Close
Close
Grzeczny Chłopiec a.k.a. mistrsz fotoszopa!

Trudno mi w to uwierzyć (bo jestem niewierzący), ale to już rok razem! Razem z Wami rzecz jasna. Większości z Was 1 października kojarzy się pewnie z rozpoczęciem roku akademickiego, obczajaniem nowych koleżanek na zajęciach i takimi tam naukowymi sprawami. Mnie nie. Mnie 1 października już na zawsze będzie przypominał o tym, że tego dnia zacząłem na serio blogować. Brzmi śmiesznie, ale sprawa jest poważna. Bo czy można traktować niepoważnie 12 000 osób?

Tylu Was właśnie odwiedziło Stay Fly we wrześniu. Sporo, naprawdę sporo. Nie wiem czy jest taki klub w Krakowie, który by Was wszystkich pomieścił. Dzięki, że jesteście! Widok tego jak przybywa Was każdego miesiąca daje mi ogromną satysfakcję. Wiadomo, że nie robię tego dla liczb. Bloguję głównie dla kasy i łatwych dziewczyn. Jednak świadomość tego, że czyta mnie taka rzesza ludzi, poprawia mi samopoczucie za każdym razem, gdy uświadamiam sobie, że nie stać mnie jeszcze na penthouse przy rynku.

Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki! Dzięki za wszystkie maile, które piszecie. Dzięki za wszystkie komentarze, sugestie, rady, lajki i szery na fanpejdżu. Nie chcę pociskać jakiejś strasznej wazeliny, ale to miłe, że odpisujecie na moje pytania mimo, że wam za to nie płacę. Miłe jest również to, że dzięki Wam (choć głównie dzięki sobie) z dnia na dzień przybywa firm, które chcą ze mną współpracować i już niedługo zacznę rzygać tęczą i pluć pięciozłotówkami. Dzięki!


Ps.: W weekend kończy się moja współpraca z Subwayem i z tej okazji będę miał dla was coś bardzo spoko. Tak spoko, że nie wiem czy wytrzymam i nie zjem tego do soboty. Może się uda. Trzymajcie kciuki!

(niżej jest kolejny tekst)

Tym razem pod nóż poszła dość kontrowersyjna kanapka. Klopsiki, bo o nich mowa, wzbudzają tyle emocji, co Gimnazjum Salezjańskie w Lubinie. Amerykanie kochają tego sandwicza, Polacy podchodzą do niego jak pies do jeża. Czy słusznie?

Klopsiki

Piękna kanapeczka, którą widzicie u góry składa się z:

  • jasnej bagietki
  • klopsików
  • ogórka kiszonego
  • oliwek
  • sosu ziołowego
  • i parmezanu

W 10 punktowej skali ocen, bezwzględna loża szyderców (Andrzej/Maciek/Dzika/Grzeczny Chłopiec) przyznała takie oto noty:

Smak – 9.5 (10/10/9/9)

Lekkość bytu – 8,5 (9/9/8/8)

Ukryta moc – 10 (10/10/10/10)

Co daje ocenę ogólną: 9,33.

Jest to  najlepiej do tej pory oceniona przez nas kanapka. Nie mam pojęcia czemu ludzie się jej boją i krążą opinie, że sandwicz z klopsikami to coś dziwnego. To połączenie – klopsy + ogórek + oliwki + parmezan wypada naprawdę znakomicie. Fakt, nie jest to najbardziej lekkostrawna kanapka z Subwaya, ale też nie jakiś beton, a kopa daje na długo. Człowiek czuje się najedzony przez dobre 4 godziny. Jedyny mankament, to to, że klopsiki mogłyby być poprzecinane na pół, bo tak to trochę wędrują po bułce i latają w tę i z powrotem. Summa summarum, jestem pozytywnie zaskoczony.

A za tydzień przetestujemy coś ekstra, co domyślam się, że jadło niewielu z was.

5 rad przydatnych podczas szukania mieszkania

Skip to entry content

Potrzebujesz rad przydatnych w trakcie szukania mieszkania?

Koniec września – gorący okres. Połowie studentów nagle przypomina się, że w tym Krakowie, to trzeba jednak gdzieś mieszkać i na gwałt szukają czegoś. Czegoś co ma 6 ścian, jest tam ciepło i chce się tam wracać nie tylko na kacu. Jak to znaleźć? Służę radą.

 

Po pierwsze: liczy się tylko Gumtree

Nie ma sensu żebyś przeglądał ogłoszenia na przystankach, budkach z kebabem i klatkach bloków. Są albo nieaktualne od 1410 albo dotyczą stancji – mieszkania z właścicielem. Dają je głównie bezzębne staruszki. Fakt, są miłe i pół-głuche (dzięki czemu nie będą słyszeć orgazmów twojej partnerki), ale zbyt często czuć od nich pleśnią i próchnicą. Poza tym mają abstrakcyjne wymagania, typu wracanie przed 22:00 i zero gości (każdorazowe przemycanie dziewczyny, to męcząca sprawa). To samo tyczy się takich portali jak Współlokator. Jeśli chcesz aktualnych w miarę sensownych ogłoszeń, to tylko Gumtree, całą resztę możesz sobie odpuścić ze spokojnym sumieniem.

 

Po drugie: agencja to o jeden czynsz za dużo

Nawet jeśli twoim starym jest Solorz, po dobrym posiłku podcierasz się stuzłotówką i nie wyobrażasz sobie wyjść na miasto dwa razy w tych samych butach, to odpuść sobie korzystanie z usług agencji nieruchomości. Wynajmując mieszkanie przez pośrednika polecisz na starcie trzy czynsze – za pierwszy miesiąc, kaucja i prowizja. W zależności od wielkości/standardu mieszkania i tego czy bierzesz je sam, czy z kumplami, na starcie będziesz musiał wypluć od 1500 do 6000 złotych. Dużo, co? No właśnie, a w Krakowie jest tyle klubów, w których można by przemelanżować tę flotę.

 

Po trzecie: kamienica to nie blok

Jeśli jesteś świeżakiem i tyle co wyleciałeś spod spódnicy matki, to strzeż się kamienic! Ja jako niekwestionowany samiec alfa, od razu po przyjeździe do Krakowa wynająłem pokój przy Galerii Krakowskiej (w kamienicy rzecz jasna). W końcu gdzie miałem mieszkać, jak nie w centrum, co? Tak mi przemroziło tyłek, że po tej przygodzie na trzy lata przeniosłem się do akademika.

Kamienice kuszą, bo za mieszkanie przy rynku (w sensie za czynsz) zapłacisz tyle samo, co za dwa razy mniejsze na Olszy, ale jest DUŻE “ale”. Najczęściej mieszkania w kamienicach ogrzewane są elektrycznymi piecami kaflowymi. Ciągnie to prądu tyle co fabryka mleka, a jest cholernie nieefektywne. Możesz grzać dzień i noc, a i tak nie ma szans, żebyś chodził po mieszkaniu bez kurtki i kalesonów. No i w okolicach marca dostaniesz spóźniony prezent gwiazdkowy – wyrównanie rachunku za prąd. Jeśli w tym czasie nie załapałeś jakiejś lepszej roboty, to będziesz w wielkiej, czarnej… wiesz czym.

 

Po czwarte: Bieżanów to nie śródmieście

To też się tyczy nowych w Krakowie. Uważaj na ogłoszenia typu “Zielony Bieżanów”, “Cichy Ruczaj”, “Spokojne Czyżyny”, czy “Mieszkanie w centrum (Huty)”. Właściciele będą wkręcać, że te dzielnice są świetnie skomunikowane, jeździ nocny, a w ogóle to rzut beretem do rynku i co najważniejsze – na osiedlu jest monopolowy. Wiem, że może ci się to nie mieścić w głowie, ale w Krakowie na każdym osiedlu jest monopolowy, a z każdej z tych dzielnic pod Bagatelę będziesz jechał pół godziny. Jeśli oczywiście poruszasz się MPK przed 8 i po 20. W każdym innym wypadku podróż zajmie ci dwa razy tyle. Reasumując, jeśli Kościoła Mariackiego nie chcesz oglądać tylko na pocztówkach, to wystrzegaj się lokalizacji, które autobusy mają na rozkładach jako końcowe stacje.

 

Po piąte: współlokatorzy też są ważni

Załóżmy, że znalazłeś samodzielny pokój w mieszkaniu z ogrzewaniem miejskim na Floriańskiej. Właściciel umrze w przyszłym tygodniu, więc nie brał od ciebie kaucji, a wynajem kosztuje cię 5 stówek za miesiąc już z mediami. W pokoju masz tyle miejsca, że możesz jeździć na desce i grać w piłkę nożną jednocześnie i w ogóle żyć nie umierać. Jest tylko jeden malutki, malusieńki problem – współlokatorzy.

Jeśli masz mega mieszkanie, tyle, że z bandą brudnych przygłupów, to nie warto. Serio. Brudne talerze, z resztkami jedzenia i muchami krążącymi wokół nich w całej kuchni, doprowadzą cię do szału. Nieustanne jabol-punkowe imprezy, podczas których stracisz 6 pendrive’ów i cała kolekcję czystych skarpet sprawią, że znienawidzisz melanż. Tępe blachary, kwieciście opisujące swoje przygody oralne z obcokrajowcami w cieniowym kiblu, obrzydzą ci relacje damsko-męskie. Wyjdzie na to, że (nie daj Boże) więcej czasu spędzasz na uczelni, niż we własnym mieszkaniu, bo najzwyczajniej w świecie nienawidzisz tam przebywać i od dawna myślisz o wyprowadzce.

Jeśli o czymś zapomniałem, chcesz coś dodać, to nie krępuj się – komentarze stoją przed tobą otworem. Niech potomni mają coś po nas i nie popełniają błędów, które my zrobiliśmy.