Close
Close

Nie wiem o co chodzi (jak macie jakieś pomysły, to dawajcie w komentarzach), ale mam nadzieję, że za tymi podchodami stoi kobieta.

(niżej jest kolejny tekst)

Fokus i Doda jak Rihanna i Eminem?

Skip to entry content

Klip, podobnie jak sam utwór, nie krzewi chrześcijańskich wartości. Nie ma w nim umiłowania bliźniego. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że promuje przedmałżeński kontakt cielesny. Tyle szatana, tyle demona w jednym teledysku. I jeszcze alkohol wysoko-procentowy w pierwszej scenie. Nie mieści mi się to w głowie, w związku z czym musiało się wylać…

 

Xawery Żuławski, królowa tandety i dobry raper z Katowic

Klip reżyserował ten sam Ksawery przez “iks”, co “Wojnę Polsko-Ruską”, której totalnie nie skumałem. Widać gość zreflektował się nad sobą i chciał zrobić coś przystępnego dla osoby nie biorącej kwasów, ale przesadził znów w drugą stronę. Fabuła jest prosta jak przekątna w kwadracie. Po dwóch scenach jesteś w stanie przewidzieć jaka będzie trzecia i ostatnia. Cóż, widać trzeba było dostosować poziom do odbiorców Rabczewskiej.

Doda widać, że ma jako takie obycie przed kamerą, ale za to Fokus “gra” na poziomie polskich komedii romantycznych. Nieudolnie i sztywno, ale i tak lepiej niż Mroczki. Głównie udają, że się biją. Najgorsze, że widać, że udają. Albo montażysta był na zjeździe po fecie, albo wzięli studenta za pół-darmo, żeby sobie wpisał do portfolio. Tak czy inaczej, jedyne dobre sceny to skaczące cycki Dody. Sorry, ale cycki nigdy się nie nudzą. Zwłaszcza gdy skaczą w full HD (wiem, to prymitywne, ale staram się szukać pozytywów).

 

“Fuck it” to polskie “Love the way you lie”?

Pewnie chciałoby być i tekstowo i obrazowo, ale nie jest. Główny motyw ten sam – ja cię kocham, ty mnie kochasz, ale jesteśmy popieprzeni i nie możemy być razem. Kawałek Eminema to mistrzostwo, bo on w życiu nie nagrał słabego numeru, także nie będę się nad tym rozwodził. “Utwór” Dody i Fokusa (a w zasadzie to Fokusa i Dody, bo Dorotka to tam tylko fałszuje refren) to średniawka z nastawieniem na padakę. Kawałek próbuje ratować nawijka Fokusa, jednak zostaje brutalnie zgwałcona przez tragiczny refren i taki se dicho-młuckowy bit. I w obliczu tej niesmacznej sytuacji nasuwa mi się fundamentalne pytanie…

 

Po co Fokus to zrobił?

Niektórzy myślą, że dla fejmu. Nic z tych rzeczy. Obiektywnie patrząc Wojtek Alszer jest duuużo popularniejszy, niż Dorota Rabczewska (porównajcie sobie ilość fanów na Fejsie i Youtube). Druga myśl – dla hajsu. Również pudło. Na ekranizacji “Jesteś Bogiem” Wojciech zarobił więcej, niż Doda kiedykolwiek na (marnej) sprzedaży swoich płyt.

Więc po co? Chyba sam się zaczął nad tym zastanawiać w ostatniej chwili, bo 2 dni przed premierą klipu (wraz z ex-małżonką, obecną menadżerką) próbował zablokować emisję. Oficjalny powód – bo mu się nie podoba (mnie też), nieoficjalny – zbyt ostre sceny erotyczne (gdzie? które? że niby to całowanie bez języczka?). Tak czy inaczej “Fuck it” poszło w Polskę. Ja podejrzewam, że zrobił to zwyczajnie dla beki, bądź z nudów, bo nic innego nie nasuwa mi się na myśl. Ktoś z Was ma jakiś inny sensowny pomysł, czemu postanowił położyć na szalę zaufanie fanów i nadszarpnąć swój wizerunek?

Grzeczny Chłopiec gotuje #7 – Nudle z kurczakiem

Skip to entry content

Dzisiaj opcja wybitnie dla facetów – szybko i prosto. Bonusowy przysłówek pojawiający się w tekście, to “tanio”.

Swego czasu nudle z kurczakiem jadałem bardzo często, ponieważ/albowiem/dlatego/gdyż miałem koleżankę pracującą w chińskiej knajpie i mogłem brać szamkę za pół ceny albo zupełnie za frajer. Z czasem okazało się, że praca w gastronomii jednak nie jest jej wymarzoną opcją na karierę zawodową i przestała tam pracować, a ja przestałem tam bywać. Mimo, że kurczak z makaronem i warzywami jest banalnym daniem, to jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić to sobie samemu w domu. Aż do czasu kiedy dziewczyny znów zapytały “co dzisiaj będzie na obiad?”.

 

Czego ile i za ile?

Żeby zrobić ten wielkomiejski specjał dla 4 osób (maksymalnie 6, które akurat nie są głodne jak dzikie wilki), potrzebujemy:

  • 12 dużych pieczarek
  • 3 dużych piersi z kurczaka (ale pojedynczych)
  • 4 zupek chińskich (im tańsze tym lepsze, bo chodzi tylko o makaron)
  • miksu sałatowego “California mix” (albo jakiegoś podobnego)
  • sosu sojowego

Za całość wychodzi 24 złote, czyli po podzieleniu na 4 osoby, po 6 złotych na głowę (wiem, wiem, znacie matematykę, ale na wszelki wypadek wolałem to napisać). Biorąc pod uwagę, że porcję są spore (2 razy większe, niż te na mieście), to naprawdę tanio.

 

Lets the game begin!

Obieramy i kroimy pieczary w średniej grubości plastry. Jak udało nam się zachować wszystkie palce przy dłoniach, to wrzucamy grzyby na patelnię i dusimy na wolnym ogniu.

 

Gdy pieczarki grzecznie się duszą, kroimy kurczaka w kostkę i dorzucamy do pieczarek. Opcjonalnie możemy go doprawić przyprawami, które były dołączone do zupki chińskiej.

 

W szeroko pojętym międzyczasie (między jednym przemieszanie kurczaka i pieczarek, a drugim), wykonujemy arcy-skomplikowaną czynność. Łamiemy makaron z zupek chińskich na pół i zalewamy wrzątkiem na 3-4 minuty.

 

Rzetelnie mieszamy pieczarki z kurczakiem, od czasu do czasu doprawiając jedzenie sosem sojowym. Gdy mięso ma kolor jak na środkowym zdjęciu, dodajemy makaron, który z pewnością jest już gotowy.

 

Po dodaniu makaronu może się wydawać, że nić już się na tej patelni nie zmieści, ale to tylko pozory.

 

Nie dajemy się zwieść tanim sztuczkom optycznym i dosypujemy miks sałatowym. Teraz każdy ruch drewnianą szpatułką wiąże się z tym, że 3/4 zawartości patelni ląduje na ziemi, ale to nic, w końcu używamy Domestosa i możemy jeść z podłogi (jak na reklamie). Trzymamy całość na ogniu, aż sałata lekko się nie przypiecze. Gdy to już się stanie i jakimś cudem uda nam się wymieszać wszystkie składniki…

 

Możemy jeść!

Od pierwszego zdjęcia minęło maksymalnie 15 minut (zazwyczaj 10) i wszystko jest już gotowe. Kto potrzebuje, może jeszcze doprawić sosem sojowym (aczkolwiek z umiarem, żeby nie było za słone). Inne przyprawy nie są rekomendowane. Dziewczynom smakowało, mnie również, ale będąc z Wami szczerym, muszę otwarcie przyznać, że nie jest to szczyt kulinarnych możliwości. Ot, taki zapychacz między szkoła/pracą, a czytaniem Stay Fly.

To teraz Wasza kolej żeby się wykazać – co polecacie bardzo szybkiego w przygotowaniu i jednocześnie bardzo smacznego? Żeby utrudnić, to powiem, że nie może to być z kurczakiem. To jak, challenge accepted?