Close
Close

Jak zwiedzić za darmo wszystkie muzea w Krakowie?

Skip to entry content

Kiedy ostatnio pisałem o miejscówkach na randkę w zimie, wspomniałem, że muzea to nuda i można tam spotkać tylko absolwentki UJu i starych ludzi. Parę osób burzyło się, że to nieprawda i że muzea są super, lepsze niż seks i w ogóle. W dalszym ciągu nie zgadzam się z tą tezą i podtrzymuję, że warte odwiedzenia są tylko Podziemia Sukiennic i MOCAK. No może dołożyłbym do tej jeszcze Muzeum Sztuki Japońskiej Manggha. Mimo wszystko, gdyby Wam się jednak strasznie nudziło lub pech chciał, że spotykacie się ze studentką historii sztuki lub innego kulturoznawstwa, może odwiedzić pozostałe. Pozwalam. Nie bądźcie jednak w ciemię bici i zróbcie to za darmo, bo jak mówi stare cygańskie przysłowie- “najlepsze rzeczy w życiu są za darmo”.

Wszystko wam zhiperlinkowałem, żebyście mogli sobie sprawdzić, gdzie co dokładnie się znajduje i o której jest otwarte. No to jedziemy po kolei…

 

Poniedziałek


W poniedziałek macie darmowy wstęp do:

 

Wtorek

W wtorek za friko wejdziecie do:

[emaillocker]

Środa

W środę bezpłatnie wejdziecie do:

 

Sobota

W czwartek i piątek nic sobie za darmoszkę nie pozwiedzamy, a w sobotę również jest słabo. Jedyne miejsce, gdzie nie trzeba płacić za wstęp to Muzeum Geologiczne PAN, które ma najbrzydszą na świecie stronę internetową. Ostatnio takiego brzydala widziałem szukając strony internetowej koła studentów informatyki na AGHu. Fuj!

 

Niedziela

Niedziela, to dzień MNK. W dniu ustawowo wolnym od pracy, otworem przed Wami stoi:

 

Codziennie

Kilka muzeów działa codziennie za darmo. A jest to:

 

Uff, to koniec. Masz co robić przez zimę, więc nie chcę widzieć na Fejsie żadnych obrazków z Kwejka, że nuda i że nie ma gdzie iść! Jeśli zamierzasz się wybrać do któregoś miejsca z wyżej wymienionych i jarasz się, że ktoś nie spał 3 dni, żeby zrobić Ci takie kozackie zestawienie wypisując muzea w Krakowie, to nie bądź żyła i udostępnij to dalej. Sprzedam je potem na Allegro i będę miał na frytki z Maka.

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Grzeczny Chłopiec gotuje #6 – Burrito z chili con carne

Skip to entry content

Ostatnio amerykańskie burgery wzbudziły spore sensacje i to bynajmniej nie żołądkowe. Radziliście co powinno być inaczej, czego dodać, a co odjąć żeby były jeszcze lepsze. Jedna osoba szczególnie mędrkowała udając, że w życiu usmażyła coś więcej niż jajecznicę. Pomyślałem sobie “ty internetowy hejterze, zobaczymy czy przy kuchence gazowej też jesteś taki cwany”. I tym sposobem ustawiłem się z Panem Jakubem na gotowanie. Ku memu zaskoczeniu, okazało się, że Kuba potrafi nie tylko zrobić jajecznicę, herbatę i odgrzać pierogi, ale również…

 

Chili con carne zawinięte w tortillę, czyli burrito!

Trochę kłóciliśmy się co do nazewnictwa. Ostatecznie Kuba po straceniu górnej jedynki przyznał mi rację i stwierdził, że faktycznie to co gotuje od 5 lat właśnie tak się nazywa.

 

Czego potrzebujemy?

Powyższy zestaw to składniki potrzebne do przyrządzenia 6 porcji. Jeśli nie jesteście głodni jak dzikie wilki, to spokojnie starczy dla 4 osób, czyli po 1,5 porcji na łeb (to dla osób, które nie zdały podstawy z matmy na maturze). Przechodząc do konkretów, potrzebujemy takich wynalazków jak:

  • pól kilo mielonego mięsa wołowego
  • duża cebula,
  • 6-8 ząbków czosnku
  • duża papryka
  • puszka białej fasoli
  • puszka czerwonej fasoli
  • paczka sosu pomidorowego Tomatera
  • 6 pszenicznych tortilli
  • 300 gramów sera żółtego
  • serowy sos do naczosów (nie jest obowiązkowy, możecie go wziąć jeśli chcecie przykozaczyć)
  • przyprawy – papryka słodka, papryka chili, pieprz cayenne

 

Jedziemy z koksem!

Zaczynamy od pocięcia wszystkich warzywek i starcia sera. Cebula i czosnek jak najdrobniej, papryka w małe kwadraty, ser w nie za duże paski.

Jak palce są całe i nie napłakaliśmy się za dużo do cebuli, to wrzucamy ją razem z czosnkiem na patelnię. Smażymy, aż się lekko nie zeszkli (piękne słowo).

Gdy cebulka jest już zarumieniona, to wrzucamy mięcho. Obracamy je i mieszamy, aż nie będzie takie jak na obrazku (chciałem napisać “aż nie będzie szare”, ale to brzydki kolor).

Teraz jedziemy z resztą warzywek. Sypiemy paprykę, fasolę jedną i drugą i wlewamy sos pomidorowy. Mieszamy, mieszamy i mieszamy, aż się nie wymiesza.

Jak się już wymieszało, to doprawiamy. Sypiemy od serca papryki słodkiej i z umiarem papryki chili i pieprzu cayenne (z dużym umiarem). Posolić lekko tez można. Całość mieszamy i dusimy, aż się nie udusi. W między czasie lekko zwilżamy tortille wodą i w sadzamy do piekarnika. Cały ten manewr po to żeby były bardziej elastyczne, ale bez tego, też przeżyjecie.

Jak farsz jest już mięciutki i odpowiednio doprawiony, to kładziemy go na placka i zawijamy. Zawiniątko posypujemy startym serem i wkładamy do piekarnika na jakieś 5 minut. Chodzi tylko to, żeby ser się przytopił, więc jak stanie się to wcześniej, to możemy wyjąc już po dwóch, czy tam trzech minutach.

 

Gotowe!

Wygląda niepozornie, robiło się to jakieś 30, albo nawet 40 minut, ale warto. Jest bardzo dobre i baaardzo sycące. Fakt, możesz potem zabijać oddechem, ale taka jest cena dobrej szamki. Tym filozoficznym stwierdzeniem zamykam wpis i życzę wam smacznego! Dziękować można oczywiście w komentarzach.

Virgin Mobile – pierwszy na świecie wirtualny operator telefonii komórkowej – dwa miesiące temu wszedł do Polski. Nie  było to ani wejście smoka, ani nawet wejście z buta, jak choćby w przypadku Heyah czy Play. Było to raczej wejście tylnymi drzwiami, od kuchni. Jak już sobie tak po cichu weszli, to chcieli chociaż trzasnąć drzwiami, żeby ktokolwiek odnotował ich obecność. Nie udało się uzyskać wystarczającego huku przeciętnymi reklamami w TV…

…więc postanowili, że może narobią trochę szumu na Fejsie.

 

Jesteś stalkerem? My to akceptujemy!

Wpis, który widzicie powyżej znajduje się na ich oficjalnym fanpage (gdyby ktoś nie dowierzał, to tutaj link). Virgin Mobile bez ceregieli zachęca swoich użytkowników do stalkingu. Mówiąc po polsku, namawia ludzi by kupowali u nich pre-paidowe karty i nękali telefonicznie, smsowo i e-mailowo inne osoby (dokładna definicja tutaj). Jest to czyn zabroniony prawnie, a mówiąc dokładniej karalny.

Dla mnie tego typu akcja jest co najmniej dziwna, ale cóż, może taką mają strategię komunikacji marki. Abstrahując od tego, namawianie kogoś do stalkingu, mając darmową infolinię jest co najmniej głupie (VM chwali się swoją darmową infolinią na prawo i lewo). A już na pewno brzmi jak wyzwanie i jestem przekonany, że po przeczytaniu tego wpisu sporo osób pomyślało “spoko, challenge accepted”. Ciekawe kiedy padnie im centrala.