Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z PizzaPortal.pl

Jak wiecie (lub też nie), przeprowadzałem się 15 razy, mieszkałem w wielu dzielnicach Krakowa i zamawiałem pizzę z większości lokali, które świadczą usługę dostawy. W jednych na jedzenie czekało się całą wieczność i przyjeżdżało zimne. W drugich jeszcze dłużej i zjawiało się z innymi składnikami niż w zamówieniu. W trzecich w ogóle nie docierało lub nie nadawało się do pogryzienia, nie mówiąc już o połykaniu. Na szczęście był (i wciąż jest!) czwarty typ  lokali z pizzą na dowóz, gdzie wszystko gra jak na Wembley.

Jako, że co jakiś czas dostaję pytania ogólnokrakowskie, w tym jedzeniowe (“skąd zmawiać pizzę w Krakowie?” jest jednym z popularniejszych), to poniżej wrzucam 4 pizzerie, z których wielokrotnie zamawiałem szamę. Bez uszczerbku na zdrowiu i podniebieniu. Innymi słowy, polecam…

 

Banolli

restauracja banolli kraków

Przez to, że to mała (no dobra, nawet spora) sieciówka, nie ma problemu z dowozem. Dojeżdża zasadniczo do każdego rejonu Krakowa, także gdzie byś nie mieszkał, możesz dzwonić. Nie wątpliwym plusem jest także to, że w “Banolli” realizują nocne zamówienia, także nie raz ratowało mi to skórę, a w zasadzie żołądek, gdy w okolicach północy przypominałem sobie, że nie jadłem śniadania.

Co do samej pizzy, to faktycznie, nie jest tania, ale nie dają też tańszych zamienników, tylko wszystkie składniki po bożemu. Jeśli chodzi o typ, to jest to odmiana polska z aspiracjami na włoską. W sensie, że ciasto nie jest jeszcze tak cienkie, jak w tej “prawdziwej”, ale z pewnością to nie nadmuchany placek. Mocne 5.0.

 

Zapałki

Kraków pizzeria zapałkiNajbardziej włoska ze wszystkich. Mają pizzę i z szynką parmeńską, i z rukolą, i z bakłażanem, i z ricottą. I nie jest to rzucone na placek, jak brudne ciuchy po pracy, jak to bywa w innych pizzeriach, które chcą być “original italiano”. Żeby zbalansować śródziemnomorskość z polskością, jest też opcja z oscypkiem i żurawiną, ale tej akurat nie polecam. Za to warto sprawdzić Tricolore i Say Cheese! (jak lubisz roztopioną gorgonzolę, to zwłaszcza tę drugą). I jeszcze akcent humorystyczny: raz się zdarzyło, ze spóźnili się z zamówieniem, już ich chciałem powyklinać od aktorów z “Miłości na bogato”, a tu pan kierowca przychodzi, przeprasza z miną zbitego psiaka i wręcza mi elegancko zapakowane jabłuszka przewiązane wstążeczką. No to, to rozumiem.

[emaillocker]

Franco

Pizzeria franco KrakówKnajpa w stu procentach dzienna i ostatnio najczęstsza, z której zamawiam. Ma tak brzydkie logo, że trudno na nie patrzeć bez mrużenia oczu, ale za to na pizzę nie trzeba wylewać chochli sosu, żeby dało się zjeść. Tym razem jest to odmiana, tak zwana, polsko-umiarkowana, czyli pulchniejsze ciasto, ale nie napompowane jak Robert Burneika po treningu. Dowozowy standard. Moja ulubiona to Scudetto. Ceny również przyzwoite i dowożą od 15zł (o, tak!).

 

Pizza w nocy

pizza w nocy KrakówMało odkrywcza nazwa, ale to mój zdecydowany faworyt, numero uno i czarny koń na liście włoskich placków na zamówienie w Krakowie. Po pierwsze sensowne ceny – duża Capriciosa 24zł (ze zniżką 22zł).

Po drugie sensowny dowóz – jeszcze mi się nie zdarzyło, by deklarowany czas oczekiwania przekraczał 45 minut. A i tak zazwyczaj są po połowie godziny (raz zamawiałem z autobusu, dojeżdżając do domu, i byli przede mną).

Po trzecie smak – cienkie, chrupiące ciasto i dobre gatunkowo składniki. Ta pizza to w żadnym, ale to w żadnym wypadku nie zapychacz, który wrzucasz w siebie po pijaku na imprezie, tylko bardzo dobre jedzenie. Minus jest taki, że (jak sama nazwa skazuje) otwarte mają tylko w nocy – od 20:00 do 4:00.

 

Jest okazja!

pizza portal pizza week kraków

Jeśli chcecie sprawdzić, czy te pizze faktycznie takie dobre, albo po prostu jesteście głodni i bez mojego wpisu też byście zamówili jedzenie, to wpadajcie na PizzaPortal.pl. Od dzisiaj zaczyna się tam “Pizza Week” i potrwa do 26-go stycznia. W trakcie pizzowego tygodnia, we wszystkich restauracjach udostępniających płatność online, macie 20% zniżki na placki (klikając tutaj albo w obrazek). Oprócz rabatu, w ramach “Pizza Weeku” jest jeszcze akcja pod tytułem “Bitwa miast”, w której zamawiający z najaktywniejszego miasta mogą zgarnąć Sony Xperia J i robić nim artystyczne zdjęcia szynki i pieczarek na Instagrama.

Oczywiście, jeśli jedliście w Krakowie pizzę na dowóz z równie dobrego lokalu, co wymienione we wpisie, albo i lepszego, to mogę posprzeczać się z Wami w komentarzach, że to nieprawda.

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Pogotowie Życiowe #2: jak pójść dalej?

Skip to entry content
Pierwszy odcinek pogotowia życiowego wyszedł świetnie! Jestem pod ogromnym wrażeniem jak zaangażowaliście się w sprawę M. i szczerze mówiąc, nawet nie spodziewałem się, że tak bardzo będziecie starali się jej pomóc. Wielkie dzięki, że potraktowaliście jej problem serio i merytorycznie debatowaliście w komentarzach nad tym, co można zrobić w tej sytuacji. A wszystko w atmosferze wzorowej kultury. Główna zainteresowana również była wdzięczna, a ja osobiście jestem dumny, że mam takich ludzi na blogu.

W drugim odcinku również mamy kwestię natury związkowej, a w zasadzie po-związkowej. Czytelniczce, która napisała do mnie z tym problemem, wydaje się, że sytuacja jest bez wyjścia i że w jej przypadku już nic się nie zmieni. Jest to oczywiście nieprawdą, jednak wiele osób, a zwłaszcza dziewczyn, po pierwszym poważnym związku reaguje w ten sposób, dlatego właśnie chciałem poruszyć z Wami ten temat w ramach cyklu “Pogotowie Życiowe”.

 

Było miło, ale się skończyło

Ponad rok temu zostawił mnie facet (po kilku latach,nie podając mi właściwie żadnego powodu – jakże oryginalne:)). Wydawało mi się,że już mi przeszło, że wszystko super, żyję mam dużo zajęć, hobby, pracę itp. ale mimo,że chciałabym kogoś poznać, to na samą myśl o tym mam ochotę się schować i boję się nawet pomyśleć o związku. Ostatnio dowiedziałam się,że mój były ma już nową dziewczynę i poczułam się tak,jakby mnie ktoś przejechał walcem, aż mi się niedobrze zrobiło, oczywiście się poryczałam, bo to przecież niesprawiedliwe:P (co z tą karmą?!) i niestety okazało się,że najwidoczniej cały czas się oszukiwałam,że już nic nie czuję i kompletnie mnie to wszystko nie rusza.

I tak się teraz zastanawiam właśnie, czy to jest w ogóle możliwe, żeby zapomnieć kiedyś o tym wszystkim i żyć od nowa z kimś innym, że nadejdzie taki dzień, że jak zobaczę byłego, albo, że kiedy znowu do mnie dzwoni, to nie będę miała rozstroju żołądka i ochoty zapadnięcia się pod ziemię? Nie umiem sobie nawet wyobrazić,żeby znaleźć kogoś jak on, poprzeczkę ustawił bardzo wysoko. A przede wszystkim – czy to możliwe ,że przestanę się bać nowego związku? To był mój pierwszy facet i pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Wszyscy moi przyjaciele mi wmawiają, że będzie okej, że poznam jeszcze swoje wielkie love i będę szczęśliwa, tylko,że każde z nich jest w szczęśliwym związku i nie mają pojęcia jak to jest. Mam tylko jedną koleżankę, która jest sama ponad 2 lata i mówi,że czuje się kompletnie “damaged” i nie da rady się z nikim związać.

Paula

Tak jak poprzednio, pierwsze 24 godziny należą do Was. Wrzucacie swoje spojrzenie na sytuację Pauli i piszecie co może zrobić, żeby odmulić się z poprzedniego związku i ruszyć do przodu. Jak ktoś wybitnie ciężko przeżywał rozstanie po pierwszej wielkiej miłości, to też śmiało może podzielić się doświadczeniami, a jutro ja dorzucam swoje 3 grosze.

Cytując najsławniejszy utwór jednego z najmniej utalentowanych zespołów, którego nazwa nawiązuje do pojemności flaszek wódki: jak zapomnieć?

 

Nie powiem nic odkrywczego, ale rozstania po poważnych związkach (a takim bez wątpienie można nazwać relację, która trwała kilka lat) zawsze są ciężkie. Zwłaszcza jeśli kończą się nagle i bez podania wyraźnego powodu. Fakt, że był to Twój pierwszy facet, potęguje sytuację, jednak biorąc pod uwagę jak młoda jesteś, to z pewnością nie będzie Twój ostatni. Jeśli oczywiście nie zostaniesz zakonnicą.

Najprawdopodobniej nie możesz się ogarnąć z życiem i pójść do przodu, bo idealizujesz swojego byłego. W Twojej pamięci jest rycerzem w lśniącej zbroi, który zawsze myje ręce po sikaniu, jednak coś musiało być na rzeczy, skoro się rozstaliście. Nigdy nie jest tak, że między parą jest idealnie i bez powodu kończy współpracę. Jeśli związek się rozlatuje, to musiało coś się nie zazębiać między obiema stronami, tyle, że jedna z nich mogła tego nie zauważać.

Myślenie o wadach Twojego byłego raczej jest bez sensu, bo dopóki nie zauważysz ich na realnym przykładzie, nie przyjmiesz ich na poziomie emocjonalnym. Nie jestem wyznawcą idei, że kaca trzeba zapijać klinem, ale im szybciej zaczniesz spotykać się z innymi facetami, tym szybciej urealnisz obraz poprzedniego i wyrzucisz go z głowy. Nie randkuj z nimi, po to żeby kogoś znaleźć, ale żeby mieć jakikolwiek porównanie. Na luzie, bez ciśnienia na cokolwiek. Dla zabawy.

Do tej pory jadłaś tylko bułkę z polędwicą sopocką, a nie zdajesz sobie sprawy, że jest jeszcze szynka parmeńska, czy choćby chorizo, które może Ci dużo bardziej smakować. Naprawdę chciałabyś jeść całe życie schabowego, nie próbując nigdy de volaille’a? Im więcej innych mężczyzn poznasz, zobaczysz jacy są, jak się z nimi spędza czas, jaki mają stosunek do Ciebie, tym więcej zachowań ocenisz jako irytujące u swojego byłego.

Nie zdziwiłbym się, gdybyś po pewnym czasie stwierdziła, że był beznadziejny i w sumie to nie masz pojęcia jak mogłaś z nim wytrzymać tyle czasu.

Abstrahując od tego, społeczeństwo i komedie romantyczne lansują taki model, w którym spotyka się tego jednego jedynego, płodzi się pół drużyny piłkarskiej i jest się z nim, aż wypadną wszystkie zęby. Ludzie czytają o tym w gazetach, oglądają to w telewizorach i myślą, że tak MUSI być. A tak logicznie rzecz biorąc, to aż nienaturalne, żeby dwie osoby, które są odrębnymi bytami, reagują na bodźce ze świata, zmieniają się pod wpływem tego co ich spotyka, były ze sobą całe życie równie szczęśliwe.

Dużo lepiej przyjąć, że spotykasz kogoś, jest Ci z nim dobrze, ale do pewnego momentu. Po jakimś czasie zmieniacie się na tyle, że Wasze oczekiwania się rozmijają i idziecie dalej osobno. A potem spotykasz kogoś innego i sytuacja się powtarza. Dla mnie to zdrowsze, niż wmawianie sobie, że jeśli nie będzie się z jedną osobą, aż do śmierci, to życie jest nieudane.

Zawsze gdy jestem śmiertelnie chory myślę o lajkach

Skip to entry content

Byłeś kiedyś chory na coś, czego współczesna medycyna nie potrafi jeszcze wyleczyć? Skoro to czytasz, to podejrzewam, że nie, ale spróbuj sobie wyobrazić taką sytuację.

Jesteś dzieciakiem. W podstawówce. Wszyscy Twoi koledzy spędzają dnie na grze w piłę, oglądaniu „Drużyny A” i podciąganiu spódniczek koleżankom z klasy, a Ty leżysz w łóżku. W szpitalu. Z kroplówką w ręce. Sala, na której leżysz jest obskurna, łóżko ma zdartą farbę, sufit jest pożółkły, a z kibla z daleka wali moczem. Jak w większości szpitali.

W przerwie między jednym pobytem w szpitalu, a drugim, masz indywidualny tok nauczania. Starasz się brać udział w tych lekcjach, ale ból kończyn od ciągłego brania sterydów i biegunki od faszerowania się wszystkimi innymi lekami, skutecznie Ci utrudniają przyswojenie czegokolwiek. Zresztą, wiesz, że to i tak bez sensu, bo zanim będziesz miał okazję wykorzystać cokolwiek czego się nauczyłeś najprawdopodobniej będziesz już martwy.

Odsiadujesz wyrok zamknięty w klatce szpitala i marzysz o tym, żeby móc choć raz w życiu pojechać z rówieśnikami na wycieczkę rowerową.  Albo chociaż zrobić wyścigi międzyosiedlowe. W zasadzie to jak byście się przejechali 3 razy wokół bloku, to też było by zajebiście. Fantazjujesz, że może stanie się cud. Że szaleni amerykańscy naukowcy, którzy stwierdzają obecność wodoru w wodzie, tym razem wynajdą coś sensownego. Na przykład lek na Twoją chorobę.

I będziesz mógł żyć.

Co prawda nie jak normalny człowiek, bo choroba i regularne przyjmowanie sterydów nieodwracalnie spustoszyły Twój organizm, ale na tyle swobodnie, by pójść na szkolną dyskotekę. Albo pojechać na kolonie wakacyjne. Budować zamki z piasku i puszczać latawce. Z kolegami. Jak normalne dziecko. Niestety jesteś z tym problemem już tyle czasu, że powoli dochodzi do Ciebie, że to nie przejdzie. Że tak już będzie zawsze, aż do śmierci, która, z tego też zaczynasz zdawać sobie sprawę, przyjdzie szybciej niż później.

Budzisz się i zasypiasz z myślą o tym, jak gówniany jest Twój los, zastanawiając się jaką zbrodnię popełniłeś w poprzednim życiu, aż tu nagle niespodzianka! Internauci założyli profil na jakimś portalu społecznościowym, na którym jest Twoje zdjęcie i można napisać, że się to lubi. Nie szukają metody, która mogłaby Cię uzdrowić, nie zbierają pieniędzy na Twoje leczenie, nawet zabawek, żebyś mniej boleśnie znosił pobyt w szpitalu. Zbierają polubienia profilu w internecie.

Pomocne, prawda?