Close
Close

O Doktorze Misio (to się chyba nie odmienia, no nie?) dowiedziałem się z tego samego odcinka Wojewódzkiego, co o książce Raczkowskiego. Zburzyło to trochę moją tezę, że program ten służy tylko do auto-lansu autora, ale wciąż trudno nazwać go wartościowym.

Tak czy inaczej (inaczej czy tak), usłyszawszy, że Arkadiusz Jakubik – jeden z głównych bohaterów “Drogówki” i również nie trzecioplanowa postać w “Jesteś Bogiem” – ma zespół rockowy, byłem w tym samym stanie co Marysia w najpopularniejszym kawałku Sokoła. W jeszcze większą dezorientację wpadłem, gdy usłyszałem jak wyżej wymieniony jegomość “śpiewa”. I zadałem sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie…

 

Czy trzeba umieć śpiewać, żeby nagrać płytę?

Zdrowy rozsądek podpowiada, że tak. Przykład Mandaryny dowodzi, że nie. Jakubik będąc wokalistą Dr Misio, stara się przekonać, że tworząc zespół muzyczny powinno umieć się śpiewać, ale nie jest to konieczne. Bo nie ma się co oszukiwać, Arkadiusz ani nie jest Steve Wonderem, ani Arturem Rojkiem, ani nawet Mrozem. Jest pospolitym wyjcem, który rycząc próbuje nie fałszować. I udaje mu się to całkiem sprawnie.

Najlepsze momenty płyty, to te w których mówi lekko zaciągając lub właśnie drze się jak listy miłosne od byłej panny. W niektórych kawałkach brzmi jakby recytował quasi-poezję do radia (co jest okej). W innych jakby zacięła mu się płyta Comy i nie chciała odwiesić, aż do skończenia gimnazjum (co też nie jest najgorsze). Słabo jest natomiast, gdy faktycznie chce śpiewać i próbuje wyciągnąć tyle oktaw, co Nosowska na nowej płycie, próbując tym samym wmówić reszcie zespołu, że ma giętki, melodyjny głos (nie ma).

Jednak nie o morderczą formę i mistrzowski warsztat chodzi na tej płycie. Koncepcja na, której oparty jest Dr Misio, to przede wszystkim dobra zabawa i…

 

Kult młodości

Stąd też autoironiczny tytuł płyty – “Młodzi”. Treść utworów to nostalgiczne wspomnienia czasów, gdy miało się na głowie więcej włosów, niż pieniędzy w portfelu, a przed stosunkiem nie trzeba było łykać “suplementów diety dojrzałego mężczyzny”.  Mimo, że jestem młodszy od autora tekstów (Krzysztofa Vargi) o 20 lat, to szczerze wzruszam się słysząc o licealnych imprezach i fatalnych zauroczeniach.

Bo te szczeniackie, najczęściej niespełnione miłostki, to coś, co się wspomina najbardziej. Coś, co się przeżywa najbardziej. Ale przede wszystkim coś, co buduje nas jako dojrzałych ludzi. Te irracjonalne historie miłosne, wpisując się w nasz życiorys trzema szóstkami, nadają tor naszym późniejszym wyborom. Tworzą nas i określają. I sprawiają, że wciąż wracamy myślami do czasów, gdy byliśmy naiwni, nieświadomi i młodzi, korzystając z przywilejów z tym związanych, bez ponoszenia wymiernych konsekwencji.

W utworach jest też dużo o śmierci po trzydziestce. O substytutach życia i atrapach szczęścia. O pół-kontaktach i ćwierć-emocjach. O zawężeniu 40 075 kilometrów obwodu kuli ziemskiej do trasy dom-praca-dom-Tesco. Nie wiem na ile to apel Jakubika do rówieśników, a na ile krzyk o pomoc sfrustrowanego 40-parolatka. Choć to mało odkrywcze, wiem na pewno, że to problem niezatapialny w alkoholu.

Album najlepiej podsumowuje cytat z pierwszego singla…

 

“kiedy byliśmy młodzi, nikt nie umierał i nikt się nie rodził”

Bardzo chcę wierzyć, że dla mnie jeszcze długo będzie za wcześnie, na wypowiadanie takich słów. Czego i Wam życzę.

(niżej jest kolejny tekst)

Rusz tyłek #1 – rozmowa z autorką bloga “Jestem Kasia”

Skip to entry content

Wiosna przeprosiła się z Polską, śnieg sukcesywnie topnieje, a dzień jest coraz dłuższy. To świetny moment, żeby w końcu ruszyć z kopyta i wziąć się do działania! Tak jak zapowiadałem tydzień temu, ruszyć tyłek pomoże Wam (i mnie zresztą też) Kasia Gorol – autorka bloga “Jestem Kasia”. Przeczytajcie jak zaczynała, i z jakimi problemami zmagała się, jedna z najpopularniejszym blogerek modowych w naszym kraju.

Grzeczny Chłopiec: Twój pierwszy post pochodzi z lipca 2009 roku, sprzed ponad 3,5 roku. Umieszczenie go było świadomym działaniem na zasadzie “zakładam bloga, bo moda to moja pasja i chcę z tego żyć” czy raczej spontaniczną czynnością dla zabicia nudy?

Kasia Gorol: Zaczynałam od umieszczania zdjęć na Stylio.pl, ale tam były różne limity i dopiero po jakimś czasie założyłam swojego bloga, żeby rozwijać to co robię pod swoją marką, na swojej stronie, która nie ogranicza mnie co do ilości zdjęć itd.

Grzeczny Chłopiec: A co było impulsem, który popchnął Cię do tego, żeby zacząć w ogóle dodawać zdjęcia na Stylio i pokazywać je ludziom?

Kasia Gorol: To był przypadek. Ja zawsze interesowałam się modą, tyle, że biernie. Przeglądałam gazety, oglądałam programy i nawet nie wiedziałam, że mam możliwość czynnego udziału w modzie. Zawsze wydawało mi się, że żeby zdziałać coś na tym polu trzeba być stylistą i mieszkać w Warszawie. Nie wiedziałam, że mieszkając w małej miejscowości mogę coś robić w tym kierunku.

Grzeczny Chłopiec: To jak to się de facto stało?

Kasia Gorol: Na Stylio trafiłam przez jakąś inną stronę. Konkursy.pl czy coś takiego, znalazłam konkurs na stylizację karnawałową i wrzuciłam tam swoje zdjęcie. Zrobiłam je u siebie w domu, zupełnie nieświadomie. Nie wiedziałam co to za strona, ani co się będzie z nim dziać. I co prawda nie wygrałam, ale zostałam wyróżniona i po tym wyróżnieniu zaczęłam się wgłębiać w ten portal, dodawać swoje zdjęcia itd. Także był to zupełny przypadek.

Grzeczny Chłopiec: A długo zbierałaś się do tego, żeby się przełamać i wziąć udział w tym konkursie? Bo pewnie to nie był pierwszy modowy konkurs, na który trafiłaś.

Kasia Gorol: Wiesz co, śledziłam różne konkursy internetowe, czasem w jakimś udało mi się coś wygrać, ale to był pierwszy konkurs stricte modowy, więc wzięłam udział i tyle.

Jestem Kasia
Jestem Kasia

Grzeczny Chłopiec: A miałaś jakieś obawy przed wrzuceniem i upublicznieniem swoich zdjęć, najpierw na Stylio, a potem na blogu?

Kasia Gorol: Po tym konkursie, w którym dostałam wyróżnienie, przez długi czas nie dodawałam żadnych zdjęć, bo dopiero robiłam rozeznanie i śledziłam co tam się dzieje i jak to w ogóle wygląda. Chwilę się zbierałam, bo nie miałam dobrego aparatu, nie wiedziałam jak to ugryźć i w zasadzie raczkowałam, ale w pewnym momencie stwierdziłam, że coś dodam. I na starcie nie było żadnego szału, ani nie miałam jakiegoś specjalnego odzewu.

Grzeczny Chłopiec: Czyli nie było jakiegoś nagłego impulsu, żeby wyjść z tym co robisz do ludzi, tylko ta myśl dojrzewała?

Kasia Gorol: Tak, to był płynny proces.

Grzeczny Chłopiec: Byłaś zadowolona z pierwszych zdjęć w momencie ich umieszczania?

Kasia Gorol: Nie byłam. Wiedziałam, że nie do końca mi się podobają, bo mam słaby aparat i robi słabe zdjęcia. Później kupiłam taki średni aparat i on już robił nieco lepsze fotki. Ale tak jak mówię – pierwsze były bardzo kiepskie. Tyle, że wtedy blogosfera nie była tak rozwinięta i mało która blogerka miała lustrzankę. W tej chwili już zaczynając, trzeba to robić z wysokiego poziomu z jakąś dobrą lustrzanką, bo same stylizacje, bez dobrych zdjęć nie wystarczą.

Grzeczny Chłopiec: A co do stylizacji, teraz z perspektywy czasu jak je oceniasz?

Kasia Gorol: Niektóre z nich cały czas są aktualne, bo ja jestem minimalistką. Aczkolwiek jak teraz patrzę na niektóre eksperymenty modowe jakie na sobie przeprowadzałam, to są nie do strawienia.

Grzeczny Chłopiec: Czyli to nie było tak, że od samego początku miałaś mega stylizacje, turbo sprzęt i oszałamiające miejscówki do zdjęć?

Kasia Gorol: Absolutnie nie.

Jestem Kasia
Jestem Kasia

Grzeczny Chłopiec: Jak więc radziłaś sobie z problemami typu brak fotografa, brak wiedzy na temat obróbki fotek itd? Bo domyślam się, że sama sobie nie robiłaś zdjęć.

Kasia Gorol: Robiłam sobie zdjęcia samowyzwalaczem (śmiech). Wtedy nie przywiązywałam tak wagi do ich jakości, tylko skupiałam się na stylizacjach. Z kolei teraz fotki traktuję jako całość i wszystko musi być dopracowane.

Grzeczny Chłopiec: A skąd brałaś kasę na nowe ciuchy, gdy jeszcze nie zarabiałaś na blogu?

Kasia Gorol: Byłam i jestem wierną fanką second-handów. Gdy zaczynałam, kupowałam ubrania za gorsze, miałam na przykład sporo rzeczy kupionych za złotówkę, czy 2 złote. Nigdy nie wydawałam majątku na ciuchy.

Grzeczny Chłopiec: Miałaś w którymś momencie prowadzenia bloga jakiś poważny kryzys? Zdarzyło się, że chciałaś to olać, skasować wszystkie wpisy i nie wracać do tego więcej?

Kasia Gorol: Aż tak poważnego kryzysu nie miałam. Ale takie większe zwątpienie mnie dopadło, gdy widziałam, że moje koleżanki z branży mają już jakieś fajne lustrzanki, a ja wciąż nie mogłam sobie na taką pozwolić. Byłam po pierwszym roku studiów i nie stać mnie było by kupić sobie aparat za kilka tysięcy. Strasznie mnie to dołowało, że inne blogerki mogą robić sobie świetnej jakości zdjęcia i się rozwijać, a ja wciąż nie.

Grzeczny Chłopiec: I co wtedy zrobiłaś?

Kasia Gorol: Poprosiłam mojego tatę o pożyczkę. Poważnie z nim porozmawiałam, przedstawiłam jaki mam plan odnośnie bloga i powiedziałam, że będę mu te pieniądze spłacać w ratach.

Grzeczny Chłopiec: Pożyczył?

Kasia Gorol: Wiedział, że jestem zaangażowana w bloga i że sporo robię w tym kierunku, ale nie nigdy traktował tego poważnie. Przekonywałam go, że gdy będę miała dobry aparat, to wszystko ruszy do przodu i coś tego będzie. I kupił mi w końcu ten aparat, ale do tej pory mówi, że w momencie, gdy go o to prosiłam, był święcie przekonany, że nic sensownego z tego nie wyjdzie.

Grzeczny Chłopiec: A gdybyś nie dostała wtedy wsparcia od rodziny, myślisz, że udałoby Ci się przełamać ten kryzys, czy poddałabyś się?

Kasia Gorol: Poddać, raczej bym się nie poddała, ale na pewno byłabym zgaszona, że mam dużo dobrych pomysłów, a nie mam jak ich zrealizować. I mniej aktywna, bo od momentu, w którym dostałam ten aparat, zaczęłam dużo częściej dodawać posty.

Jestem Kasia
Jestem Kasia

Grzeczny Chłopiec: A teraz, gdy już jesteś raczej na szczycie, niż u podnóża blogosfery, co motywuje Cię do dalszego działania?

Kasia Gorol: Motywują mnie fajne propozycje współpracy, które dostaję.

Grzeczny Chłopiec: A nie jest tak, ze sukcesy rozleniwiają? Że myślisz sobie “dobra, mam kasę, to teraz mogę zwolnić”?

Kasia Gorol: Nie, nie. Sukcesy dają pałera, dużego kopa do działania, a zwłaszcza wyjazdy zagraniczne. Właśnie w tym tygodniu jadę do Włoch na pokaz mody i jestem bardzo szczęśliwa, że to się w ogóle dzieje. To jest dla mnie największy kopniak!

Grzeczny Chłopiec: Teraz lecisz do Włoch, wcześniej byłaś w Los Angeles, to ewidentne sukcesy. Pamiętasz moment, w którym pomyślałaś “tak udało mi się! te wszystkie wyrzeczenia w końcu się opłaciły, robię to co lubię i mam z tego kasę”?

Kasia Gorol: To był płynny proces. Ktoś z zewnątrz może myśleć, że nagle miałam jakiś przełom w blogowaniu i teraz czuję się super sławna, wręcz przeciwnie. Nie czuję się jakąś gwiazdą i to się nie stało nagle. To się działo stopniowo, było wiele momentów, w których cieszyłam się, że jestem blogerką i że bloguję, ale to nie było jakieś jedno wydarzenie.

Grzeczny Chłopiec: Bo rozumiem, że teraz masz już pewność, że jesteś na takim poziomie, że nie musisz iść do pracy w korporacji, tylko możesz robić to co robisz i z tego żyć?

Kasia Gorol: Tak. Przede wszystkim nie miałabym czasu na to, żeby pójść do pracy w korporacji i jednocześnie pisać bloga, bo blog to jest niesamowicie czasochłonna rzecz. Nawet jeśli nie widać bezpośrednio efektów, czyli nie ma nowych postów, czy zdjęć na Facebooku, to i tak cały czas działam. Albo piszę maile, albo jestem na jakimś wyjeździe, albo robię mnóstwo innych rzeczy, których nie widać.

Grzeczny Chłopiec: Czyli nie żałujesz, że poświęciłaś tyle czasu i energii na prowadzenie bloga, zamiast pójść do pracy w finansach, odsiedzieć 8 godzin w biurze i mieć wszystko gdzieś?

Jestem Kasia
Jestem Kasia

Kasia Gorol: Nie, ja mam artystyczną duszę i źle się czuję, gdy jestem ograniczona czymkolwiek. Dobrze się czuję, gdy sama sobie jestem szefem i nikt mi nie dyktuję co mam robić. Poza tym jestem śpiochem i śpię do południa.

Grzeczny Chłopiec: A co mówili Twoi znajomi, gdy dowiadywali się, że wiążesz przyszłość z blogiem? Pukali się w głowę, kwitowali to uśmiechem politowania, czy mówili, że super sprawa?

Kasia Gorol: Najbliżsi znajomi i przyjaciele akceptują to co robię i widzą, że to ma przyszłość. Co do tych dalszy… wiesz co, ja mieszkam na wsi i tu ogólnie panuje taka mentalność, że “powinna sobie już założyć rodzinę i mieć męża, a nie bawić się w modelkowanie”. Aczkolwiek jak widzą mnie w “Dzień Dobry TVN” albo czytają o mnie w gazecie, to zaczynają zmieniać zdanie.

Grzeczny Chłopiec: A Twoja mama, wierzyła w wizję zarabiania na wrzucaniu ładnych zdjęć do internetu?

Kasia Gorol: Na początku nikt nie wierzył. Nawet ja sama zaczynając, nie spodziewałam się, że z tego będzie kasa. To się zaczęło tak po prostu. Najpierw wpadło parę groszy, potem zaczęłam to traktować jako kieszonkowe i bardzo się cieszyłam, że mam z tego cokolwiek, aż w końcu zrobiła się z tego dobra wypłata.

Grzeczny Chłopiec: Zmierzając ku końcowi – biorąc pod uwagę wielkość blogosfery, ale też łatwość założenia bloga, prowadzenia i pozyskiwania ruchu, łatwiej się wybić z blogiem modowym teraz, czy te 3,5 roku temu?

Kasia Gorol: Wtedy nie było takiej świadomości jak można prowadzić bloga, ja sama nie wiedziałam jak to robić, ale też nie było takiej konkurencji. Zaczynając nie trzeba było mieć tak dobrego sprzętu. Teraz natomiast, topowe blogerki mają już wyrobioną swoją markę i agencje wolą współpracować z tymi sprawdzonymi albo poleconymi przez inne agencje.

Jestem Kasia
Jestem Kasia

Grzeczny Chłopiec: Czyli Ci, którzy zaczynali mieli łatwiej, niż Ci którzy chcą się wybić teraz?

Kasia Gorol: Wydaje mi się, że tak. Mimo, że my musiałyśmy przetrzeć szlaki i uczyć się jak to się robi, i z czym to się je (robienie zdjęć, stylizacje, formy współpracy itd.), to wydaje mi się, że teraz jest trudniej. Jest większe zainteresowanie blogami, dużo łatwiej zdobyć sporą liczbę lajków na Fejsie, ale jest dużo większa konkurencja.

Grzeczny Chłopiec: I na koniec, słowo dla wszystkich, którzy myślą o założeniu bloga, ale nie mogę się przełamać – jak Jestem Kasia zmotywowałaby ich do ruszenia tyłka?

Kasia Gorol: Ooo, teraz będę musiała coś mądrego powiedzieć (śmiech).

Grzeczny Chłopiec: Nie no, nie musi być mądre (śmiech).

Kasia Gorol: Przede wszystkim nie ma co się przejmować opinią innych i tym co pomyślą znajomi. Ja też nie miałam kiedyś łatwo wśród rówieśników, bywało, że mi dokuczali, a jednak potrafiłam wyjść na swoje. Trzeba robić swoje po swojemu, a nie naśladować kogoś.

Grzeczny Chłopiec: Reasumując – determinacja najważniejsza?

Kasia Gorol: Tak, trzeba mieć w sobie determinację i pomysł na siebie. Bo kopiując, czy odtwarzając to co już jest, nie ma szans na przebicie.

Grzeczny Chłopiec: A myślisz, że jest jeszcze miejsce na coś nowego w kwestii blogów modowych?

Kasia Gorol: Oczywiście, że tak!

Fly Style #3 – Chodzę po ścianach jak człowiek-pająk

Skip to entry content

Dzisiejszy wpis szafiarski bez zbędnej filozofii. Zrobiło się ciepło, można było wyjść z mieszkania bez kurtki, czapki, rękawiczek i kalesonów, to poszliśmy z Piotrkiem (najpopularniejszym działaczem AEGEE w Krakowie) pocykać fotki. Jako, że odgadywanie murali idzie Wam dość opornie, tym razem wybraliśmy mega oczywista miejscówkę. Kto nie zgadnie gdzie to, niech nie przyznaje się, że mieszka w Krakowie.

Zapomniałbym o najważniejszym – jestem mocno zawiedziony. To już trzeci szafiarski wpis (tu pierwszy, tu drugi), a dalej nikt mnie nie maltretuje skąd mam spodnie, buty, skarpetki, majtki i w czym piorę bandaż, że tak lśni. Nic Was nie obchodzę, co?