Close
Close

Śniadanie Mistrzów #21 – Jemy w Muzeum Narowodym

Skip to entry content

Rok temu, gdy zaczynałem prowadzić bloga, wpadłem na niedorzeczny pomysł, że będę pisał o wystawach. Dwoiłem się i troiłem, żeby recenzje wyglądały tak jakbym się na tym znał, a i tak nikt tego nie czytał. Nie mówiąc już o komentarzach. I mimo że dałem sobie z tym spokój, a w tekście o miejscówkach na zimową randkę napisałem, że do muzeów chodzą tylko starzy ludzie, to Muzeum Narodowe w Krakowie zaprosiło mnie na “śniadanie z mediami”.

Miło. Raz, że śniadanko na mieście zawsze spoko, a dwa, że rzecz działa się w Kamienicy Szołayskich, historycznej miejscówce jakby nie patrzeć. Bałem się trochę, że na owym spotkaniu będę jedyną osobą, która nie przekroczyła jeszcze ćwierćwiecza, więc wziąłem ze sobą Andrzeja (a propos, jego ekipa puściła pierwszy singiel po sieci). Moje obawy były słuszne, ale nie było tak źle. W zasadzie to było bardzo dobrze.

 

Śniadanie w MNK

Oprócz dobrej szamki (pyszny pasztet ze śliwką i kozi ser) i nienajgorszych napojów (myślałem, że ta kawa z TriBeCi będzie lepsza), udało mi się wynieść z tego spotkania coś jeszcze. Nie, nie chodzi mi o torebkę pani dyrektor, ani numer telefonu żadnej z dziennikarek. Tym razem chodzi mi o poczucie, że ktoś z budżetówki się stara. Myślałem, że takie sytuacje istnieją tylko w teorii, a tu proszę bardzo jakie zaskoczenie.

Osoby zarządzające MNK naprawdę się starają, żeby przyciągnąć do muzeum ludzi przed 60-tką. Na całym “śniadaniu z mediami” nie było pompatycznego tonu, ani kuriozalnych szopek, takich jak choćby na oficjalnych spotkaniach organizowanych przez moją uczelnię. Było za to dużo kreatywnych projektów przygotowywanych przez MNK, które mają zachęcić szeroko rozumianą młodzież do kontaktu. Niektóre z nich to:

  • stworzenie wielkiej ślizgawki (takiej lodowej) przed Gmachem Głównym, na której w zimie starzy i młodzi będą mogli aktywnie spędzać czas
  • stworzenie kolejnych murali upamiętniających krakowskich artystów (po świetnie przyjętej Marii Jaremie), które będą rozświetlać szare blokowiska
  • gra miejska (podchody wokół Rynku Głównego) oparta na życiu Jana Matejki (taki aktor przedwojenny)

Dla mnie bomba! Nie lubię zimy, ale najbardziej czekam na ślizgawkę, bo w podstawówce to była moja niemal jedyna forma spędzania wolnego czasu. Oprócz owych fajności, 0d 27 grudnia 2012 do 27 stycznia 2013, WSZYSCY maja DARMOWY wjazd do WSZYSTKICH placówek Muzeum Narodowego w Krakowie (czyli przez ten miesiąc wyjątkowo nie musicie kierować się moją listą). Spoko, co?

(niżej jest kolejny tekst)

Co byś zrobił gdyby nie było jutra?

Skip to entry content

W piątek jest koniec świata, wiadomo. Info to jest dostępne od kiedy Majowie stworzyli kalendarz, czyli już od dłuższego czasu. Tak jak w 2000 roku nie uderzył w nas meteoryt, tak, tym razem podejrzewam, że również nic się nie stanie. Oczywiście poza armagedonem na dworcach PKP, ale to temat na osobne 20 postów. Nasi rodzice poradzili sobie z hiperinflacją, to i My powinniśmy dać radę z tygodniową awarią Facebooka, czy tam innymi katastrofami.

 

Pocałowałbym cię w usta, by poczuć smak życia

Na pewno kojarzycie kawałek Pezeta, który jest powyżej, czyli “Gdyby miało nie być jutra”. Nawija w nim o tym, co by zrobił, gdyby został mu ostatni dzień życia i nazajutrz czekała go pewna śmierć. Paweł z Ursynowa gdyby wiedział, że jutro straci życie, dziś:

  • przeprowadziłby napad rabunkowy z bronią w ręku
  • poleciał na Majorkę albo do Meksyku
  • spotkał się ze swoją życiową miłością
  • odurzył się kokainą i Jackiem Daniel’sem
  • zastrzelił komendanta
  • przejechał się w ekstremalnych warunkach luksusowym samochodem
  • przepuścił dużą sumę pieniędzy na wyścigach konnych

 

3 rzeczy w 24 godziny

Zawsze kiedy jest gadka o końcu świata i śmierci, zastanawiam się jakby to było u mnie. Co ja bym zrobił, gdybym wiedział, że zostały mi ostatnie 24 godziny, a potem koniec. Finito. The end. Game over. Nie ma powrotu. Gdybym na przykład był jednym z bohaterów “Loopera” i wiedział, że jutro nastąpi zamknięcie mojej pętli i egzekucja… Zbliżający się 21.12.2012 jest dobrą okazją by się nad tym zastanowić.

Ograniczając się do 3 rzeczy (bo w ciągu jednej doby, to jednak całego świata nie okrążę), w ostatnim dniu:

  • połamałbym nogi pogrzebaczem kolesiom, którzy mnie dręczyli w podstawówce
  • wziąłbym pożyczkę w Providecie na 5000zł i z trójką moich przyjaciół poleciał do Paryża, żeby jeszcze raz pić wino, jeść ser pleśniowy i oglądać zachód słońca na Montmartre
  • kupiłbym sobie najdroższe białe Lacosty jakie istnieją i poszedł na jakiś mocny koncert plenerowy (na przykład Hadoukena!) albo do najbardziej zatłoczonego klubu

 

Teraz Twoja kolej

Jeśli nie musiałbyś obawiać się konsekwencji, wyrzutów sumienia i wyzerowanego konta w banku, to jakie 3 rzeczy byś zrobił? Coś co zawsze chciałeś zrobić, ale brakowało Ci odwagi lub pieniędzy?

Nowy Jork, to po Paryżu i Londynie trzecie miasto, które chcę zobaczyć, zwiedzić i poznać. Mam już odłożone 15 złotych na ten cel, także wyprawa niebawem.  A napalam się tak na to miasto z dwóch powodów:

  1. Połowa amerykańskich raperów, których słucham pochodzi z NYC. Chcę w końcu przekonać się, czy Brooklyn i Bronx wyglądają tak jak w kawałkach Beastie Boys, Notoriousa B.I.G., Nasa i Jaya-Z.
  2. Dopóki Jenny Humphrey nie wyleciała z Gossip Girl, byłem omotany tym serialem. Oglądałem go głównie po to, żeby pozazdrościć zabawy licealistom na drugiej półkuli. I żeby uświadomić sobie, że są większe problemy, niż za co zapłacić za czynsz – na przykład jakie szpilki Valentino ubrać na imprezę? Obiecałem sobie, że pewnego dnia polecę na ten Manhattan i będę się bujał limuzyną po głównych ulicach jak prawdziwa elita z Upper East Side! A co!
autorem zdjęcia jest kaysha

Żeby pokazać Wam jak wyobrażam sobie Nowy Jork, przygotowałem zestawienie 5 kawałków, które moim zdaniem najtrafniej oddają klimat tego miasta.

 

1. Nas – N.Y. state of mind

Nas – (nie)korowany książę rymów – opowiada o mrocznych stronach Wielkiego Jabłka. Jeśli chcesz posłuchać historii, których raczej nie drukują w folderach promocyjnych hoteli i biur podróży, to włącz ten numer. Co drugi polski raper gadający o ulicy wzorował się na nim.

 

2. Frank Sinatra – New York, New York

Utwór mocno kontrastujący z poprzednim. Frank Sinatra – człowiek legenda, najlepszy wokalista wszech czasów zaraz po Gutku z Indios Bravos – nagrał niekwestionowany hymn Nowego Jorku. Gloryfikuje to miasto w każdy calu. Jeśli tego nie słyszałeś, to nigdy nie będziesz wiedział co to znaczy być “królem wzgórza”.

 

3. Kid Cudi – Pursuit of happiness (Steve Aoki remix)

Frank był reprezentantem starej szkoły i klasycznych brzmień, to teraz coś newschoolowego. Remix Kida Cudiego, który mogliście usłyszeć w  “Project X”, dobrze oddaje atmosferę nowojorskiego melanżu. Jazda po bandzie i na bogato. Tak się bawią Jankesi!

 

4. El Dupa – Natalia w Bruklinie

Polski akcent, czyli jak większość naszych rodaków na emigracji postrzega to miasto (i kraj). Od 2000 roku (momentu w którym Kazik napisał ten numer) sporo się zmieniło, ale mimo to dla wielu Polaków nadal właśnie tak wyglądają amerykańskie realia. Czas to zmienić!

 

5. Jay-Z “Empire state of mind” + Alicia Keys

Wiedzieliście, że ten kawałek tu będzie, a Ja nie wyobrażam sobie jak takie zestawienie mogłoby istnieć bez niego. Shawn Carter – uosobienie hasła “od pucybuta do milionera” – w niecałych 5 minutach streścił ponad 300-letnie miasto. Nowy Jork jest kolebką hip-hopu. Nie ma się więc co dziwić, że jeden z pionierów tego nurtu opowiada o nim tak, że czujesz je na skórze. Następca hymnu Sinatry.  Nic nie tworzy w głowach dokładniejszych obrazów zakorkowanych ulic, zatłoczonych klubów i wszystkich skwerów tętniących życiem, niż “Empire state of mind”.

 

Jeśli jednak nie chcesz sobie wyobrażać tego miasta, a zobaczyć jak wygląda naprawdę, to jest okazja. Jedno z lepszych piw jakie zdarza mi się pijać – Miller – ma dla Was konkurs, w którym do wygrania jest wyjazd (wylot w zasadzie) do New York City! Tak, tak, możecie wygrać wycieczkę życia i bujnąć się na “Miller Music Tour” za wielką wodą. Konkurs jest o tyle ciekawy, że nie musicie wysyłać mi swoich nagich zdjęć. Wszystko zawarte jest w ramach internetowej gry, która jest wirtualną podróżą po Wielkim Jabłku. Od wczoraj możecie rozwiązywać pierwsze zadanie. Wiadomo, że nie zrobicie tego lepiej ode mnie, ale warto próbować, bo  poza główną nagrodą są do zdobycia również “piwka pocieszenia” i gadżety.