Close
Close

“Burger Tata”, czyli gdzie robią najsłabsze burgery w Krakowie

Skip to entry content

Nowe knajpy z burgerami wyskakują w Krakowie jak grzyby po deszczu. Albo jak blogi modowe po każdej wzmiance o Maffashion na Pudelku. Tak czy inaczej, cieszy mnie, bo konkurencja najczęściej sprzyja obniżaniu cen i podnoszeniu jakości. Najczęściej. Bo zdarza się, że tylko jedna z tych zmiennych ewoluuje w korzystnym dla konsumenta kierunku, a druga niekoniecznie. Tak właśnie jest w przypadku burgerowni o wdzięcznej nazwie…

 

“Burger Tata” na Krupniczej

Ale zacznijmy od pozytywów.

Po pierwsze – lokalizacja. Teatr Bagatela, to drugie (po Galerii Krakowskiej) najpopularniejsze miejsce spotkań w Mieście Królów. Nie da się go ominąć będąc w Krakowie dłużej, niż dobę. Sam jestem tam średnio raz dziennie, więc wieść o lokalu z czymkolwiek innymi, niż kebab i zapiekanki w tej okolicy zawsze mnie cieszy.

Po drugie – “lokal”. Kiełbasy z Żuka na Hali Targowej od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem, bo to taka swojska, sielska forma sprzedaży. Znacznie skraca dystans między obsługą, a klientami i sprzyja też nawiązywaniu interakcji klientom między sobą. W związku z czym uważam, że pomysł z obwoźną knajpą-vanem jak najbardziej trafiony (może nie w dziesiątkę, ale w siódemkę na pewno).

Dobra, miód i cukier został posypany, to teraz…

 

Co jest nie halo? 

Na sam początek, to miejsce do jedzenia. Przed vanem są tylko 2 beczko-stoliki, które nie są zbyt dużych rozmiarów, więc gdy przyjdą więcej, niż 4 osoby, to za specjalnie nie ma jak zjeść burgera i trzeba wszystko “trzymać w powietrzu”. Profesor Bralczyk nazwałby ten sposób konsumpcji pewnie “na Małysza”. Niewygodnie jak cholera, wszystko leci z rąk i na 90% uświnisz sobie buty cieknącym sosem.

Ale to nic (w sensie, nie że bez znaczenia, ale da się przeżyć).

Najbardziej irytuje fakt, że zawsze jeden beczko-stolik stoi przy śmietniku (co możecie zauważyć na zdjęciu powyżej). No przepraszam bardzo, ale to jest jakiś wybitny brak jakiejkolwiek wyobraźni. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach będzie chciał JEŚĆ PRZY ŚMIETNIKU? Wkładać coś do ust opierając się plecami o pojemnik z odpadami? Serio, to nie wymaga wielomiesięcznych rozkmin, żeby dojść do wniosku, że to ohydne, obrzydliwe, nieapetyczne, nieestetyczne i pewnie wbrew przepisom BHP.

Okej, olać miejsce. Tu chodzi o szamę, więc…

[emaillocker]

Jak z jedzeniem?

Bardzo słabo.

Specjalnie byłem u “Burger taty” 3 razy, żeby nie skreślać lokalu po jednej nieudanej wizycie. I za pierwszym, i za drugim, i za trzecim razem było tak samo.

Esencją burgera jest mięso. Wszystko dookoła może przyprawiać podniebienie o orgazm, ale jeśli mięso będzie przeciętne, to ogólne wrażenie będzie marne. Tutaj dodatki są przeciętne, a mięso jest beznadziejne. Zupełnie bez smaku. Czy brałem klasycznego “Cheese&Bacon”, czy stylizowanego na modłę brytyjską “Johny English”, czy mającego dać mi kop “Rocket”, nie było czuć wołowiny.

Ani przy pierwszym, ani przy ostatnim kęsie w ustach nie zostawał posmak dobrze przyprawionej i odpowiednio wysmażonej krowy, tylko trocin. Jakbym włożył otręby między sałatę, a pomidora, i polał keczupem, to nie byłoby większej różnicy. Te burgery są totalnie bez smaku, kompletnie płaskie. Nie wiem, czy kucharz dopiero się rozkręca, czy stwierdzili, że na początku pojadą po kosztach i będą robić wołowinę z proszku, ale to jest po prostu nijakie. Zero wrażeń dla kubków smakowych.

Poprawiać samopoczucie może cena, bo faktycznie, to najtańsze burgery w Krakowie (11zł za podstawowego, najdroższy 16zł). Jednak cóż z tego, skoro nie ma najmniejszej przyjemności z ich jedzenia?

Nie polecam z ręką na podniebieniu.

 

Na koniec coś, co zawsze mnie strasznie śmieszy w przypadku tego typu małych knajp, czyli…

 

Marketing mikro przedsiębiortw

Hasło “Znajdź nas na Facebooku” na 4/5 szyldu, właściwy adres na 1/5. I tak szacun, że podali adres, a nie tak jak inne lokale kazali się po prostu szukać na Fejsie. Bo wiadomo, że każdy internauta, jak tylko przyjdzie z całego dnia na mieście, to siada przed kompem i zaczyna szukać wszystkich lokali, które odwiedził. Oczywiście wpisując w wyszukiwarce po kolei nazwy miejsc, w których był, ze skrupulatnie przygotowanej listy. Tutaj co prawda jest konkretny adres, ale na tyle mały i nieczytelny, że nie wiem, czy komukolwiek udało się przez niego trafić na ich fanpejdża.

Udało?

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Wykładowca kazał studentce odpowiadać z szafy

Skip to entry content

To z nagłówka było mocne, zdarzyło się na jednej z łódzkich uczelni, ale wróćmy do Krakowa. Słyszeliście tę historię o kolesiach, którzy…

 

Jeździli tyłem po rondzie w Hucie?

Trzech gości się ujarało i stwierdziło, że najlepszą zabawą w stanie tetrahydrokannabinolowego odurzenia jest jazda maluchem. W środku nocy. Na wstecznym. Wokół ronda w Nowej Hucie. Jeździli tak dobre 2 kwadranse, aż przyładowali w bogu ducha winnego kierowcę, który akurat wjeżdżał na owe rondo. Chłopaki mimo dość luźnego kontaktu z rzeczywistością, zdali sobie sprawę z tego co się stało i nawet udało im się odnotować przybycie policji na miejsce zdarzenia. Jeden z funkcjonariuszy po wstępnych oględzinach i rozmowie z mężczyzną, w którego stuknęli podszedł do nich i powiedział:

Panowie, macie szczęście, że was nie zabił. Koleś ma półtora promila we krwi i próbuje nam wmówić, że jeździliście po rondzie na wstecznym. Wariat.

Opowiedział mi to dobry kumpel jakieś 3 lata temu, gdy uczyłem się testów na prawko.  Jednym z bohaterów tej akcji był brat jego znajomego. Równie niecodzienną przygodę miała kuzynka laski, z którą chodziłem na angielski na pierwszym roku…

 

Przypadkiem uniknęła śmierci z rąk nekrofila

Dziewczyna poszła na studencką środę do Spiżu w Katowicach. Poznała na parkiecie jakiegoś gościa i mimo, że nie był wybitnie w jej typie, to dała mu się pocałować, bo nie chciał dać za wygraną. Zresztą przetańczył z nią całą noc, to mu się należało. Próbował ją potem zaciągnąć do siebie na oglądanie znaczków i czytanie poezji, ale tu już odmówiła. Po dwóch dniach wyskoczyła jej ohydna opryszczka i coś dziwnego zaczęło jej się dziać ze skórą. Poszła do lekarza. Pan doktor po wnikliwej analizie oświadczył, że

To zakażenie od trupiego jadu. Wygląda na to, że miała Pani w ostatnim czasie bliski kontakt ze zwłokami. Przykro mi, ale musiałem powiadomić policję.

Pół dnia zeznawała na komendzie opisując co się działo tamtej nocy. W końcu policja ustaliła tożsamość i miejsce zamieszkania tego dyskotekowego amanta. W jego mieszkaniu znaleziono ciała dwóch młodych kobiet.

Troch mniej mrożąca krew w żyłach, ale tak samo popieprzona historia, spotkała chłopaka pracującego z przyjaciółką mojej byłej dziewczyny. Gość odkąd przeprowadził się do nowego mieszkania codziennie budził się z bólem tyłka. Ale to pewnie też znacie, tak jak inne równie…

 

Absurdalne historie, które są miejskimi legendami

Dopóki nie trafiłem na książkę, którą widzicie na zdjęciu powyżej, byłem przekonany, że te opowieści to fakty. W końcu usłyszałem je od bliskich osób. Poza tym zdarzyły się ich dobrym znajomym, więc jak mógłbym wątpić w ich autentyczność? I akcja z osiedlowcami w maluchu, i nekrofil w katowickim klubie, i historia o współlokatorze geju-gwałcicielu, została opowiedziana tak, jakby zdarzyła się wczoraj, a narrator był jej naocznym świadkiem.

Cóż, jak wynika ze „Znikającej nerki” nie był. Lub był, ale to na tyle częsta sytuacja, że przydarzyła się kilkuset osobom w różnych częściach Polski. Głupio mi jak cholera, że dałem się nabrać i uwierzyłem w tak niedorzeczne serie zdarzeń. Przyznaję się wszem i wobec: jestem naiwny. Pocieszam się (z różnym skutkiem) tym, że osoby, które opowiadały mi o tych ekscesach, zapewne same były święcie przekonane, że to niepodważalna prawda.

Poprawisz mi samopoczucie i powiesz, że Ty też łyknąłeś historię, która okazała się miejską legendą?

14 dowodów na to, że nie jesteś już nastolatkiem

Skip to entry content

W sobotę byłem na koncercie Borgore’a w Fortach Kleparz. Dubstep nie jest moją największą muzyczną miłością, ale nic tak nie ożywia jak wobble z rana. Zresztą, o jakiejkolwiek porze dnia nie jechałbym na rowerze przez zatłoczone miasto, to taka łupanka też daje kopa. Biorąc pod uwagę również fakt, że moja przygoda z tym gatunkiem zaczęła się od „Nympho”, to nie miałem wyboru. Musiałem pójść na ten koncert.

Przed wejściem do klubu, w tracie imprezy i po niej, czułem się jak totalny zgred. Duża część moich znajomych też słucha ciężkiej muzyki elektronicznej, więc spodziewałem się, że na sali będą jacyś moi rówieśnicy. Niestety, rzeczywistość po raz kolejny okazała się brutalna. Wyszło na to, że mocno zawyżałem średnią wieku, która oscylowała w okolicach rocznika ’95. Tak, było masę dzieciaków, które mocno podważyły moje przekonanie o nie mijającej młodości.

Starością na szczęście również nie mogę nazwać obecnego stanu, ale uzmysłowiłem sobie, że czasy nastoletnie to jednak były co najmniej 6 lat temu (a cały czas byłem przekonany, że wczoraj). Poniżej 14 sygnałów krzyczących, że jesteś już 20+:

 

1. Nie umawiasz się 2 godziny przed startem imprezy, żeby spić się sklepowym browarami za klubem.

2. Wchodzisz na koncert 30 minut przed gwiazdą główną, a nie godzinę przed pierwszym supportem.

3. Nie wchodzisz do klubu nabity jak poduszka na szpilki.

4. Ludzie w kolejce przed Tobą wymieniają zespoły, których nazw w życiu nie słyszałeś i w sumie nie jesteś w stanie powtórzyć.

5. Nie szkoda Ci dwójki na szatnię.

6. Nie próbujesz wnieść ćwiartki Starogardzkiej w nogawce.

7. Obruszasz się, gdy ktoś chce wysępić od Ciebie fajkę.

8. Nie czujesz gigantycznego przypływu euforii za każdy razem, gdy wokalista krzyczy „zróbcie wieeelki, pierdoloooony hałaaaaas!”.

9. Denerwujesz się, gdy ktoś regularnie wbija Ci łokieć w żebra, mimo, że nie stoisz pod samą sceną.

10. Nie odpowiadasz twierdząco za każdy razem, gdy wokalista pyta „Kraków nie słyszę was, jesteście tutaj?”.

11. Flirtując z dziewczyną bardziej martwi Cię to, że Twój współlokator jest w mieszkaniu, niż że wrócisz z koncertu godzinę później, niż deklarowałeś rodzicom.

12. Stojąc w kolejce do baru, zaczepia Cię ktoś z dziewiczym zarostem i pyta, czy nie kupisz mu alkoholu.

13. Wolisz dopłacić złotówkę i pić piwo w butelce.

14. Nie pytasz ludzi czy wiedzą skąd odjeżdża nocny na Ruczaj.

 

Ile potwierdziło się u Ciebie?

autorem zdjęcia jest Winnie Liu