Close
Close

Blaski i cienie miesiąca z Foodpandą

Skip to entry content

Dokładnie miesiąc temu opisywałem Wam jak działa Foodpanda i zapowiadałem, że będę ją testował przez 30 dni. Mimo, że przez ponad 4 tygodnie na moim fanpejdzu latały zdjęcia naleśników, pierogów, calzone i pizz (głównie), byłem raczej oszczędny w komentarze. Dziś przyszedł dzień na podzielenie się z Wami wrażeniami z zamawiania jedzenia przez sieć i wytłuszczenie plusów dodatnich i plusów ujemnych. Najpierw mięcho, krew i nienawiść, czyli…

 

Plusy ujemne

Foodpanda funkcjonuje na polskim rynku raptem od kilku miesięcy  i jak przy każdym świeżym przedsięwzięciu są zgrzyty, niedociągnięcia i drobne błędy, które miną z czasem. To normalne i nie ma się co czepiać na siłę, że raz dostawa zamówienia przekroczyła deklarowany czas, albo musiałem chwilę poczekać przy odbiorze osobistym. Takie sytuacje zdarzają się również przy analogowych sposobach zamawiania jedzenia i nie ma co robić afery.

Jedyny minus, który faktycznie odczułem, to baza lokali w niektórych miastach. W Warszawie jest ich dużo, w Krakowie umiarkowanie, a są miejsca, gdzie jest ich bardzo mało albo wcale. Wiem, że to też kwestia czasu i portal pozyskuje nowe lokale na bieżąco, ale mimo wszystko to irytuje i utrudnia korzystanie. Poza tą kwestią, nie miałem żadnych większych problemów.

Co nie gra już wiecie, więc pora na mód i cukier, czyli…

 

Plusy dodatnie

Niekwestionowaną zaletą zamawiania jedzenia przez internet, jest… zamawianie jedzenia przez internet. Wiem, że to pleonazm, ale tak jest.

Po pierwsze, to wygodne.

Po drugie, szybkie.

Po trzecie, łatwo możesz porównac ofertę kilku lokali (menu, ceny, minimalna kwota zamówienia, czas dostawy).

Po czwarte, możesz płacić przez sieć. I to chyba największa zaleta korzystania z Foodpandy. Uwierz, kiedy budzisz się rano o 15:00, po niepamiętnym melanżu z piątku na niedzielę z pustym portfelem, naprawdę doceniasz to, że nie musisz iść do bankomatu, żeby zapłacić za szamę. I to faktycznie działa, a przelew nie leci w bliżej nieokreśloną czasoprzestrzeń w innym układzie planetarnym.

Po piąte, promocje i zniżki dostępne tylko przez portal.

Po szóste, aplikacja. Prosta, sprawna i lokalizuje knajpy po GPSie.

Po siódme, świetne biuro obsługi klienta. W trakcie foodpandowego miesiąca, zdarzyło się, że z knajpą z której zamawiałem jedzenie było coś nie halo (było święto i okazało się, że lokal jest zamknięty). Pani z biura obsługi klienta od razu zadzwoniła powiadomić o problemie i przeprosić za sytuację. Natychmiastowa reakcja, bardzo miły kontakt – wporzo, tak powinno być.

 

Reasumując

Korzystanie z Foodpandy jest wygodne, a gdy powiększą sieć lokali będzie jeszcze seksowne (bardziej, niż David Hassellhoff).

(niżej jest kolejny tekst)

Żabcia: Gadałam dzisiaj z Kaśką na obiedzie. Ty wiesz, że u nas na stołówce jak poprosisz to dają świeże mięso i czyste sztućce?

Miś: Nie wiedziałem Żabciu. I co?

Żabcia: Z czym?

Miś: Z Kaśką.

Żabcia: W porządku. Narzeka tylko na Cześka. Ciągle namawia ją na drugą dziurkę. A co ty się nagle nią tak interesujesz, cooo?

Miś: Mówiłaś, że z nią rozmawiałaś, to myślałem, że…

Żabcia: No właśnie, nie przerywaj mi jak mówię! Ty wiesz, że ona z Cześkiem w 96-tym była na majówce w Rio?

Miś: W Rio de Janeiro, Żabciu?

Żabcia: Tak! Musimy się tam kiedyś wybrać! Ty mnie nigdzie nie zabierasz…

Miś: Koniecznie Żabciu. Kiedyś na pewno tam pojedziemy.

 

***

 

Marcin: Siemaaanko Eeendriu!

Endriu: Cześć.

Marcin: Co tam u ciebie Eeendriu?

Endriu: Stara bida. Jakoś leci.

Marcin: Ooo, to zajebiście. Dalej mieszkasz na Merkurym?

Endriu: Nie. 6 lat temu przeprowadziłem się na mieszkanie. Zaraz po skończeniu studiów.

Marcin: Ooo, to elegaaancko. To widzę, że duże zmiany. To musimy się ustawić kiedyś na jakiś browar. Pogadać jak tam na salonach, hehe.

Endriu: Ta, jasne. Kiedyś się ustawimy. Lecę, bo spieszę się do całodobowego, boję się, że mi zamkną. Cześć.

 

***

 

Mareczek: Czczczcz… czczcz… czczcześć Martyna!

Martyna: Cześć Mareczek.

Mareczek: Ccco… co u ciebie słychać?

Martyna: Dobrze. A u ciebie Mareczek?

Mareczek: Du… dużo ććciekawych rzeczy. Bo nie wiem czy wiesz, ale byłem w blablabla, z blablablablabla i było blablablablabla. A w ogóle to ostatnio blabla i blabla i też blablablablabla.

Martyna: Aha, to świetnie. Wiesz co ja spadam, bo…

Mareczek: Mmm… Martyna…

Martyna: …jestem umówiona.

Mareczek: …widziałaś “Szybcy i wściekli 15”?

Martyna: Na szczęście nie.

Mareczek: Mmmoże kiedyś się wybierzemy…

Martyna: Tak, tak, zgadamy się. Muszę uciekać.

Mareczek: …razem.

 

***

 

Kiedyś tam pojedziemy. Kiedyś się z tobą spotkam. Kiedyś postawisz się szefowi.

Kiedyś będziesz szczęśliwy. Kiedyś dostanie to, na co sobie zasłużył. Kiedyś ją zdobędę.

Kiedyś udowodnię wszystkim na co mnie stać. Kiedyś będziemy bogaci. Kiedyś zostaniesz gwiazdą rocka.

 

***

 

Kiedyś nie występuje na osi czasu.

Co za róznica jak wyglądam?

Skip to entry content

Często pytacie czemu zasłaniam sobie twarz bandażem. Kilka dziewczyn mailujących do mnie, zżera ciekawość czy mam krzywe zęby, czy niemijający trądzik młodzieńczy, czy jedno i drugie? Czy jestem aż tak brzydki, czy zniewalająco przystojny, gdy zakładam protezę żuchwy? Najłatwiej byłoby mi powiedzieć, że pokazuję się w masce ze strachu przed nieuchronnie zbliżającą się popularnością, która nie pozwoli mi wyjść anonimowo nawet ze śmieciami. Ale nie, prawda jest inna.

Nigdy nie pokazywałem twarzy, bo byłem przekonany, że…

 

To jak wyglądam nie ma znaczenia

Że najistotniejsze jest to co robię. A w zasadzie jak to robię. Myślałem, że głównym motorem napędowym bloga nie jest moja blada facjata, a  sposób w jaki piszę.  Że przyciągają Was tu bliskie lewemu górnemu rogowi klatki piersiowej tematy i oszołamiający styl autora. W ostateczności wywołujące ślinotok fotki jedzenia na Fejsie. Ale w życiu nie spodziewałbym się, że ktoś będzie wyczekiwał momentu, aż pokażę lica.

No bo co, jak okaże się, że mam nos jak kartofel to przestaniesz czytać? Jak będę miał zeza rozbieżnego ku górze, to cofniesz lajka?

Cholera, mam nadzieję, że nie, bo byłem przekonany, że jesteś tu dla zawartości, a nie opakowania. Że interesuje Cię mięcho, a nie kelner który je przynosi. Ja wiem, że wygląd liczy się bardziej, niż 6-stka z fizyki, ale daj spokój – nie na blogu! I tak, celowo użyłem czasu przeszłego dwa zdania wcześniej, bo wiem, że to czy wyglądam jak Robert Pattison z profilu nie jest dla Ciebie bez znaczenia. Więc zapytuję się…

 

Kogo się spodziewasz?

Krakowskiego leminga…

 

…pretendującego hipstera…

 

czy dziecka ulicy?

Osoby znające czystą brudną prawdę uprasza się o nie psucie zabawy innym.