Close
Close

Śniadanie Mistrzów #19 – Plater klasyczny + konkurs Subway!

Skip to entry content

Dzisiaj ostatni dzień mojej współpracy z Subwayem i obiecywałem, że będę miał dla Was coś ekstra. Nie kłamałem. W ciągu poprzednich 3 tygodni mogliście się dowiedzieć, co ekipa Stay Fly sądzi o kurczaku teriyaki, melcie i klopsikach. Dziś natomiast nie testowaliśmy pojedynczej kanapki. Testowaliśmy coś, co pewnie niewielu z Was kojarzy, ponieważ wciąż jest mało popularne w naszym kraju. Na pierwszym październikowym “Śniadaniu Mistrzów”  pojawił się plater, czyli zestaw 16 mini-sandwiczy.

 

Plater klasyczny: grillowany kurczak, spicy italian, tuńczyk, wegetariańska

Kanapek było 16, jednak tak szybko jak się pojawiły, tak błyskawicznie zniknęły. Chciałem zrobić więcej zdjęć, ale domownicy nie brali jeńców. Z ustaleń naocznych świadków wynika, że największą popularnością cieszył się grillowany kurczak. Lekko pikantny, faktycznie bardzo dobry. Najmniejszym zainteresowaniem cieszył się natomiast sandwicz wegetariański. Wynika to z bardzo prostego powodu, jak sama nazwa wskazuje, nie miał mięsa, a mięso to jednak musi być (sorry vegans)! Nie spodziewałbym się, ale bułka z tuńczykiem też mi smakowała. Ogólnie nie trawię tej ryby w niczym innym oprócz sałatki z jajkiem, a tu proszę bardzo, całkiem smaczna kompozycja.

Tak jak pisałem wcześniej plater, który testowaliśmy był “klasyczny”, oprócz niego w Subwayu jest też wariant:

  • mięsna uczta (italian b.m.t., szynka, subway club, grillowany kurczak)
  • niskokaloryczny (szynka, pierś z indyka, wegetariańska, grillowany kurczak)
  • wegetariański

Ja już sobie ich nie potestuję, ale Wy możecie! Tak, tak, to jest właśnie ta ekstra rzecz, o której Wam tyle mówiłem.

 

Konkurs – wygraj 16 mini-sandwiczy z Subwaya!

Mam do rozdania (a raczej – Wy macie do wygrania) 4 platery, na które mogliście się ponapalać przeglądając zdjęcia z tego wpisu, lub wchodząc tu. Pewnie w pocie czoła zastanawiacie się, cóż to będzie trzeba zrobić żeby wygrać zestaw kanapek o wartości 75zł? Uspokajam – nie musicie wysyłać mi swoich nagich fotek. Wystarczy, że

  1. Polubicie profil Stay Fly na Fejsie.
  2. Polubicie profil Subway Polska na Fejsie.
  3. Wykażecie się kreatywnością odpowiadając w komentarzach na pytanie: gdzie w Krakowie jest najlepsza miejscówka na piknik?

Odpowiedzi należy udzielać w komentarzach pod tym wpisem. Macie czas do końca przyszłej środy (czyli do północy 10 października). Jedna osoba może udzielać odpowiedzi dowolną ilość razy, jednak wygrać plater może tylko raz. Jeśli w komentarzach znajdą się 2 takie same odpowiedzi – wygra ta, która została wcześniej opublikowana. Wygrają 4 najciekawsze propozycje! To tyle kwestii zasad.

Do dzieła, wszystko w Waszych głowach i rękach, a możliwe, że i w Waszych żołądkach!

Ps. Puśćcie wodze fantazji.

(niżej jest kolejny tekst)

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć. Część II: uczelnia

Skip to entry content

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów? Wiecie już na co zwracać uwagę szukając mieszkania w Krakowie. Wiecie też, że portfel to nie torba Świętego Mikołaja i każdy ma głębsze lub płytsze dno (zazwyczaj w grę wchodzi ta druga opcja). Teraz pora dowiedzieć się jak nie wylecieć z uczelni szybciej niż najładniejsza laska z roku.

Rany boskie, to na studiach będzie trzeba się uczyć?

Rozczaruję cię, ale najczęściej tak. Jeśli jesteś na technicznym kierunku to nawet sporo. Wywalone po całości możesz mieć tylko na europeistyce, turystyce i pedagogice. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale nawet na zarządzaniu i socjologii trzeba raz na jakiś czas coś przykumulować. Jak nie stać się z dnia na dzień molem książkowym?

Wybadaj największego dziobaka w grupie i  skumpluj się z nim. Nie będziesz miał trudów z rozpoznaniem go. Siądzie w pierwszej ławce nawet jeśli będzie to wykład, będzie notował każde słowo, po pierwszych zajęciach podejdzie spytać prowadzącego o dodatkową literaturę i nie zobaczysz go nigdy na integracji. Będzie robił lepsze notatki niż jakbyś dostał skrypt od prowadzącego. Kseruj je na bieżąco, uratują ci tyłek przed sesją.

Wykłady możesz spokojnie odpuścić bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Po pierwsze, masz ustawionego dziobaka, który da ci wszystko na tacy. Po drugie, zazwyczaj są tak nudne, że i tak nie zapamiętasz z nich nic istotnego, a tylko niepotrzebnie zamulisz się na resztę dnia. Niby zawsze można posiedzieć na necie i poczytać Stay Fly, ale dokładnie to samo możesz robić w każdym innym miejscu, w ciekawszej atmosferze.

Chodź na ćwiczenia! I to na wszystkie! Jest to warunek obowiązkowy, jeśli nie chcesz pożegnać się ze studiami już przy pierwszej sesji (no chyba, że macie zajęcia w formie e-learningu, ale to się rzadko zdarza na pierwszym roku). Ćwiczeniowcy sprawdzają obecność i pilnują jej jak zwrotu podatku. Olejesz zajęcia trzy razy i już nie masz zaliczenia w pierwszym terminie, a co za tym idzie nie możesz podejść do egzaminu w pierwszym terminie. Jeszcze o tym nie wiesz, ale pisanie egzaminu w pierwszym terminie, to mega ważna opcja. Wtedy zawsze jest najwięcej ludzi, w tym dziobaki, więc będziesz miał od kogo ściągać i będziesz miał jak ściągać. Serio, pisanie poprawki gdy na sali jest 10 osób łącznie z egzaminatorem, to słaba opcja.

Nigdy nie rób projektów z kumplami. To, że ktoś jest spoko, lubisz się z nim napić, rwać panienki  i bujacie się razem po mieście, znaczy tylko tyle, że jest… spoko. Jest na pewno świetnym kumplem i rewelacyjnym kompanem do podważania zasad grawitacji, ale założę się o duże piwko, że beznadziejnym współpracownikiem. Jeśli wpadniesz na karkołomny pomysł by być razem w grupie projektowej na jakichś zajęciach, to na 99,9% poniesiecie fiasko. Zamiast liczyć tabelki, robić prezentacje i pisać referaty będzie gadać o Kasi, Basi i Zosi i po kwadransie wpadniecie na świetny pomysł, że praca lepiej pójdzie przy flaszce rudej. Nie, nie pójdzie. Stanie w miejscu. Ziomkuj się z kim chcesz, ale na projektach grupowych trzymaj się z dziobakami. Zrobią za ciebie całą robotę (w obawie, że coś spieprzysz), a do indeksu i tak dostaniesz najmniej 4 i pół.

Bądź miły dla bab z dziekanatu! Uważasz je za france najgorszej maści? Podejrzewasz, że nie golą pach, a zęby myją tylko wtedy, gdy sztuczna szczęka wpadnie im do wiadra z Domestosem? Pewnie tak, ale nieraz zadecydują o Twoim być albo nie być. Wiele razy od ich widzimisię będzie zależało czy dostaniesz dodatkowy termin, czy podbiją ci legitymację mimo, że nic jeszcze nie zaliczyłeś i czy przyjmą nawet najbardziej absurdalne pismo do dziekana. Radzę ci dobrze – uśmiechaj się, przytakuj i przepraszaj. Dokładnie w tej kolejności.

To tyle ile musisz wiedzieć o życiu na uczelni w pierwszym miesiącu. Staraj trzymać się tych rad, a gładko dojdziesz do drugiego miesiąca, a możesz nawet zahaczysz o trzeci. W poniedziałek trzecia część trylogii, na temat tego jak być przytomny tracąc dziewictwo.

Jak przeżyć pierwszy miesiąc studiów i nie osiwieć. Część I: kasa i czas

Skip to entry content

Wiem, że większość czytelników bloga, to osoby po studiach lub właśnie je kończące. Dla Was ten cykl artykułów będzie powrotem do szalonych lat głębokiej nieświadomości. Natomiast ci z Was, którzy od poniedziałku zaczęli wątpliwą przygodę ze szkołami wyższymi, znajdą tu dla siebie pełne kompendium wiedzy jak przetrwać pierwszy miesiąc studiów. Dowiecie się jak przeżyć bez wizyty u psychoterapeuty ten gorący okres, kiedy zewsząd atakuje Was tyle nowych możliwości i pokus. Na samym początku zajmiemy się kwestią, na którą jesteście najbardziej narażeni, czyli wizją bankructwa!

 

Pieniądze i czas to zasoby ograniczone

Niby wydaje się to oczywistą oczywistością. Niby każdy wie, że za stówkę nie kupisz jedzenia na miesiąc i nowych trampek Lacosty. Niby wiadome jest, że każda doba (nawet w twoje urodziny) ma 24 godziny. Z autopsji jednak wiem, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste, więc zapamiętaj:

Jeśli w portfelu został Ci jeden samotny Jagiełło, a do domu wracasz dopiero w przyszłym tygodniu, to choćby nie wiem jak kozacki melanż się kroił nie przepij go! Będzie Ci się wydawało, że jesteś królem imprezy, bo postawisz trzem laskom po piwku i z jedną wrócisz taksą na chatę. Smutna rzeczywistość zderzy się z Tobą następnego dnia, gdy będziesz żebrał po zecie od lokatorów żeby zapić kaca Redd’sem. Gdy głowa przestanie boleć, uświadomisz sobie, że byłeś zbyt pijany, by wziąć numer od tej panny, a tu zostały jeszcze 4 dni do przeżycia. Kumple z grupy raczej nie pożyczą ci hajsu. Albo są w dokładnie tej samej sytuacji co Ty, albo są nerdami, którzy spędzili piątek przed kompem. A wyłudzanie kasy od starych w pierwszym miesiącu “życia na dorosło”, to straszny przypał i źle rokuje na przyszłość.

Już od pierwszego weekendu w Krakowie będziesz miał 3007 możliwości na spędzenie go. Na bank będzie integracja Twojej grupy na rynku, na stówę odezwą się starsi znajomi, którzy w Krakowie są już dłuższy czas, na mur beton będzie inauguracyjna najba w akademiku, w którym mieszkasz, czy na mieszkaniu. Dodaj do tego pozostałe 3004 opcje, których nie chce mi się wypisywać, bo i tak byś ich nie przeczytał. Reasumując – musisz wybierać. Tak, tak, życie to sztuka wyborów. Sorry memory, ale nie da rady umówić się ze wszystkimi na piątek i z czegoś musisz zrezygnować. Pamiętaj tylko by nie za często rezygnować z pracy przy projekcie na zaliczenie, bo dość szybko może się okazać, że jesteś w głębokiej… kropce (nie przeklinamy na blogu, bo czyta to moja mama).

To tak tytułem wstępu, na temat niszczycielskiej mocy płynięcia na fali imprezowego haju. W kolejnych częściach poradnika zajmiemy się czymś bardziej przyziemnym, czyli ogarnianiem spraw na uczelni i samą kwestią uczenia się.