Close
Close

Fly Style #7 – Dzika pantera i multiartysta

Skip to entry content

Jak do tej pory, to najbrzydszy mural z całego cyklu (wcześniej były same piękne). Mimo to, wciąż trochę mu brakuje do tego na Galerii Krakowskiej. Choć na dobrą sprawę nie wiem nawet, czy można go nazwać muralem. Jest dość małych rozmiarów jak na “wielkoformatową grafikę na ścianie budynku” i w dodatku jego najistotniejszym elementem jest mozaika. Jeśli czyta to jakiś spec od street artowej nomenklatury, to prosiłbym o sprostowanie w komentarzach.

0

1

2

5

4

3

Przymykając oczy na walory estetyczne, chciałem sfocić tę pracę, ponieważ jest na niej uwieczniona wybitna postać. Istotna zarówno z perspektywy Krakowa, jak i całej Polski. Mam nadzieję, że ją znacie, a przynajmniej jej nazwisko nie jest Wam przesadnie obce. Ten reprezentant Młodej Polski, to arcyuzdolniony gość, któremu liczby talentów mogliby pozazdrościć nawet renesansowi twórcy. Gdyby żył w dzisiejszych czasach przejąłby blogosferę, YouTube’a, street art i współczesne kino bez mrugnięcia okiem.

W związku z tym, dzisiaj w konkursie bez nagród nie odgadujcie, w którym miejscu zostały zrobione zdjęcia. Kto przemieszcza się MPK ten wie, że to przy jednym z głównych rond. Zamiast tego, wpiszcie w komentarzach jakimi dziedzinami sztuki zajmował się ten multiartysta, którego facjatę widzicie u góry. Okej?

(niżej jest kolejny tekst)

Napiwek w restauracji – czy jest obowiązkowy i ile powinien wynosić?

Skip to entry content

Czy napiwek w restauracji jest obowiązkowy? Czy powinniśmy zostawić tylko widoczną na rachunku kwotę, czy coś jeszcze – jakiś bonus dla kelnera? A jeśli tak, to ile? Czy napiwek powinien być stała kwotą, czy proporcjonalny do sumy jaką płacimy za jedzenie?

Przyjęło się, że napiwek to 10% kwoty, którą widzimy na paragonie i jest ukłonem w stronę kelnera za miłą obsługę, jednak nie wszyscy tak postrzegają ten temat. Tomek Tomczyk w swoim tekście o napiwkach w Stanach Zjednoczonych opisuje jak za oceanem ewoluuje kultura dawania napiwków. Że zwyczajowe 10% to stanowczo za mało i aby nie wyjść na buraka, należy zostawić kelnerowi minimum 15% kwoty na jaką opiewa rachunek. A najlepiej 25%. Przy czym stwierdza, że wątpliwa może być wielkość napiwku, jednak sam fakt jego zostawienia jest bezdyskusyjnie obligatoryjny.

„Porzućcie myślenie, że nie trzeba dawać kelnerom napiwków. Jest małomiasteczkowe, niepostępowe i pieniackie.”

Jak Tomka lubię, tak nie zgadzam się zupełnie. Napiwek to nie opłata za usługę jaką jest podanie jedzenia…

 

Napiwek w restauracji to premia uznaniowa

Nie skończyłem polonistyki, ani nie pisałem pracy naukowej z etymologii. Przyznaję się. Mimo to, pozwolę sobie postawić tezę, że już sama nazwa tego zwyczaju (napiwek – na piwo) sugeruje, że to bonus, dodatek, coś ekstra. Tak jak przedstawiciele handlowi, new business managerowie, telemarketerzy i wszyscy inni sprzedawcy są nagradzani za wyniki, tak samo osoby, których pracę można w łatwy sposób ocenić i określić jej efekty, dostają premię uznaniową za dobrą robotę.

To właśnie odnosi się do kelnerów.

Byli uprzejmi, wskazali odpowiedni stolik, przynieśli czyste sztuće, doradzili przy wyborze dania i nie upaćkali stolika podając je? Świetnie, chętnie docenię ich starania! Czekałem pół godziny na menu i kwadrans, żeby złożyć zamówienie, nie znali podstawowych pozycji w karcie, przynieśli żurek zamiast rosołu i traktowali mnie jak wrzód na dupie? Sorry amigo, ale nie będzie ani na piwo, ani na oranżadę, ani nawet na kranówkę z Biedry. Bo z jakiej racji?

Argumenty o tym, że napiwki to ich właściwa pensja, wcale mnie nie przekonują.

Wielokrotnie pracowałem jako kelner. Wiem, że są knajpy, gdzie obsłudze płaci się 2,50zł na godzinę (jeden z lokali w Sukiennicach). Są również miejsca na poziomie, w których pracownicy nie zarabiają mniej, niż 10zł na godzinę (restauracje na Kazimierzu). Czy to moja wina, że nieznapiwkowany jegomość pracuje akurat w tej pierwszej i nie potrafi obsługiwać gości? Albo niech robi lepiej to co robi w obecnym lokalu, albo niech nauczy się odróżniać wina i odpowiadać na pytania klientów szerzej, niż „tak”, „nie”, „nie wiem” i zdobędzie pracę w miejscu z sensowną podstawą.

Gdy sam biegałem z tacą i myliłem zamówienia klientów częściej, niż imiona dziewcząt na imprezach, nie miałem do nikogo pretensji, że kasa w płatniku jest równa z kwotą na rachunku. Wiedziałem, że mi się nie należy i tyle. Zirytowany byłem dopiero w momencie, gdy dołożyłem wszelkich starań, by goście opuścili lokal z uśmiechem na ustach, a mimo to w koszyczku nie zostało nic ekstra. Zgodzę się, że to wiocha i jawne buractwo. Tak samo jak…

 

Chamstwem jest doliczanie z góry napiwku do rachunku

W tej technice wymuszania bonusu za pracę, niekwestionowanym asem jest Magda Gessler. W swoich restauracjach domyślnie dolicza napiwek na paragonie. Jest to nieeleganckie zachowanie z dwóch powodów.

Po pierwsze, jeśli napiwek jest nabity na kasę, to znaczy, że kelner musi się z niego rozliczyć z kierownikiem sali/menago lokalu/właścicielem. A rozliczenie to odbywa się w baaardzo różny sposób. W knajpach, w których pieniążki ze stolików wraz z dodatkami zbierał Pan Menedżer, nie pracowałem dłużej, niż dzień. Zawsze sprowadzało się to do tego, że przełożony zabierał mi część pieniędzy, wmawiając, że to dla kucharzy, barmanów i dziewczyn ze zmywaka. Dziwny trafem, nitk z nich nigdy o tych pieniądzach nie słyszał, a już na pewno ich nie widział. Uczciwość  zarządców niskiego szczebla ponad wszystko.

Po drugie, wymuszając uiszczenie napiwku, Magda decyduje za mnie, czy chcę nagrodzić kelnera za jego pracę czy też nie. Jeśli obsługa w jej lokalach jest na takim poziomie, jakiego wymaga w swoim programie, to czego się boi? Jeśli osoba przyjmująca i przynosząca zmówienie była uprzejma, a z samym jedzeniem nie działo się nic złego, to hajs się będzie zgadzał. Bo czemu by nie?

Ale co w momencie gdy od wejścia do lokalu wszystko jest katasrofą? Lody nie są świeże tylko mrożone, a specjalność szefa kuchni została zrobiona z półproduktów i pojawiła się na stole zimna? Albo kelner napluł mi do zupy, stanął na bucie i próbuje podrywać moją dziewczynę?  Też mam nagradzać obsługę za jej starania? Czy może prosić o korektę rachunku, wzywać menago i robić kryzys w social media?

Nie jestem dusigroszem ściskającym banknot, aż się zesra w dłoni, ale…

 

Chcę sam decydować o tym, czy dać napiwek

I w jakiej wysokości.

Jest świetnie – jest 20%, jest bardzo dobrze – jest 15%, jest w porządku – jest 10%, jest średnio – jest 5%, jest źle – nie ma nic. Nie mam nic przeciwko temu, żeby na rachunku pojawiła się sugestia, jaki procent jest mile widziany w danej restauracji, ale niech to będzie sugestia. A nie wymóg. Zresztą są tylko 3 sytuacje, w których zdarza mi się nie zaokrąglić rachunku w górę: muszę strasznie długo czekać żeby zamówić, obsługa jest opryskliwa, jedzenie przychodzi zimne.

A Wy z jakich powodów najczęściej nie zostawiacie napiwków?

autorem zdjęcia w napiwku jest Nanaki

– Widziałem twoją nową dziewczynę.

– Byłem z nią na twoich urodzinach, więc trudno żebyś jej nie…

– Oj, pite było, poza tym tyle ludzi, nie czepiaj się. Minąłem się z nią wczoraj przy Galerii, niezła fruzia!

– Też mi się podoba, dzięki.

– Nie bądź taki skromny, ma na czym usiąść!

– Z oddychaniem też nie ma problemów, ale bardziej mnie kręci to, jak rysuje.

– Artystka? Ale szczęściarz z ciebie, trafiło ci się!

 

***

 

– Jak tam z blogaskiem?

– Z blogiem. Świetnie, czemu pytasz?

– Widziałem tego kolesia od budyniu na plakacie.

– Kominka?

– No chyba. Pofarciło mu się, pewnie z tysiaka za to dostał.

– Myślę, że kilkadziesiąt, to ogólnopolska kampania.

– Cooo?

– To. Przejedź się do Warszawy albo Kołobrzegu, to też go zobaczysz.

– Pieprzony farciarz!

 

***

 

– Kiedy mi oddasz hajs?

– Jutro.

– To samo mówiłeś tydzień temu.

– Oddam ci jutro bankowo, przyniosę ci do biura nawet. Dalej pracujesz w tej agendzie reklamowej?

– Agencji. Tak.

– No, to podrzucę ci po 17-tej.

– O 16-tej kończę pracę. Musisz być wcześniej. Wiesz w ogóle gdzie to…

– No nie męcz tak, przecież wiesz, że ci oddam. Nie oddałem ci kiedyś?

– Nigdy nie byłem na tyle nietrzeźwy, żeby ci pożyczyć, a…

– A propos, czytałem o tej lasce, co dostała pracę przez Fejsbuka. Dobre, hehe, wysyłasz parę wiadomości i dostajesz dżoba, hehe.

– Przez Foursquara. Świetny pomysł, bardzo podobała mi się ta akcja, widać, że nie jest osobą z przypadku i…

– No, no, udało jej się. Jak będę szukał pracy w makretringu też tak zrobię.

 

***

 

Wszystkie sukcesy i osiągnięcia w życiu człowieka są dziełem przypadku.

To ślepy los decyduje o tym, czy trafi Ci się supersztuka recytująca Platona z pamięci, robiąc ragout z dziczyzny na obiad i lody z połykiem na podwieczorek. I jeśli będzie z Tobą do końca życia, to nie przez to, że jesteś interesujący, zabawny, czy choćby przystojny. To dlatego, że miałeś szczęście. A ona przez ten cały czas nie miała okazji zauważyć, że w sumie to w ogóle jej nie pociągasz.

Kampanie na billboardach w całym kraju dla międzynarodowych sieci komórkowych są planowane na chybił trafił. Nikt nie bazuje na badaniach marketingowych kierując się insightem konsumenckim. Raz się weźmie gościa, którego ogląda kilkaset tysięcy osób miesięcznie, a raz Grześka z Koziej Dupy. Nie ma reguły. Każdemu może się trafić.

To samo z pracą. Zwłaszcza w jednej z najpopularniejszych agencji reklamowych w Polsce. Myślisz, że wpływ ma doświadczenie poparte kreatywnym pomysłem dostosowanym do komunikacji w nowych mediach? Nie. O tym, czy ktoś Cię zatrudni decyduje przypadek. W końcu Twoi przyszli pracodawcy to idioci, rozdający etaty na prawo i lewo. Wystarczy wysłać wiadomość na Fejsie. Sprawdź sam.

I nie wkręcaj sobie, że jesteś w czymś dobry, a to co masz jest zasługą Twojej pracy. Po prostu miałeś farta.

autorem zdjęcia w nagłówku jest John Carleton