Close
Close

reCYCLING vol.2 w MOCAKu – jak było?

Skip to entry content

Wczoraj pod Muzeum Sztuki Współczesnej na Zabłociu odbyła się szumnie (przeze mnie) zapowiadana druga część reCYCLINGu. Szczerze mówiąc, to myślałem, że za specjalnie nikt nie przyjdzie na to malowanie, bo pogoda była wybitnie londyńska. Na szczęście okazało się, że pod MOCAKiem nie byłem sam. Co prawda nie było tyle ludzi co na pierwszej edycji, ale na pustki też nie można było narzekać.

Tak jak ostatnio, byli i starzy i młodzi, i brzydcy i ładni, i hipsterzy i ci z Huty. Jakby uczestników nie dzielić, kategoryzować i nie nazywać, to każdy z nich przyniósł pozytywny nastrój (mimo deszczu) i dobrze się bawił. Na dobrą sprawę to była całkiem wyrównana walka o spreje. Niestety poległem i dorwałem się tylko do resztki złotego, co zniweczyło moje plany. Chciałem poprawić ostatnie malowanie i spotęgować blask mojego trzystu karatowego bicykla. Cóż, na jakiś czas będę musiał schować do szuflady tytuł króla śródmieścia i bujać się po rynku srebrno-magentową holenderką (bo do takich kolorów udało mi się dorwać).

Jeśli macie jednoślad, a nie byliście, to żałujcie (i to gorzko), następny reCYCLING pewnie dopiero za 9 miesięcy. Pozostałe rowerowe metamorfozy możecie sprawdzić poniżej.

[wzslider autoplay=”true” lightbox=”true”]

Widzicie się na którymś zdjęciu? Udało mi się ustrzelić was albo wasz sprzęt? Chwalcie się śmiało i…

[box type=”tick” size=”large” style=”rounded” border=”full”]Pamiętajcie: komentowanie rąk nie brudzi i nie trudzi dobrych ludzi![/box]

(niżej jest kolejny tekst)

Śniadanie Mistrzów #14 – Jajecznica na kurkach

Skip to entry content

 

Nigdy nie mogę wyczuć kiedy jest pora na grzyby. Kiedy przypomina mi się, że mam ochotę na smażone rydze albo właśnie jajecznice na kurkach jest dużo, dużo za wcześnie albo ciut po. Tym razem udało mi się trafić w sezon.

Takie rarytasy jak dzisiejszy wybitnie kojarzą mi się z dzieciństwem. Gdy byłem dzieciakiem (niestety wbrew niektórym przesłankom teraz już nie jestem) moja babcia robiła wyśmienite śniadania, a jajecznica na kurakach była jedną z jej specjalności.

Do dzisiejszej szamki potrzebujemy 10 dekagramów kurek, 4 jajek i trochę masła. Najpierw kurki czyścimy z runa leśnego i różnych takich, potem tniemy na w miarę małe części, a następnie złocimy (smażymy) na maśle. Gdy grzybki błyszczą bardziej niż złoto z Amber Gold wbijamy jaja. Dalej to już standardowo jak z jajecznicą – jak się wszystko zetnie przekładamy na talerz.

Zapewniamy was, że nie wygląda to tak dobrze jak smakuje.

Smacznego!

 

Paryż część III – Łuk Triumfalny, katakumby i Montmartre

Skip to entry content

Dziś trzecia (i w zasadzie to chyba ostatnia) część relacji z tygodnia w Paryżu. Jeśli nie czytaliście wcześniejszych, to tu pierwsza, druga i francuskie śniadanie mistrzów.

 

Łuk Triumfalny i rondo Charlesa de Gaulle’a

Ja nie miałem jakiegoś wielkiego napału na to miejsce, ale Bartek powiedział, że “to trzeba zobaczyć!”. Nie wiedziałem za bardzo czym jest to konieczne do zobaczenia “to”, ale jak dotarliśmy na miejsce wszystko było jasne.

Sam Łuk Triumfalny… jak to łuk triumfalny – duży i zaokrąglony. Nie jestem fanatykiem tematu, nie kończyłem architektury, ani nawet historii na UJocie, nie będę tu tworzył peanów na jego cześć. Wygląda monumentalnie i (jak to w Paryżu) jest przy nim od cholery turystów. Tyle.

Natomiast to co się dzieje wokół niego – czyli rondo Charlesa de Gaulle’a – no to, to faktycznie warto zobaczyć. Jeśli myślicie, że na alejach po 16-tej jest bydło, to wam się tylko tak wydaje. Na rondzie pod Łukiem Triumfalnym jest rozpierdziucha po całości. Nie wiem ile tam jest pasów ruchu – 8? 10? 12? Jakbym dołożyć do tego skutery podjeżdżające autobusom pod koła i wpychające się w każdy wolny centrymetr kwadratowy powierzchni, to pasów byłoby i z 16. Wszyscy trąbią, każdy ma pierwszeństwo, a kierujący ruchem mogą co najwyżej sobie pogwizdać. Nie chcielibyście tam zdawać egzaminu na prawko. Serio.

 

Katakumby

To również był pomysł Bartka. Paryskie Katakumby to doświadczenie przerażające podwójnie. Najpierw paraliżuje cię niemal na śmierć przerażenie gdy widzisz kolejkę. TRZY GODZINY STANIA PO BILET (ale daliśmy radę)!!! Potem przez ponad pół godziny masz bardzo intensywną lekcję anatomii. Założę się, że takiej ilość szczątków martwych ludzi nie widziałeś we wszystkich obejrzanych filmach grozy razem wziętych. W skrócie czaszki, piszczela, obojczyki, czaszki. Przyznaję się, kiedy był skok napięcia i na sekundę zgasło światło prawie się posikałem.

 

Montmartre

Montmartre to najfajniejsze miejsce w całym Paryżu. Jest to wzgórze, na którym mieszkało (i mieszka nadal) nieprzeciętnie dużo malarzy, pisarzy, muzyków i innych artystycznych dusz. Stąd jego przydomek “wzgórze artystów”. Wdrapując się na nie, czuć ten artystyczny klimat, tę nieskrępowaną twórczą atmosferę, tę wolność. Jest to najwyżej położona dzielnica Paryża i z jej szczytu rozpościera się widok na całe miasto.

Ze szczytu zielonego od trawy, dodajmy, na którym ludzie:

  • piknikują (z winkiem oczywiście)
  • śpiewają
  • grają na instrumentach
  • rapują
  • żonglują (czym się da)
  • tańczą
  • i bawią się we wszystkich innych formach nie wymienionych powyżej

Zakochałem się w tym miejscu, jest cudowne. Chciałbym tam pomieszkać przez parę miesięcy, na przykład na wiosnę i lato. Może nie dziś i nie za tydzień, ale kiedyś to zrobię.