Close
Close

Top 10, czyli co wam się najbardziej podobało w zeszłym roku

Skip to entry content

Jak wchodziliście wczoraj na bloga, to wiecie, że nasz związek przeszedł najważniejszą próbę. Próbę pierwszego roku. Co prawda nie kupiliście mi nic z tej okazji i nawet nie dostałem czystych sztućców w knajpie (nie mówiąc o braku czerwonego dywanu przed klatką), ale wybaczam Wam. Ba, nawet zrobiłem dla Was podsumowanie pierwszego roku razem! Poniżej bezlitosny ranking 10 postów, które wzbudziły w Was największe emocje w zeszłym roku. Bezlitosny, bo oparty o liczbę udostępnień na Fejsie, także nie ma tu mowy o żadnej ściemie. So let’s begin!

(jeśli chcecie otworzyć cały artykuł, to kliknijcie w nagłówek)

 

#10 – Relacja z “Party Hard Domówka”

Zestawienie rozpoczyna szumnie zapowiadana “Party Hard Domówka”. Miało być grubo, miało być epicko, miało rozkurwić kosmos. Było żenująco normalnie. Organizatorzy nas oszukali i dali ciała po całości. Wasze niezadowolenie przejawiło się w 24 udostępnieniach na Fejsie.

 
 

#9 – Zmiany w Polskim Busie

27 udostępnień. Ja byłem mocno zdołowany, Wy rozczarowani. Polski Bus z abstrakcyjnych przyczyn wiadomych tylko i wyłącznie osobom z 6 zmysłem zlikwidował połączenie “Kraków-Katowice”. Do dziś nie mam najmniejszego pojęcia czemu to zrobił. Wiem tylko, że zrobił głupio. Jak cholera. Spróbujcie sobie dojechać z Krakowa do Katowic jakimkolwiek busem be kupowania wcześniej biletu… Możliwe tylko w teorii, w praktyce – NIE MA SZANS!

 

#8 – Recenzja płyty “Radio Pezet”

Dobra, zaczynam jechać z grubszej rurki – 39 udostępnień. Najnowsza płyta Pezeta budzi skrajne emocje, aczkolwiek więcej tych negatywnych. Czytałem dużo recenzji “Radio Pezet” i zaczynam się bać, że moja jest jedyną pozytywną… Co jest z wami ludzie? Serio tak bardzo nienawidzicie elektroniki? Naprawdę chcecie słuchać w kółko tych samych sampli?

 

#7 Valeria Lukyanova – żywa lalka Barbie

Blachary to zawsze był wdzięczny temat do pocisków, a tu mamy królową blachar, która jest dumna ze swego blacharstwa. Mistrzyni makijażu, księżniczka fotoszopa. Jej trubo-nienaturalność udostępniliście 41 razy.

 
 
 

#6 Wywiad z SA Wardęgą – kolesiem, który zawodowo przebiera się za Spidermana

Wywiad z początku jego “kariery”. Z czasów kiedy nie robił jeszcze mega-chamówy i nie psikał starszych ludziom po twarzach jakimś syfem. Dużo ciekawych pytań, kilka ciekawych odpowiedzi. Widać, że znaleźliście dużo interesujących rzeczy dla siebie, zresztą nic dziwnego, skoro były tam również wasze pytania. 42 udostępnienia.

 
 

#5 Wawelowe, czyli jak wyglądają krakowskie szybkie randki?

Zszerowane 45 razy. Zawsze chciałem zobaczyć jak wyglądają “szybkie randki”. Naoglądałem się tego na filmach, nasłuchałem od znajomych, w końcu sam spróbowałem. Najefektywniejsza opcja na podryw. Polecam wszystkim. Nie tylko sfrustrowanym, notorycznym singlom. Nawet jeśli jesteś brzydszy od polskich siatkarzy, to i tak uda ci się coś wyrwać.

 

#4 Nie kupujcie w Pull&Bear!

Nie mam sił już sobie strzępić języka nad pożal-się-boże jakością szmatek z Pulla. Wciąż jestem zażenowany sytuacją. Wy też się polaliście swoje szale. Pocisk na Fejsiku poszedł 47 razy.

 
 

#3 Restauracja Adama Gesslera w Hotelu Francuskim

Dobra, wchodzimy na podium. Temacie o knajpie Gesslera, daleko jeszcze do zwycięzcy zestawienia, ale 62 szery, to naprawdę niezły wynik. Odkąd Wam napisałem, co sądzę o tej restauracji (a głównie o jedzeniu w niej), bywam tam co jakiś czas. Jedzenie wciąż dobre, obsługa wciąż miła, cena nadal realna dla zwykłego śmiertelnika. Well done Adaś!

 

#2 Jak było na otwarciu Pixela?

Srebrny medal dla relacji z otwarcia klubu Pixel – 70 udostępnień. To był melanż, co? Było grubo, było zacnie, było klawo. Niestety paru naszych zostało kontuzjowanych i zakończyło imprezę mocnym falstartem. Cóż, żeby pić oprócz hajsu, trzeba mieć głowę. Najlepiej mocną. Co by nie było, to każdy klub, który nie celuje w blachary i erazmusów może pozazdrościć takiego otwarcia.

 

#1 – Sztuczna błona dziewicza

W życiu bym nie pomyślał, że ten tekst będzie się cieszyła taką popularnością. Nie miałem zupełnie pomysły na tekst, była smutna jak polskie komedie niedziele, i myślałem o tym co Mikołaj przyniesie mi pod choinkę. Kumpel podesłał mi linka z Allegro i powiedział, że czegoś takiego to jeszcze nie widziałem (no miał rację przyznaję). A tu bach, 186 udostępnień! Rany Chryste, mam nadzieję, że to nie dlatego, że tyle z moich czytelniczek chciałoby sobie to kupić. Niech was straż miejska broni! Ale szerować możecie tak wszystkie teksty, śmiało.

(niżej jest kolejny tekst)
Grzeczny Chłopiec a.k.a. mistrsz fotoszopa!

Trudno mi w to uwierzyć (bo jestem niewierzący), ale to już rok razem! Razem z Wami rzecz jasna. Większości z Was 1 października kojarzy się pewnie z rozpoczęciem roku akademickiego, obczajaniem nowych koleżanek na zajęciach i takimi tam naukowymi sprawami. Mnie nie. Mnie 1 października już na zawsze będzie przypominał o tym, że tego dnia zacząłem na serio blogować. Brzmi śmiesznie, ale sprawa jest poważna. Bo czy można traktować niepoważnie 12 000 osób?

Tylu Was właśnie odwiedziło Stay Fly we wrześniu. Sporo, naprawdę sporo. Nie wiem czy jest taki klub w Krakowie, który by Was wszystkich pomieścił. Dzięki, że jesteście! Widok tego jak przybywa Was każdego miesiąca daje mi ogromną satysfakcję. Wiadomo, że nie robię tego dla liczb. Bloguję głównie dla kasy i łatwych dziewczyn. Jednak świadomość tego, że czyta mnie taka rzesza ludzi, poprawia mi samopoczucie za każdym razem, gdy uświadamiam sobie, że nie stać mnie jeszcze na penthouse przy rynku.

Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki! Dzięki za wszystkie maile, które piszecie. Dzięki za wszystkie komentarze, sugestie, rady, lajki i szery na fanpejdżu. Nie chcę pociskać jakiejś strasznej wazeliny, ale to miłe, że odpisujecie na moje pytania mimo, że wam za to nie płacę. Miłe jest również to, że dzięki Wam (choć głównie dzięki sobie) z dnia na dzień przybywa firm, które chcą ze mną współpracować i już niedługo zacznę rzygać tęczą i pluć pięciozłotówkami. Dzięki!


Ps.: W weekend kończy się moja współpraca z Subwayem i z tej okazji będę miał dla was coś bardzo spoko. Tak spoko, że nie wiem czy wytrzymam i nie zjem tego do soboty. Może się uda. Trzymajcie kciuki!

Tym razem pod nóż poszła dość kontrowersyjna kanapka. Klopsiki, bo o nich mowa, wzbudzają tyle emocji, co Gimnazjum Salezjańskie w Lubinie. Amerykanie kochają tego sandwicza, Polacy podchodzą do niego jak pies do jeża. Czy słusznie?

Klopsiki

Piękna kanapeczka, którą widzicie u góry składa się z:

  • jasnej bagietki
  • klopsików
  • ogórka kiszonego
  • oliwek
  • sosu ziołowego
  • i parmezanu

W 10 punktowej skali ocen, bezwzględna loża szyderców (Andrzej/Maciek/Dzika/Grzeczny Chłopiec) przyznała takie oto noty:

Smak – 9.5 (10/10/9/9)

Lekkość bytu – 8,5 (9/9/8/8)

Ukryta moc – 10 (10/10/10/10)

Co daje ocenę ogólną: 9,33.

Jest to  najlepiej do tej pory oceniona przez nas kanapka. Nie mam pojęcia czemu ludzie się jej boją i krążą opinie, że sandwicz z klopsikami to coś dziwnego. To połączenie – klopsy + ogórek + oliwki + parmezan wypada naprawdę znakomicie. Fakt, nie jest to najbardziej lekkostrawna kanapka z Subwaya, ale też nie jakiś beton, a kopa daje na długo. Człowiek czuje się najedzony przez dobre 4 godziny. Jedyny mankament, to to, że klopsiki mogłyby być poprzecinane na pół, bo tak to trochę wędrują po bułce i latają w tę i z powrotem. Summa summarum, jestem pozytywnie zaskoczony.

A za tydzień przetestujemy coś ekstra, co domyślam się, że jadło niewielu z was.