Close
Close

Fly Style #2 – Płaszcz, niedziela i dom Mehoffera

Skip to entry content

Kontynuuję swoją drogę szafiarza. Głownie dlatego, że wciąż nie udało mi się zdobyć 100 komentarzy pod wpisem, a blogerkom modowym to przychodzi ot, tak (choć przy wpisie z parapetówkową playlistą już było baaardzo blisko). Zazdrość, zazdrość, zazdrość i trochę misji.

Przy poprzednim wpisie z ciuchami, zrobiłem sobie foty na tle świetnej (i docenianej nie tylko w Polsce) pracy street artowej. Niestety, tylko jeden z czytelników zwrócił uwagę na fakt, że to dzieło NAWERa – świetnego dizajnera. Mam nadzieję, że przy tym wpisie będzie inaczej i wszyscy bardziej, niż na to co mam na sobie, zwrócę uwagę na to co mam za sobą. Bo praca to również wybitna i w nie byle jakim miejscu, bo na domu Jóźefa Mehoffera (sprawdź kiedy możesz go odwiedzić za darmo).

Kto pierwszy ten lepszy, kto drugi ten czyści fugi. Jaki krakowski mural ma za sobą?

(niżej jest kolejny tekst)

Nikt już nie pamięta kim jest Nelly Furtado

Skip to entry content

 Mówi Ci coś „Maneater”? Sam tytuł pewnie nie wiele, ale jakbyś usłyszał pierwsze takty od razu zacząłbyś się bujać. A „Promiscuous”? Założę się, że tu już lepiej. Pojawił się jakiś szum w głowie, jakieś obrazy dziewczyn wijących się w klubie. Gdzieś z okolic potylicy, dobiega do Ciebie słodkie nucenie seksownej brunetki z Kanady. Jeśli jeszcze nie odleciałeś myślami do wydarzeń z 7 lat wstecz, to zrobisz to przy kolejnym tytule.

 

„Say it right”!

I jak, jesteś już w 2006? Nie wiem, co Ty robiłeś w tym okresie, ale ja razem z Justinem odkrywałem przywileje pełnoletniości i miejsca, w których dziewczyna może mieć kolczyk. „Powiedz to wprost” leciało wszędzie. Wszędzie, wszędzie, wszędzie. Jeśli „Like a virgin” jest nieśmiertelne dla mojej mamy, to „Say it right” jest ponadczasowe dla mnie. Bujam się przy tym, wzruszam i skaczę. Pełen wachlarz emocji.

Banalnie to zabrzmi, ale ten kawałek to hit. I teraz bardzo istotne pytanie…

 

Dlaczego?

Dlaczego tak jest, że jedne utwory stają się wykraczającymi poza swoją epokę klasykami, a inne bezpamiętnie rozpływają się w eterze fal radiowych?

Powiesz, że to zależy od wykonawcy. Jasne. Niektórzy są po prostu słabi, a inni beznadziejni i giną gdzieś między Ewą Sonet, a Jeden Osiem L. Ale co z taką Nelly Furtado? Ma oryginalny akcent, charakterystyczną barwę głosu i wyciąga więcej oktaw, niż potrzeba by zrobić „e-e, ela-ela”. Ujmując to dwoma słowami – śpiewa świetnie. A mimo to, jej jedyna płyta, z której jesteś w stanie wymienić utwory to „Loose”.

Czy na pozostałych 4 śpiewa gorzej? Skądże! Czy po ciąży się roztyła i nikt już nie ślini się na jej widok, oprócz osobistych dietetyków? A gdzie tam! Na wszystkich 5 albumach śpiewa równo i stale doprowadza do wrzenia, choćby samym spojrzeniem.

Nie masz pojęcia czy Nelly Furtado żyje, czy umarła, bo zmieniła producenta.

 

Śpieszmy się kochać dobrych producentów, tak szybko dochodzą

Wokalista jest twarzą utworu, jego wizytówką. Jest jeźdźcem, kierowcą, sternikiem, ale to producent jest statkiem.

Nawet najlepszy kapitan nie popłynie na zdezelowanej łajbie, nie mówiąc już o dziurawej tratwie. Bez dobrego podkładu nie da się zrobić dobrego utworu. To podkład niesie wokalistę, pozwala mu rozwinąć skrzydła i lecieć. Żeby wzbijać się w przestworza trzeba mieć dobry samolot, a Nelly miała jeden z najlepszych.

„Loose” dlatego okryła się diamentem tylko w samej Polsce (tak, ta płyta zdobyła 5-krotną platynę w kraju, gdzie popowe płyty nie ocierają się nawet o złoto), bo produkował ją Timbaland. Do spółki z jego podopiecznym Danją. Dobry producent i miliony sprzedanych egzemplarzy w czasach, gdy wszystko możesz ściągnąć z Internetu. Brak dobrego producent i ludzie zapominają, że istniejesz.

Kiedy następny utwór przejdzie do historii muzyki rozrywkowej, pamiętaj – oprócz słodkiej laleczki/zabójczo przystojnego mulata, gdzieś tam w tyle jest jeszcze producent. Producent bez którego ten hit by w ogóle nie powstał.

Marcin Prokop mówiąc, że celebryci zarabiają za dużo bardzo ożywił dyskusję o zarobkach. Górnicy, pielęgniarki i kilka pań ze spożywczaka go poparło. Koledzy z branży usunęli go ze znajomych na Facebooku i przestali wrzucać wspólne fotki na Instagrama. Sam dość spontanicznie mu przytaknąłem, mając jednak za myśl przewodnią inne hasło. Ale do niego dojdę za chwilę.

 

Nie tylko celebryci zarabiają za dużo?

Pamiętam jak na drugim roku pracowałem w biurze nieruchomości jako fotograf/cudowny-chłopiec-od-wszystkiego. To była studencka praca marzeń. Dostawałem dychę na godzinę, nikt nie stał mi nad głową, większość dnia krążyłem wokół starego miasta i fotografowałem chaty, których statystyczny Polak nie zobaczy nawet w serialu na TVNie.

Spotykałem się przy tym często z ich właścicielami. Mega dzianymi gościami, którzy moją tygodniówkę zarabiali w godzinę albo mniej. Przy czym, żaden nie doszedł do bogactwa pracą na roli, w hucie, kopalni, czy na etacie. Każdy z nich miał albo jakiś talent (piłka nożna, dziennikarstwo, piłka nożna), albo łeb do interesów (co de facto też jest rodzajem talentu).

Mieszkania, którymi handlowało moje biuro były drogie (baaardzo drogie), to też prowizje dla agentów były nie małe (można powiedzieć, że były duże). Pewnego razu, gdy szedłem sfocić i przyjąć mieszkanie z Peterem (jednym z agentów, który zarabiał najwięcej), naszła go dość niespotykana refleksja. Oczywiście niespotykana jak na osobę zarabiającą tak duże pieniądze, w tak młodym wieku w naszej szerokości geograficznej. Peterowi wpadła do głowy podobna myśl, co Prokopowi.

Spytał mnie, czy on i inni agenci nie zarabiają za dużo?

Te 6-7 tysięcy netto nie należałoby się bardziej lekarzom albo nauczycielom? Przecież ich praca jest dużo cięższa, niż moja i ma dużo większy wpływ na resztę społeczeństwa. Ja jeżdżę sobie furą po mieście, klikam coś na iPhonie, jem obiady z ładny ludźmi i kasuję 3 razy więcej, niż oni. A przecież taki lekarz to ma nieraz zapieprz dwacztery na dobę. Od niego zależy ludzkie życie… Czasem mam wyrzuty, że tyle zarabiam…

Tak jak w przypadku wypowiedzi Prokopa zgodziłem się z nim, ale ale tylko powierzchownie.

 

To lekarze zarabiają za mało!

To nie agenci nieruchomości zarabiają za dużo. Jeśli ktoś płaci tyle za ich usługi, to spoko. Nikt nie powinien mieć do nich o to pretensji, ani im żałować. To zawód z tak niską barierą wejścia, że jeśli ktoś czuje jakiś żal, to nic prostszego – niech sam zostanie agentem.

Problemem jest natomiast to, że faktycznie lekarze i nauczyciele na państwowych posadach zarabiają za mało. Za mało w stosunku do kwalifikacji jakie muszą zdobyć i ciężaru gatunkowego jaki niesie ze sobą ten zawód. Reasumując – to oni powinni zarabiać więcej, a nie ktoś inny mniej. Ale żeby lekarze w szpitalach zarabiali adekwatną kasę do wysiłku wkładanego w pracę, trzeba by zlikwidować państwową służbę zdrowia. A to już temat na zupełnie innego posta…

 

Ile powinien zarabiać bloger?

Podobne pytanie na swoim fanpejdzu zadał Krzysztof Gonciarz. Spytał swoich fanów ile powinien zarabiać znany twórca filmików na YouTube.

Biorąc pod uwagę, że zadał to pytanie na własny profilu fanowskim, wydawać by się mogło, że 95% respondentów będzie wskazywać najwyższą możliwą kwotę. W końcu czytelnicy/widzowie/słuchacze danego medium powinni chcieć dla niego jak najlepiej. W innym wypadku, po cholerę śledzą jego działania, skoro nie życzą mu dobrze? Jak widzicie na poniższym obrazku, rzeczywistość po raz kolejny zaskoczyła (brutalnie).

Jeśli twórca tak świetnych show jak “Zapytaj beczkę”, według widzów powinien zarabiać 2000zł, to ile powinien zarabiać prezenter telewizyjny? 300zł? 150?

Filmiki Gonciarza mają średnio po 50 000 wyświetleń. Ktoś powie, że to mało. Okej. Odcinki Niekrytego Krytyka mają po milion. Który program telewizyjny może pochwalić się takim wynikiem? Wojewódzki? X-factor? No na pewno nie programy śniadaniowe, a taka Mołek, czy Rusin zarabia pięciokrotność wypłaty Niekrytego. Weźcie też pod uwagę ile osób pracuje przy talk-showach w telewizji, a taki Jakóbiak w zasadzie jest sam. Sprawiedliwe? No kurczę, nie sądzę (jakby to powiedział Popek)!

I żeby nie było – zazdroszczę im, ale nie żałuję. Niech mają. Niech się pławią w luksusie i jedzą sushi nawet  2 razy w tygodniu. Im więcej ludzi będzie żyć w dobrobycie, tym lepiej dla społeczności, w której żyją. Ale niech ludzie, którym należy się ta kasa też ją dostaną, a nie tylko ochłapy.

Przeciętna blogerka modowa jest bardziej wpływowa, niż jakieś Cosmopolitan, czy co tam czytają młode laski. Jej gust, jej stylizacje, jej rekomendacje mają bezpośrednie przełożenie zakupy jej czytelniczek. Kilkudziesięciu tysięcy czytelniczek dodajmy. Czemu więc Cosmo czy Twist ma zarabiać kilkaset tysięcy miesięcznie, a ona dostawać spodnie w barterze, skoro zasięg ma ten sam lub większy?

To nie celebryci zarabiają za dużo. To internetowi twórcy treści zarabiają za mało.