Close
Close
muzyczne hity 2013
autorem zdjęcia jest Kheel Center, Cornell University

O tym jak ważna jest dla mnie muzyka pisałem na blogu ze 100 razy, jak nie 101. Jest jednym z najważniejszych elementów mojego życia. Wpływa na moje myślenie, postrzeganie świata i samopoczucie. Wydałem na nią furmankę pieniędzy i gdybym miał, wydałbym drugą. Trudno mi sobie przypomnieć dzień, w którym nie przesłuchałem ani jednego utworu lub chociaż, nie nuciłem jakiegoś tekstu pod nosem. Traktuję ją wybitnie priorytetowo.

W zeszłym roku i w jeszcze poprzednim, tuż przed sylwestrem wrzucałem swój subiektywny ranking 10 hitów, które rządziły w mijających 12-stu miesiącach. W tym roku pomyślałem, że pójdę dalej i do swojego spojrzenia na muzykę dodam również Wasze, żeby pełniej oddać to jak brzmiał 2013, a przy okazji skonfrontować te dwie perspektywy i zobaczyć jak bardzo nasze gusta się pokrywają. Bo co do tego, że nasze preferencje kulturowe są zbieżne nie mam wątpliwości. Po pierwsze, widać to po utworach, które podrzuciliście mi na parapetówkę. Po drugie, gdyby tak nie było, to nie zaglądalibyście tu tak często.

Nie przedłużając, ogłaszam największy w blogosferze plebiscyt na muzyczne hity 2013 roku! Swoich faworytów typować będziemy 5-ciu kategoriach:

1. Singiel roku – szlagier domówek, klubówek i bezsennych nocy, który pojawiał się na każdej imprezie, niezależnie od wieku uczestników i ilości alkoholu we krwi.

2. Teledysk roku – klip, który z miejsca poleciał do ulubiony na YouTube i nie znudził Was nawet po godzinnym zapętleniu.

3. Ścieżka dźwiękowa roku – tło muzyczne, które było równie dobre co film lub nawet przyćmiło obraz, a Waszym pierwszym odruchem po wyjściu z kina było wpisanie w Google „nazwa_filmu + soundtrack”.

4. Album roku – kompletna płyta-klasyk, do której będziecie wracać równie chętnie za rok jak i za 10 lat, mając ciary na plecach.

5. Muzyk roku – wokalista, producent, skrzypek, dj, raper, klawiszowiec, bądź organista, który zdominował mijający rok kradnąc Wasze serca, czas antenowy i miejsce na blogach.

Głosujemy w komentarzach podając kolejne numerki i odpowiednio tytuł singla/klipu/ścieżki dźwiękowej/albumu i ksywki muzyka. Wrzucamy zarówno polskie, amerykańskie, jak i urugwajskie propozycje, byleby premiera proponowanych kawałków mieściła się między 01.01.2013 a 31.12.2013. Nie trzeba typować wszystkich kategorii, można 4, 3, 2 lub tylko jedną, ale umawiamy się, że brak udziału nie wchodzi w grę i wszyscy się bawią.

Plebiscyt trwa do 4-go stycznia włącznie. Po tym terminie moje niezawodne oko absolwenta informatyki i ekonometrii sumuje, potęguje, pierwiastkuje i mnoży wyniki zliczając tytuły i ksywki. 6-go stycznia dowiadujemy się, co królowało przez cały poprzedni rok w słuchawkach czytelników Stay Fly, i rzecz jasna w moich, pijemy Moët i obrzucamy się kawiorem z bieługi.  Nie wiem, kto się bardziej zdziwi, czy ja czy Wy, ale głęboko wierzę, że jednak nikt nawet dla żartu nie wrzuci „She dances for me”. „My Słowianie” jeszcze będę w stanie przeżyć, a widząc coś z polskiego podziemia serduszko szybciej mi zabije.

No to jedziemy, losy muzycznych hitów 2013 roku są w Waszych rękach!

(niżej jest kolejny tekst)

Niech ci, którzy myślą, że mnie skazali na wygnanie
wiedzą, że może to ja ich skazałem na pozostanie.

Bisz „Niesława”

Siedzę na murku nad Rudawą. Ostatnie promienie słońca spływają mi po twarzy. Leniwy podmuch wiatru próbuje skleić mi powieki. Mrużę oczy i wpatruję się w słońce chowające się za drzewami. I zastanawiam się jak wrócić po takiej przerwie.

Nie było mnie rok. W zasadzie to prawie półtora. Dokładnie to 493 dni. Po latach blogowania, po całych epokach, które minęły w międzyczasie, po tym jak z aktywności w mediach społecznościowych zrobiłem sposób na życie, postanowiłem wyciągnąć wtyczkę. Po prostu wylogować się i zniknąć z sieci. Powodów było sporo, o większości nikt nie wie, i to też nie czas ani miejsce, ale kilka jest na tyle oczywistych, że chcę się nimi podzielić. W zasadzie to muszę.

Unoszę wzrok znad błyszczącej matrycy telefonu, niebo jakiś czasem temu z błękitu przeszło w pomarańcz, a teraz zalewa się purpurą. Piękny impresjonistyczny obraz. Sztuka najwyższej próby, którą za rzadko doceniam. Niebieskie światło telefonu woła o uwagę, wracam do niego i dochodzi do mnie, że powrót po takim czasie jest niemożliwy. Trzeba zacząć od początku. Od zera.

Ale po kolei.

Czy zdjęcie mojego śniadania zmieni świat? 

Czy moja samojebka pomoże w walce z głodem? Czy mój wpis na blogu o Czarnym Proteście przebije się przez mur memów z kotami i mdłych fotek słodkich bombelków? Czy Twoje serduszko pod moim postem jest faktycznie zostawieniem kawałka serca, czy tylko nieświadomym stuknięciem palcem? Jak bębnienie o blat ławki w trakcie nudnej lekcji. Czy w ogóle są jeszcze jakieś działania w internecie, które podejmujemy świadomie? Randkowanie? Zakupy? Chyba tylko kliknięcie przycisku „wyloguj”.

Blogowałem od jesieni 2011. PONAD. SIEDEM. LAT. Czy było warto poświęcić na to tyle czasu? Czy coś zmieniło to w Twoim życiu? Chyba nigdy nie udawałem, że piszę tylko dla siebie. Po co to ciągnąć, jeśli jestem dla odbiorcy tylko mikroekspresją w trakcie obrad na tronie? Jestem?

Blogowałem od jesieni 2011. Co te 7 lat zmieniło w moim życiu? Bardzo dużo. W zasadzie to wszystko. Na lepsze. Chociaż, czy na pewno?

Nie trzeba wierzyć w to co się robi, by to robić. Czasami wystarcza chcieć zarabiać na tym pieniądze. 

Większość branży rozrywkowej działa w ten sposób. Cały kapitalizm jest na tym oparty. Ale ja chciałem być inny i chciałem żyć inaczej. Więc kiedy paląca potrzeba odpowiedzi na najważniejsze pytanie nie została zaspokojona, odepchnąłem klawiaturę, żeby się nie poparzyć. Odepchnąłem ją na rok. 

To pytanie brzmiało: czy ja w ogóle mam jeszcze coś do powiedzenia?

Zatrzymać kołowrotek

„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie. Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg nie jest biegu sensem?” rapował Eldo w utworze „Plaża” w 2003 roku. Ja w ’96, siedząc w zadymionej kuchni u mojej sąsiadki z mieszkania z naprzeciwko, wpatrywałem się w chomika wchodzącego w nadświetlną w kołowrotku i miałem podobną rozkminę. Czy biega w kółko, bo nie wie, że może rzucić wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, czy dlatego, że sprawia mu to przyjemność?

Przekonać można było się tylko w jeden sposób. Zabierając chomika w Bieszczady.

Nie ma już internautów. Są za to cyfrowo wykluczeni

Pierwszy miesiąc był cudowny. A świadomość, że mogę być poza Facebookiem, Instagramem i blogiem, i już nie muszę się bić o utrzymanie zasięgów, uwalniająca.

Kojarzysz ten moment na domówce, kiedy kończy się alkohol, a zgonów jest więcej niż pustych butelek, ale mimo to nie chcesz wyjść, bo cały liczysz, że jednak jeszcze coś się wydarzy? To byłem ja. Gdy podjąłem decyzję, że znikam z sieci, czułem się jakby ktoś wypuścił mnie z piwnicy. Odzyskałem życie, które dawno temu przegrałem z kimś w karty.

Patrzyłem na ludzi przepychających się w komentarzach pod postami, które jutro przestaną istnieć w czyjejkolwiek świadomości, i nie miałem pojęcia po co to robią. Nie przypominam sobie ani jednej afery na Fejsie, w której ktoś kogoś przekonał. Poświęcamy czas, energię i nerwy, a efekt jest taki jakbyśmy grali w tenisa na błocie. Na końcu wszyscy jesteśmy brudni. Czasem człowiek nawet nie zdąży się umyć przed kolejnym meczem.

Cieszyłem się, że jestem poza tym cyrkiem. Przez pierwszy miesiąc. W drugim po prostu byłem poza.

Podgrupę tak długo określa się specyficzną nazwą, jak długo jest mniejszością w danej społeczności. Gdy zaczyna stanowić większość, nazwa znika. Bo większość to „my”, a „my” nie potrzebujemy klasyfikujących łatek. To „oni” ich potrzebują.

Nikt już nie mówi na użytkowników Facebooka facebookowicze, czy na ludzi, korzystających z Instagrama instagramowicze. Zbyt wielu Polaków ma dostęp do internetu by wciąż nazywać ich internautami. To oczywiste, że każdy jest w sieci. To po prostu „my”. Dziwne jest jeśli kogoś tam nie ma.

W 2020 próba oddzielna świata online i offline, to próba oddzielenia ciała od duszy. Virtual i real to w tym momencie jedna zazębiająca się rzeczywistość. Zazębiająca się tak bardzo jakby miała szczękościsk.

Więcej osób zobaczy mój status na Facebooku i zdjęcie na Instagramie niż kiedykolwiek mnie pozna i zamieni ze mną słowo. Na podstawie tego, co wrzucę do sieci, wyrobi sobie opinię na mój temat i namaluje w głowie mój obraz. Który może być na tyle brzydki, że nie będzie chciała podać mi ręki, gdy spotkamy się fizycznie. Czy z malunku może wyjść paszkwil zamiast laurki mimo najszczerszych chęci pozującego? Może. Czy to sprawiedliwe, że na podstawie szczątkowych informacji w sieci budujemy sylwetkę realnego człowieka? W ogóle. Ale tak już jest. Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie.

Ludzie w całej Polsce wychodzą protestować na ulice, bo ktoś założył wydarzenie na Fejsie. Virtual – real. Ludzie w internecie podają sobie link do wpłaty pieniędzy, bo mama pewnej dziewczynki w Poznaniu jest chora. Real – virtual. Ktoś idzie do więzienia, bo prowadził trollkonto na Twitterze. Virtual – real. 

Działania podejmowane w rzeczywistości są komentowane w sieci, komentarze w sieci popychają do podejmowania działań w rzeczywistości. I na odwrót. Granica między analogiem i cyberprzestrzenią przestała istnieć, kiedy wszyscy ją przekroczyliśmy, by sprawdzić czy trawa pod drugiej stronie jest bardziej zielona. 

Możesz nie brać udziału w dyskusji, ale to nie znaczy, że bez Ciebie się ona nie odbędzie. Po prostu ktoś podejmie decyzję bez Twojego udziału. 

Takie są konsekwencje bycia poza.

Wypchnij godlewskie z ramówki, to przestaną istnieć

Bóg umiera, kiedy traci ostatniego wyznawcę, zmarli giną ostatecznie, gdy znika o nich pamięć. Jeśli chcesz żeby coś przestało istnieć w przestrzeni publicznej, przestań poświęcać temu uwagę.

Patostreamerzy, kruszwile, chajzerowie, godlewskie, youtuberzy bijący się za pieniądze. Oni nie znikną dlatego, że będziemy ich potępiać. Oczywiście wyrażanie sprzeciwu wobec patologii jest ważne, ale w dobie popularności jako nadrzędnej waluty, popularności jako celu samego w sobie, nie ma znaczenia, czy mówimy o nich dobrze, czy źle. Istotne jest wyłącznie to, że mówimy. Jak długo nie przekręcamy nazwy, tak długo dokładamy cegiełkę do budowania ich zasięgu. To absurdalne, ale tak to działa. Z każdym publicznym atakiem w ich stronę stają się tylko silniejsi. Hydra.

Kiedy tylko ktoś wskazuje ich palcem jako antyprzykład, ktoś inny właśnie się o nich dowiaduje i za tym palcem podąża, znajduje ich i zostaje na dłużej. Tak z ciekawości. Bo jeśli wszyscy o czymś mówią, i to głośno, to musi być to ciekawe. Prawda?

Doby nie da się rozciągnąć. Ten talon na 24 godziny życia, który dostajemy każdego dnia jest niewydłużalny. Jeśli oś czasu między 0:00, a 24:00 wypełnisz oglądaniem tutoriali makijażowych, czytaniem felietonów o popkulturze i przeglądaniem zdjęć ładnych ludzi na tle jeszcze ładniejszej przyrody, to w najgorszym wypadku po prostu stracisz dzień. Ale nie będziesz w stanie już upchnąć w nim prezentera TVN napastującego kobiety, czy patoyoutubera zachęcająco dziecko do napastowania kobiet. A jeśli to nie zmieści się na Twojej osi czasu, osi czasu Twoich znajomych, i ich znajomych, to nikt nie poda tego dalej. Śmieci zostaną w koszu.

Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś spytało mnie, dlaczego nic nie zrobiłem by powstrzymać degeneratów wdrapujących się na świecznik dla celebrytów. Jeśli moje teksty na blogu pomogą ich wypchnąć z czyjejś ramówki, to chyba warto.

Małe kroki = wielkie zmiany

Żeby strzaskać lustro jeziora nie trzeba wrzucać do niego głazu. Wystarczy żwirek.

Żeby powstrzymać koronawirusa wystarczyło myć ręce i zachować fizyczny dystans.

Jesteśmy na skraju katastrofy klimatycznej. Produkcja mięsa ma w tym spory udział. Jak ludzie mają przerzucić się na wege, jeśli nikt im nie pokaże, że takie jedzenie też jest dobre?

Może zdjęcie mojego śniadania jednak zmieni świat?

Jak opiszę swoją pustkę? „Przezroczysta”

Jesteśmy formą. Kształtem. Dziecięcą foremką, do której trzeba wsypać piach. Konturem, czekającym na pokolorowanie.

Po wydaniu drugiej powieści chciałem usiąść i pisać kolejną, bo miałem wstępne szkice trzech następnych, ale wiedziałem, że muszę poczekać. Między maratonami trzeba robić przerwy, jeśli nie chce się doprowadzić do kalectwa. Tylko psychopata z premedytacją płodziłby coś co jest kalekie. A to nie ja. Ja to duma i szczęście z każdej strony maszynopisu i walka o dziesiątkę w skali Apgar. Ale musiałem zrobić przerwę.

I weź teraz wyciągnij sobie to wypełnienie, co je miałeś w sobie i spróbuj oddychać jak płuca schowałeś do szuflady. Weź podpisz się pod hasłem, że zielony to kolor szczęścia, jak w lustrze widzisz, że jesteś bezbarwny. Weź zbierz myśli, jak echo grochu rzucanego o ścianę pustego pokoju rozsadza Ci łeb.

No to wziąłem nowy zestaw kredek i koloruję to puste pole.

Dziękuję

Kiedy ktoś usuwa mnie ze znajomych na Facebooku, nie wiem o tym. Kiedy ja usuwam kogoś, on też nie jest tego świadomy. Nikt z nas nie dostaje powiadomienia „Hej, Andrzej Nowak właśnie stwierdził, że wymaże Cię z listy osób, z którymi będzie dzielił się prywatnymi szczegółami swojego życia!”. Po prostu przestajecie się pojawiać na swoich tablicach. Dyżurny zrobił użytek z mokrej gąbki.

Kiedy stwierdziłem, że chcę zniknąć, nie spodziewałem się, że ktokolwiek to zauważy. Bo niby w jaki sposób? W lawinie informacji zasypującej Cię przy każdym odblokowaniu telefonu miałbyś zauważyć, że brakuje moich dwóch płatków śniegu? Nie ma szans. A jednak.

Dziękuję każdemu, kto napisał do mnie z pytaniem czy coś się stało, każdemu, kto postanowił sprawdzić czy wszystko w porządku. To przemiłe i wzruszające, a przede wszystkim ogromnie podnoszące na duchu. W dobie powszechnej izolacji, w świecie, w którym sąsiad nie powie ci dzień dobry mijając cię na klatce schodowej, obcy człowiek martwi się o ciebie. Tak właśnie powinien wyglądać ten świat.

To nie musiała być świadoma potrzeba przerwy. To mogła być depresja. To mogło być coś naprawdę poważnego. Dziękuję za każdy przejaw troski o mnie, jesteście wielcy.

***

Dziękuję również wszystkim osobom, które dopytywały co z książkami. Wy też mieliście spory udział przy puszczeniu domina w ruch. Od dzisiaj „Lunatycy” i „To tylko seks” wracają do sprzedaży. Tymczasem na blogu widzimy się przed trzecim maratonem.

Święta, święta i zamiast talii osy, dupa słonięta. Czy jakoś tak. Barszcz wypity, uszka odgryzione, poliki wycałowane, hajsik przytulony. Aby tradycji stało się za dość, w pierwszy pracujący dzień po świętach należy pognać co tchu w płucach do sklepów. Bo wyprzedaże, bo obniżki, bo promocje. W gąszczu nikomu niepotrzebny pierdół tańszych o złotówkę czają się zasadzki, niebezpieczeństwa i spoceni ludzie.

Jak po bożemu ich ominąć i zrobić zakupy jak szef, a nie jak lama? Oczywiście bardzo prosto.

1. Miej galerie cudze przede mną. Wybranie się na poświąteczne wyprzedaże, do centrum handlowego, które jest najbliżej/które najlepiej znasz, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza jeśli to najpopularniejszy obiekt w mieście/usytuowany w centrum. W Galerii Krakowskiej w „zwykłe” dni są tłumy, a po jakiejkolwiek dłuższej przerwie są TŁUMY. Odpuść i pojedź do jakiejś handlówki na obrzeżach, gdzie nie zaglądają przypadkowi turyści.

2. Nie będziesz jeździł po obiedzie nadaremno. Jeśli nie chcesz skruszyć zębów zgrzytając nimi w kolejce do wejścia, przebieralni i kasy, to wyrusz na zakupy przed południem, a nie po, jak większość. Najlepiej koło 11, gdy ciuchy jeszcze nie walają się po podłodze, tylko wiszą ułożone według rozmiarów na wieszakach, a ekspedientki nie wypowiadają nazwy najstarszego zawodu świata w myślach, przed udzieleniem odpowiedzi na Twoje pytanie.

3. Pamiętaj abyś szatnię na okrycie wierzchnie święcił. Pozbądź się kurtki, czapki, rękawiczek i szalika. Nie żałuj tej trójczyny i zostaw zbędną odzież tam, gdzie jej miejsce. Taszczenie tego ze sobą po wszystkich sklepach albo, nie daj boże, ściąganie i zakładanie za każdym razem, gdy chcesz coś przymierzyć jest gorsze, niż odrastające włosy w nosie.

4. Czcij gotówkę swoją i karty płatnicze swoje. Obniżka o 10%, to nie obniżka. Przecena z 249,90zł na 229,90zł, to nie przecena. Już lepiej było kupić tę kurtkę od razu po ukazaniu się kolekcji, a nie teraz brać wymiętoloną za 2 dyszki mniej. Nie daj się omamić napisem „SALE”. Sale to były w szkole od wuefu.

5. Nie wkręcaj sobie, że nie potrzebujesz przymierzyć. To, że wszystkie spodnie z Bershki masz w rozmiarze 32 nie znaczy, że gacie w Zarze z takim numerkiem też będą na Ciebie pasowały. A już na pewno nie w H&M! Wiem, że nie chce Ci się 27 raz stać w kolejce, rozsznurowywać butów i ściągać spodni, ale lepiej zrobić to po raz kolejny, niż po przyjściu do domu dowiedzieć się, że sztruksy, których tyle się naszukałeś, jednak są za małe. I wyglądasz w nich jak po młodszym bracie.

6. Nie zabijaj. Się. O byle gówno. Stań przed lustrem w tym t-shirce z jednorożcem, i zadaj sobie jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – „czy naprawdę chcę to mieć?”. Nie raz widząc stertę ciuchów ometkowanych „-50%” brałem co popadnie w euforycznym szale, po czym dochodziłem do kabiny w przymierzalni i doznawałem olśnienia. Wewnętrzny głos rozsądku klepał mnie po twarzy mówiąc „synu, trzymasz w rękach syf najgorszego sortu, w którym będzie ci wstyd nawet wyjść ze śmieciami”.

7. Nie cudzołóż. W sensie nie łóż gdzie popadnie. Jeśli rezygnujesz z oversize’owego swetra, w którym wyglądasz jak Dumbo po nieudanej liposukcji, to nie rzucaj go gdzie popadnie. Daj go jakiejś ekspedientce przy przymierzalni albo zostaw przy kasie, bo kładąc go byle gdzie, zrobisz większy burdel, niż w „Showgirls”.

8. Nie rób bydła. Ani rzucając się na ostatnią koszulę moro za 19,90zł w Twoim rozmiarze, ani kwitnąc w kolejce do kasy. To, że nie udało Ci się kupić po taniości tego, co chciałeś, to Twoja wina. Tak samo jak to, że wrastasz w ziemię czekając, aż kasjer Cię obsłuży. Zacznij zarabiać więcej, to pozbędziesz się takich problemów.

9. Nie miej fałszywych potrzeb przeciwko skarbonce swojej. Przy kasie dowiesz się, że jeśli weźmiesz jeszcze 15 rzeczy, to 16-sta będzie gratis. De facto okaże się, że zapłaciłeś za to, co naprawdę chciałeś kupić 3 razy więcej, niż przed przeceną, ale wiele osób się na to łapie. Bądź czujny. Nie daj się zwieść. Podążaj za brzdękiem monet w swojej świni-skarbonie.

10. Ani złudzeń, że nie potrzebujesz paragonu. Potrzebujesz i to jak cholera! Wszystkie ciuchy podlegają wymianie bądź naprawie, jeśli są wadliwe, a ciuchy z wyprzedaży bywają wybrakowane częściej, niż poza nią. Tu przetarcie na zgięciu, tam urwany guzik i bez paragonu będziesz mógł w nich już jeździć tylko na sobotnie zakupy, więc nie kozakuj wyrzucając rachunek za siebie po odejściu od kasy, tylko schowaj w portfelu.

Amen.

autorem zdjęcia w nagłówku jest twicepix

99 odpowiedzi od kolesia, którego czytasz

Skip to entry content

Wiem, wiem. Te odpowiedzi miały być tak dawno, że nawet wypis ze szpitala byłby słabym usprawiedliwieniem.

Najpierw wpadłem na genialny pomysł, że nagram przypadkowych ludzi na starym mieście jak czytają Wasze pytanie, a potem dogram siebie, jak siedzę na pomniku Mickiewicza i na nie odpowiadam. Faktycznie genialne, tylko nie przewidziałem, że zaczepienie i przekonanie do tego 99 osób trochę zajmie. Trochę za dużo.

Potem chciałem nagrać fabularyzowane scenki. Znajome blogerki przebrane kolejno za nauczycielkę, księdza i lekarkę miały zadawać mi Wasze pytania. Nagraliśmy pierwszą część w szkole, ale przekombinowaliśmy i nie wyszła dobrze. Poza tym żaden ksiądz nie chciał się zgodzić na vlogowanie w kościele.

Później stwierdziłem, że siądę u siebie w kuchni i po prostu na nie odpowiem. Zaparzyłem sobie herbatę i zacząłem odpowiadać. Biorąc ostatniego łyka zorientowałem się, że minęło już pół godziny, a ja dopiero jestem w połowie. Nie chciałoby Wam się tego oglądać.

I tak doszedłem do tego miejsca, czyli odpowiedzi pisemnej, którą będziecie w stanie przełknąć bez uszczerbku na zdrowiu. Aha, jest 95 odpowiedzi, a nie 99, bo 4 pytania się powtarzały.

 

1. Skąd pomysł z ukrywaniem twarzy? Jak długo chcesz stosować ten image?

Zabandażowana twarz miała dwa dna.

Po pierwsze, uważałem, że ważniejsze jest to co piszę, a nie to jak wyglądam. Że zupełnie nie ma znaczenia, czy mam buźkę jak Zakościelny, czy nos jak lodołamacz i krzywe zęby. Dalej uważam, że najważniejsza jest treść, ale nie ma co zaklinać rzeczywistości – osią bloga jest autor. I powinien być widoczny na blogu.

Po drugie, chciałem żeby człowiek-widmo był czymś na wzór symbolu. Założyć bloga na platformie blogowej można w 15 minut. Na swoim serwerze w 45. Z technicznego punktu widzenia, żeby robić to co ja, wystarczy mieć dostęp do komputera i internetu. Jest ktoś, kto tego nie ma w dzisiejszych czasach? Chciałem pokazać, że tym kolesiem z zabandażowaną twarzą mógł być każdy. Dosłownie.

2. Uważasz się za „grzecznego chłopca” ?

Ten pseudonim jest z przekory do samego siebie. Nigdy nie chciałem nim być, a zawsze tak mnie postrzegano.

3. Skąd bierzesz tematy na wpisy? Mi, jako początkującemu, czasami dość ciężko znaleźć temat, a staram się pisać co dwa dni. Masz jakieś opcje awaryjne, na wypadek braku weny?

To najbanalniejsza odpowiedź jakiej mogę udzielić, ale też najprawdziwsza. Najwięcej tematów na wpisy biorę z życia i bieżących sytuacji, w których się znajduję. Równie często inspiruję się muzyką i filmami, ale zawsze w odniesieniu do własnych przeżyć. W newralgicznych wypadkach (kiedy leżę obłożnie chory, jak ostatnio) wchodzę na Wykop i mam tematy na miesiąc wprzód.

4. Dlaczego założyłeś bloga i jakie są twoje plany/marzenia z nim związane?

Bloga założyłem, że zrobić sobie pracę z hobby, zarabiać więcej, niż na etacie i czuć namiastkę wolności podróżując po świecie.

5. Co sądzisz o ludziach typu Natalia Siwiec, którzy nic nie zrobili, niczego nie osiągnęli, a są w mediach i lansują się na celebrytów?

Do Natalii Siwiec nic nie mam, póki nie będzie się starała być ekspertem od wszystkiego. Robi to, co większość modelek, tyle, że z lepszym skutkiem.

6. Jakie seriale oglądasz/polecasz?

Z nieaktualnych, polecam pierwsze dwie generacje „Skinsów” i pierwsze dwa sezony „Californication”. Z bieżących „Mad Men” i „House of cards”. Z ponadczasowych „South park”.

7. Jakbyś mógł spełnić jedno życzenie, co by to było?

Zażyczyłbym sobie tysiąca życzeń.

8. Masz francuskie korzenie (pytam bo nazwisko na to wskazuje)? Może powiedz o tym coś więcej?

Tak, urodziłem się we Francji i mam francuskie nazwisko, ale to tyle w tym temacie. Nie upubliczniam spraw rodzinnych.

9. Trafiłam tu od wpisu „Życie jest spoko” i był bardzo spoko. Potem zaczęłam czytać inne „jak żyć” i wszystkie napisane są cudownie, po prostu płyną i się je czyta jednym tchem. Skąd masz taki talent pisarski? Dużo pisałeś opowiadań zanim zacząłeś prowadzić blog?

Mimo tego, że w liceum byłem w klasie matematycznej, a na studiach 90% przedmiotów opierało się o liczby, to zawsze miałem duszę humanisty. Po 3-cim roku dostałem się na staż w portalu informacyjny, gdzie moim zadaniem było pisanie artykułów. Dość szybko okazało się, że nawet mi to wychodzi, co ucieszyło obie strony, jednak poza wypracowaniami w gimnazjum, nigdy nie pisałem wcześniej nic dłuższego.

10. Czy masz rzecz bez której absolutnie byś się nie wytrzymał? Jeśli tak,to jaką?

Nie przywiązuje się za bardzo do rzeczy, ale jeśli już coś musiałbym wybrać, to na pewno trudno byłoby mi żyć bez lodówki.

11. Dlaczego nie podbiłeś do mnie w tramwaju, skoro specjalnie jeżdżę bez słuchawek?

Bo jeżdżę rowerem.

12. Nie uważasz, że powoli więcej czasu zaczynasz poświęcać na promocję niż na samą treść bloga?

W żadnym wypadku.

13. Jak myślisz, co jest w walizce z „Pulp Fiction”?

Najpewniej ćwierćfunciak z serem.

14. Gdzie w Krakowie można cię najczęściej spotkać?

Gdy czekam na kogoś pod Bagatelą.

15. Co zrobiłbyś z pierwszym zarobionym milionem?

Kupiłbym Jordany 5-tki i dwupoziomowe mieszkanie w kamienicy na Lea. No i może starczyłoby mi nawet na to, żeby je urządzić.

16. Co myślisz o kobietach , które nie chcą mieć dzieci i brać ślubu? Nie mam na myśli typowych feministek czy karierowiczek , które z facetami spotykają się tylko na seks. Mówię o tych, które chcą prowadzić wspólne życie z facetem, być szczęśliwe, ale nie potrzebny im od tego ślub w kościele czy huczne wesele. Czy kobieta, która nie chce urodzić mężczyźnie dzieci, będzie dla niego atrakcyjna ?

Myślę, że niezależnie, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną, decyzję o posiadaniu dzieci powinien podjąć samodzielnie, w oparciu o własne odczucia, a nie presję z zewnątrz. Jeśli jednak ktoś decyduje się na wspólne życie z drugą osobą na dłużej, niż do następnego weekendu, powinien otwarcie zakomunikować, że w żadnym wypadku nie planuje reprodukcji, żeby obojgu zaoszczędzić przyszłych rozczarowań.

Natomiast co do ślubów i wesel, a zwłaszcza hucznych, to jestem przeciwnikiem marnowania pieniędzy w ten sposób. Znam inne dużo lepsze. Wiem jednak, że wielu ludzi to cieszy. Jeśli chodzi o samą instytucję małżeństwa, to nie uważam, żeby posiadanie tego samego nazwiska było bezwzględnym gwarantem szczęścia.

17. Na co najczęściej przeznaczasz pieniądze? Rachunki, podatki, jedzenie to rzeczy oczywiste, ale reszta idzie na ubrania, hobby, kino czy jeszcze coś innego?

Poza mieszkaniowo-czynszowymi sprawami, najwięcej kasy wydaję na szeroko rozumianą kulturę/rozrywkę, czyli płyty, kino, koncerty. Nie żałuję też sobie na dobre jedzenie, bo to jedna z trzech najprzyjemniejszych rzeczy na świecie i jedyna, którą powinno się kupować. Dalej są podróże, ale te już wymagają większych nakładów.

18. Ostatnio podnosi się szum wokoło takiej blogowej śmietanki. Dużo się mówi o towarzystwach wzajemnych adoracji i ciągle tych samych twarzach wszędzie się pojawiających. A jak ty się na to postrzegasz? Czy też się z tym zgadzasz, czy nie? Czy sam chciałbyś być tam gdzie oni?

Afery próbują wzniecać mali blogerzy i pseudo dziennikarze z bólem dupy, którzy chcieliby być na miejscu osób, które krytykują. Ja również chcę się tam znaleźć, dlatego pracuję, by być tam najpóźniej za rok.

19. Umówisz się ze mną na kawę?

Tak.

20. A ze mną na lody (ze Starowiślnej, bo wiem, że lubisz)?

Tak.

21. A ze mną na piwo (bo ja lubię)?

Tak.

22. Gdybyś był superbohaterem, to jakie miałbyś moce i jaki miałbyś kostium?

Chciałbym mieć moc czytania w myślach, żeby wiedzieć czy ludziom pokrywa się to co mówią, z tym co myślą. A kostium? Zasadniczo to w czym chodzę teraz, tyle, że z zasłoniętą twarzą. Na przykład bandażem.

23. Jeśli miałbyś lecieć balonem w świat, to gdzie byś poleciał?

Biorąc pod uwagę, że balonem nie da się za daleko dolecieć, to nie chciałbym spaść na ziemię przed Włochami.

24. Co to za blondynka która zadawała Ci pytanie przed Galerią?

Nie mam pojęcia.

25. Co myślisz o Kamilu Bednarku?

Wiem o jego istnieniu, ale kompletnie nie mam z nim, ani jego twórczością, styczności. W związku z czym, myślę o nim to, co o każdej niewyróżniającej się osobie na ulicy – nic.

26. Kot czy pies?

Pies.

27. Czy mężczyźni naprawdę kochają zołzy?

Tylko ci o słabym charakterze.

28. Jak wygląda twój blog pod względem statystyk?

Tak jak w zakładce współpraca.

29. Ulubiona książka z dzieciństwa?

„Sposób na Alcybiadesa” – jedyna jaką przeczytałem w całości w podstawówce.

30. Co sądzisz o studiach, magistrze i całym tym systemie? Czy uważasz, że studia są do czegoś człowiekowi potrzebne?

Myślę, że  moje pokolenie zamiast myśleć samodzielnie, dało się bezrefleksyjnie kierować rodzicom, którzy z kolei zostali wychowani w zupełnie innej rzeczywistości.

W czasach, gdy moja mama kończyła szkołę średnią, mało kto z jej rówieśników szedł na studia, to były raczej pojedyncze przypadki i przez rzadkość tego zjawiska, ten dyplom był gwarantem pracy. Teraz mało kto nie idzie na studiach, co roku mamy kilka set tysięcy magistrów i ten dyplom nie znaczy nic. Na większości kierunków dostajesz tylko i wyłącznie wiedzę teoretyczną, która dla przyszłego pracodawcy nic nie znaczy. Liczy się doświadczenie.

Dlatego zamiast cieszyć się, że studiujesz 3 kierunki naraz, lepiej skończyć licencjat z jednego zaliczając w międzyczasie 2-3 praktyki. Albo w ogóle pójść od razu po maturze do pracy.

31. Bardzo lubię cię czytać i zawsze mnie zastanawia ile zajmuje ci napisanie jednego tekstu? Godzinę, dwie?

Stworzenie kompletnego wpisu, czyli napisanie tekstu, wyjustowanie, poprawienie literówek i znalezienie odpowiedniego zdjęcia średnio zajmuje mi 5 godzin.

32. Co najbardziej lubisz jeść?

Wiem jak to zabrzmi, ale pizzę i burgery. Tyle, że prawdziwą pizzę i prawdziwe burgery.

33. Slipki czy bokserki ?

Bokserki. Noszę od 6 klasy podstawówki i zastanawiam się jak mogłem zacząć tak późno.

34. Jeśli byłbyś instrumentem muzycznym to jakim?

Skrzypcami, bo nie ma do nich prostej instrukcji obsługi.

35. Gdybyś dziś propozycję od Wojewódzkiego faktycznie dostał, to czy uznałbyś że to właściwy czas by się zgodzić?

Pewnie, że bym się zgodził, takich propozycji się nie odrzuca. Zresztą, czemu miałby to nie być właściwy czas?

36. To kiedy u tego Wojewódzkiego?

Cały czas czekam na zaproszenie. Chyba zgubił mój e-mail.

37. Czy od początku studiów sam na siebie zarabiałeś (czynsz,  życie, itp.)?

Tak, odkąd wyprowadziłem się z domu w wieku 20 lat, pracuję, żeby mieć na życie.

38. Czy nie jesteś rozczarowany, że zebranie kompletu pytań zajęło… dokładnie miesiąc?

Jestem pod wrażeniem, że w ogóle padło tyle pytań.

39. Kawa czarna czy biała?

Biała, najlepiej latte albo w ogóle mrożona mocha. Tylko raz w życiu próbowałem wypić czarną. Nie dopiłem.

40. KFC czy McDonald?

Oba, ale sporadycznie.

41. Jadasz w North Fish?

Tak, zdarza się.

42. Z jakiego miasta pochodzisz?

Z Sosnowca – miasta Jana Kiepury, nie mamy małej Madzi.

43. Co było pierwsze – jajko czy kura?

Rosół z lanymi kluskami.

44. Dlaczego KMK jest najlepsze?

Nie wiem co to KMK.

45. Chcesz się całować?

Tak.

46. Kiedy masz urodziny?

3 dni po pierwszym dniu wiosny.

47. Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?

Cały czas kończę „Grę o tron”.

48. Co sądzisz o naszym kraju?

Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć kilkoma zdaniami, a nie chcę też tu pisać kilkudziesięciostronicowego wywodu. Zasadniczo jest wiele rzeczy do zmiany.

49. Chciałbyś wyjechać z Polski na stałe?

Kocham polski język, sprawia mi przyjemność posługiwanie się nim i na nim opieram swoją przyszłość, w związku z czym, nie wyobrażam sobie, żeby nagle przerzucić się na angielski. Aczkolwiek, okresowo, na przykład od października do kwietnia, chętnie będę wyjeżdżał zagranicę, żeby tam przezimować. Ale nigdy na stałe.

50. Okulary! Zafascynowały mnie. Skąd takie i dlaczego ten model a nie inny?

Cytując Franka Kimono – pierwszego znanego mi samca alfa – chciałem mieć w  sobie dzikość żółtej pantery.

51. Kręcą o tobie film. Albo o blogosferze. Jakoś tak. Kto miałby Ciebie zagrać?

Gierszał – najlepszy aktor młodego pokolenia. Tyle, że zanim do tego dojdzie nie będzie już taki młody…

52. Wybierasz się na Coke Live Music Festival w tym roku ?

W tym nie poszedłem, w przyszłym możliwe, ale najchętniej wybrałbym się na Woodstock. To jedyny polski festiwal owiany legendą. Słyszałem tyle skrajnych opinii, że muszę sam sprawdzić jak tam jest.

53. Masz jakiś blogowy autorytet? Na kim się wzorujesz pisząc bloga?

Na nikim się nie wzoruję, bo mam własną wizję tego jak ma to wyglądać, ale jeśli chodzi o rady dotyczące blogowania, to bardzo dużo wyniosłem z obu książek Tomka i bloga Andrzeja. Gdyby nie wiedza, którą od nich dostałem, nie byłoby mnie tu gdzie jestem teraz, za co jestem im bardzo wdzięczny.

54. Jak ubrane wolisz kobiety – luźno czy elegancko?

Zdecydowanie luźno. Staram się unikać jak ognia eleganckich ciuchów, i u kobiet też mi się to nie podoba. Strasznie je to postarza i odbiera im uroku.

55. Co myślisz o spotted? Dałbyś się tak poderwać?

Myślę, że nie wchodzę na tego typu strony, więc nawet jeśli ktoś by mnie tam szukał, to nie miałbym o tym pojęcia. Jeśli chcesz kogoś poderwać, to po prostu to zrób, gdy masz ku temu okazję. W najgorszym wypadku dowiesz się, że nie jesteś w jego typie. To dużo lepsze, niż pół życia zastanawiać się „co by było gdyby…”.

56. Jaki jest twój ideał kobiety?

Filigranowa z pasją.

57. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u kobiet?

Pazur. Lubię wyraziste kobiety z charakterem, które mają coś do powiedzenia i potrafią obronić to zdanie.

58. Gdy byłeś mały, chciałeś zostać… ?

Jak każdy chłopiec – piłkarzem. Niestety, dość szybko okazało się, że nie potrafię prosto kopnąć piłki i moja kariera sportowa legła w gruzach.

59. Określ się politycznie. Lewica czy prawica?

Nigdy nie interesowałem się tym na tyle, by jednoznacznie się określać. Zasadniczo tyle razy dałem się już nabrać na obietnice wyborcze, że każda partia wydaje mi się zła.

60. Co tam?

Spoko.

61. Jak wyrzeźbiłeś łydki ? Chodzisz gdzieś na siłownię/chodziłeś?

Nic nie rzeźbiłem, najzwyczajniej codziennie jeżdżę na rowerze. Ogólnie rower jest rozwiązaniem wszystkich problemów egzystencjalnych i źródłem szczęśliwego pożycia przedmałżeńskiego. Polecam każdemu.

62. Najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu zrobiłeś?

Żadna z tych, które byłyby interesujące nie nadaje się do publikacji.

63. Gdybyś mógł wybrać czasy bądź epokę, to kiedy chciałbyś żyć?

Chciałbym zobaczyć jak będzie się żyło za 100 i za 1000 lat. Czy nasze wyobrażenia o przyszłości pokryją się z realiami, czy są zupełnie od nich oderwane? Ciekawi mnie jak będzie wyglądało życie i kontakty międzyludzkie w, jak podejrzewam, totalnie zdigitalizowanym świecie, gdzie nawet nasze myśli będą zapisywane na dysku twardym.

64. Masz dobrze wytyczony plan na przyszłość?

Jasne, pisałem o nim tutaj.

65. Ciebie też wkurwia Kominek?

Nie. Tomka bardzo szanuję za to, że wbrew wszystkim i wszystkiemu zrealizował swoją fantazję i żyje tak jak chce, a nie tak jak wypada.

66. Lubisz Kubę Wojewódzkiego?

Nie znam go, więc nie mogę go lubić, bądź nie, ale cenię go za intelekt i błyskotliwość.

67. Czy wiesz kim był Pakelika?

Nie.

68. Kim chcesz być w przyszłości, zakładając, że z bloga nie wyżyjesz?

Wszystko wskazuje na to, że jednak wyżyję i to nie tylko jedząc parówki z Biedry, więc raczej rozważam co będę robił, jeśli kiedyś blogowanie mi się znudzi.

69. Książka, która wywarła na Ciebie największy wpływ to…?

Zdecydowanie „Gra” Neila Straussa. Wywróciła do góry nogami moje nastoletnie, naiwne spojrzenie na relacje damsko-męskie. Gdyby kumpel nie podrzucił mi jej w liceum, pewnie do dziś nie złapałbym dziewczyny nawet za ramię.

70. Jakie trzy cechy ludzkie uznałbyś za najbardziej denerwujące?

Zawiść, brak chęci do działania i narzekactwo. W tej kolejności.

71. Ja mam pytanie: za co kochasz Kraków?

Za to, że zawsze się w nim coś dzieje i daje namiastkę dużego, zachodnioeuropejskiego miasta, ale mimo to jest bardzo kameralny i zaściankowy.

72. Czy w tym bandażu nie jest Ci za ciepło?

Było w nim gorąco jak cholera. Latem czułem, że mi odparzy twarz, ale za to zimą dawał większy komfort ciepła, niż jakakolwiek czapka/szalik/kominiarka.

73. Czy twoje ukruszone jedynki odrosły dzięki profesjonalnemu bandażowaniu twarzyszcza?

Niestety mumifikowanie się nie pomogło.

74. Czy na spotkania blogerów też przychodzisz w bandażach? Bo w sumie z chęcią bym z tobą poruszyła parę blogowych kwestii, a podejrzewam, że ciężko Ci się rozmawia przez te zwoje?

Faktycznie trudno się w tym rozmawiało, ale na spotkania blogerów i tak przychodziłem w bandażach, bo bałem się, że bez nich nikt mnie nie rozpozna.

75. Czy znasz jakąś Weronikę?

Nie, nie znam żadnej Weroniki.

76. Ulubiony zespół/gatunek muzyczny?

Pezet/rap.

77. Chłopiec niższy od dziewczyny. Co ty na to?

Nie ma szans. Źle bym się czuł przy dziewczynie wyższej od siebie, poza tym pociągają mnie zdecydowanie te drobne.

78. Czy to prawda, że prawdziwy facet ma duszę zdobywcy i chce zdobyć kobietę, irytuje go, kiedy ona za nim lata?

Faceci lubią zdobywać, a kobiety lubią być zdobywane. To jedna sprawa. Druga jest taka, że mało kto docenia to, co przyszło mu łatwo.

79. Wiele było pisane o podrywaniu dziewczyn, ale może podasz swoim czytelniczkom drogę do serca faceta?

Zasadniczo wystarczy, że powiesz „cześć” i w pierwszych pięciu minutach rozmowy nie zasypiesz go kompleksami na temat swojego wyglądu.

80. Czego się boisz?

Samotności i śmierci. Ciężko żyje mi się bez innych ludzi, a wizja tego, że życie po prostu się kończy w momencie ustania akcji serca paraliżuje mnie.

81. Co sądzisz o bogu? Jest on tam, czy go nie ma?

Bardzo chciałbym, żeby był, ale obawiam się, że to tylko idea, która powstała, żeby uniknąć bezcelowości życia i móc uzasadniać zjawiska, których w inny sposób nie da się wytłumaczyć.

82. Jaki jest twój stosunek do wiary i religii?

Jestem przekonany, że religia została stworzona tylko po to, by móc sterować i kontrolować społeczeństwo.

83. Miałeś taki moment, że chciałeś rzucić pisanie bloga?

Wielokrotnie. Zasadniczo najbardziej wątpiłem w sens pisania, gdy kończyłem studia i trzeba było się zdecydować co dalej z życiem, i z czego będę płacił za wodę, prąd, gaz i nowe adidasy. Moi znajomi zaczynali pracę w korporacjach, za nawet nieśmieszne pieniądze, a ja stukałem w zimnym pokoju w  klawiaturę, marząc, że może kiedyś ktoś mi za to zapłaci.

84. Dlaczego już nie gotujesz?

Gotuję na bieżąco, tyle, że ostatnio nie robiłem nic na tyle ciekawego, by to pokazać. Ale bez obaw, blogowe gotowanie wróci w nieco odświeżonej formie.

85. Kiedy wspomniana w jednym ze starszych wpisów impreza?!

W którym?

86. Ile zarabiasz?

Poniżej 10 000zł miesięcznie nie ma sensu się chwalić zarobkami.

87. Czy jest jakaś cecha – jeśli tak, to jaka – którą szczególnie cenisz sobie u ludzi?

Nonkonformizm. Pójście pod prąd i realizacja własnych marzeń bez względu na wszystko.

88. Na dzień dzisiejszy, koncert jakiego zespołu najchętniej byś się wybrał?

Eminema. Najwszechstronniejszy tekściarz i wokalista na świecie. Potrafi zrobić ze słowem i głosem WSZYSTKO. Muszę zobaczyć go na żywo.

89. Jaka jest Twoja ulubiona książka (opcjonalnie pisarz/pisarka)?

Czytam za mało książek, żeby mieć jedną ulubioną, a zwłaszcza jednego ulubionego twórcę.

90. Czym dla Ciebie jest samotność?

Stanem, w którym bardzo nie lubię się znajdować i trudno mi go zaakceptować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi do normalnego funkcjonowania.

91. Jakie byłoby ostatnie zdanie, w książce którą byś napisał, ale nie była by to twoja autobiografia, a suma Twoich przemyśleń?

Jeśli będziesz robił to, co zawsze, będziesz dostawał to, co zawsze.

92. Jaki jest ulubiony pub w Krakowie, mojego ulubionego kolesia którego czytam?

Z pubów-klubów, to Forum Przestrzenia, Pixel i chwilowo (mam nadzieję) zamknięte Rozrywki Trzy. Z pubów-kawiarń to Święta Krowa i większość knajp na Placu Nowym.

93. Jak osiągnąłeś „popularność”? Zacząłeś się reklamować u innych bloggerów czy po prostu pisałeś tak, jak piszesz i ludzie cię polubili za Twój sposób bycia itd?

Do popularności, to mi jeszcze trochę brakuje, ale rozumiem, że pytasz o zdobywanie czytelników.

Na początku miałem różne głupie pomysły, typu pisanie pod SEO, albo komentowanie wpisów innych blogerów nie z profilu prywatnego, tylko z fanpejdża. To na nic się nie przekładało i było tylko stratą czasu. Na szczęście w porę to pojąłem i skupiłem się po prostu na tworzeniu dobrych tekstów, dając z siebie tyle, ile jestem tylko w stanie. Czytelnicy to docenili i zaczęli podawać moje wpisy dalej swoim znajomym. To jedyna droga jaką można zdobyć wartościową widownię.

94. Jakie dałbyś tipsy pozostałym próbującym zostać blogerami, aby przeżyć ten najtrudniejszy, pierwszy rok pisania? Jakieś osobiste drogowskazy, wskazówki, porady?

Po pierwsze, nie próbujcie się wybić atakując innych, większych blogerów, bo to najgorsze co możecie zrobić. Po drugie, nie płyńcie z nurtem, bądźcie oryginalni, postarajcie się wnieść coś nowego swoimi tekstami. Czytelnicy to docenią. Po trzecie, jasno określcie po co to robicie i do czego dążycie blogując. Jeśli ma się jasno określony cel, łatwiej pokonać przeszkody na drodze do niego.

95. Twoje motto życiowe?

Najgorsze co możesz zmarnować to talent.