Close
Close

Grzeczny Chłopiec gotuje #9 – Najszybsze danie z makaronem na świecie

Skip to entry content

Ostatnio gotując penne z boczkiem i camembertem, pisałem, że będę chciał zrobić coś turbo szybkiego i zmieścić się w 10 minutach. Z pełno wymiarowych dań, które nie są jakąś instant opcją znam tylko jedno. Jest to penne z mięsem mielonym i jajkiem. Proste (banalne) i szybkie (błyskawiczne). Jeśli jesteś kulinarną kaleką lub w tygodniu nie masz czasu nawet żeby sobie w spokoju poczytać Stay Fly, to dzisiejszy przepis powinieneś sobie dodać do ulubionych w zakładkach.

 

Tak niewiele potrzeba nam do szczęścia

Dzisiejsze danie jest naprawdę minimalistyczne. Żeby nasycić żołądek w 10 minut potrzebujemy:

  • 150 gram mięsa mielonego (obojętnie jakiego)
  • 4 garści makaronu penne
  • 2 jajka
  • i z rzeczy, których nie widać na zdjęciu: oregano i sól

Tyle! Nie dużo, co? Koszt to jakieś 4,5zł.

 

Przekraczamy prędkość światła

Nastawiamy wodę na gaz i przykrywamy pokrywką, żeby się w ciągu trzykrotnego mgnienia okiem zagotowała. Gdy to się dzieje wrzucamy 4 garści penne i rozgrzewamy patelnię. Na gorącą patelnie rzucamy mięcho i rozdrabniamy na małe kawałeczki.

 

Jeśli makaron przykryliśmy pokrywką i daliśmy ogień na maksa, to powinien być gotowy w ciągu jakichś 7 minut. Mięcho też (pamiętamy o przemieszywaniu).

 

Wsypujemy makaron na patelnię, straszymy go ogniem, doprawiamy całość oregano i solą i mieszamy jakieś 30 sekund.

 

Po połowie minuty wbijamy na patelnie 2 jaja i (jak to określiła jedna z czytelniczek w poprzednim wpisie) rozbełtujemy je. Mieszamy energicznie, żeby całe mięcho i makaron obeszło jajkami i szybko się ścięło. Nie powinno Wam to zając więcej, niż 45 sekund.

 

Zmieściliśmy się w 10 minutach?

Według moich obliczeń wynika, że tak. Zrobiliśmy obfitą i sycącą szamkę w 600 sekund (musiałem użyć kalkulatora żeby to policzyć). Wygląda co najmniej średnio, ale tym razem nie o to tu chodziło. Głównym kryterium było tempo, a to było mistrzowskie. Zresztą sprawdźcie sami, czy pobijecie mój czas.

To był 9-ty odcinek cyklu “Grzeczny Chłopiec gotuje”, z czego dość jasno (przynajmniej dla mnie) wynika, że następny jest 10-ty. Co oznacza, że szykuje się mały cyklowy jubileusz. W związku z tym, nie będzie żadnych prostych banalnych dań, tylko zrobię coś kozackiego. Coś godnego MasterChefa, a jak!

I tu jak zwykle proszę Was o pomoc: jakie znacie najbardziej kozackie danie, które można przygotować w domu do 20zł na osobę? Coś takiego, żeby Magdzie Gessler oszalały kubki smakowe, a Michael Moran powiedział, że to “przyjemny dań”?

(niżej jest kolejny tekst)

W ramach niekończącego się umiłowania samego siebie, przeglądałem wczoraj posty z mojej wyprawy do Londynu. Pisząc je byłem przekonany, że napisałem Wam o wszystkim, o czym warto napisać. W końcu był i Hyde Park, i Harrods, i kurczakburgery (sacrum zmieszało się z profanum, a policjanci przestali gonić za picie w plenerze). Po czym spojrzałem w folder ze zdjęciami i olśniło mnie. Zapomniałem o Camden Town…

 

Dzielnica Amy Winehouse

Za jej piosenkami jakoś szczególnie nie przepadałem i po jej śmierci też nagle się to nie zmieniło, ale dzielnię to muszę przyznać, że miała kozacką. Nie ma takiego miasta w Polsce, w którym można na co dzień spotkać tyle freaków i cudaków, co w londyńskim Camden Town. Ta miejscówka to mekka wszystkich gotów, electro-gotów, metalowców, cyber-punkowców, emo i innych ludzi, których z pewnością nie wpuściliby do żadnego biurowca w Krakowie.

 

Cyberdog

“Cyberpies” to sklep z najbardziej pokręconymi akcesoriami w jakim miałem okazję być. Buty na koturnach wyższych niż Danny DeVito, peruki z plastikowych rur i implanty większości części ludzkiego ciała. To asortyment podstawowy w tym sklepie. Były tam zasadniczo same dziwne rzeczy, którymi Kasia Tusk z pewnością nie chwaliłaby się na swoim blogu. Mimo to, włos zjeżył mi się na pośladkach, dopiero gdy zszedłem do podziemi.

Cóż tam oczy me ujrzały? Akcesoria erotyczne (jeśli nie macie skończonych 30-stu lat, to w tej chwili przestańcie czytać), a wśród nich podwójny fluorescencyjnych wibrator doodbytniczy “stylizowany na członka obcego”. Bleee! Jak teraz o tym myślę, to wciąż robi mi się… źle. Mózg mi eksplodował trzykrotnie i w chwili słabości dałem się złapać obsłudze na robieniu zdjęć (a był zakaz przy wejściu, oj były). Skończyło się bez mordobicia i po wyjściu stamtąd wciąż mogłem zjeść frytki z rybą używając wszystkich jedynek, ale niestety foty bezpowrotnie przepadły. Wrrr, I’ll be back!

 

Szama

Nie spodziewałem się tego, ale jedzenie było tam całkiem znośne i to bez dziwactw. Były Pizze, burgery, zapiekanki, ale przede wszystkim chińszczyzna! Masę różnej maści chińszczyzny. I nawet nie tak bardzo zapadły mi w pamięć same kurczaki na 3 miliony sposobów, co sprzedawcy. Każdy handlujący tam Azjata zapraszał (wołał) Cię na darmową mini-porcyjkę. Zrobiłeś 2 rundki po wszystkich stoiskach i byłeś już tak najedzony, że nie było potrzeby nic kupować.

 

Fauna i flora

Jeśli mój wstęp o ludziach ze strefy cienia Was odstraszył, to zakończenie powinno Was zdecydowanie przekonać do Camden Town. Jak widać, jestem tam zielono i strasznie klimatycznie. Można się elegancko wyłożyć na murku nad wodą, poczytać, posłuchać muzyki i pokontemplować rzeczywistość (lub swoją zajebistość). Po Hyde Parku, to druga najfajniejsza miejscówka w Londynie na chillout i piwko w plenerze, czyli to co blogerzy lubią najbardziej.

Ktoś z Was też już tu był (jest)?

Prezent mikołajkowy do 20zł: wersja damska

Skip to entry content

W piątek był przed-świąteczny poradnik dla dziewczyn i one już świetnie wiedzą, co kupić swoim kolegom z pracy/studiów na Mikołaja. Teraz czas na Was panowie. Jasne, że dziewczyny cieszą się z źle dobranej bielizny, którą dostają od Was co roku. Nie pasujące do niczego kolczyki też uszczęśliwiają je jak cholera, ale może warto żebyście ten jeden jedyny raz spróbowali czegoś innego. Wchodzicie w to? To sprawdźcie jaki prezent na Mikołaja dla dziewczyny można kupić do 20zł.

#1 Mapa miasta, w którym aktualnie mieszka

Zaraz po błyszczyku, prostownicy, zniżce na peeling i tygodniku z zeszłego kwartału, to najpotrzebniejsza rzecz, którą kobieta jest w stanie schować do torebki. Będzie wniebowzięta, że ją ma, nawet jeśli od urodzenia mieszka w tym samym mieście. Z moich bolesnych doświadczeń wynika, że każda kobieta jest w stanie się zgubić w każdym miejscu, po godzinie 21.  Ba, niektóre mieszkając 4 lata w Krakowie nie wiedzą jak dojść z Floriańskiej na św. Anny (albo nawet nie wiedzą, że taka ulica istnieje). To, że mają GPSa i Google Maps w telefonie nie jest żadnym argumentem i nawet nie próbuj go używać. Nie od dziś wiadomo, że jedyną kobietą, która tego używa jest Martyna Wojciechowska. Także mapka. Najlepiej fluorescencyjna. Jak dobrze poszukasz, to możesz się nawet zmieścić w dyszce.

#2 Bambosze

Must have każdej laski z wyjątkiem gotek i fanek death metalu. W tym temacie im bardziej przypałowo tym lepiej, także bez obaw, że przesadzicie. Dziewczyny mieszkające w kamienicach bez ogrzewania miejskiego docenią ten prezent podwójnie.

#3 Wejściówka na szybkie randki

autorem zdjęcia jest Dave Rowswell

Wiele dziewczyn narzeka, że po licencjacie jedyni wolni faceci, to fanatycy WOWa, którzy swoje przyrodzenie widzą tylko w lustrze. To taka sama bzdura, jak hasło, że laski lecą tylko na kasę (trzeba dodać jeszcze wygląd i blogowanie). Jeśli Twoja koleżanka jest notoryczną singielką i nie możesz już słuchać jej użalania się nad sobą, kup jej wejściówkę na szybkie randki. Sama nigdy by się na to nie zdecydowała, bo brakłoby jej odwagi, a mogę się z Tobą założyć o flaszkę Metaxy, że pozna przynajmniej jednego gościa, z którym będzie chciała się umówić drugi raz.

#4 Soundtrack z “Pocahontas”

Na jakiej domówce bym nie był, laski prędzej czy później zaczynają śpiewać “Kolorowy wiatr”. Sam zdążyłem się już nauczyć na pamięć tego kawałka, a dalej nie wiem czemu dziewczyny darzą tak dużym sentymentem “Pocahontas”. Zazdroszczą głównej bohaterce karnacji, czy zakazanego romansu? Co by to nie było, lepiej żeby słuchały tego z oryginału.

#5 Bilet do Paryża

Przy wersji męskiej pisałem, że każdy facet chciałby strzelić piwko w londyńskim pubie. Tutaj napiszę, że nie znam kobiety, która nie chciałby napić się latte, w jednej z paryskich ulicznych kawiarenek. Nie ma co ściemniać, to miasto ma czar. Może nie aż tak przekoloryzowany jak w filmie Allena, ale ma. Dorwij okazję na Ryanairze albo Wizzairze i pozwól się o tym przekonać Twojej kumpeli na własnej skórze.

To tyle z moich pomysłów na świąteczny prezent dla dziewczyny do 20zł. Tak jak poprzednio, zachęcam do korzystania, inspirowania się i wrzucania linków w komentarzach do Waszych propozycji.