Close
Close

World Press Photo 2012 – wrażenia

Skip to entry content

Rok temu pisałem, że na World Press Photo ’11 było wtórnie i tendencyjnie. W tym roku mógłbym zasadniczo przepisać cały tekst z zeszłego, tylko przed każdym epitetem dopisać słowo “bardzo”. Tegoroczna edycja była jeszcze bardziej nieciekawa niż seans “Fuck For Forest”. Miałem wrażenie, że już nawet autorzy zdjęć cykają je bardziej z obowiązku i musu, niż szczerych chęci.

Martwi, okaleczeni i zdeformowani ludzie już totalnie przestali wywoływać jakieś silniejsze emocje. Szok na widok pourywanych kończyn zamienił się miejscem z przyzwyczajeniem. I bez sensu twierdzić, że to wina odbiorców, bo to tak jakby obrażać się, że reklama proszku do prania sprzed 10 lat dziś nie zachęca nikogo do kupna.

Po cichu liczyłem na zdjęcia foczek, ptaszków i innych słodkich zwierzątek na tle natury, ale tu też bez szału. Dużo słabsze prace niż w zeszłym roku. Kompletnie nie ma się nad czym rozwodzić. To samo tyczy się kategorii “sport”. Tylko jedno zdjęcie (z pływakami) przykuło moją uwagę, a i tak nie na długo. Napisałbym coś więcej, ale mi się nie chce, a Wam tym bardziej nie będzie się chciało tego czytać.

Poniżej kilka zdjęć zdjęć (taka mała incepcja), które dadzą Wam pogląd na całą wystawę.

I co, natchnęło Was żeby się wybrać?

(niżej jest kolejny tekst)

Prezent mikołajkowy do 20zł: wersja męska

Skip to entry content

Było to trochę temu, ale pamiętam wszystkie mikołajki klasowe, grupowe i nawet pracownicze. Miała być szalona zabawa, że niby losuje Cię przypadkowa osoba i kupi Ci nie wiadomo jaką niespodziankę i ogłupiejesz ze szczęścia. Zdarzyło mi się ogłupieć parę razy, ale niestety nigdy ze szczęścia. Czasem dostawałem taki badziew, że nawet głupio było mi to wrzucać do kosza PCK. Dziękowałem bogu, karmie i wszystkim mocom nieczystym, gdy w paczce były czekoladki albo cokolwiek słodkiego. Zawsze można to było dać komuś innemu za rok i mieć już prezent z głowy.

Ale, ale, nie o to chodzi żeby puszczać w świat złą energię, bo później do Ciebie wróci. Może nie zawsze to widać, ale wychodzę z założenia, że lepiej uszczęśliwiać ludzi, niż irytować (no chyba, że bardzo sobie zasłużą na to drugie, to wtedy nie ma wyboru). Kierowany tymi szlachetnymi przesłankami, stworzyłem dla Was listę 5 sensownych prezentów z okazji Dnia Świętego Mikołaja, do 20 złotych. Dzisiaj pomysły jak uszczęśliwić facetów, w przyszłym tygodniu będziemy robić dobrze kobietom.

#1 Film “Showgirls”

Nie znam faceta, któremu nie podobałby się ten film, a mimo to wielu wciąż go nie widziało. Taki klasyk warto mieć w oryginale, na półce. Głownie po to, żeby pochwalić się kolegom, ale również by móc sięgnąć po niego w chwili zwątpienia (związkowego, zawodowego, ogólno-życiowego).

#2 Kask piwny

Marzę o tym odkąd zobaczyłem czołówkę “Maski” jako dzieciak. Co prawda, wtedy jeszcze nie wiedziałem do czego to służy. Ba, gdy kilka lat później poznałem smak piwa, zastanawiałem się jak ludzie mogą pić to ohydztwo. Mimo wszystko, czułem, że muszę to mieć. Że w takim kasku to byłbym gość i mógłbym z powodzeniem udawać futbolowego speca, mimo, że nie mam bladego pojęcia o piłce nożnej.

#3 Paczka dobrych prezerwatyw

Czy jesteście w związku, czy jest singlem, czy eunuchem, to taka paczka mu się przyda. Choćby po to, żeby poratować kumpla w potrzebie lub zrobić z prezerwatyw balony i rozkręcić imprezę.

#4 Bilet do Londynu

Każdy z moich kumpli chciałby się napić piwka w typowym, zatłoczonym londyńskim pubie. Nawet ci, którzy mają wszyty esperal. Jeśli myślisz, że ufundowanie takiej wycieczki jest ponad Twoje możliwości finansowe, to sprawdź Fly4Free. Obdarowywanego spokojnie można wysłać do Anglii za 19 złotych, także mieścimy się w budżecie.

#5 Złoty spray

Nie spodziewałem się, że tak mocno jeszcze tkwi we mnie dziecko, dopóki nie dostałem do rąk farby w sprayu. Gdy podczas pierwszego “reCYCLINGu” pod MOCAKiem dorwałem się do złotej puszki, cały świat przestał się liczyć. Miałem tylko troszkę popsikać na ramę swojego roweru, a malowałem dopóki farba zupełnie się nie skończyła. Później poszedłem do sklepu, kupiłem sobie 2 puchy i wymalowałem wszystkie metalowe elementy w zasięgu wzroku. Tyle radości z tak banalnej rzeczy. Polecam całym sercem, to chyba najfajniejszy prezent jaki mógłby dostać z całego zestawienia.

I to tyle jeśli chodzi o męską wersję prezentów do 20zł (damska we wtorek). Korzystajcie, komentujcie, inspirujcie się i dajcie znać, co Waszym zdaniem powinno koniecznie się znaleźć w tym zestawieniu, a tego nie ma.

autorem zdjęcia jest gekimo

Amatorskie porno w środku dżungli to nuda

Skip to entry content

Wczoraj byłem na “Fuck For Forest” i idąc do kina było mi przykro, że nie zdążyłem na premierę. Bo przecież czekałem na ten film! Widziałem trailer, czytałem o nim w K Magu i Aktiviście i liczyłem na mocny obraz. Na dokument, który mną wstrząśnie! Na coś, co dam mi po mordzie i przez najbliższy miesiąc będę rozkminiał jego przesłanie, nie mogąc spać. Cóż… wróciłem z sensu i zasnąłem jak dziecko po nawdychaniu się chloroformu.

Mimo, że nigdy nie ciągnąłem flaków z olejem, to “Fuck For Forest” właśnie tak się ciągnie. Mój współlokator Maciek (ten z którym testowałem kanapki z Subwaya) usnął mniej więcej w połowie. Ja drugi raz w życiu podczas oglądania filmu w kinie, spojrzałem na zegarek, żeby zobaczyć czy długo jeszcze. Okazało się, że długo, ale jakoś wysiedziałem. Pierwszy raz zdarzyło mi się patrzeć na zegarek w kinie na “Wiedźminie”, który był naprawdę słaby. Mam nadzieję, że ta sytuacja po raz trzeci nie powtórzy się szybciej, niż za kolejne 11 lat.

 

Są gołe cycki, a Ja mimo to narzekam?

Bohaterowie “Pieprzenia się dla lasu”, to takie hipiso-punki naszych czasów. Nie chcą realizować ról narzuconych im przez społeczeństwo, więc radośnie ćpają (tak, tak moi drodzy, marihuana to też narkotyk), ruchają się z kim popadnie i wrzucają to do sieci. Zezwierzęcenie i wyzbycie się norm moralnych oczywiście w imię wyższych celów, świętych idei – ratowania lasów tropikalnych. Jeśli masz teraz przed oczami nieustającą imprezę we włościach Hugh Hefnera, to zmień kanał. Ich amatorskie pornosy, to raczej utrwalone w ruchu pijackie dymanie się w błocie na Woodstocku, niż film, który mógłby kogokolwiek podniecić. Aktorzy to ohydne brudasy, więc trudno, żeby z ich nagrań nie emanował syf i malaria.

 

Po co to wszystko?

Zdradzę ci zakończenie, bo nie ma absolutnie żadnego powodu, żebyś oglądał ten film. Czwórka biseksualistów kręci sobie to wideo z gołymi narządami, żeby uratować amazońską dżunglę, a w konsekwencji cały świat (przypominam, że film oparty jest na faktach). Brzmi dokładnie tak abstrakcyjnie i niedorzecznie jak Ci się wydaje. Mimo ich permanentnego nieogarnięcia życiowego, udaje im się zebrać 420 000 euro (serio!). Lecą do tego kraju trzeciego świata przez pół globu, płyną łódką 7 dni i palą z Indianami jakiś syf, po to żeby się dowiedzieć, że nikt ich tam nie chce, a tym bardziej ich pieniędzy. Beka. Po prostu beka. Wielcy działacze, oświeceni wyzwoliciele świata mają miny jak emo, które chciało się pociąć plastikową łyżką, ale rodzice powiedzieli mu, że się nie da.

 

Jaki z tego morał?

Po pierwsze: nie siedź za długo przed komputerem i nie bierz narkotyków. A już na pewno nie łącz tych dwóch rzeczy, bo skończysz jako porzucone, kolorowe dziwadło z chorobą weneryczną na jednej z berlińskich ulic.

Po drugie: zanim zniszczysz całe swoje życie i perspektywy na przyszłość, by pomagać komuś (lub czemuś) o kim czytałeś tylko w internecie, spytaj go, czy on w ogóle tego chce. Bo może się okazać, że to ostatnia rzecz, której by sobie życzył.