej płycie, to podkład do “Co mam powiedzieć?”. Reszta muzyki jest totalnie niehiphopowa. To co można usłyszeć, to albo grime (i to taki jak na pierwszy płytach Dizzee Rascala), albo dubstep, albo pochodne. W skrócie – muzyka elektroniczna i to bardzo. I chwała ci za to Pezecie! Zanim rozpłynę się w uwielbieniu i zacznę rzucać samymi superlatywami, skończę wymieniać co ortodoksom nie będzie pasować na tym krążku. Poza nowoczesnymi podkładami i zupełnie innym sposobem rapowania (wymuszonym przez nowoczesne podkłady), wszystkim psychofanom “Muzyki klasycznej” będzie też przeszkadzać sposób składania rymów.

Wybijcie sobie z głowy standardowe układy rymów typu AABB. Pezet z tą techniką pożegnał się na dobre i trudno będzie wam usłyszeć tego typu konstrukcje słów na płycie. Znajdziecie za to mnóstwo wielokrotnych krzyżowych rymów, które dla słuchacza amatora są nie do wyłapania, jednak odkrywanie ich po którymś z kolei przesłuchaniu sprawi wam prawdziwą radość. No i na domiar złego (dla ortodoksów oczywiście), Pezet wszystkie te rzeczy robi offbeatowo, ale na ten temat rozpisywałem się już przy okazji recenzji singla. Dobra, koniec ze sprawami technicznymi, ta płyta to nie sztuka dla sztuki, przejdźmy do treści!

 

O czym on tam w ogóle gada?

Nie byłem nigdy w Warszawie dłużej niż przejazdem, ale słuchając “Radia Pezet” czuję się jakbym na Powiślu spędzał każdą noc. Kawałki epatują miejskim syfem i niewiarygodnie obrazowo ilustrują życie “warszawski”.

Ta płyta jest smutna. Nawet jeśli są okazje do śmiechu, to przez łzy. Pezet w zasadzie obrzezał się na niej z intymności. Mówi o rzeczach, których większość ludzi bałaby się poruszyć w rozmowie z kumplem. Bez pardonu opowiada o uzależnieniu od narkotyków i alkoholu i wszystkich fazach bycia w ciągu. Bez pruderii opisuje przedmiotowe kontakty z kobietami, to jak potrafią się upodlić i zeszmacić, żeby tylko “dotknąć gwiazdy”.

Główny bohater albumu jawi się jako zagubiony chłopiec, który chciał ziścić amerykański sen w Polsce, ale zgubił się po drodze do sukcesu. I w żadnym wypadku nie szydzę z tego, raczej współczuję i mogę się utożsamić. Ta płyta wzrusza. Oczywiście, jeśli nie jesteś zamkniętym na świat neandertalczykiem o wrażliwości Roberta Burneiki. Kawałek, przy którym najbardziej się roztkliwiam to “Byłem”. Szczery do bólu tekst, adekwatna muzyka i świetny nostalgiczny refren. Po prostu posłuchajcie.

 

Same smuty?

Bez obaw, nie jest tak, że przez prawie 70 minut tylko płacz, płacz i płacz. Jest parę kozaków, które dają kopa, jak choćby otwierający album utwór “P-Z”. Mocne braggadacio, zero zamułki. Dalej imprezowy “Rock’nRoll” (choć rocka ma tylko w nazwie i refrenie) i jeden z bardziej oczekiwanych duetów na płycie – “Charlie Sheen” z Tym Typem Mesem. Gdyby nie fakt, że zwrotka Mesa jest niezrozumiała (i to nie ze względu na zwiły przekaz), powiedziałbym, że bardzo dobry numer. Największy benger na krążku, to jednak kontynuacja kultowego “Slangu”. Jakbyś nie lubił dubstepu, musisz przyznać – to buja!

Z gości na “Radiu Pezet” warto wspomnieć też o Killa Keli – najlepszym beatboxerze na płycie. Tym razem nie naśladuje perkusji ustami lecz śpiewa w utworze “Jak być szczęśliwym”. I to naprawdę nieźle. Koniec końców – ta płyta wyprzedziła Polskę o parę lat, więc sprawdź ją już dziś, żeby wiedzieć czym ludzie będą się jarać w 2014!

(niżej jest kolejny tekst)

Wywiad z Łukaszem Jakóbiakiem autorem “20m2 Łukasza”

Skip to entry content

W zeszłym tygodniu udało mi się pogadać z autorem “20m2 Łukasza”, czyli Łukaszem (zgadlibyście, że tak ma na imię?).  Internetowy talk-show z odcinku na odcinek zdobywa coraz większą popularność. Wszystko oczywiście, dzięki mnie, mojemu blogowi i temu, że o nim napisałem. Sprawdźcie jak pytający odnajduje się w roli pytanego, a przede wszystkim ile zarabia na każdym odcinku i czy umie dzielić przez zero.

Grzecznych Chłopiec: Na początek standardowe pytanie, które słyszałeś już pewnie tysiąc razy: jak zaczęła się twoja przygoda z hiphopem i kiedy postanowiłeś zostać raperem?

Łukasz Jakóbiak: <Śmiech, śmiech, śmiech, dużo śmiechu>

Grzecznych Chłopiec: Dobra, teraz już na serio – z zaufanych źródeł wiem, że wpadłeś na pomysł talk-show, bo zostawiła cię dziewczyna. To prawda czy Pudelek kłamie?

Łukasz Jakóbiak: <Śmiech, śmiech, śmiech, tyle samo śmiechu> Nie, Pudelek kłamie.

Grzecznych Chłopiec: Pudelek kłamie i nie jest wiarygodnym źródłem? Jak to? Co, w takim razie przyczyniło się do powstania programu?

Łukasz Jakóbiak: Zawsze chciałem pracować w telewizji, ale jakoś żadna z nich nie pałała do mnie na tyle dużą sympatią żeby mnie przyjąć. Wysyłałem wiele propozycji współpracy, ale często nie dostawałem nawet żadnej odpowiedzi, więc postanowiłem, że sam się zatrudnię i zrobię sobie własnym program w internecie. A program kręcę w kawalerce z prostego powodu – nie było mnie stać na wynajęcie studia i kilkunastoosobowej ekipy, więc stwierdziłem, że zrobię to u siebie w domu.   

Grzecznych Chłopiec: Rozumiem. Skoro jesteśmy już przy Pudelku, to cieszą cię publikacje na nim na twój temat? Jak do tego podchodzisz?

Łukasz Jakóbiak: Wiesz co, Kuba Wojewódzki mi powiedział, że skoro mój program jest cytowany, to znaczy, że odniosłem sukces. Fakt, jest cytowany na Pudelku, ale jest cytowany też w wielu innych mediach i portalach, i to jest bardzo miłe. Robię ten program, żeby niósł jakieś wartości i jeśli chcę, żeby docierał do większego grona odbiorców, to siłą rzeczy musi być promowanych w przeróżnych miejscach, również takich jak Pudelek.        

Grzecznych Chłopiec: A nie boisz się, że za chwilę ktoś będzie stał pod twoją klatką i robił ci zdjęcia jak wychodzisz na kacu w klapkach? Albo czaił się na szczudłach pod twoim balkonem i podglądał z kim robisz wywiad?

Łukasz Jakóbiak: Czy się nie boję? Trochę do tego dążę… Mam świadomość w jakim kierunku idę, z czym to się je i jak to wygląda. Pewnych rzeczy nie przeskoczę.

Grzecznych Chłopiec: Czyli nie boisz się tego, tylko czekasz na to?

Łukasz Jakóbiak: To nie jest tak, że czekam na to. Wiem, że to jest nieuniknione i jestem na to przygotowany.

Grzecznych Chłopiec: Czujesz się już sławny? Ludzie rozpoznają cię na ulicy? Podchodzą przybić piątkę? Licealistki rzucają w ciebie majtkami?

Łukasz Jakóbiak: <Śmiech> Rozpoznają mnie, ale nie czuję się sławny. Bielizna jeszcze nie wchodzi w grę <śmiech>.

Grzecznych Chłopiec: Wracając na chwilę do programu, po paru pierwszy odcinkach przylgnęła do niego łatka (którą sam sobie przypiąłeś), że w twojej kawalerce jest jak w gabinecie psychoterapeutycznym, że gwiazdy pokazują się w nim od “innej” strony. Nie wydaje ci się, że paru twoich gości nadużywało tego i próbowało cię wykorzystać żeby poprawić swój (delikatnie mówiąc) nadszarpnięty wizerunek?

Łukasz Jakóbiak: Nikt nikogo nie wykorzystywał. Ja nie grałem i nie czułem też żeby oni grali (moi goście). Zależało mi na tym, żeby wydobyć z nich coś czego nie pokazują media – świat w którym oni żyją. Mój program pokazuje ich naturalnych, szczerych, niezakłamanych i to jest moim celem. Taki miałem zamysł, nie czuję się wykorzystywany.

Grzecznych Chłopiec: To o czym mówię najbardziej chyba było widać po Węgrowskiej, która ewidentnie przyszła się wybielić, a wyszła na tym jak Zabłocki na mydle. Zgodzisz się?

Łukasz Jakóbiak: Ona jest generalnie bardzo miłą i komunikatywną osobą, tylko powinna wynająć sobie dobrego piarowca i uważać na to co mówi.

Grzecznych Chłopiec: Wyemitowałeś już 16 odcinków i lada chwila dotoczysz się do połowy miliona wyświetleń. To dużo, dużo więcej niż program Moniki Jaruzelskiej “Bez Maski” i wciąż dramatycznie mniej niż “Matura to bzdura” czy choćby “AdBuster”. Z czego żyjesz, bo domyślam się, że nie z reklam na YouTube? Dorabiasz w Lidlu czy pracujesz w call center Netii?

Łukasz Jakóbiak: Z czego żyję? Trochę z oszczędności, trochę zajmuję się PRem, trochę pozycjonowaniem lekarzy medycyny estetycznej w mediach. W tym roku miałem też okazję pracować przy dwóch festiwalach muzycznych. To tyle, co mogę ci powiedzieć.

Grzecznych Chłopiec: Dobra, to teraz przyznaj się na ile policzyłeś Apple’a za product placement iPhone’a?

Łukasz Jakóbiak: Ta firma nie płaci mi żadnych świadczeń, za to, że posługuję się ich produktem przy nagrywaniu programu.

Grzecznych Chłopiec: Serio, chcesz mi wmówić, że nic z tego nie masz i kręcisz program iPhonem, bo nie dało się do tego wykorzystać żadnego innego telefonu?

Łukasz Jakóbiak: Kręcę iPhonem, bo akurat iPhone’a miałem w domu (a w zasadzie trzy). Mógłbym to kręcić innym telefonem i nawet padały jakieś propozycje ze strony producentów, ale nie na tyle konkretne, żebym ten telefon zmienił.

Grzecznych Chłopiec: Okej, to jak już jesteśmy przy sprawach technicznych, to może zdradzisz ile osób oprócz ciebie pracuje przy programie? 5? 10? 15?

Łukasz Jakóbiak: To nie jest żadna tajemnica, wszystkie osoby, które pomagają mi przy programie są wymienione w końcowych napisach. Jest ich dwoje – dźwiękowiec i montażysta.

Grzecznych Chłopiec: Tylko tyle, serio? A stylistka, która wybiera ci ciuchy i układa włosy?

Łukasz Jakóbiak: Nie mam stylistki, sam sobie wybieram ciuchy i układam włosy <śmiech>.

Grzecznych Chłopiec: No dobra, dajmy na to, że uwierzyłem. Jeśli więc wszystkim poza montażem zajmujesz się sam, to jak wygląda twój typowy dzień? O której wstajesz, o której idziesz spać?

Łukasz Jakóbiak: Wstaję zazwyczaj około 7 rano, kładę się spać koło północy. 3 razy w ciągu dnia sprawdzam maile, odpisuję na komentarze, udzielam odpowiedzi na różnego rodzaju pytania i również udzielam wywiadów. Coraz więcej osób odzywa się do mnie w sprawie współpracy, więc chodzę na spotkania, negocjacje, itd. Oprócz tego 4 razy wciągu tygodnia, chodzę na siłownię i ćwiczę pod okiem trenera i wypełniam wszystkie inne obowiązki, o których mówiłem ci wcześniej.

Grzecznych Chłopiec: A imprezy, mocno wliczone są w twój, nazwijmy go tak, “zawód”? Często musisz chodzić do klubów, żeby łapać kontakt z gwiazdami?

Łukasz Jakóbiak: Ostatnio to się zmieniło. Odkąd Wojewódzki pochlebnie wyraził się o “20m2 Łukasza” i napisał o mnie portal Tomasza Lisa sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dużo łatwiej jest mi zaprosić jakąś gwiazdę do programu, niż wcześniej i w zasadzie to same się do mnie zgłaszają. A jeśli chodzi o imprezy, to faktycznie zdarza mi się na nie chodzić.

Grzecznych Chłopiec: A zdarzało ci się, że musiałeś wypić z kimś najpierw pół litra wódki zanim namówiłeś go na udział w programie?

Łukasz Jakóbiak: Nie piję wódki, nie ma takiej opcji. Jeśli już to whisky. Ale nie, na szczęście nie miałem takiej sytuacji. Zdarzało mi się zabalować z kimś z moich gości, ale to dopiero po programie. Nigdy przed.

Grzecznych Chłopiec: Twoim pierwszy gościem był Tomasz Jacyków – postać z pierwszy stron kolorowych gazet. Jak udało ci się namówić kogoś tak znanego startując z programem od zera? Jesteś z nim spokrewiony czy zapłaciłeś mu?

Łukasz Jakóbiak: Ani jedno, ani drugie, ale musisz wiedzieć, że to nie był pierwszy nagrany odcinek. Był wyemitowany jako pierwszy, ale nagrany był później. A namówienie go wcale nie było takie trudne. Jego numer znalazłem na jego stronie internetowej, zadzwoniłem i spytałem czy weźmie udział w programie. Zgodził się od razu, nawet nie pytał o żadne szczegóły, tylko powiedział, że mam podjechać po niego na siłownię. Zawiozłem, pogadaliśmy, odwiozłem i tyle.

Grzecznych Chłopiec: To w ogóle trudna sprawa, takie zapraszanie, dużo osób odmawia przyjścia?

Łukasz Jakóbiak: Teraz, gdy już mam trochę odcinków na koncie i jakąś tam popularność, jest łatwiej, ale wcześniej nie było to takie proste. Bo wiesz, trzeba wziąć skądś ten kontakt, zadzwonić, przekonać, namówić, wysłać odcinki, przypominać się, dobrać termin… Tak naprawdę “20m2 Łukasza” pochłania mi trochę czasu.

Grzecznych Chłopiec: Jest jakiś klucz, którym kierujesz się przy doborze gości? Zapraszasz tych z którymi sam chciałbyś pogadać przy piwku, czy tych których warto zaprosić, bo będzie szum medialny?

Łukasz Jakóbiak: Zapraszam ludzi, z którymi czuję, że będę mógł naprawdę porozmawiać. Od których wiem, że czegoś się dowiem i że ta rozmowa będzie ciekawa. Wybieram gości, którzy mają coś wartościowego dla mnie, albo coś wartościowego dla ludzi. Często też zapraszam gości, żeby sprawdzić, czy są faktycznie tacy jak ich kreują media, czy zupełnie inni. Tak między innymi było z Iwoną Węgrowską. Bardzo chciałem zobaczyć, czy ona naturalnie taka jest, czy tylko media ją tak przedstawiają.

Grzecznych Chłopiec: Zmierzając ku końcowi – zamierzasz cały czas kręcić w kawalerce, czy gdy już zarobisz pierwszy miliard przeniesiesz się do willi na Wilanowie i będzie “2000m2 Łukasza”?

Łukasz Jakóbiak: Oczywiście, że będzie “2000m2 Łukasza”!

Grzecznych Chłopiec: Na taką odpowiedź czekałem <śmiech>. A jakie są w ogóle perspektywy rozwoju? Chcesz zostać na YouTube? Czy wygryźć Wojewódzkiego z TVNu? A może Ibisza?

Łukasz Jakóbiak: Nie chcę nikogo wygryzać. Mam swój program swoją, osobowość i jestem inny niż całą reszta, ale zamierzam przejść do telewizji. A u mnie “zamierzam”, znaczy, że “zrobię to już niedługo”.

Grzecznych Chłopiec: Czyli opuszczasz YouTube’a?

Łukasz Jakóbiak: Nie, YouTube’a zostawię. “20m2 Łukasza” zostanie na na YouTube, a do telewizji przejdę sam do nowego formatu.

Grzecznych Chłopiec: I tego ci serdecznie życzę, oczywiście oprócz milionów wyświetleń na YouTube i setek tysięcy fanów na Fejsie. Wielkie dzięki za rozmowę!

“20m2 Łukasza” możecie oglądać tu, a śledzić tutaj.

Żeby nie było nieporozumień, nie wątpię, że tego nie robisz. Jestem pewien, że pośladki w twoich gadkach (i gatkach) przewijają się nieustannie. Tym razem chciałbym, żebyś jednak zapomniał o koleżankach, kochankach, paniach Krysiach ze spożywczaka i paniach Zosiach z obuwniczego, i skupił się na swojej własnej dupie. Na tej samej, na której codziennie siadasz i robisz wszystkie inne rzeczy, których za wszelką cenę staram się sobie nie wyobrażać.

Fundacja Rak’n’Roll po bardzo udanej akcji “Zbieramy na cycki nowe fryzury i dragi”, postanowiła tym razem nagłośnić temat dotyczący panów. Hasłem “Rozmawiasz z kumplami o dupach? Pogadaj o swojej!” chce rozpocząć dyskusje wokół ważnej, aczkolwiek niechętnie poruszanej kwestii – raka prostaty. Według tego co piszą

Rak prostaty jest drugim co do częstości występowania nowotworem u mężczyzn. Wykryty we wczesnym stadium może być skutecznie leczony. Jedynym sposobem zapobiegania i możliwością ewentualnego wczesnego wykrycia tego schorzenia jest profilaktyka – regularne, coroczne badanie per rectum i oznaczenie stężenia PSA we krwi, u mężczyzn po 40 r.ż.

Powiem szczerze, że informacja ta naprawdę mrozi krew żyłach (i w dupie też). W życiu bym o tym nie pomyślał. Fakt, statystycznie jestem jeszcze za młody na takie problemy (ach ta nieznośna młodość i piękność), ale warto zainteresować się tematem już dziś. Choćby po to, by później życie nie dało mi po dupie – mówiąc dosłownie.

Sprawa jest co najmniej słuszna, więc zachęcam (choć nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to zrobię): gadajcie o swoich dupach! A jeszcze lepiej badajcie je i share’ujcie tego posta i…

[box type=”tick” size=”large” style=”rounded” border=”full”]Pamiętajcie: komentowanie rąk nie brudzi i nie trudzi dobrych ludzi![/box]