Close
Close

Żeby nie było nieporozumień, nie wątpię, że tego nie robisz. Jestem pewien, że pośladki w twoich gadkach (i gatkach) przewijają się nieustannie. Tym razem chciałbym, żebyś jednak zapomniał o koleżankach, kochankach, paniach Krysiach ze spożywczaka i paniach Zosiach z obuwniczego, i skupił się na swojej własnej dupie. Na tej samej, na której codziennie siadasz i robisz wszystkie inne rzeczy, których za wszelką cenę staram się sobie nie wyobrażać.

Fundacja Rak’n’Roll po bardzo udanej akcji “Zbieramy na cycki nowe fryzury i dragi”, postanowiła tym razem nagłośnić temat dotyczący panów. Hasłem “Rozmawiasz z kumplami o dupach? Pogadaj o swojej!” chce rozpocząć dyskusje wokół ważnej, aczkolwiek niechętnie poruszanej kwestii – raka prostaty. Według tego co piszą

Rak prostaty jest drugim co do częstości występowania nowotworem u mężczyzn. Wykryty we wczesnym stadium może być skutecznie leczony. Jedynym sposobem zapobiegania i możliwością ewentualnego wczesnego wykrycia tego schorzenia jest profilaktyka – regularne, coroczne badanie per rectum i oznaczenie stężenia PSA we krwi, u mężczyzn po 40 r.ż.

Powiem szczerze, że informacja ta naprawdę mrozi krew żyłach (i w dupie też). W życiu bym o tym nie pomyślał. Fakt, statystycznie jestem jeszcze za młody na takie problemy (ach ta nieznośna młodość i piękność), ale warto zainteresować się tematem już dziś. Choćby po to, by później życie nie dało mi po dupie – mówiąc dosłownie.

Sprawa jest co najmniej słuszna, więc zachęcam (choć nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to zrobię): gadajcie o swoich dupach! A jeszcze lepiej badajcie je i share’ujcie tego posta i…

[box type=”tick” size=”large” style=”rounded” border=”full”]Pamiętajcie: komentowanie rąk nie brudzi i nie trudzi dobrych ludzi![/box]

(niżej jest kolejny tekst)

reCYCLING vol.2 w MOCAKu – jak było?

Skip to entry content

Wczoraj pod Muzeum Sztuki Współczesnej na Zabłociu odbyła się szumnie (przeze mnie) zapowiadana druga część reCYCLINGu. Szczerze mówiąc, to myślałem, że za specjalnie nikt nie przyjdzie na to malowanie, bo pogoda była wybitnie londyńska. Na szczęście okazało się, że pod MOCAKiem nie byłem sam. Co prawda nie było tyle ludzi co na pierwszej edycji, ale na pustki też nie można było narzekać.

Tak jak ostatnio, byli i starzy i młodzi, i brzydcy i ładni, i hipsterzy i ci z Huty. Jakby uczestników nie dzielić, kategoryzować i nie nazywać, to każdy z nich przyniósł pozytywny nastrój (mimo deszczu) i dobrze się bawił. Na dobrą sprawę to była całkiem wyrównana walka o spreje. Niestety poległem i dorwałem się tylko do resztki złotego, co zniweczyło moje plany. Chciałem poprawić ostatnie malowanie i spotęgować blask mojego trzystu karatowego bicykla. Cóż, na jakiś czas będę musiał schować do szuflady tytuł króla śródmieścia i bujać się po rynku srebrno-magentową holenderką (bo do takich kolorów udało mi się dorwać).

Jeśli macie jednoślad, a nie byliście, to żałujcie (i to gorzko), następny reCYCLING pewnie dopiero za 9 miesięcy. Pozostałe rowerowe metamorfozy możecie sprawdzić poniżej.

[wzslider autoplay=”true” lightbox=”true”]

Widzicie się na którymś zdjęciu? Udało mi się ustrzelić was albo wasz sprzęt? Chwalcie się śmiało i…

[box type=”tick” size=”large” style=”rounded” border=”full”]Pamiętajcie: komentowanie rąk nie brudzi i nie trudzi dobrych ludzi![/box]

Śniadanie Mistrzów #14 – Jajecznica na kurkach

Skip to entry content

 

Nigdy nie mogę wyczuć kiedy jest pora na grzyby. Kiedy przypomina mi się, że mam ochotę na smażone rydze albo właśnie jajecznice na kurkach jest dużo, dużo za wcześnie albo ciut po. Tym razem udało mi się trafić w sezon.

Takie rarytasy jak dzisiejszy wybitnie kojarzą mi się z dzieciństwem. Gdy byłem dzieciakiem (niestety wbrew niektórym przesłankom teraz już nie jestem) moja babcia robiła wyśmienite śniadania, a jajecznica na kurakach była jedną z jej specjalności.

Do dzisiejszej szamki potrzebujemy 10 dekagramów kurek, 4 jajek i trochę masła. Najpierw kurki czyścimy z runa leśnego i różnych takich, potem tniemy na w miarę małe części, a następnie złocimy (smażymy) na maśle. Gdy grzybki błyszczą bardziej niż złoto z Amber Gold wbijamy jaja. Dalej to już standardowo jak z jajecznicą – jak się wszystko zetnie przekładamy na talerz.

Zapewniamy was, że nie wygląda to tak dobrze jak smakuje.

Smacznego!