Close
Close

Fly Style #4 – Syn piekarza po pracy

Skip to entry content

Gdy nie piszę bloga pracuję w piekarni. Tempo pieczenia bułek jest zabójcze. Czasem nawet nie zdążę się przebrać.

Ciekawe murale w okolicach starego miasta powoli się kończą, więc wziąłem na tapetę (mówiąc dosłownie) “zwykłe” graffiti. Przyznaję bez bicia, że sam nie wiem kto jest autorem, w związku z tym nie będę się nad Wam pastwił pytając o ksywki. Wystarczy, że popiszecie się znajomością topografii Krakowa i powiecie, gdzie można sobie zrobić takie kolorowe foty.

Czas start!

(niżej jest kolejny tekst)

Afera zbożowa – kto tu jest szefem?

Skip to entry content

Większość z Was pewnie wie czym jest serwis Wykop, ale możliwe, że jest tu z 7 osób, które nie zapuszczają się w aż takie czeluście internetu. Dla nich szybkie wyjaśnienie – Wykop to serwis informacyjny oparty o treści dodawane przez użytkowników.  Polega to na tym, że wykopowicze sami dodają niusy i demokratycznie decydują, które są na tyle istotne, by pojawić się na stronie głównej. W praktyce można tam znaleźć dużo ciekawostek ze świata nauki, ale przede wszystkim bieżące informacje, które w Wyborczej i TVNie ukażą się dopiero za 2 dni. Na tym właśnie oparta jest siła serwisu – na najświeższych niusach tworzonych przez użytkowników.

Po co o tym piszę? Bo przez niedzielę i poniedziałek jedyne co można było znaleźć na Wykopie, to…

 

Artykuły o zbożu

I to bynajmniej nie dlatego, że w realnym świecie było zamieszanie wokół niego lub jeden z podupadających polityków podjął niekończącą się dyskusję na temat opłacalności płodów rolnych. Nie. Wykop został zalany informacjami o zbożu z zupełnie innego powodu.

Jeden z wykopowiczków wyciągnął bardzo stary komentarz tamtejszej moderatorki – Elfik32, w którym jednoznacznie deklaruje, że lubi seks oralny. Ta z kolei, niewiele myśląc, usunęła komentarz i zbanowała gościa, zupełnie zapominając, że jeśli coś raz trafi do internetu, to zostaje tam na zawsze. Ów niefortunny komentarz został oczywiście masowo udostępniany przez innych wykopowiczów, co poskutkowało kolejnymi blokadami kont. Społeczność nie zostawiła tego radykalnego kroku administracji bez odpowiedzi i upubliczniła nagie zdjęcia moderatorki, na których pręży biust i pośladki na środku pola (zdjęcia autentyczne, żeby nie było).

Od tego momentu zaczęła się regularna wojna obsługi serwisu z użytkownikami. Moderatorzy dawali bany na lewo i prawo, użytkownicy zalewali Wykop artykułami o zbożu, kpiąc z nagiej sesji w pszenicy. Przez bite 2 dni na główną stronę nie weszło nic, co bezpośrednio nie było związane z rolnictwem. Totalny paraliż serwisu. W końcu administracja zablokowała tag “zboże”, mając nadzieję, że to zakończy bunt społeczności. Mylili się – wykopowicze przerzucili się na beton. Tym sposobem dziś od rana można było się dowiedzieć jak stworzyć betonowy blat kuchenny, betonowy stojak do iPada lub jak pomalować betonową posadzkę (to jest to!).

Spór zakończył się dopiero w momencie, gdy pani moderator o ekshibicjonistycznych zapędach, niczym parlamentarzysta podający się do dymisji, wydała oświadczenie. Przeprosiła w nim wszystkich użytkowników i wzięła winę za zaistniałe zamieszanie na siebie, przyznając się do błędnej decyzji o bezpodstawnym blokowaniu kont. Pomijając kwestię tego, czy był to jedyny sposób na zażegnanie kryzysu, warto zadać sobie pytanie…

 

Kto był ważniejszy w tym sporze?

Czy z punktu widzenia istnienia serwisu, ważniejsi byli użytkownicy (których de facto można zastąpić nowymi), czy moderatorzy i szeroko pojęta obsługa (bez której Wykop byłby jednym wielkim, nieogarniętym chaosem z błędami)?

Ja mam swój dość mocno sprecyzowany pogląd na ten temat, ale zanim powiem co, jak, czemu i dlaczego, najpierw chciałbym poznać Wasze zdanie. Po czyjej stronie Wy się opowiecie – administracji czy wykopowiczów? Bez kogo ten serwis nie mógłby funkcjonować i istnieć? Czekam na Wasze opinie do końca piątku, a w sobotę (w osobnym poście) napiszę jak ja to widzę.

To jak, kto tu jest szefem?

Maffashion vs. Jakóbiak – wstyd vs. duma

Skip to entry content

W momencie, w którym byłem przekonany, że na temat szafiarek padło już wszystko, co mogło zostać powiedziane, pojawił się odcinek Wojewódzkiego z  Maffashion i Łukaszem Jakóbiakiem. Katarzyna Same-słabe-filmy Bujakiewicz raczyła utożsamić w nim blogerki modowe z nastolatkami połykającymi nasienie w zamian za odzież. Jak bardzo absurdalnie z ust ćwierć aktoreczki by to nie brzmiało, nikt nie wyprowadził jej z błędu. Zwłaszcza główna zainteresowana – najpopularniejsza w Polsce szafiarka – Julia Kuczyńska.

Jak wypadła Maffashion u Wojewódzkiego? Cały zeszły tydzień upłynął na linczowaniu Maff. Nie ma co ukrywać wypadła słabo. Dużo poniżej oczekiwań i jej niezgrabne wypowiedzi na pewno nie wpłyną pozytywnie na nikogo z blogosfery. Ale nie mam zamiaru się nad nią pastwić. Mimo, że mocno jej kibicowałem i się zawiodłem, to nie mam pojęcia jak sam bym się zachował na jej miejscu. Może bym wszedł, zemdlał z emocji i zszedł, albo zamknął się w sobie i nie powiedział nic poza “cześć” przez cały program.

Nie wiem. Ale oglądając ten odcinek drugi, a później trzeci raz, zupełnie na spokojnie, rzuciło mi się w oczy coś innego. Zwróciłem uwagę na to, jak bardzo…

 

Łukasz Jakóbiak jest dumny z tego co robi

Od momentu zapowiedzenia przez Wojewódzkiego, aż do napisów końcowych emanował samozadowoleniem i przekonaniem o wyjątkowości tego co robi. Bez zbędnej fałszywej skromności chwalił się swoimi osiągnięciami i planami rozwoju programu. Totalnie na luzie opowiadał o tym gdzie chce dojść i co chce zdobyć. Nie wiem czy to kwestia solidnego przygotowania, czy wynika to bezpośrednio z jego charakteru, ale zupełnie naturalnie wyszło mu mówienie o swoich zaletach i podkreślanie mocnych stron.

Był ewidentnie dumny z tego, że – jak sam powiedział – jest bardzo komunikatywny i to dzięki temu gwiazdy pokazują swoje prawdziwe oblicze w jego kawalerce. I co jeszcze ważniejsze, ani przez chwilę nie dał odczuć, że internet to coś gorszego. Że sieć to punkt startowy, ale ogólnie prowadzenie programu na YouTube to przypał i robią tak tylko gimnazjaliści bez życia. Że niby jego sukces wziął się z internetu, ale tak naprawdę to go w ogóle nie lubi i to tylko chwilowe.

Zresztą sam rozmawiając z nim kilka miesięcy temu, czułem, że jest bardzo, ale to bardzo dumny z tego, że zyskał popularność robiąc w sieci  swoją autorską rzecz, a nie będąc telewizyjnym błaznem w jakimś infantylnym chłamie. Rozumiem to jak najbardziej i mam zresztą podobną postawę. Gdy ktoś mnie pyta czym się zajmuję, przede wszystkim mówię, że piszę bloga. Dopiero potem, że pracuję w agencji, a na końcu, że jeszcze studiuję. Zawsze w tej kolejności.

Jaram się tym co robię i nigdy w życiu by mi do głowy nie przyszło, że blog to jakaś ujma na honorze. A słuchając Julii miałem wrażenie, że

 

Maffashion wstydzi się, że jest szafiarką?

Wojewódzki: Czym się zajmuje Julia Kuczyńska?

Maffashion: Inaczej pytanie proszę.

Wojewódzki: Co robisz na co dzień.

Maffashion: Jem kanapkę.

Naprawdę nie mogła powiedzieć, że jest blogerką modową i zajmuje się tworzeniem stylizacji? Publiczne przyznanie się do swojej pasji jest jakimś wyższym stopniem żenady?

Wojewódzki: Jak zapytałem którą dziewczynę z internetu zaprosić, która zajmuje się modą, wszyscy mówili “najlepsza jest Julia”. Dlaczego?

Maffashion: Według statystyk. Czy jestem najlepsza? To nie mnie oceniać, każdy lubi co innego lubi inny styl. Niczym w żaden sposób się nie wyróżniam – nie mam zielonego irokeza, nie mam dredów, ubieram się raczej normalnie.

Rozumiem, że wrodzona skromność i jakaś dziwna kurtuazja kazała jej zaprzeczyć, że jest najlepsza. Przecież ma tylko 170 000 fanów na Fejsie (gdy inni mają góra po kilkadziesiąt), grała w teledysku Mroza, reklamówka z nią lata na MTV, a ona sama po całym świecie. Rozumiem, to jeszcze nic nie znaczy. Zresztą sam fakt, że Wojewódzki zaprosił akurat ją spośród tysięcy blogerek modowych, też nie jest czymś niezwykłym. Ale wmawianie, że niczym się nie wyróżnia i ubiera się normalnie? No to już przesada.

Ludzie kupujący w C&A niczym się nie wyróżniają, moje koleżanki z licencjatu ubierają się raczej normalnie, ale ona? Jeśli koturny z ćwiekami i złote lateksowe pończochy nie są niczym wyjątkowym, to albo jestem niewidomy, albo Warszawa straaasznie różni się od Krakowa. Czy to tak wielki wstyd powiedzieć “tak, jestem najpopularniejszą szafiarką w tym kraju i zajebiście się ubieram” w momencie, gdy faktycznie tak jest?

Przez cały program starała się uciec od tego, że jej sukces wziął się z dodawania świetnych zdjęć z rewelacyjnymi stylizacjami na stronę w internecie. Jakby sama nie wierzyła, że zajmowanie się modą w sieci to coś wartościowego. Ba, miałem wrażenie, że w ogóle rozróżnianie krojów, fasonów, faktur i interesowanie się ciuchami to przypał i lepiej o tym nie mówić, bo jeszcze ktoś weźmie to na serio. Nie wiem czy to ze względu na to, że sama nie ma przekonania do tego co robi, czy przez krzywdzący stereotyp na temat szafiarek jaki panuje w środowisku.

Z Julią nie mam kontaktu, więc nie ma szans na bezpośrednią rozmowę. Wątpię też, żeby ten tekst do niej dotarł, więc cała nadziej w Was drodzy czytelnicy. Możecie mi powiedzieć…

 

Co jest wstydliwego w byciu najlepszym?

Zawsze wydawało mi się, że każdy dąży do tego, żeby być specem w swojej dziedzinie. Czy to sportowcy, czy naukowcy, czy artyści, czy choćby striptizerki – jeśli ktoś robi coś z zamiłowania, to chce być w tym świetny. A jeśli już do tego dojdzie, to czuje dumę, że “tak, udało mi się, osiągnąłem to o czym zawsze marzyłem”. Wytłumaczcie mi proszę, czemu bycie najlepszą blogerką modową jest powodem do wstydu?