Close
Close

“Filiżanka” Michała Wiśniewskiego na serio

Skip to entry content

Michał Wiśniewski, znany także jako ten-który-żeni-się-z-każdą-nową-wokalistką, sprofanował wybitny wiersz Juliusza Słowackiego “Panna z porcelany”, w bulwarowej przyśpiewce “Filiżanka”. Aby nadać właściwy blask temu kultowemu utworowi i przede wszystkim, adekwatny roli odgrywanej w historii 12-zgłoskowców wydźwięk, wykonałem go poprawnie. Z należytą powagą i skupieniem.

(niżej jest kolejny tekst)

gryfnie-śląsk

Od miesiąca branża płacze, że Facebook ucina zasięgi. W sumie to płacze od 2 lat, ale od miesiąca tego płaczu jest tyle, że trudno przejść suchą nogą przez tablicę. Gorzkie żale zlewają się z kotami podpisanymi Impactem, profilówkami z dziećmi i pseudokryzysami marek, które zna tylko właściciel i czwórka jego pasierbic. Sam z 3 razy pomyślałem mało miłosiernie o Marku Z.

Z tej jednolitej masy ekskrementów wybił się, jak Małysz w lata świetności ze skoczni, konkurs Gryfnie – profilu poświęconego śląskiej kulturze. Autorzy wpadli na pomysł tak genialny w swej prostocie, że trudno przejść obok obojętnie, nie pchając go dalej. Zorganizowali konkurs, w którym w komentarzu należy wpisać tytuł filmu po śląsku. Brzmi sucho? To weźcie pod uwagę  890 lajków, 700 udostępnień i 680 komentarzy, ale przede wszystkim odpowiedzi!

Zgodnie z zasadami:

– “Quo vadis” to ” Kaj leziesz”

– “Deja vu” to “Jo żech to już kajś widzioł”

– “Nie kłam kochanie” to “Nie ciulej franco”

– “Zapach kobiety” to “Jak wonio baba”

– “Silent Hill” to “Sosnowiec”

– “The Mission Impossible” to “Szwagier to je ciynżko sprawa”

– “Dzikie żądze” to “Pierońsko chcica”

– “Tramwaj zwany pożądaniem” to “Rozochocona bana”

Dobre? Dla mnie mistrzowskie, dlatego chcę pociągnąć zabawę dalej. Co prawda poza dobrym samopoczuciem nie mogę Wam zaoferować nic innego, ale czuję, że będzie ubaw. Myśleliście kiedyś jak w gwarze śląskiej brzmiałyby nazwy blogów, czy popularnych programów na YouTube? “Design Your Life”, “Matura To Bzdura”, “Black Dresses”, “Stay Fly”, “Zapytaj Beczkę”?

Wrzucajcie swoje propozycje w komentarzach. Będzie gryfnie!

Praktyka równoległych wszechświatów

Skip to entry content
praktyka równoległych wszechświatów
autorem zdjęcia jest Sweetie187

Podejrzewam, że słysząc hasło „równoległe wszechświaty” przybierasz minę nie bardziej skażoną myślą, niż bohaterowie Warsaw Shore, czując rozległą, głęboką, przenikającą pustkę. Ewentualnie migają Ci przed oczami przypadkowe sceny ze Star Treka. No, w najlepszym przypadku kojarzysz ten termin z albumem Mediuma. Nie przejmuj się, miałem podobnie.

Coś mi się obiło o uszy, że to pojęcie związane z fizyką. Zapamiętałem nawet jakieś większe szczegóły. Że mogę być drugi ja, drugi Ty i druga tęcza na Placu Zbawiciela, tyle, że obok. W świecie, który istnieje, jest zupełnie rzeczywisty, ale nie przenika się z naszym. Jest do niego równoległy. Raz nawet wyobraziłem to sobie na kacu, ale wciąż była to dla mnie czysta abstrakcja. Aż do wczoraj.

Współpasażerowie w TLK z Warszawy pomogli mi zrozumieć, na bardzo konkretnych przykładach, co ten termin oznacza w praktyce.

 

Przykład #1: Rozmowa z psiapsiółą

Trafił mi się pełny przedział. 3 studentów, 1 emerytka, 1 korpo-laska, ja i 2 nauczycielki ze szkoły podstawowej. Przez całe 3 godziny i 12 minut wymieniały się uwagami na temat dzieciaków, które uczą, podając ich nazwiska, adresy zamieszkania i profesje wykonywane przez rodziców. Padały niewybredne uwagi personalne, jednoznacznie piętnujące uczniów z bogatszych rodzin.

I tak na przykład Nikodem F. z górnego Mokotowa, którego ojciec jest menadżerem wysokiego szczebla w jednym z telekomów, a matka współwłaścicielką kancelarii podatkowej, to pyskaty gnój. Rozpuszczony jedynak, bez szacunku do ludzi i pieniędzy, którego powinno się bić kablem za każdym razem, gdy dotknie telefonu na lekcji. Co tydzień przychodzi do szkoły z nową elektroniczną zabaweczką, więc nawet gdyby im się chciało prowadzić zajęcia, to nie miałby szans, żeby się skupić na temacie. A, że im się nie chce, to nie skupia się tym bardziej.

Wiktoria O. z Wilanowa natomiast, jest tak tępa, że wciąż nie opanowała tabliczki mnożenia do 100, mimo, że kończy 6-tą klasę w tym roku. Powinna była nie zdać już w 4-tej, ale jej ojczym – europoseł – regularnie umawia się z panią dyrektor na „biznesowe” lunche w kawiarni na Nowym Świecie. Dzięki temu szkoła dostaje jakieś granty, a Wikusia ukończy podstawówkę z wyróżnieniem. Jej matka zaopatruje szkoły w sprzęt komputerowy i wie z kim trzeba wypić kawę, więc gimnazjum i liceum też powinna przejść bezboleśnie.

Da się? Da się.

 

Przykład #2: Rozmowa przez telefon

Wyszedłem na korytarz, żeby odpocząć od ludzi w przedziale. Stałem sobie dość beztrosko, wsłuchując się w stukot wagonów, gdy w odległości 10 centymetrów pojawiła się okołotrzedziestka. Wyjęła telefon, oparła się o tę samą szybę co ja i zaczęła gadać. O facetach. Przez dobre pół godziny relacjonowała swoje pożycie seksualne na przestrzeni ostatniego kwartału. Jeździec, piesek, jeździec, misjonarz. Ale po kolei.

Włoch z jej działu jednak nie zostawi żony i nie przeprowadzi się do Polski na stałe, a jego zapewnienia o separacji były mocno przesadzone. Wraca do Wenecji na święta, a od nowego roku będzie tu już tylko tydzień w miesiącu. Skurwiel. A ona specjalnie dla niego ścięła włosy i nauczyła powstrzymywać się odruch wymiotny przy połykaniu.

Na szczęście na ostatnim wypadzie z laskami z haerów poznała Bartka. Świetny gość. Wysoki, dobrze zbudowany, gra w tenisa. Zawsze schludny i mało pije. Ale to nieważne. Poleciała na niego, bo ma zaganiacza jak u tura i jak bierze ją od tyłu, to ma problem z siadaniem przez dwa dni. Ogier. Co prawda słabo robi palcówkę, a o minecie w ogóle nie ma pojęcia, ale to kwestia praktyki. Poza tym jej były też nie umiał dobrze wylizać, a była z nim 3 lata, więc da się bez tego żyć.

Racja.

 

Objaśnienie

Sytuacje przytoczone w powyższych dwóch przykładach nie działy się mojej rzeczywistości, tylko w świecie równoległym.

Panie nauczycielki nie toczyły przy widzach 3-godzinnej rozmowy niegodnej pedagoga. Nie było świadków ich nieetycznego zachowania. Nikt nie słyszał nazwisk i imion osób, które mogłyby być ich sąsiadami z osiedla. Do żadnego z pasażerów nie doleciały kwieciste obelgi pod adresem dzieci, które uczą i ich rodziców.

Tak samo jak nikt nie poznał preferencji łóżkowych panny na wydaniu rozmawiającej przez telefon. Nie byłem zmuszony słuchać o wielkości fallusów, które nawiedzały jej waginę i częściach jej ciała, na których ejakulowały. Nie podzieliła się ze mną uwagami dotyczącymi wpływu diety na smak nasienia.

Żadna z tych sytuacji nie miała miejsca, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie opowiadałby takich rzeczy na forum publicznym. Przy obcych ludziach. Tylko burak i pół-mózg mógłby zmuszać współpasażerów w publicznym środku transportu, do słuchania o prywatnych delikatnych kwestiach.

To wszystko działo się we wszechświecie równoległym. Wpadasz do niego, gdy tylko wsiądziesz do PKP.