Close
Close

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć. Część II: uczelnia

Skip to entry content

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów? Wiecie już na co zwracać uwagę szukając mieszkania w Krakowie. Wiecie też, że portfel to nie torba Świętego Mikołaja i każdy ma głębsze lub płytsze dno (zazwyczaj w grę wchodzi ta druga opcja). Teraz pora dowiedzieć się jak nie wylecieć z uczelni szybciej niż najładniejsza laska z roku.

Rany boskie, to na studiach będzie trzeba się uczyć?

Rozczaruję cię, ale najczęściej tak. Jeśli jesteś na technicznym kierunku to nawet sporo. Wywalone po całości możesz mieć tylko na europeistyce, turystyce i pedagogice. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale nawet na zarządzaniu i socjologii trzeba raz na jakiś czas coś przykumulować. Jak nie stać się z dnia na dzień molem książkowym?

Wybadaj największego dziobaka w grupie i  skumpluj się z nim. Nie będziesz miał trudów z rozpoznaniem go. Siądzie w pierwszej ławce nawet jeśli będzie to wykład, będzie notował każde słowo, po pierwszych zajęciach podejdzie spytać prowadzącego o dodatkową literaturę i nie zobaczysz go nigdy na integracji. Będzie robił lepsze notatki niż jakbyś dostał skrypt od prowadzącego. Kseruj je na bieżąco, uratują ci tyłek przed sesją.

Wykłady możesz spokojnie odpuścić bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Po pierwsze, masz ustawionego dziobaka, który da ci wszystko na tacy. Po drugie, zazwyczaj są tak nudne, że i tak nie zapamiętasz z nich nic istotnego, a tylko niepotrzebnie zamulisz się na resztę dnia. Niby zawsze można posiedzieć na necie i poczytać Stay Fly, ale dokładnie to samo możesz robić w każdym innym miejscu, w ciekawszej atmosferze.

Chodź na ćwiczenia! I to na wszystkie! Jest to warunek obowiązkowy, jeśli nie chcesz pożegnać się ze studiami już przy pierwszej sesji (no chyba, że macie zajęcia w formie e-learningu, ale to się rzadko zdarza na pierwszym roku). Ćwiczeniowcy sprawdzają obecność i pilnują jej jak zwrotu podatku. Olejesz zajęcia trzy razy i już nie masz zaliczenia w pierwszym terminie, a co za tym idzie nie możesz podejść do egzaminu w pierwszym terminie. Jeszcze o tym nie wiesz, ale pisanie egzaminu w pierwszym terminie, to mega ważna opcja. Wtedy zawsze jest najwięcej ludzi, w tym dziobaki, więc będziesz miał od kogo ściągać i będziesz miał jak ściągać. Serio, pisanie poprawki gdy na sali jest 10 osób łącznie z egzaminatorem, to słaba opcja.

Nigdy nie rób projektów z kumplami. To, że ktoś jest spoko, lubisz się z nim napić, rwać panienki  i bujacie się razem po mieście, znaczy tylko tyle, że jest… spoko. Jest na pewno świetnym kumplem i rewelacyjnym kompanem do podważania zasad grawitacji, ale założę się o duże piwko, że beznadziejnym współpracownikiem. Jeśli wpadniesz na karkołomny pomysł by być razem w grupie projektowej na jakichś zajęciach, to na 99,9% poniesiecie fiasko. Zamiast liczyć tabelki, robić prezentacje i pisać referaty będzie gadać o Kasi, Basi i Zosi i po kwadransie wpadniecie na świetny pomysł, że praca lepiej pójdzie przy flaszce rudej. Nie, nie pójdzie. Stanie w miejscu. Ziomkuj się z kim chcesz, ale na projektach grupowych trzymaj się z dziobakami. Zrobią za ciebie całą robotę (w obawie, że coś spieprzysz), a do indeksu i tak dostaniesz najmniej 4 i pół.

Bądź miły dla bab z dziekanatu! Uważasz je za france najgorszej maści? Podejrzewasz, że nie golą pach, a zęby myją tylko wtedy, gdy sztuczna szczęka wpadnie im do wiadra z Domestosem? Pewnie tak, ale nieraz zadecydują o Twoim być albo nie być. Wiele razy od ich widzimisię będzie zależało czy dostaniesz dodatkowy termin, czy podbiją ci legitymację mimo, że nic jeszcze nie zaliczyłeś i czy przyjmą nawet najbardziej absurdalne pismo do dziekana. Radzę ci dobrze – uśmiechaj się, przytakuj i przepraszaj. Dokładnie w tej kolejności.

To tyle ile musisz wiedzieć o życiu na uczelni w pierwszym miesiącu. Staraj trzymać się tych rad, a gładko dojdziesz do drugiego miesiąca, a możesz nawet zahaczysz o trzeci. W poniedziałek trzecia część trylogii, na temat tego jak być przytomny tracąc dziewictwo.

(niżej jest kolejny tekst)

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć. Część I: kasa i czas

Skip to entry content

Wiem, że większość czytelników bloga, to osoby po studiach lub właśnie je kończące. Dla Was ten cykl artykułów będzie powrotem do szalonych lat głębokiej nieświadomości. Natomiast ci z Was, którzy od poniedziałku zaczęli wątpliwą przygodę ze szkołami wyższymi, znajdą tu dla siebie pełne kompendium wiedzy jak przetrwać pierwszy miesiąc studiów. Dowiecie się jak przeżyć bez wizyty u psychoterapeuty ten gorący okres, kiedy zewsząd atakuje Was tyle nowych możliwości i pokus. Na samym początku zajmiemy się kwestią, na którą jesteście najbardziej narażeni, czyli wizją bankructwa!

 

Pieniądze i czas to zasoby ograniczone

Niby wydaje się to oczywistą oczywistością. Niby każdy wie, że za stówkę nie kupisz jedzenia na miesiąc i nowych trampek Lacosty. Niby wiadome jest, że każda doba (nawet w twoje urodziny) ma 24 godziny. Z autopsji jednak wiem, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste, więc zapamiętaj:

Jeśli w portfelu został Ci jeden samotny Jagiełło, a do domu wracasz dopiero w przyszłym tygodniu, to choćby nie wiem jak kozacki melanż się kroił nie przepij go! Będzie Ci się wydawało, że jesteś królem imprezy, bo postawisz trzem laskom po piwku i z jedną wrócisz taksą na chatę. Smutna rzeczywistość zderzy się z Tobą następnego dnia, gdy będziesz żebrał po zecie od lokatorów żeby zapić kaca Redd’sem. Gdy głowa przestanie boleć, uświadomisz sobie, że byłeś zbyt pijany, by wziąć numer od tej panny, a tu zostały jeszcze 4 dni do przeżycia. Kumple z grupy raczej nie pożyczą ci hajsu. Albo są w dokładnie tej samej sytuacji co Ty, albo są nerdami, którzy spędzili piątek przed kompem. A wyłudzanie kasy od starych w pierwszym miesiącu “życia na dorosło”, to straszny przypał i źle rokuje na przyszłość.

Już od pierwszego weekendu w Krakowie będziesz miał 3007 możliwości na spędzenie go. Na bank będzie integracja Twojej grupy na rynku, na stówę odezwą się starsi znajomi, którzy w Krakowie są już dłuższy czas, na mur beton będzie inauguracyjna najba w akademiku, w którym mieszkasz, czy na mieszkaniu. Dodaj do tego pozostałe 3004 opcje, których nie chce mi się wypisywać, bo i tak byś ich nie przeczytał. Reasumując – musisz wybierać. Tak, tak, życie to sztuka wyborów. Sorry memory, ale nie da rady umówić się ze wszystkimi na piątek i z czegoś musisz zrezygnować. Pamiętaj tylko by nie za często rezygnować z pracy przy projekcie na zaliczenie, bo dość szybko może się okazać, że jesteś w głębokiej… kropce (nie przeklinamy na blogu, bo czyta to moja mama).

To tak tytułem wstępu, na temat niszczycielskiej mocy płynięcia na fali imprezowego haju. W kolejnych częściach poradnika zajmiemy się czymś bardziej przyziemnym, czyli ogarnianiem spraw na uczelni i samą kwestią uczenia się.

Top 10, czyli co wam się najbardziej podobało w zeszłym roku

Skip to entry content

Jak wchodziliście wczoraj na bloga, to wiecie, że nasz związek przeszedł najważniejszą próbę. Próbę pierwszego roku. Co prawda nie kupiliście mi nic z tej okazji i nawet nie dostałem czystych sztućców w knajpie (nie mówiąc o braku czerwonego dywanu przed klatką), ale wybaczam Wam. Ba, nawet zrobiłem dla Was podsumowanie pierwszego roku razem! Poniżej bezlitosny ranking 10 postów, które wzbudziły w Was największe emocje w zeszłym roku. Bezlitosny, bo oparty o liczbę udostępnień na Fejsie, także nie ma tu mowy o żadnej ściemie. So let’s begin!

(jeśli chcecie otworzyć cały artykuł, to kliknijcie w nagłówek)

 

#10 – Relacja z “Party Hard Domówka”

Zestawienie rozpoczyna szumnie zapowiadana “Party Hard Domówka”. Miało być grubo, miało być epicko, miało rozkurwić kosmos. Było żenująco normalnie. Organizatorzy nas oszukali i dali ciała po całości. Wasze niezadowolenie przejawiło się w 24 udostępnieniach na Fejsie.

 
 

#9 – Zmiany w Polskim Busie

27 udostępnień. Ja byłem mocno zdołowany, Wy rozczarowani. Polski Bus z abstrakcyjnych przyczyn wiadomych tylko i wyłącznie osobom z 6 zmysłem zlikwidował połączenie “Kraków-Katowice”. Do dziś nie mam najmniejszego pojęcia czemu to zrobił. Wiem tylko, że zrobił głupio. Jak cholera. Spróbujcie sobie dojechać z Krakowa do Katowic jakimkolwiek busem be kupowania wcześniej biletu… Możliwe tylko w teorii, w praktyce – NIE MA SZANS!

 

#8 – Recenzja płyty “Radio Pezet”

Dobra, zaczynam jechać z grubszej rurki – 39 udostępnień. Najnowsza płyta Pezeta budzi skrajne emocje, aczkolwiek więcej tych negatywnych. Czytałem dużo recenzji “Radio Pezet” i zaczynam się bać, że moja jest jedyną pozytywną… Co jest z wami ludzie? Serio tak bardzo nienawidzicie elektroniki? Naprawdę chcecie słuchać w kółko tych samych sampli?

 

#7 Valeria Lukyanova – żywa lalka Barbie

Blachary to zawsze był wdzięczny temat do pocisków, a tu mamy królową blachar, która jest dumna ze swego blacharstwa. Mistrzyni makijażu, księżniczka fotoszopa. Jej trubo-nienaturalność udostępniliście 41 razy.

 
 
 

#6 Wywiad z SA Wardęgą – kolesiem, który zawodowo przebiera się za Spidermana

Wywiad z początku jego “kariery”. Z czasów kiedy nie robił jeszcze mega-chamówy i nie psikał starszych ludziom po twarzach jakimś syfem. Dużo ciekawych pytań, kilka ciekawych odpowiedzi. Widać, że znaleźliście dużo interesujących rzeczy dla siebie, zresztą nic dziwnego, skoro były tam również wasze pytania. 42 udostępnienia.

 
 

#5 Wawelowe, czyli jak wyglądają krakowskie szybkie randki?

Zszerowane 45 razy. Zawsze chciałem zobaczyć jak wyglądają “szybkie randki”. Naoglądałem się tego na filmach, nasłuchałem od znajomych, w końcu sam spróbowałem. Najefektywniejsza opcja na podryw. Polecam wszystkim. Nie tylko sfrustrowanym, notorycznym singlom. Nawet jeśli jesteś brzydszy od polskich siatkarzy, to i tak uda ci się coś wyrwać.

 

#4 Nie kupujcie w Pull&Bear!

Nie mam sił już sobie strzępić języka nad pożal-się-boże jakością szmatek z Pulla. Wciąż jestem zażenowany sytuacją. Wy też się polaliście swoje szale. Pocisk na Fejsiku poszedł 47 razy.

 
 

#3 Restauracja Adama Gesslera w Hotelu Francuskim

Dobra, wchodzimy na podium. Temacie o knajpie Gesslera, daleko jeszcze do zwycięzcy zestawienia, ale 62 szery, to naprawdę niezły wynik. Odkąd Wam napisałem, co sądzę o tej restauracji (a głównie o jedzeniu w niej), bywam tam co jakiś czas. Jedzenie wciąż dobre, obsługa wciąż miła, cena nadal realna dla zwykłego śmiertelnika. Well done Adaś!

 

#2 Jak było na otwarciu Pixela?

Srebrny medal dla relacji z otwarcia klubu Pixel – 70 udostępnień. To był melanż, co? Było grubo, było zacnie, było klawo. Niestety paru naszych zostało kontuzjowanych i zakończyło imprezę mocnym falstartem. Cóż, żeby pić oprócz hajsu, trzeba mieć głowę. Najlepiej mocną. Co by nie było, to każdy klub, który nie celuje w blachary i erazmusów może pozazdrościć takiego otwarcia.

 

#1 – Sztuczna błona dziewicza

W życiu bym nie pomyślał, że ten tekst będzie się cieszyła taką popularnością. Nie miałem zupełnie pomysły na tekst, była smutna jak polskie komedie niedziele, i myślałem o tym co Mikołaj przyniesie mi pod choinkę. Kumpel podesłał mi linka z Allegro i powiedział, że czegoś takiego to jeszcze nie widziałem (no miał rację przyznaję). A tu bach, 186 udostępnień! Rany Chryste, mam nadzieję, że to nie dlatego, że tyle z moich czytelniczek chciałoby sobie to kupić. Niech was straż miejska broni! Ale szerować możecie tak wszystkie teksty, śmiało.