Close
Close

Bez ciebie moje życie nie ma sensu

Skip to entry content

Zakładam, że większość z Was była kiedyś w związku. Rocznym, dwuletnim, miesięcznym, tygodniowym. Nieważne ile on trwał, ważne jakie uczucia się z nim wiązały. Czy była to miłość, fascynacja, przywiązanie, czy rozsądek? Choć to ostatnie to nie uczucie, tylko wynik logicznego rozumowania. Niezależnie czy byłeś z drugą osobą tylko dla seksu, czy dlatego, że panowała miedzy Wami kosmiczna harmonia dusz, to po rozstaniu czułeś stratę. Brak. Jakiś rodzaj pustki. Zgadza się?

 

Podejście “lód w sercu”

Dziwne byłoby, gdybyś rozstał się z kimś, z kim dzieliłeś czas, pieniądze, łóżko i swoje ciało i nie towarzyszyłyby temu żadne emocje. Nie odczułbyś zadnej róznicy. Żadnej nostalgii lub choćby chwilowej melancholii. Oznaczałoby to, że albo jesteś wykastrowany z uczuć, albo… jesteś robotem (sztuczna inteligencja to nie plotki).

 

Podejście “popkulturowo-serialowe”

Druga skrajność, to nastawienie do związku, które jest lansowane we wszystkich komediach romantycznych i większości seriali, czyli albo jesteśmy razem albo strzelam sobie w łeb. “Wolałbym zginąć, niz żyć bez ciebie”, “jesteś wszystkim co mam”,  “bez ciebie moje życie nie ma sensu” – popkultura pierze ludziom mózgi gorzej, niż kościół. Jak możesz dać sobie wmówić, że Twoje życie ma sens, tylko gdy jesteś w związku? Że to kim jesteś i co robisz zupełnie traci wartość, gdy nie ma przy Tobie osoby płci przeciwnej? Przecież to śmieszne.

[emaillocker]

Jeśli masz beznadziejne życie, to związek tego nie zmieni

Może Ci się zrobić przykro w tej chwili, ale tak jest. Jeśli nienawidzisz swojego życia i przeklinasz każdy kolejny dzień, to bycie z kimś nagle tego nie odmieni. A jeśli liczysz na to i tylko myśl o znalezieniu drugiej połówki każe Ci budzić się rano, to grubo sie na tym przejedziesz. Uzależnianie sensu swojego istnienia na tej planecie od innej osoby jest poronionym pomysłem. Z dwóch powodów:

  1. Żyje się dla siebie nie dla kogoś. Żyje się po to, żeby realizować swoje pasje, cele i marzenia. Druga osoba może Ci w tym pomóc, możesz dzielić się z nią szczęściem, ale nie może być celem samym w sobie. No chyba, że wraz z narodzinami przyjąłeś rolę reproduktora, którego jedyną misją jest przedłużenie gatunku. W takim wypadku zgłoś się do zoo, bo nie jesteś człowiekiem, tylko zwierzęciem.
  2. Obarczanie durgiej osoby odpowiedzialnością za swój los jest patalogią. Wyobraź sobie, że to Ty jesteś z tej drugiej strony. Jak się czujesz z tym, że ktoś jest tak pusty, że tylko Ty możesz wypełnic jego żadne jestestwo? Że totalnie nie ma poczucia własnej wartości, ani swojej autonomicznej sfery życia? Że jesteś jego prywatnym ratownikiem, który codziennie musi wyławiać go ze środka morza, bo jesli tego nie zrobi, to utonie? Obciążające, co? Ile będziesz w stanie być CAŁYM ŚWIATEM na 3 etaty? Kwartał, pół roku?

 

Najpierw Ty!

Bądź singlem. Bądź żoną. Bądź romantykiem. Bądź zimną suką. Bądź kim chcesz, ale najpierw znajdź sens życia w sobie, a potem szukaj ludzi z którymi będziesz się nim dzielił. Nigdy na odwrót, okej?

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

5 prezentów, których nie chciałbyś znaleźć pod choinką

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest daveynin

Na początku miesiąca radziłem Wam co kupić na Mikołaja, żeby i chłopczyki i dziewuszki były szczęśliwe, a przemoc fizyczna znikła z naszych szkół, uczelni i zakładów pracy. Udało się! Posty się spodobał, zszerowały i zlajkowały, a foki na Alasce przestały ginąć.

Jako, że jutro Wigilia Świąt Bożego Narodzenia – ulubiony dzień samobójców – pomyślałem, że znów warto coś zrobić dla świata. Coś, żeby tego dnia tych samobójców było choć troszkę mniej. Zgodnie z zasadą “chcesz zmienić świat, zacznij od blogosfery”, poprosiłem znajomych blogerów o pomoc. Wspólnymi siłami stworzyliśmy zestawienie 5 najgorszych prezentów, które mogą znaleźć się pod choinką i doprowadzić do gwałtownego pogorszenia nastroju.

Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, nie mieć płaskostopia i pójść do nieba, to wystrzegaj się obdarowywania kogokolwiek takimi niewypałami jak:

 

Piżama

Propozycja podesłana przez Kamila z Social Talk (guru Facebooka i cardiganów). Kamil powiedział, że gdyby jeszcze raz znalazł piżamę pod choinką, to nawet nie szukałby kupca na Allegro, tylko od razu oddał ludziom z Radomia. Gdy ja dostałem piżamę na gwiazdkę, byłem za mały, żeby wpaść na takie rozwiązanie. Po prostu się popłakałem i nie wychodziłem z pokoju do końca świąt (bo liczyłem na zestaw lego).

 

Aniołki, amorki, ozdoby

Fuck up gwiazdkowy dedykowany głównie kobietom, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś przy zdrowych zmysłach mógł kupić coś takiego facetowi. Po co ludzie (kobiety) dają sobie takie badziewia? Ani to nie zdobi, ani nie jest użyteczne, bo dużo lepszym przyciskiem do papieru jest po prostu kubek po kawie. Tego typu figurki tylko nie potrzebnie zagracają mieszkanie (do sylwestra), a później piwnice (po nowym roku). Wszelkie amorki, aniołki i inne ozdoby znienawidziła także Amelia z Choccolatte’s Style.

 

Wyjazd z groupona

Łukasz z looqash.com (blog prawie tak fajny jak mój), zasugerował, że głupim pomysłem jest kupowanie komuś na gwiazdkę wyjazdu z zakupów grupowych. I zgadzam się w zupełności, bo:

  1. Jak to niby zapakować? Wydrukować kod, włożyć w dizajnerską kopertę, a całość wrzucić do pudełka po mikrofali i owinąć szarym papierem do przesyłek pocztowych, żeby obdarowywany nie miał szans się domyśleć co jest w środku? No to byłaby prawdziwa niespodzianka, ale nie oszukujmy się – nikt z Twojej rodziny nie jest, aż tak kreatywny. Na 90% pod choinką znajdziesz po prostu zwykłą kopertę ze swoim imieniem i będziesz  dziękował stwórcy, że tym razem nikt nie wpadł na głupi pomysł, by kupić Ci coś z tej listy, tylko po prostu dał kasę. Po czym wyciągniesz z koperty krzywo wydrukowaną kartkę papieru i odejdą Ci wody, gdy zobaczysz, że dostałeś dwudniowy wyjazd do Ciechocinka.
  2. Termin, termin, termin! Oferty wyjazdowe, które znajdują się na grouponach, citeamach i mydealach nie są tam dlatego, że są bestsellerami. Trafiają tam, ponieważ albo dotyczą pobytu w zapyziałej dziurze, do której normalnie nikt by nie pojechał, albo terminu, w którym większości ludzi coś nie pasuje. Mam tu na myśli albo środek sesji; albo zaraz po nowym roku (gdy wszyscy są spłukani po świętach); albo 2 tygodnie od momentu zakupu. Czyli brak szans na jakieś sensowne wykorzystanie wyjazdu.
  3. To w rzeczywistości nie wygląda jak na zdjęciach. Serio.

 

Książki

Książki ogólnie są spoko. Zawsze można nimi podeprzeć stół albo przypozować na intelektualistę-literata, gdy przyjdzie do Ciebie nowa dziewczyna. Problem pojawia się jednak, gdy dostaniesz przewodnik po barokowych zabytkach Berlina, będąc zadeklarowanym fanem gotyku. Lub, gdy okaże się, że to literackie dzieło, jest niższe niż ułamana noga od szafy i wykorzystasz je dopiero w sezonie grillowym jako rozpałkę. O tym jak bardzo nie lubię nietrafionych książek przypomniała mi Olga z Ekskribicjonizmu kontrolowanego.

 

Skarpety!!!

Najgorszy prezent ever wymieniony przez wszystkich (pierwszy był Michał z Życie jest piekne)! 10 na 9 blogerów zadeklarowało, że popełniłoby sepuku online, gdyby znaleźli pod choinka skarpety. Jeden z moich kumpli zakończył 4 letni związek z dziewczyną, gdy dostał od niej coś co widzicie na zdjęciu u góry. Drugi poprosił rodziców o zmianę nazwiska po jednej z rodzinnych wigilii.

Niech to pójdzie, niech to dotrze, niech się niesie: SKARPETY NIE SĄ DOBRYM POMYSŁEM NA PREZENT GWIAZDKOWY! Amen.

Bonus

Jeśli rodzina Cię nie kocha i mimo wszystko jutro znów dostaniesz skarpety, to puść sobie poniższy filmik. Na pewno pocieszy Cię, że dzieci w Stanach mają gorzej. Ich rodzice nie dość, że specjalnie dają im najgorsze prezenty na świecie, to jeszcze nagrywają ich reakcje i wrzucają na YouTuba. To się nazywają wesołe i rodzinne święta, co?

Śniadanie Mistrzów #21 – Jemy w Muzeum Narowodym

Skip to entry content

Rok temu, gdy zaczynałem prowadzić bloga, wpadłem na niedorzeczny pomysł, że będę pisał o wystawach. Dwoiłem się i troiłem, żeby recenzje wyglądały tak jakbym się na tym znał, a i tak nikt tego nie czytał. Nie mówiąc już o komentarzach. I mimo że dałem sobie z tym spokój, a w tekście o miejscówkach na zimową randkę napisałem, że do muzeów chodzą tylko starzy ludzie, to Muzeum Narodowe w Krakowie zaprosiło mnie na “śniadanie z mediami”.

Miło. Raz, że śniadanko na mieście zawsze spoko, a dwa, że rzecz działa się w Kamienicy Szołayskich, historycznej miejscówce jakby nie patrzeć. Bałem się trochę, że na owym spotkaniu będę jedyną osobą, która nie przekroczyła jeszcze ćwierćwiecza, więc wziąłem ze sobą Andrzeja (a propos, jego ekipa puściła pierwszy singiel po sieci). Moje obawy były słuszne, ale nie było tak źle. W zasadzie to było bardzo dobrze.

 

Śniadanie w MNK

Oprócz dobrej szamki (pyszny pasztet ze śliwką i kozi ser) i nienajgorszych napojów (myślałem, że ta kawa z TriBeCi będzie lepsza), udało mi się wynieść z tego spotkania coś jeszcze. Nie, nie chodzi mi o torebkę pani dyrektor, ani numer telefonu żadnej z dziennikarek. Tym razem chodzi mi o poczucie, że ktoś z budżetówki się stara. Myślałem, że takie sytuacje istnieją tylko w teorii, a tu proszę bardzo jakie zaskoczenie.

Osoby zarządzające MNK naprawdę się starają, żeby przyciągnąć do muzeum ludzi przed 60-tką. Na całym “śniadaniu z mediami” nie było pompatycznego tonu, ani kuriozalnych szopek, takich jak choćby na oficjalnych spotkaniach organizowanych przez moją uczelnię. Było za to dużo kreatywnych projektów przygotowywanych przez MNK, które mają zachęcić szeroko rozumianą młodzież do kontaktu. Niektóre z nich to:

  • stworzenie wielkiej ślizgawki (takiej lodowej) przed Gmachem Głównym, na której w zimie starzy i młodzi będą mogli aktywnie spędzać czas
  • stworzenie kolejnych murali upamiętniających krakowskich artystów (po świetnie przyjętej Marii Jaremie), które będą rozświetlać szare blokowiska
  • gra miejska (podchody wokół Rynku Głównego) oparta na życiu Jana Matejki (taki aktor przedwojenny)

Dla mnie bomba! Nie lubię zimy, ale najbardziej czekam na ślizgawkę, bo w podstawówce to była moja niemal jedyna forma spędzania wolnego czasu. Oprócz owych fajności, 0d 27 grudnia 2012 do 27 stycznia 2013, WSZYSCY maja DARMOWY wjazd do WSZYSTKICH placówek Muzeum Narodowego w Krakowie (czyli przez ten miesiąc wyjątkowo nie musicie kierować się moją listą). Spoko, co?