Close
Close

Zwiedliście mnie. Byłem przekonany, że po moim apelu posypią się setki ofert z propozycjami podwózki prywatną limuzyną. No, w najgorszym wypadku Toyotą Yaris. A tu nic, tylko opcje ustawki na rower. Przeczesywałem Carpooling i trafiłem nawet gościa, który jechał do Gdańska i mógł mnie wziąć za – uwaga! – 2 złote, ale skubany nie odbierał telefonu. Niech go dunder świśnie. Hultaj jeden. Pisałem nawet do Lekko Stronniczego żeby mnie zabrali, ale Włodek odpisał, że lecą samolotem… Wymiękłem. Stało się najgorsze. Tak – pojechałem PKP (i na tym może skończmy temat, bo nie chcę powiększać wrzodów żołądka).

W chwili gdy to czytasz, jestem już w Gdańsku i jest zimno jak cholera (ale atmosfera aż parzy). Jestem na Blog Forum Gdańsk i pływam sobie z rekinami polskiej blogosfery. Są same grube ryby i parę szproteczek (chodzi o blogerki modowe rzecz jasna). Są tacy znani i lubiani jak:

  • Kuba Jankowski z “Matura to bzdura”
  • Kominek (myślę, że każdy wie z jakiego bloga)
  • Karol Paciorek i Włodek Markowicz z “Lekko Stronniczy”
  • Tomasz Machała z NaTemat.pl
  • Łukasz Jakóbiak z “20m2 Łukasza”
  • Maria Czubaszek z telewizji (nie, to nie nazwa programu)
  • Maciej Budzich z MediaFun.pl
  • Karolina Korwin-Piotrowska (no ją to akurat wszyscy znają, ale nikt nie lubi)
  • i oczywiście ja – Grzeczny Chłopiec ze “Stay Fly”

Podejrzewam, że podniecam się tym bardziej niż Wy (a podniecam się jak cholera). Gdyby się jednak okazało, że Wy też nie możecie spać po nocach z powodu najważniejszej w Polsce konferencji związanej z blogosferą, to poniżej macie livestream z tego wydarzenia. Będę Wam machał ze sceny, także wypatrujcie. I trzymajcie kciuki oczywiście!

(niżej jest kolejny tekst)

Fly Food #10 – Restauracja “Bordo” na Gołębiej

Skip to entry content

Wstyd się przyznać, ale ostatnia odsłona “Fly Food” była w maju – 5 miesięcy temu! Na szczęście nie byliście specjalnie poszkodowani, bo wpisów związanych z jedzeniem na blogu nie brakuje. I tak, wiem, że wszyscy czekacie na wyniki konkursu z Subwayem. Dostałem kilkanaście maili z pytaniem “kiedy wyniki? wygrałam kanapki? oddawaj moje kanapki!”, więc może napiszę jasno tutaj: wyniki konkursu na najlepszą miejscówkę na piknik w poniedziałek. Dla ścisłości – popołudniu (czyli po dwunastej, gdyby ktoś nie wiedział kiedy jest południe).

Przechodząc do meritum…

 

Restauracja “Bordo” na Gołębiej

Knajpa znajduje się na Gołębiej 3, czyli plus minus, dokładnie na przeciwko “Koko”. Czemu ktoś miałby iść do niej, skoro na przeciwko ma znane i lubiane (jeśli nie najpopularniejsze) tanie żarcie przy rynku?

  1. W “Bordo” zestaw, czyli zupa + drugie dnie, kosztuje tyle co cały obiad w “Koko” – 14 zł. Porcje są podobnej wielkości i codziennie jest przynajmniej 6 zup i drugich dań do wyboru – ma to sens. Przy czym, w “Bordo” znajdziemy parę specjałów, których nie uświadczysz w “Koko”, więc jeśli znudziła ci się już łopatka w serze, to warto spróbować czegoś innego.
  2. Mają tam fajną loggię – przeszklone pomieszczenie, w którym możesz się trochę poczuć jak w ogródku. Całkiem spoko sprawa.
  3. W “Bordo” podchodzi do Ciebie kelnerka i zawsze jest miejsce. Tak, tak – nie musisz się bić o wolne krzesło przy stole, a potem stać w gigantycznej kolejce żeby zamówić. Możesz normalnie usiąść i zamówić jak człowiek. Jak człowiek? Co ja mówię – jak panisko! Co prawda niektóre kelnerki mogłyby się pomalować przed wyjściem z domu, ale nie jest źle.

A jak z samą szamą?

 

Zupa – żurek z jajkiem i kiełbasą

Zupka całkiem przyjemna. Nie poparzyłem nią sobie języka, ale nie mogę też powiedzieć żeby była zimna – ot, troszkę letnia. Jajko na tyle duże, że może być z wolnego wybiegu, a kiełbasa chyba nawet nie z psa. 4+ jak dla mnie.

 

Drugie danie – schab w sosie brzoskwiniowo-wiśniowym z frytkami i zestawem surówek

Uwielbiam hasło “zestaw surówek” w lokalach. Jest tak pojemnym i de facto nic nie znaczącym pojęciem, że możesz tam zmieścić wszystko. Od po prostu startej marchewki, przez seler z jabłkiem i rodzynkami, po coleslawa. Tutaj, jak widać, również jest to miks miksów. Przyzwoity.

Frytki natomiast zasługują na kilka gorzkich słów. Tłuste, twarde, przesmażone. Bleee. Ohyda. Biorąc pod uwagę, że lokal ma w nazwie “restauracja” a nie “bar”, to nie wiem jak można podać coś takiego. Jak już będziecie tam jeść, dla bezpieczeństwa weźcie ziemniak. Je trudno spieprzyć.

Główny punkt programu, czyli schabik, bardzo w porząsiu. Dosmażony, ale nie spalony – mięciutki. No i sosik. Nie jestem fanem łączenia słonych dań ze słodkimi, ale faktycznie, tutaj te wiśnie i brzoskwinie pasują jak ulał. Nie dominują mięsa, ładnie dopełniają. Smakowało mi bardzo, bardzo. Gdyby tylko nie te frytki…

Podsumowując:

Cena/ilość: 8/10
Jakość: 6/10
Ogółem: 7/10
Gdzie jest Restauracja „Bordo”?


Wyświetl większą mapę
I na tym chyba zakończymy nasz cykl “Fly Food”. Skończyły się tanie knajpy, trzeba będzie przejść na drogie. Mam cały czas zniżkową kartę od FoodieCard, także nie powinienem zbankrutować już po 3 wyjściach. No chyba, że znacie jeszcze jakieś warte polecenia, niedrogie miejscówki przy rynku?

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć. Część III: impreza w akademiku

Skip to entry content

Oto trzecia i ostatnia część poradnika dla świeżaków jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć. Po części pierwszej, w której mówiłem Ci jak gospodarować pieniędzmi i czasem oraz drugiej, gdzie tłumaczyłem jak przetrwać na uczelni, przyszła pora na…

Akademik – fakty i mity

Oglądaliście o tym film. Słyszeliście od znajomych legendy o epickich melanżach w domach studenckich. Marzyliście od gimnazjum, żeby wziąć udział w jednym z nich.

Na wstępie zapomnijcie o scenach z filmów. To co widzieliście w “Wiecznym studencie”, “American Pie”, “Project X” czy choćby “Social Network” to fikcja. W dodatku amerykańska. W Polsce nie ma bractw, które mają swoje 3-poziomowe wille. W zasadzie, to nie ma żadnych bractw. Pokoje w akademikach to nie przestronne kawalerki z łazienką i pełną kuchnią, tylko klitki. Są tak małe, że gdy wszyscy lokatorzy wstaną w tym samym momencie, to przynajmniej dla jednego z nich kończy się to wstrząsem mózgu.

Jeśli natomiast chodzi o historie, które krążą wokół Miasteczka Studenckiego AGH, to 95% z nich jest prawdziwa. Te 5%, to niezweryfikowana przez naocznych świadków legenda, o tym, że kiedyś na juwenaliach, ktoś wprowadził do akademika konia. Koń wszedł, ale gorzej już było z zejściem, bo według przekazu ustnego, konie boją się schodzić po schodach i z budynku musiała wyciągnąć go straż pożarna. Brzmi równie absurdalnie jak cała historia, ale nie wiem czy to ściema. Stadniny nigdy nie miałem, jednak nauczony doświadczeniem 3 lat mieszkania w przeróżnych domach studenckich, wiem to możliwe.

Ten filmik właśnie w ramach, że “wszystko się może darzyć, gdy głowa pełna marzeń”. Teraz teraz trochę o tym, co robić, żeby nie stracić filmu, jedynek, ani dziewictwa już na pierwszej imprezie.

 

Melanż w akademiku – impreza podwyższonego ryzyka?

 

Akademik to nie pokaz mody.

Jeśli idziesz na melanż do akademika, to nie zakładaj polówki z typem na koniu, sweterka z krokodylem i jeansów z flagą polski. Będziesz płakał głośniej niż syrena alarmu przeciwpożarowego, gdy ktoś wyleje na ciebie piwo lub (co bardziej prawdopodobne) obrzyga Ci spodnie. To po pierwsze. Po drugie, bardzo zirytujesz swoim nachalnym snobizmem mieszkańców domu studenckiego, w którym będzie odbywać się impreza. Chłopaki z akademika cały rok bujają się w nieśmiertelnych kubotach, podkoszulku i spodenkach Speedo (lub innej bazarowej firmy) i nie trawią bananowych lanserów. Głównie dlatego, że nie stać ich na ciuchy, które masz na sobie, ale to już inna kwestia. Kwestia, której nie chciałbyś z nimi omawiać.

 

Nie pij z mieszkańcami.

Kolesie z akademików piją często. Bardzo często. Wiem, że wśród znajomych świrowałeś nieugiętego imprezowicza, ale z chłopakami z akademików nie masz szans. Pierwsze 2 miesiące imprez oddaj walkowerem. Choćbyś co drugą kolejkę wylewał za kołnierz, to polegniesz. Oczywiście będą Cię podpuszczać i wjeżdżać na ambicję, żebyś pił równo z nimi – nie daj się sprowokować. Sam wielokrotnie byłem świadkiem takich potyczek, kiedy to naiwne koty chciały stawać w szranki z kolesiami z magisterki. Kończyło się to zazwyczaj na 2 sposoby. Albo po godzinie kończyli pod stołem, albo po 15 minutach olimpijskiego tempa wycofywali się, przepraszając, że w ogóle tam przyszli.

 

Uważaj co pijesz.

Wiem, że alkohol najlepiej smakuje, gdy za niego nie płacisz, ale nie wlewaj w siebie wszystkiego co zostało ci polane za frajer. Jeśli ktoś właśnie przyniósł 2 butelki po oleju słonecznikowym wypełnione niebieskim płynem, to idź się odlać albo przewietrzyć. To błękitne coś, to prawdopodobnie ice’ówka, czyli wódka zrobiona ze spirytusu i miętowych cukierków z Biedronki. Przy czym “wódka” to określenie nadane temu specyfikowi z dużym kredytem zaufania. Najczęściej bazą ice’ówki (tak jak cytrynówki, malinówki, kukułówki i każdej innej ówki) jest spirol z Ukrainy. Spirol który przyjeżdża do Polski w kanistrach po benzynie, bakach aut i innych pojemnikach, którym daleko do znaku jakości Q. Pijąc to w najlepszym przypadku dostaniesz sraczki, w najgorszym wylądujesz na OIOMie. To co, bawimy się?

 

Hamuj się!

Niezależnie o której przyszła Twoja ekipa, przed 23 będziecie pijani w sztok. Będzie ciasno i gwarno, a laska na którą gapiłeś się ostatnio przez całą mikroekonomię wyciągnie z odbytu kij, który wkłada sobie przed zajęciami. Zacznie ponosić Cię ułańska fantazja. Pomyślisz, że mega brawurową akcją będzie zwyzywanie portierki, która przyszła Was uciszyć. Ktoś zaproponuje, żeby zjechać po schodach na drzwiach od składu, bo do zimy jeszcze tak daleko. Twój funfel odbezpieczy gaśnicę, myśląc, że wyleci z niej piana i zacznie nakręcać panny na miss mokrego podkoszulka. Na koniec stwierdzisz, że nic tak nie imponuje dziewczynom, jak odlanie się przez okno z 9-go piętra, stojąc na zewnętrznym parapecie. Nie rób tego! Nie pytaj czemu, nie chce mi się tłumaczyć. Podziękujesz mi następnego dnia.

Na tym kończymy trylogię poświęconą temu “jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć”. No chyba, że chcecie więcej? Jak mnie ładnie poprosicie w komentarzach, to dorzucę jeszcze jakiś bonus, który uratuje Wam skórę.