Close
Close

Instagramowe miksy na blogach dziewczyn już się przejadły. Czas na rewolucję w blogosferze. Jesteście świadkami narodzin nowego trendu – YouTube Mixów!

Albo i nie, ale było już za ciemno, żeby kręcić vloga na plantach.

(niżej jest kolejny tekst)

TL;DR. Po angielsku – too long didn’t read, po polsku – za długie nie przeczytałem. Tym akronimem oznaczane są komunikaty na Facebooku dłuższe, niż 140 znaków i teksty obszerniejsze, niż 200 słów. Pokolenie wtórnych analfabetów jest przerażone skupieniem się na jednej informacji dłużej, niż dwukrotny ruch gałek ocznych w prawo i w lewo. Dlatego stara się za wszelką cenę unikać treści, które mogłyby od niego wymagać atencji.

Liczy się ilość, nie jakość.

Jego przedstawiciele jeśli już zdecydują się na konsumpcję jakiejś treści, ich uwaga skupia się na nagłówku, śródtytule i ostatnim akapicie. Czasem na dwóch zdaniach ze środka. I tyle. W ciągu 7 sekund przelatują przez artykuł i na podstawie 6 zdań stwierdzają o czym jest. To im wystarczy by się zgodzić, otwarcie przeciwstawić całości poglądów i tez w nim zawartych, lub uznać, że autor jest debilem z Parzygłowów Dolnych.

Wczoraj w pierwszoklasowy sposób zostali ośmieszeni przez CeZika.

Nie byli w stanie obejrzeć tego wideo, od początku do końca, choćby z umiarkowanym skupieniem. Zobaczyli początek, środek i rzucili okiem na końcówkę. Albo odpalili i przełączyli na drugą kartę, żeby wyrobić normę odświeżania aktualności i lajkowania kotów. Nic dziwnego, w końcu trwa ponad 4 minuty. Gdyby było skrócone do 30 sekund, to może jeszcze by wytrzymali bez oczopląsu po całym wszechświecie, ale 4 minuty? Pfff, nikt nie będzie się tyle gapił w jeden filmik! Zobaczyli kolesia śpiewającego o suplementach i wrzucili na tablicę “ja cię kręcę, ale jaja POLAK ROZWALIŁ MAM TALENT w UKeju!!!!”.

I nie załapali, że to żart.

To nic, że filmik jest wrzucony na kanale CeZika “KlejNuty”, na którym są same przeróbki audio-wideo. To nic, że pod koniec filmiku jest oznaczony odnośnik do oryginału. To nic, że w oryginale widać, że Józef jest tak naprawdę Jordanem i zapewne w życiu nie słyszał o Grodzisku Mazowieckim. A tym bardziej nie śpiewał o aminokwasach. To nic, że program miał miejsce w kwietniu, a filmik został wrzucony wczoraj. Dla pokolenia TL;DR to wszystko jest nieistotne.

Oni nie mają czasu analizować. Muszą konsumować. Choćby mieli wyjść na głupków.

Przez weekend byłem w Gdańsku na corocznym zjeździe gospodyń wiejskich. Trochę gadania o nowych przepisach na schabowego, trochę narzekań, że olej drożeje, dużo nieudanych zdjęć ze wspólnego szydełkowania. W skrócie – śpiew mew i Instagram. Zanim jednak zdążyłem dobrze przeklnąć przykrótki materac w kuszetce i po raz 84-ty obiecać sobie, że już nigdy nie będę podróżował PKP, wiedziałem, że czegoś zapomniałem.

Za każdym razem, gdy wyjeżdżam za miasto na dłużej niż kwadrans, mam to nieznośne uczucie, że coś przeoczyłem przy pakowaniu.  W zasadzie, to już w momencie zamykania za sobą drzwi od mieszkania, wiem, że powinienem się wrócić.  Po jakąś pierdołę. Najmniejszą z możliwych, której brak będzie mi wadził bardziej, niż kamień w bucie podczas wyprawy na biegun. Nie inaczej było w zeszły piątek. W zasadzie to załapałem się na combo. Zapomniałem, aż 5-ciu głupot, które skutecznie uprzykrzyły mi wyjazd.

Pierwsze o problemach z pamięcią poinformowały mnie…

 

Zatyczki do uszu

O tym, że ich nie mam, dowiedziałem się w momencie, kiedy przemiły starszy pan śpiący w kuszetce nade mną zaczął chrapać. A w zasadzie warczeć jak silnik z Żuka. Nie da rady wygrać z taką siłą ekspresji. Sen musiał ustąpić. Cała noc nieprzespana. Tak, to jest to.

Gdy dotarliśmy do Gdańska, olśniło mnie, że…

 

Nie wziąłem ręcznika

To cudowne uczucie, gdy po kilkunastogodzinnej podróży docierasz do miejsca gdzie jest prysznic. Możesz w końcu zmyć z siebie cały pot, kurz i resztki rozlanej orzechówki. Moczysz się, namydlasz, spłukujesz, spłukujesz, spłukujesz i jeszcze chwilę spłukujesz, a potem czuję się jak młody bóg. Chyba, że właśnie w tym momencie stwierdzasz, że nie masz się w co wytrzeć. Wtedy czujesz się trochę gorzej.

Tak samo, gdy w następnym kroku miałeś zamiar umyć zęby, ale…

 

Nie masz szczoteczki

I szkliwo Cię swędzi, i twarz Ci wykrzywia, i oddałbyś parę nowych cichobiegów, żeby pozbyć się tego nieznośnego pieczenia w ustach. Ale nie ma jak, bo płukanie wodą z pastą, to nie to samo.

Podobny dyskomfort pojawia się w chwili, gdy zrobiłbyś wszystko by zdobyć…

 

Krem Nivea

Wczoraj, a raczej 5 godzin  temu, wróciłeś z zacnej imprezy integracyjnej. Było na niej tyle ładnych dziewczyn, że w przypływie euforii wziąłeś sobie za punkt honoru walnąć z każdą banię. Jakimś cudem udało Ci się to zrobić aż z połową, a trzem miałeś nawet okazję podeptać botki na parkiecie. Wydawało Ci się, że byłeś jak Patrick Swayze, ale naoczni świadkowie twierdzą, że z płynnością ruchów jednak bliżej było Ci do Pudzianowskiego. Nie mniej, świat wirował jak w piosence Just 5.

I jest tak również w tym momencie.

Głowa Ci pęka, nogi się chwieją i wiesz, że masz strasznie, ale to strasznie spękane usta. Bardziej, niż ziemia w “Królu Lwie”. Wypłukałeś z siebie wszystkie witaminy, wysuszyłeś organizm na wiór i masz wrażenie, że wargi Ci zaraz eksplodują, jeśli natychmiast ich czymś nie nawilżysz. No ale nie masz czym, bo dobra na wszystko (dosłownie: NA WSZYSTKO) Nivea została w Krakowie. A szukanie apteki na mieście w tym stanie jest pomysłem równie niewykonalnym, co naładowanie telefonu…

 

Bez ładowarki

To jest tak częste, że aż mi wstyd. Jak do tej pory chyba zaliczyłem więcej wyjazdów, na których jej zapomniałem, niż tych, na które ją wziąłem. Biorąc pod uwagę jak wiele czynności wykonuję na telefonie i jak ważne jest to narzędzie z perspektywy tego, czym się zajmuję, to naprawdę nie wiem, jak można jej notorycznie zapominać. Żadne logiczne wyjaśnienie nie przychodzi mi do głowy. Wstyd i rozpacz.

I zasadniczo…

 

To tyle?

Jeśli chodzi o wypad do Gdańska to tak, ale standardowo zdarza mi się jeszcze zapomnieć słuchawek, śpiwora,  albo skarpetek. Równie często moja podświadomość uznaje, że bilety na pociąg zupełnie nie są potrzebne i mogę je śmiało zostawić w domu. Konduktorzy niestety mają zupełnie odmienne zdanie.

A Wam czego najczęściej zdarza się nie spakować przed podróżą?