Close
Close

Jeśli coś raz trafi do internetu, to zostaje tam na zawsze

Skip to entry content

To największa prawda XXI wieku, którą poznała i Paris Hilton, i pracownicy Orange, i studenci Krakowskiej Akademii im. Frycza-Modrzewskiego. A w zeszłym tygodniu również Beyonce.

Rozumiem, że ona jest piosenkarką i skupia się na śpiewaniu. Spoko. Gdybym umiał, to też bym pewnie śpiewał zamiast siedzieć na Fejsie. Ale ona ma przecież całą rzeszę ludzi (no przynajmniej 4 chłopa), którzy mają za zadanie dbać o jej wizerunek. Wynajmuje agencję PR-ową, która prowadzi jej fanpage, wrzuca klipy na YouTube, zdjęcia na Instragrama i pewnie podetrze jak będzie trzeba. Jak Ci ludzie mogli sądzić, że zdjęcie ot tak, można wrzucić do sieci i z niej usunąć? I to nie byle jakie zdjęcie, bo…

 

To zdjęcie!

Nikt kto był choć raz na 9gagu, nie wpadłby na pomysł, że fotę o tak dużym (O-GRO-MNYM!) potencjalne memogennym można usunąć. Że coś da się skasować z sieci na zawsze. Internet mimo, że jest stadem baranów, to jednak nie bandą Rosjan – jeden Putin tego nie ogarnie. Nawet dwóch (przy trzech już bym się zastanawiał). A tu nagle managmentowi Beyonce wydaje się, że są szeryfami sieci. Że mogą kazać kilku serwisom usunąć niekorzystne zdjęcie ich klientki i nagle wszyscy internauci pokornie przestaną się śmiać. Nie, nie przestaną. Dopiero zaczną.

 

No to mamy mema

Poszło! Fala przeróbek, nawiązań, wariacji, kolaży, komiksów i zestawień jest już nie do opanowania. Puszka Pandory została otwarta. Efekt Streisand zadziałał. A wystarczyło, żeby powiedziała “tak zrobiłam głupią minę na koncercie” i ludzie by to olali. I tak wszystkim chodziło o mecz, a ona była tylko zabawnym przerywnikiem.

Sytuacja z usuwaniem jej zdjęcia z internetu jest tak absurdalna, że momentami zastanawiam się, czy nie zrobili tego specjalnie? Tak taniej i silnej promocji, to nie miał nawet Piotr Kaszubski.

(niżej jest kolejny tekst)

Nastoletni trzydziestolatek – recenzja książki Niekrytego Krytyka

Skip to entry content

Znasz Niekrytego Krytyka? Pewnie, że znasz! Nie ma chyba nikogo między 16, a 24 rokiem życia, kto by go nie znał. Gość zaktualizował polską wersję “american dream”, czyli od zera do youtubera. Jest najpopularniejszym twórcą treści wideo w Polsce, a jego filmik mają średnio po 1000000 (słownie: MILION!) wyświetleń. To dużo (DUŻO) więcej, niż połowie telewizyjnych gwiazd by się marzyło. Oprócz tego ma swoją księgarnię internetową, sklep z koszulkami i… niedawno wydał książkę.

 

Niekryty pisze! Hmm… ale o czym?

O czym może napisać książkę dorosły koleś, rzucający w co drugim zdaniu “cholera jasna” lub “dziwko”?

Jego program jest świetny. Uwielbiam zadzwonić o 3 w nocy po pizzę i między jednym postem, a drugim obejrzeć sobie “Przemyślenia Niekrytego Krytyka”. Albo zacząć ciężką niedzielę po niepamiętnej sobocie odpalając “Niekryty Krytyk ocenia”. Czysta rozrywka, bez silenia się na jakąś misję i dopinania niepotrzebnej ideologii. Pełna niepoprawność polityczna, docinki ostre jak skalpel chirurga Donatelli Versace i dystans. Do życia, do świata, ale przede wszystkim do siebie. Jaram się, jest świetny!

Tylko co taki internetowy showman może sensownego napisać w książce? Książce, która nie jest poradnikiem “jak w 2 lata zdobyć pół miliona subskrybentów”. Więcej, w książce, która w tytule ma hasło “zeznania”, co sugeruje, że nie będzie papierową wersją jego youtube’owych wyczynów. Zeznania to się składa na policji, wyznania, to byłby gejszy, a tu podobno ma być o życiu, na serio i jeszcze motywująco.

I jest! Tyle, że…

 

To książka dla młodych. Bardzo młodych

Pierwsza literacka publikacja Macieja Frączyka kierowana jest do jego głównej grupy odbiorców, czyli gimnazjalistów. I nie jest to broń boże jakiś zarzut, bądź przytyk. Ot, stwierdzenie faktu. Zaprojektowana jest zarówno pod kątem treści, układu, wykonania i formy tak aby trafić do nastoletniego czytelnika. Najlepiej takiego pryszczatego 15-latka, który po szkole siedzi na Kwejku, przegląda memy, biegle cytuje doktora House’a i jest bardziej zżyty ze swoją postacią z WOWa, niż z własną rodziną.

Żałuję, że mnie w tym wieku w ręce nie wpadła tego typu książka. A w zasadzie, że nikt mnie nie zmusił, żebym ją przeczytał, bo wtedy czytanie uważałem za najnudniejsze zajęcie na świecie.

“Zeznania Niekrytego Krytyka” to kop. Może nie z półobrotu, ale na pewno w tyłek. Kop do działania, przysłowiowy liść na odmułkę. Autor na różne sposoby, mniej i bardziej bezpośrednio, mówi czytelnikowi “OGARNIJ SIĘ!”, a w zasadzie “RÓB COŚ!”. Stara się wytłumaczyć nastolatkom, że jeśli nie będą rozwijać się teraz – gdy chodzą do szkoły i ich jedynym zmartwieniem jest zdanie do następnej klasy – to nie zrobią tego nigdy.

Jeśli nie odkryją w sobie pasji w momencie, gdy jest na to czas, to później będą robić to co 80% społeczeństwa. Sprzedadzą swoje marzenia za wymaganą ratę kredytu mieszkaniowego. Będą chodzić do nudnej pracy, której nienawidzą, przeklinać poniedziałki i błogosławić piąteczki, które staną się jedynym sensem ich życia.

 

Łącznik między światem dorosłych, a niedojrzałych

Treść, którą Niekryty przekazuje gimnazjalistom jest ważna, ale jeszcze ważniejszy jest sposób w jaki to robi. On mówi ich językiem! Nie jak pani pedagog, pani od polskiego, pani psycholog, ani żadna inna pani. Nie jak rodzice, dziadkowie, wujkowie, ciociowie, ani jacykolwiek inni ludzie po 20-stce. On mówi jak małolat. Jak dzisiejsza młodzież. Jakby był jednym z nich.

Wiąże się to z tym, że jedno zdanie rozciąga na 5-6 linijek, wrzucając dygresje, żarciki i kompletnie wyrwane z kontekstu nawiązania. Czyli dostosowuje przekaz do wielowątkowego sposobu odbierania rzeczywistości, jakim posługują się współcześni młodzi ludzie. Żeby nie powiedzieć, że rozwadnia esencję tylko po to, by pokonać dys-koncentrację gimnazjalistów.

Jeśli masz brata, siostrę, chłopaka lub matkę w wieku około-licealnym, to kup jej tę książkę. Jeśli coś ma do niej trafić, poruszyć ją, zmusić do myślenia i zastanowienia się nad swoją przyszłością, to najprawdopodobniej będą to “Zeznania Nieznanego Krytyka”. Książka gościa, który od 13 roku życia pisał teksty do szuflady, po to, by po latach poszukiwań znaleźć coś co go jara, zagwarantowało mu popularność i przynosi konkretną kasę.

 

“Zeznania Niekrytego Krytyka” kupiłem i zrecenzowałem we współpracy z serwisem zniżkowym Cuponation. Znajdziecie w nim kupony rabatowe na ciuchy, kosmetyki, elektronikę i oczywiście promocje na książki (między innymi do Empiku).

Jak nie podrywać dziewczyny w klubie?

Skip to entry content

W kwestiach klubowych gramy w otwarte karty i oboje wiemy, że nikt tam nie chodzi pograć w szachy, więc pozwól, że dam Ci radę. W zasadzie trzy rady odnośnie tego, jak nie podrywać dziewczyny w klubie, które Ty, drogi czytelniku płci męskiej, powinieneś potraktować całkiem serio. Oczywiście jeśli jesteś singlem i planujesz to zmienić w perspektywie najbliższych stu lat.

I jeszcze słowo dla pań. Drogie panie, mimo, że ten wpis kierowany jest stricte do samców, to nie czujcie się pominięte bądź zaniedbane. To wszystko dla Waszego dobra (w komentarzach możecie napisać jak bardzo mnie kochacie za ten tekst).

 

Po pierwsze: zabójcze teksty zabijają tylko Twoje szanse

Pewnie myślisz, że żeby zagadać do dziewczyny musisz mieć jakiś morderczy greps. Jakieś hasło, które zwali ją z nóg i pozbawi kontaktu z bazą, aż do momentu, gdy obudzi się u Ciebie. Jakąś trzy tysiące razy przekminioną frazę, która pokaże, że jesteś niewiarygodnie bystrym erudytą o duszy niepoprawnego romantyka.

Nie, nie musisz.

Hasła w stylu “bolało? …jak spadłaś z nieba”, “twój ojciec musi być złodziejem… bo ukradł gwiazdy i włożył ci w oczy”, czy “przepraszam, ale masz na sobie coś mojego… mój wzrok” nie pomagają. Powodują, że jeśli ona nawet przez ułamek sekundy myślała o tym, żeby się z Tobą przespać, to właśnie w tej chwili wpisuje tę myśl na listę największych życiowych porażek.

Jeśli nie chcesz świadomie rezygnować z reprodukcji, a masz niewielkie doświadczenie w podrywaniu kobiet, najlepiej jeśli rozmowę rozpoczniesz po prostu od “cześć”.  Po pierwsze (i bardzo istotne), nie weźmie Cię, za recytującego głupkowate formułki z forum dla prawiczków idiotę. Po drugie, zaczynając gadkę od “cześć” masz naprawdę niewiele okazji żeby coś spieprzyć.

 

Po drugie: ona wie, że ma hipnotyzujące oczy

Odpuść sobie wyświechtane banały w stylu “masz zjawiskową urodę”, “twój uśmiech jest powalający” i wszystkie wariacje na temat oczu.

Zakładam, że nie jesteś sfrustrowanym absolwentem mechaniki i robotyki i nie zagadujesz do szalonych licealistek, ani studentek informatyki. Jeśli tak, to wiedz, że większość dziewczyn w wieku 19+, wszystkie możliwe kombinacje tekstu o oczach słyszała przynajmniej sto razy. Uwierz mi, że atrakcyjna laska, przy każdej wizycie w klubie dowiaduje się średnio od 5 gości, że jej “look” jest “hipnotajzin”. Koniecznie chcesz być szósty?

Jeśli już chcesz powiedzieć jej jakiś komplement niech będzie on szczery.

[emaillocker]

Laski poświęcają masę czasu na przygotowania zanim wyjdą na imprezę. Doceń to, a będą jadły Ci z ręki. Powiedz, że ta biała sukienka świetnie kontrastuje z tym czarnym paskiem i szpilkami. Albo, że ma śliczną torebkę i że jeszcze nie widziałeś w tym lokalu dziewczyny z równie fajną.

Jedna sprawa – czegokolwiek jej nie powiesz, to musi być prawdą i Ty sam musisz tak uważać. Jeśli panna ubrała się jak na wizytę w MOPSie, a Ty powiesz, że jej stylówka przyćmiewa słońce nad równikiem, to nic z tego nie wyjdzie. Wyczuje, że łżesz i że nawet gdyby przyszła w kombinezonie NASA to starałbyś się jej ściemnić, że podkreśla jej talię.

 

Po trzecie: nie stawiaj

Stawianie alkoholu, to jedna z głupszych rzeczy jaką możesz zrobić podrywając dziewczynę w klubie.

Przede wszystkim puknij się kartą płatniczą w czoło i zadaj sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: po co chcesz to zrobić? A teraz pozwól, że powiem Ci jak ona odbiera Twoje intencje:

  1. Pomyśli, że chcesz jej zaimponować w ten sam oryginalny sposób, co 15-stu typa przed Tobą. Żeby Twój nietuzinkowy pomył odniósł jakikolwiek pozytywny skutek, musiałbyś jej zafundować butelkę Dom Pérignon. To jak, naprawdę przypadkowa dziewczyna w klubie jest tego warta?
  2. Weźmie Cię za turbo nudziarza, który nie jest w stanie w normalny sposób zdobyć uwagi kobiety, tylko musi ją sobie kupić. I jeśli to Twój jedyny pomysł na podryw, to przyznaj się przed lustrem, że tak faktycznie jest i wróć do domu.
  3. Uzna, że chcesz ją upić, żeby była łatwiejsza i zależy Ci tylko na seksie. Jeśli jest imprezową laską szukająca sponsora, to masz ją w garści. Tylko, czy Ty faktycznie chcesz być sponsorem?

Żeby zdobyć szacunek i uwagę kobiety, musisz ją zainteresować rozmową i swoją osobą. Dopiero później możesz się silić na partnerskie (uczulam na to słowo) gesty, czyli raz Ty płacisz za nią, raz ona za Ciebie. Dasz jej w ten sposób do zrozumienia, ze ani nie próbujesz jej kupić, ani nie jesteś pierwszym lepszym frajerem, który daje się czesać na drinki.

[/emaillocker]