Close
Close

Czy chcesz imprezy w każdym pokoju swojego domu? Tak!

Skip to entry content

Włączając w sobotę rano Spotify, zobaczyłem powyższe pytanie. Odpowiedziałem odruchowo “tak”, ale nie wiedziałem, czy faktycznie tak będzie. A było. W zasadzie to było nawet lepiej, bo impreza była też w kuchni, łazience i na balkonie. Tylko pawlacz się uchował.

Parapetówka mimo nie małych rozmiarów, nie zaowocowała ani przyjazdem policji, ani wizytą jednostki GROMu, ani nawet telefonem od administratora budynku. W pewnym momencie co prawda wpadli sąsiedzi, ale tylko po to, żeby walnąć zapoznawczą banię (chciałbyś mieć takich sąsiadów, co?). Było gadane, było skakane, było pite i było bawione do 5:34.

Tym razem jednak lepiej, niż słowa oddadzą Wam to co się działo zdjęcia.

 

Przygotowania

Marka Miller skutecznie zadbała o to, żeby nie zaschło nam w gardłach podczas deklamacji pieśni wojskowych o drugiej w nocy.

Subway natomiast zatroszczył się o to, żebyśmy nie odpadli już po pierwszym odsłuchu “Prawy do lewego”.

 

Selekcja

Agencja ochroniarsko-autoerotyczna w postaci gospodarzy (choć głównie Pana Piotra) zapewniła odpowiednią selekcję na bramce i nie wpuszczała gości spoza listy. A byli tacy co chcieli wejść “na Kaśkę”. Na szczęście nie musieliśmy używać broni palnej i wszystkie zagubione dusze odeszły po dobroci.

 

Dary losu

Zacni goście poprzynosili zaskakujące podarki, które będą nam służyć do końca umowy najmu i jeden dzień dłużej. Największą niespodzianką był niewidoczny talon na darmowe przejście przez ulicę w miejscu niedozwolonym. Natomiast styropianowy czajnik z ukrytą wiśniówką, na zawsze zmienił nasze postrzeganie artykułów gospodarstwa domowego.

 

Impreza, impreza!

Dziękuję wszystkim którzy przyszli (mimo skręconych kostek), krzyczeli z nami (mimo zdartych gardeł) i wypili moje zdrowie (mimo ramadanu). Dziękuję Wiśle Kraków, że w tym dniu grała mecz i zaangażowała wszystkie dostępne patrole. Dziękuję Konradowi Conradowi za kulę dyskotekową i dymnicę. Dziękuję Millerowi za piwo, Subwayowi za kanapki i wszystkim dziewczynom za dekolty. Dziękuję wszystkim czytelnikom za kozackie kawałki do playlisty. Bez nich ta impreza nie byłaby tak dobra i z pewnością nie trwała 10 godzin.

Na koniec nie dziękuję matce naturze i metabolizmowi człowieka. Dzień po jest jak Media Markt.

(niżej jest kolejny tekst)

3 Polki, które zabrałbym na bezludną wyspę

Skip to entry content

Abstrakcyjna sytuacja, aczkolwiek nigdy nie mów nigdy.

Tusk i ten drugi co jest prezydentem podpisali ACTA i weszło 15 uchwał z rozporządzeniami odnośnie przeciwdziałaniu piractwu. Policjanci, prokuratorzy i sędziowie dowiedzieli się o istnieniu praw autorskich i zaczęli walczyć z ich łamaniem. Intensywniej i skuteczniej, niż z mafią kryminogennych studentów pijących piwo w plenerze.

Trafiło również na Ciebie. Oddział CBŚ i UOP, który normalnie powinien zajmować się malwersacją podatkową polityków, wbił Ci na chatę i zarekwirował lapka. Znaleźli na Twoim dysku 300 giga filmów z Penelopą, całą dyskografię Boysów i pdfa z „Panem Tadeuszem”.

Masz bardziej przerąbane, niż świerk w tartaku. Albo trafiasz do Guntanamo na popiątne dożywocie, albo zsyłają Cię na koniec świata, gdzie ojciec dyrektor mówi dobranoc, a elektryczność pojawi się dopiero w trzecim millenium. Jedna sprawa – jeśli wybierzesz wywózkę na bezludną wyspę, będziesz mógł wziąć ze sobą 3 laski, które też zostały skazane.

Zakładając, że dziwnym trafem wszystkie celebrytki, blogerki i modelki dostały ten sam wyrok, co Ty, kogo byś wziął ze sobą?

Jeśli chodzi o mnie to…

Do gadania – Hanna Bakuła

Co za charakter, co za osobowość! Po rozmowie w „20m2 Łukasza” miałem ochotę zadzwonić do niej i słuchać jej całą noc. Rzadko się zdarza, żeby kobieta swoimi wypowiedziami zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie. Żebym słuchał jej jak zahipnotyzowany z otwartymi ustami. Niezwykle inteligentna i inspirująca. Zrywając kokosy na śniadanie, czy piorąc ciuchy w oceanie mógłbym nauczyć się od niej więcej, niż przez całe liceum.

 

Do niewysypiania – Agnieszka Szulim

Tylko przy tej kategorii miałem problem z wyborem.

Na początku myślałem o jakichś małolatkach (w sensie moich rówieśnicach), bo jak mielibyśmy być na tej wyspie do końca życia, to jednak lepiej młodsze, niż starsze. Marina Łuczenko ma taki tyłek, że „o boże”, Ola Szwed takie cycki, że „rany boskie”, a Luxuria Astaroth cała jest taka, że „Jezus Maria!”. Ale… Jest oczywiście jedno duże „ale”.

Te dziewczyny są typowi dychami, jasne, ale dychami-lalkami. Bez czegoś wyjątkowego, bez oryginalnego charakteru, bez jakiegoś indywidualnego czynnika, który świadczyłby o ich unikalności. Jak patrzę na nie, to jest okej, ale bardziej widzę starannie przygotowane produkty, niż żywe osoby. Nie mają w sobie pazura świadomej, żywej kobiety. A w łóżku bez pazura, to jak w biurowcu bez biura (czy jakoś tak).

Agnieszka Szulim ma pazur. Nie jest nastolatką, ale ma w sobie ogień! Ma te 30-kilka lat i wie co jest pięć. Widać, że zna wszystkie elementy rock’n’rolla i lubi to robić nie tylko przy zgaszonym świetle, gdy sąsiedzi już śpią. Wie, że sznurek na pranie może służyć też do innych rzeczy i że oprócz misjonarzy, jest kilka innych ról w które można się wcielić. No i przede wszystkim jest ultra kobieca. Ten jej seksapil, ten uśmiech, ten głos. Czego by nie robiła mam wrażenie, że mnie kokietuje. Z taką to można spać i się nie wysypiać.

 

Do gotowania – autorka bloga White Plate

autorką zdjęć jest Eliza Mórawska

Eliza robi takie rzeczy, że „boziu daj mi taką dziewczynę”.

Co prawda głównie na słodko, ale to nic. Mógłbym zrezygnować z sutych obiadów. Zresztą, nie wiem czy na tej wyspie byłby jakiś dzik, więc chcąc, nie chcąc, mięcho pewnie i tak musiałbym sobie podarować. Ale te jej ciasteczka, te torty i tarty, te wszystkie słodkości, których nazw nie znam. Cud, miód, malina i jeżyna. Poziom cukru mi skacze już od samego patrzenia na zdjęcia. A kanapeczki, przekąseczki i śniadanka też wychodzą jej pierwszoklasowo.

 

Twoja złota trójeczka

Z takim triem zaludniłbym nie tylko wyspę na środku Pacyfiku, ale pewnie Marsa i kilka innych układów planetarnych.

Zapytałbym Was o Wasze typy najnajnaj Polek, które wzięlibyście ze sobą na zesłanie, ale wiem, że Stay Fly czyta jednak więcej lasek. No nic, trudno. Dziś Wasz dzień dziewczyny, przyjmuję na klatę, że będę skazany na czytanie o super samcach alfa z orzełkiem w dowodzie. No to jedziecie.

Linda? Gierszał? Grzeczny Chłopiec?

5 powodów dla których warto pedałować

Skip to entry content

Prawo jazdy zdałem za pierwszym razem, ale dopiero w wieku 22 lat. Cały czas byłem przekonany, że nie będzie mi potrzebne, bo przecież mam rower. Jak przeprowadziłem się do Krakowa, zanim przywiozłem sobie z domu laptopa, miałem już tu holenderkę.

 

Rower, rower, rower!

Nie ważne, czy górski czy miejski (choć wiadomo, że lepszy ten drugi). Zupełnie nieistotne czy używany, czy nowy. Kolor też nie gra roli. Najważniejsze, żeby miał 2 kółka (monocykle odpadają) i jeździł. To moja podstawowa i ulubiona forma przemieszczania się po mieście, a “Kraków” i “rower” w moim słowniku, to pojęcia tożsame.

Kolejny raz wyjdzie, że jestem ograniczony umysłowo, ale nie potrafię sobie wyobrazić życia bez roweru. Jak bardzo dwuznacznych i negatywnych konotacji by to sformułowanie nie miało, to tak – pedałowanie ułatwia życie! Bardzo. Bardziej, niż najnowsza aktualizacja iOS’a w iPhonie. I w dodatku jest przyjemne, a regularne uprawianie nie grozi żadną chorobą weneryczną (ani w zasadzie żadną inną).

Bicykl jest największym osiągnięciem naszej cywilizacji. To oczywista oczywistość, oczywistsza, niż kac po wódce. Niestety wciąż wiele osób podchodzi z dystansem do tego wynalazku (i to wynalazku nie byle kogo, bo Leonarda da Vinci!). Najbardziej ubolewam nad tym, że w grupie nieuświadomionych są też osoby z mojego środowiska.

Zgodnie z zasadą, że to co dajesz wraca do Ciebie, dam Ci 5 powodów dla których warto pedałować i uczynić życie lepszym. Nie od święta lecz na co dzień. A później czekam na powrót dobrej karmy i mannę z nieba.

 

#1 Czy to ptak, czy samolot? Nie to rowerzysta

Między godziną 8, a 17 (niezależnie od warunków atmosferycznych), poruszając się na rowerze w większość miejsc dotrzesz szybciej, niż MPK. Największą różnicą widać w okolicach starego miasta, ale nawet jeśli chcesz się dostać z Opolskiej na Kapelankę, to i tak rower wygra z autobusem. Dodaj do tego możliwość podróży kiedy chcesz, a nie kiedy akurat jest (spóźniony) autobus i policz sobie w Excelu ile czasu zaoszczędzisz.

Jest jednak jeden duży minus. Jadać na rowerze pozbawiasz się przyjemności obcowania z parującą uryną z niedomytych żuli. Cóż, zawsze coś za coś.

 

#2 Ale fajny rower! Mogę dotknąć?

Odjechany rower, to lepszy wabik na laski, niż owczarek podhalański. Po pierwsze – nie trzeba go karmić, po drugie – nie zostawia wszędzie sierści.

Możliwe, że sam z siebie bym na to nie wpadł, ale do powyższych wniosków doszedłem drogą testu empirycznego.

Kiedyś miałem różowy rower (tak, dokładnie – różowy). Koledzy mówili mi, że pedalski (pedały faktycznie miał), że jak w ogóle jak można jeździć na takim rowerze? Mówiłem, że normalnie. Kupiłem go za pół-darmo, więc nie było co zaglądać w kolor pół-darowanemu rowerowi. Zresztą, jak niepewnym swojej orientacji trzeba być, żeby bać się, że kolor roweru może ją podważyć?

Tak czy inaczej – jeździłem sobie na tym różowym rowerze i gdzie bym go nie zaparkował, to zawsze podchodziły jakieś dziewczyny i mówiły, że fajny. Czy to Kazimierz, czy Bronowice, gdzie bym nim nie przejechał, gdzie bym go nie zapiął, zawsze jakaś niewiasta zwracała na niego uwagę.

Jeśli jesteś nieśmiały, a tekst o Papermanie miał za mało wulgaryzmów, żebyś się przełamał, to kup sobie taki rower. Pomoże.

 

#3 Ty męski narządzie rozrodczy, zwróć uwagę, którędy idziesz!

Ciężki dzień w pracy? Pokłóciłaś się z przyjaciółką? Permanentny brak kasy doprowadza Cię do frustracji? Twoja dziewczyna uporczywie twierdzi, że mimo ślubu kolonijnego w podstawówce, wciąż nie możecie uprawiać seksu?

Nic tak nie rozładowuje napięcia (i nie oczyszcza duszy), jak publiczne, donośne rzucenie paroma przekleństwami. A jadąc na rowerze możesz to zrobić nie tracąc akceptacji społecznej i w duchu wzorowej postawy obywatelskiej.

Ludzie nie szanują ścieżek rowerowych. Nie tylko w Krakowie, ale ogólnie w Polsce. Jest jak byk wyznaczona trasa dla pieszych i dla rowerów. Po prawej staruszkowie, matki z dziećmi, turyści i zakochane pary, a po lewej rowerzyści. Znak drogowy stoi, żeby nie mieli wątpliwości co jest co, a oni jak bezmózgie Yeti włażą. Włażą, lezą, wloką się i za cholerę nie chcą się przesunąć. Zwrócisz im grzecznie uwagę, to Cię oleją, albo ściemnią, że nie wiedzieli i dalej będą iść po trasie dla rowerów

Stety, w takiej sytuacji nie masz wyjścia i musisz ryknąć „ty niewidoma wagino, proszę, zejdź szybkim tempem ze ścieżki rowerowej!”. Jakiej kombinacji synonimów narządów ze sfery erogennej byś nie użył, pamiętaj – robisz to po to, by zaprowadzić ład i porządek. Innymi słowy – jesteś usprawiedliwiony. Fajnie, co?

 

#4 Wiatr we włosach

Żyjemy w biegu. Praca, kasa, uczelnia, kredyty, kariera, lepsze ciuchy, szybsze auta, nowsze telefony. Każdy się w tym zatraca i czasem naprawdę trudno się zdystansować.

Ja też czasem zapominam co jest ważne.

W takich momentach wsiadam na rower i jadę. Jadę sobie wzdłuż Wisły i wszystko mam gdzieś. Jest słońce, jest wiatr i droga przede mną. Kiedy puszczam ręce z kierownicy i po prostu pedałuję, czuję, że jestem wolny. Że nie jestem  numerem pesel, czy serią dowodu. Jestem sobie częścią przyrody i tyle.

Miło poczuć, że poza systemem ekonomiczno-społecznym jest coś jeszcze.

 

#5 Rosną cycki, znikają brzuchy, a orgazmy się wielokrotnią

Codzienna jazda na rowerze jest zdrowa. To banał nad banały, ale tak jest. Poprawia i krążenie, i spalanie tłuszczu, i sprawność seksualną. Zresztą jak każdy inny sport. Tyle, że codzienna miejska jazda, nie wymaga ani wyjątkowego wysiłku, ani organizowania dodatkowego czasu. Możesz połączyć pożyteczne z pożytecznym (hasło reklamowe na miarę Dona Drapera).

Co do tych cycków, to lekko świrowałem. Nie mam żadnych danych, potwierdzających, że rosną od pedałowania, ale na pewno nie maleją.

 

Złota myśl na koniec

Zaprzyjaźnił się z pedałami. One nie gryzą.