Close
Close

Piotruś Kukulski powinien zjeść Snickersa

Skip to entry content

Bo straaaaasznie gwiazdorzy. I nikomu to nie wychodzi na dobre, a już na pewno jemu.

 

Co co kaman?

Piotruś Kukulski jest znany z tego, że jest zupełnie nieznany, ale sporadycznie ktoś go skojarzy z Natalią Kukulską (siostrą), bądź Jarosławem Kukulskim (ojcem). Z nieznanych pobudek, postanowił nie być rozpoznawany jako czyjś brat, syn, bądź dziedzic gigantycznego spadku, lecz jako autonomiczna, niezależna gwiazda estrady. Piotruś niestety zapomniał, że żeby dojść do tego etapu potrzebne są lata pracy albo przynajmniej akt płciowy w “Big Brotherze”.

Nie skorzystał ani z jednej, ani drugiej opcji. Pomimo totalnego braku talentu muzycznego i choćby fajnych cycków, postanowił ogłosić światu, że jest gwiazdą i czekać, aż ludzie uwierzą.

Nie uwierzyli.

 

Nowy Szopen

To był pierwszy strzał. Niestety w kolano.

 

Kukulski Cribs

Drugi też po nogach. W końcu nie ma to jak chełpić się publicznie mieszkaniem, kupionym za hajs po zmarłym ojcu.

 

Diss na Tedego

Trzeci to już publiczne harakiri. Nie jestem w stanie tego skomentować.

 

Facebook nie zapomina, Facebook nie wybacza

Piotruś skutecznie postarał się o to, by po medialnym samobójstwie tępą łyżką, nikt nie miał wątpliwości, czy posiada choć krztę zdrowego rozsądku.

Ktoś się zrzuci na zapas Snickersów na Pikeja?

(niżej jest kolejny tekst)

“Spring Breakers” – podręcznikowy przykład słabego filmu

Skip to entry content

Zobaczyłem trailer, chciałem się odmóżdżyć i poszedłem. I co? I jeśli uważasz, że „Bejbi blues” było tragiczne to masz rację, ale „Spring Breakers” jest jeszcze gorsze. Powinni to puszczać tylko skazańcom jako gra wstępna do kary śmierci i studentom reżyserii, żeby wiedzieli jak wygląda podręcznikowy gniot.

Nigdy nie miałem ambicji być wykładowcą, ale na potrzeby tego wpisu poudaję, że jestem. Drogi przyszły twórco filmów, jeśli chcesz stworzyć toporną kaszanę, to:

 

Po pierwsze: daj tyle cycków, żeby widz zaczął sie nimi męczyć

Cycki, to główny motyw wizualny filmu. Obraz zaczyna i kończy się gołymi cyckami. Ogólnie to nic nie mam do piersi. Serio. Więcej, jestem ich wielkim fanem! Ale kto miał mikroekonomię, ten wie, że użyteczność krańcowa do pewnego momentu rośnie, po czym spada.

Co to oznacza dla humanisty? Znaczy to tyle, że jeśli widzisz parę gołych cycków raz na jakiś czas, to jest okej. Jeśli widzisz je w miarę systematycznie to jest fajnie, a jeśli masz je na zawołanie to super. Jeśli jednak jesteś permanentnie osaczony przez nagie biusty, to masz ich dość! Myślisz, że to nie możliwe? Spróbuj obejrzeć „Spring Breakers”.

 

 Po drugie: przez 70% filmu puszczaj przejmującą muzykę

Kojarzysz ten moment w filmach, gdy lecą ciężkie smyczki z rozmytym pianinem w tle? Na przykład główny motyw z „Incepcji”? Taka mega przejmująca muzyka, informująca o chwili znaczącego przestoju w filmie, po której coś się stanie? Kojarzysz, no nie? Super, to teraz wyobraź sobie, że w „Spring Breakers” ten motyw grają przez większość filmu, przy czym wyczekiwane „coś” nie następuje.

Efekt jest taki, że wychodzisz z kina bardziej zamulony, niż po obejrzeniu pełnej relacji z pogrzebu księżnej Diany.

 

Po trzecie: ułóż dialogi, które będą oczywistsze, niż dzień po nocy

Kiedy głównym postaciom chce się sikać, mówią, że chce im się sikać. Kiedy źle się czuja, mówią, że źle się czują. A kiedy widzą wydziaranego latyno-amerykańca z grillem na zębach, w ztuningowanej furze za pół miliona, pozującego na gangstera, mówią, że widzą mężczyznę w aucie. Przez 92 minut nie trafisz na ani jeden dialog, który mógłby Cię czymś zaskoczyć. Ani jeden.

 

Po czwarte: powtarzaj monologi do znudzenia

Jak już wiesz z akapitu powyżej, dialogi są głębokie i nietypowe. Monologi również.  I to na tyle, że trzeba je powtarzać. Na przykład kilka razy pod rząd. Autor założył, że przeciętny widz nie wyczuje ironii w 3-krotnie powtórzonym sloganie, więc trzeba wałkować go ile się da. Najlepiej do momentu, w którym wyjdziesz z kina i w myślach będziesz słyszał echo „ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie, ferie będą trwać wiecznie”.

 

Po piąte: powtarzaj sceny do znudzenia

W akapicie powyżej zamień słowo „monolog” na „ujęcie”, a „slogan” na „scena”.

 

Po szóste: operuj kiczem i tandetą na takim poziomie, by nikt nie wiedział, czy to pastisz, czy nie

Ja rozumiem, że Harmony Korine chciał stworzyć satyrę. Że chciał wyśmiać tę popkulturowa modę na szybkie życie, przypadkowy seks i doświadczanie świata w wersji instant. Że „Spring Breakers” to miała być szydera. Że chciał obrzucić uśmiechem politowania zachłyśniętych drogimi ciuchami, elektroniczną muzyką i miękkimi narkotykami nastolatków. Ale cholera nie wyszło mu.

Nie wyszło mu jakby miał co najmniej zatwardzenie. W tym filmie jest i Selena Gomez (dziewczyna Justina Biebera) i Vanessa Hudgens (gwiazda „High School Musical”) i James Franco (ten z „127 godzin”). Są pistolety, coś co przypomina kokainę i piosenki Britney Spears. Jest tyle kiczowatych i niepasujących do siebie elementów, przedstawionych w silący się na realizm sposób, że nie odbierasz tej mieszanki jako satyrę. Odbierasz ją jako słaby, nieudolnie zrobiony film.

Przez pierwsze 30 minut zastanawiasz się „kiedy się zacznie?”. Przez kolejne 30, siedzisz  zdołowany jak sezonowy emigrant po umocnieniu się złotówki, bo wiesz, że to ten typ filmów, które „się nie zaczynają”. Przez ostatnie pół godziny modlisz się o planszę z końcowymi napisami.

Nie polecam.

Sprzedajne szafiarki! Zamiast pójść do normalnej pracy i bloga traktować jako poboczne hobby, jak lud przykazał, to ciągle reklamy i reklamy. I to za pieniądze! Konkursiki, gratisiki, rzygać się chce! Nie mają za grosz wstydu w sobie. Jak można chwalić się publicznie, że dostało się torbę Hilfigera za darmo? Żaden porządny człowiek by tak nie zrobił.

 

A aktorzy?

Aktorzy nie lepsi. Powinni grać do 70-tki w teatrach do pustej Sali, bo nikt oprócz Moniki Kamińskiej nie chodzi tam częściej, niż raz na życie. A tym się kariery medialnej zachciewa. Spoty telewizyjne, bilboardy, citylighty i ciągle nowe auta, droższe ciuchy i większe domy. Wszystko z reklam. Aktor to powinien grać, a nie być jakimś ambasadorem marki. Jak chce zarobić pieniądze, to niech pójdzie do pracy, a nie że jemu płacą za pokazanie się na imprezie.

 

A jak z muzykami?

Muzycy zresztą są jeszcze gorsi. Sprzedają się częściej, niż akcje WIG20. Tu jakaś pioseneczka do czołówki telenoweli, tam melodia do reklamy. Nie mówiąc już ciągłym product placemencie na klipach. Jak można zarabiać na robieniu teledysków? Przecież oni mi nie płacą, za to, że ja je oglądam, więc jak sami śmią brać za to pieniądze? Nienawidzę komercyjnych wykonawców. To, że bawię się przy ich muzyce, nie znaczy, że mogą zbijać na niej kokosy. To nieuczciwe!

 

To co jest uczciwe?

Uczciwa jest ciężka praca! Gdy idziesz na 10-godzinną harówę do roboty, której nienawidzisz. Gdy wstajesz na rozkaz budzika i wymiotujesz na myśl o pójściu do pracy. Dobry człowiek z zasadami powinien przeklinać poniedziałki i zachwycać się piąteczkami. I czekać z życiem zamkniętymi w szufladzie na weekendy i dni ustawowo wolne od pracy. A marzenia i ambicje głęboko zakopać za domem sąsiada, jak zdechłego chomika w 4-tej klasie podstawówki.

To nie przystoi, żeby prawa i znająca dobre obyczaje osoba, robiła na co dzień to co chce, a nie to co musi. Żeby kładła się spać przed świtem, a wstawała kiedy jej się zachce. Tak nie można! Szanujący się człowiek pójdzie do tyrki najpóźniej po studiach i będzie wypruwał sobie żyły, aż nie osiągnie wieku emerytalnego. Wtedy, może zasłużenie odpocząć i zacząć ścierać pleśń z odbytu przed dłuższą kąpielą. Bo tak robią godziwi ludzie, a nie mentalne prostytutki!

 

Na pewno?

A teraz zastanów się jeszcze raz, co oznacza „sprzedać się”? Czy sprzedawanie siebie, to robienie czegoś co się lubi, za pieniądze, które są bardziej, niż adekwatne do wysiłku włożonego w to? Czy może jednak sprzedawanie się, to robienie czegoś, czego się nienawidzi, tylko po to by mieć kasę?

Dziwka, nie jest dziwką dlatego, że to kocha, tylko dlatego, że nie ma wyboru. To już ustaliliśmy. Idąc tym tropem – Ty, wykonując pracę, która jest dla Ciebie udręka, tylko i wyłącznie z pobudek ekonomicznych, kim jesteś?

Prostytutka sprzedaje wbrew sobie swoje ciało, a Ty umiejętności. Czy naprawdę tak wiele Was różni?

Czemu więc nazywasz osobę, która interesuje się modą od 12-go roku życia, spędza pół dnia na śledzeniu nowych trendów i wkłada całe serce w tworzenie nowych stylizacji sprzedajną szmatą? Bo kocha to, co robi i jest w tym na tyle dobra, że ktoś chce jej za to zapłacić?

Czemu uważasz, że ktoś, kto poświęcił się pasji i żyje życiem, które wybrał, a nie tym które narzucili mu rodzice i społeczeństwo, sprzedaje się? On bierze pieniądze za umiejętności. Tak samo jak Ty. Z tym, że on szlifuje je z błyskiem w oku i fascynuje go to, co robi. W odróżnieniu od Ciebie.

Szafiarka może przebierać w ofertach reklamowych, Ty polecenia szefa musisz wypełniać wszystkie, więc kto tu jest sprzedajny, co?