Close
Close

Niestety ze względu na fakt, że artykuł spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem i dotarł do szefowej Pauliny (siła Wykopu), musiałem go usunąć. Sprawa jest na ostrzu noża. Mimo, że tak jak sami stwierdziliście, praca jest ciężka i często mało sympatyczna, to Paulina jej potrzebuje. Mam nadzieję, że wszystkie osoby, które piszą do mnie maile i wiadomości na Fejsie zrozumieją to.

(niżej jest kolejny tekst)

Przyszedł do mnie Mikołaj. Spóźnił się, ale przyszedł

Skip to entry content

Pocisnąłem brodaczowi na Fejsie, to się zreflektował nad sobą i w końcu przyszedł. Wkręcał, że niby nie mógł trafić, bo się przeprowadziłem, a normalnie byłby na czas. Wiedziałem, że ciśnie ściemę, ale przyjąłem gościa, bo miał dobry prezent…

 

Panettone

To co widzicie powyżej, to smak mojego dzieciństwa. Babka Panettone. Najlepsza babka jaką dzieciak bawiący się transformersami może sobie wyobrazić. Jak byłem w podstawówce, to takich babek nawet na filmach science-fiction się nie oglądało, bo ich po prostu nie było. To znaczy nie było w Polsce, ale wtedy to było równoważne z tym, że nie istnieją. A istniały. Mama przynosiła mi je z pracy, bo pracowała we włoskiej firmie i jakimś cudem zawsze udawało jej się jedną dla mnie zdobyć na Mikołaja. Mimo, że reszta pracowników ich nie dostawała.

Dziś Panettone można dostać w każdym Carefourze i jest na wyciągnięcie ręki. Nie jest niczym niezwykłym. Pewnie nie raz przechodziliście obok niej robiąc zakupy i nawet przez chwilę nie zatrzymaliście się przy tym delikatesie z Włoch. Dla mnie jednak ta babka zawsze będzie symbolem świąt. Tych jednych, jedynych, słusznych – Świąt Boże Narodzenia. Ten smak bakalii, rodzynek i ciasta drożdżowego. Ma w sobie słodycz luksus i gorycz poświęceń. Poświęceń koniecznych do zdobycia go. Dziękuję Ci Mikołaju za ten prezent. Równy z Ciebie gość.

Ostatnio jakoś tak wyszło, że co tydzień jestem na jakimś wernisażu. Malarstwo, grafika, rzeźba, architektura, intermedia – kto się ma na tym znać jak nie bloger stylożyciowy? Wiadomo, się gra, się ma i ogólnie lanserka na znajomych artystów zawsze działa. Chodzę piąty rok po tych otwarciach wystaw i trochę się napatrzyłem, nasłuchałem i narozkminiałem. I dzisiaj to skonkretyzowałem. Czytajcie zatem 5 prawd objawionych o wernisażach!

 

Im gorsza wystawa tym lepsze wino

Tutaj nie mam nic do dodania. Dziwna to zależność, ale tak w istocie jest. Im bardziej beznadziejne prace, tym lepsze trunki (chyba po to, żeby osłodzić niski poziom walorów estetycznych wydarzenia).

 

Artyści są najgorzej ubraną grupą społeczną

To jest dla mnie największa zagadka. Jak ludzie, którzy (podobno) mają wysoce rozwinięty zmysł estetyczny mogą się tak tragicznie ubierać? Wiem, że brudne swetry i podarte spodnie mają im dodawać autentyczności, ale wszystko ma swoje granice.

[emaillocker]

Jakość żartów kuratora jest wprost proporcjonalna do jego wieku

Im starszy kurator, tym lepiej jest w stanie się wypowiedzieć na temat prezentowanych prac i wtrącić jakiś żarcik. Młodzi kuratorzy rzucają takie suchary, że uszy puchną, a są dogłębnie przekonani o zajebistości swojej przemowy.

 

Autor jest w stanie mniej powiedzieć o swoich pracach, niż kurator

Na początku (4 lata temu) próbowałem zagadywać autorów. Pytać o myśl przewodnią w ich pracach. Dociekać co oznacza ta żółta plama pokrywająca całe płótno i czy te odpryski z kapuśniaku na rzeźbie to specjalnie?  Dość szybko dałem sobie spokój z tego typu pytaniami, bo 83% twórców nie ma najmniejszego pojęcia co jest na ich dziełach. Im się po prostu coś stworzyło, a o tym co to jest możesz jedynie pogadać z kuratorem.

 

Tylko nieznajomi są zainteresowani pracami, reszta przyszła napić się wina

Konsultowałem ten punkt z moim przyjacielem malarzem i powiedział, że de facto możnaby go sformułować tak: “jeśli chcesz sprawdzić ile osób jest naprawdę zainteresowanych Twoją sztuką, zrób wystawę poza miejscem, w którym mieszkasz”. Zaiste jest tak, że znajomi artysty przychodzą dlatego, że wypada, i że trzeba, i że to dobra okazja na biforek przed właściwym melanżem. Tylko osoby postronne (znawcy, kolekcjonerzy, dziennikarze, kuratorzy, inni twórcy) przychodzą na wernisaż, bo faktycznie są szczerze zainteresowani pracami i chcą sobie pokontemplować sztukę.

[/emaillocker]