Close
Close

Jak debilnie zatytułować poważny artykuł

Skip to entry content

jak głupio zatytułować powazny artykuł

Wczoraj przeczytałem bardzo, ale to bardzo mocny artykuł w Gazecie Wyborczej. Ostatni raz coś mną tak wstrząsnęło, gdy czytałem zwierzenia wdowy, o tym jak walczyła z biurokracją o życie męża i przegrała. Brak dobrej woli ze strony pracowników publicznych placówek był silniejszy, niż potrzeba oddychania. Po tamtym tekście czułem się jakby ktoś przeciągnął moją twarzą po asfalcie. Po wczorajszym reportażu miałem wrażenie, że jeszcze polał świeże rany benzyną, podpalił i udokumentował na fotografiach, żeby pokazać innym jak płoną.

Zabolało do żywego. Jeśli chcesz to przeczytać, lepiej dobrze się zastanów, bo reportaż był o…

 

Gwałtach na dzieciach

I to w ośrodku wychowawczym prowadzonym przez zakonnice. Tak, zakonnice. Które katowały podopiecznych, bijąc ich po głowach metalowymi przedmiotami i zachęcały starszych wychowanków do molestowania młodszych. Po kilku akapitach musiałem otworzyć okno w pokoju i przynieść miskę, bo bałem się, że po którejś linijce nie doczyszczę kanapy ze śniadania. W artykule padają takie retrospekcje jak

Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił. Inne siostry też biły. Wieszakami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi, aż pojawiła się krew.

Do gwałtów dochodziło w grupach chłopców. Dzieci opowiadały, że młodsi zamykani są na noc na klucz w pokoju z 20-letnimi mężczyznami. Jedne twierdziły, że to kara za moczenie się do łóżka, inni mówili, że siostra nie tłumaczy, dlaczego muszą spać w danym pokoju. Jeśli dzieci zgłaszały siostrze Bernadetcie, że są dotykane, nie reagowała

Czasem siostra Bernadetta tak mnie pobiła, że nie mogłem chodzić do szkoły. Raz wzięła drewniany wieszak. Biła po całym ciele. Już nie pamiętam, za co. Ale najgorsze były uderzenia w głowę. Tak jakby chciała dostać się do środka. Musieli mi zszyć rany, więc siostry wzięły mnie do szpitala i tłumaczyły lekarzowi, że się przewróciłem.

czy

Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy, jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała. Później zaczęli do mnie przychodzić inni wychowankowie.

Jak widzisz, to dokumentalnie podana esencja patologii. Bez upiększaczy, bez niedopowiedzeń, bez cienia wątpliwości, bez miejsca na domysły. Jeśli zaczęła Cię boleć głowa i zbiera Ci się na wymioty, to dobrze. To znaczy, że jesteś człowiekiem. Bałbym się, jeśli zareagowałbyś inaczej.

Jeśli możesz, to weź kilka głębokich wdechów i ochłoń na moment, bo mam do Ciebie pytanie…

 

Jak zatytułowałbyś taki reportaż?

Reportaż o znęcaniu się psychicznym i fizycznym nad bezbronnymi dziećmi. Reportaż o obrzydliwym nadużywaniu swojej władzy i przekroczeniu wszelkich granic moralnych. Reportaż o nieudolności systemu socjalnego w naszym kraju. Reportaż o zaszczepianiu destrukcyjnych wzorców w umysłach młodych żyć. Reportaż o bezkarności duchownych. Wreszcie, reportaż o skurwysyństwie w najczystszej postaci.

Mam kilka propozycji – „Zakonnice podżegały do gwałtów na dzieciach”, „Zakonne ośrodki wychowawcze muszą być kontrolowane przez państwo”, „Bestialskie maltretowanie nieletnich w Ośrodku Sióstr Boromeuszek”, czy choćby tabloidowe „Zasłużyła na karę śmierci?”, ale wciąż odwołujące do głównego problemu poruszonego w tekście.

Ale nie. Autor postanowił przejechać po temacie walcem i skupić uwagę na kwestii, która na dobrą sprawę nawet nie pojawia się w tekście – „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernedetcie?”. Jakby to, kurwa, było najważniejsze.

(niżej jest kolejny tekst)

“Hardkor Disko” – niesiemy dla was niewypał

Skip to entry content

hardkor disko - głeboki off - krzysztof skonieczny - recenzja

Słyszałaś o nim od koleżanek. Że ciacho, że ogier, że 3 razy z rzędu to standard. Że brutal i mazgaj, że i delikatnie, i na ostro, że łechtaczkowy to samym wzrokiem.

Oglądasz jego zdjęcia w sieci. Ma w oczach to coś. Coś, co najłatwiej można nazwać „będziesz miała problemy z chodzeniem”. Chcesz mieć problemy z chodzeniem. I siniaki. I szorować się druciakiem, żeby zmyć jego zapach. Chcesz to poczuć na własnej skórze. Bez metafor.

Umawiacie się na przyszły tydzień. Zastanawiasz się, czy włożyć koronkowe bokserki, proste stringi, czy w ogóle nie zakładać majtek. Odliczasz dni.

Jest piątek. To dziś. Masz być w hotelu w centrum miasta punkt 20:00. Od rana jesteś przesadnie pobudzona. Mylisz prawą z lewą, portiera z szefem i spółkę ze spółkowaniem. Jesteś nakręcona jak pozytywka, ale zastanawiasz się czy przypadkiem nie podkoloryzowałaś rzeczywistości. Czy nie masz zbyt dużych oczekiwań. Czy to aby nie, tylko ładne zdjęcia w sieci. Wahasz się, ale idziesz. Sprawdzisz to.

Wchodzisz. Jesteś w pokoju. Jest tajemniczo. Przedmioty sprawiają wrażenie nowych, nieodkrytych, mimo, że nie widzisz ich pierwszy raz.  Migoczące światło z lampki za wielkim łóżkiem rytmicznie rozjaśnia półmrok, ale i tak nie widzisz jego twarzy. Myślisz o łóżku. W sposób, o którym nie chciałabyś rozmawiać ze swoja matką. Czujesz mrowienie. Tam, gdzie na co dzień miewasz majtki.

Zaczynacie grę. Wymiana spojrzeń, gestów, muśnięć. Gryzie Cię w kark. Z Twojego ściśniętego gardła bezwiednie wydobywa się jęk. Chcesz więcej. Ściągasz mu koszulkę. Zrywa z Ciebie spódnicę. Jesteście niemal nadzy, a nie zamieniliście jeszcze słowa. Czujesz chłód i dystans, ale mimo to nie przestajesz. Chcesz wiedzieć dokąd Cię to doprowadzi.

Czujesz jego język. Tam, gdzie wcześniej czułaś mrowienie. Wie co z nim zrobić. Wie dość dobrze. Chcesz, żeby poczuł Twoje usta. Tam, gdzie krew odpływa mu z mózgu. Chcesz, żeby poczuł je bardzo dobrze.

Oddech przyśpiesza, źrenice się powiększają, ruchy zaczynają być coraz bardziej gwałtowne. Jest miło. Ale miło to za mało, ta gra wstępna trwa już za długo. Chcesz więcej. Jesteś gorąca, jesteś wilgotna, jesteś gotowa. Jesteś gotowa poczuć go w sobie. Albo to się stanie teraz, albo właściwy moment minie i nie będziesz chciała nawet na niego spojrzeć. Karty na stół. Wszystko albo nic.

Wie, że ruch jest po jego stronie. Że czas na wielki finał.

Mocno Cię popycha i rzuca na łóżko jakbyś była rzeczą. Zanim zdążysz poczuć, że podoba Ci się ta brutalność, jednym ruchem obraca Cię na brzuch i ciągnie za włosy, krzycząc, żebyś się wypięła. Czujesz ten krzyk na karku, czujesz jego wzrok na plecach, czujesz to ciepło na pośladkach. Napinasz mięśnie i walczysz ze swoim ciałem, żeby wziąć choć jeden głębszy oddech, zamiast serii płytkich i przygotować się na to, co zaraz się stanie.

Ale na to nie da się przygotować.

Jesteś zażenowana, zniesmaczona i czujesz się oszukana, gdy Twój kochanek w ostatnim momencie oznajmia Ci, że się rozmyślił. Że nie ma ochoty. Że to by było na tyle. Wstaje, zakłada ciuchy i mówi, żebyś poszła do domu, bo nie jest w nastroju. Nie jest w nastroju na właściwą część dzisiejszego wieczoru, do której przygotowywał Cię prawie półtorej godziny. Miałaś dostać bombę, która Cię rozsadzi, a otarłaś się o niewypał. Oszust.

Takie właśnie jest „Hardkor Disko”. Bez części właściwej, która nadawałaby mu sens.

wpis jest wynikiem współpracy z marką Heineken

Heineken - liga mistrzów - zostań futbolowym Hemingwayem

Mecze piłkarskie dla wielu są widowiskiem porównywalnym z igrzyskami olimpijskimi i wzbudzają podobne – jeśli nie większe – emocje, przez co skupiają uwagę mediów. Są obszernie komentowane w telewizji – i w trakcie, i po, a nie jednokrotnie także przed. Wypowiadają się znawcy tematu, pseudo-znawcy tematu, fani i sami piłkarze. Nie inaczej sytuacja wygląda w radiu, czy w prasie. Na temat jednego 90-minutowego spotkania powstają setki artykułów, tysiące wpisów na forach i miliony statusów na Fejsie.

Wszystkie te reakcje generują liczbę zdań, której zwykły śmiertelnik nie byłby w stanie przyswoić nawet w kwartał. I nie przyswaja. Bo większość z nich nie ma sensu, a połowa nie nadaje się do publikacji.

Zastanawiacie się pewnie…

 

Skąd Hemingway wziął się w tytule posta?

I na zdjęciu, w pozycji na makarenę po nieświeżej zapiekance? Nie, to nie dlatego, że tak naprawdę był asem amerykańskiej piłki nożnej, a prozę pisał dla kamuflażu. Przywołałem laureata Nagrody Nobla i Nagrody Pulitzera, bo był gościem, który w mistrzowski sposób udowodnił, że liczy się jakość, a nie ilość.

Kiedyś siedząc z kumplami w knajpie i debatując o literaturze, założył się o 10 dolarów, że napisze pełną smutku i przejmującą historię, używając tylko 6 słów. I napisał. A brzmiała ona tak:

For Sale: baby shoes, never worn.

Na sprzedaż: buty dziecięce, nigdy nie noszone.

Tłumacząc na polski robi się słów 7, ale wciąż dałbym mu tę kasę. Ernest pokazuje, że do przekazania czegoś drugiej osobie nie potrzeba wielostronicowych artykułów. Wystarczy chwilę się zastanowić, ruszyć głową i trochę pobawić się językiem. I to samo my zrobimy z relacjami z meczów. Celowo używam liczby mnogiej, bo…

 

Mamy wyzwanie, mamy konkurs!

heineken liga mistrzów

Jak wiecie, Heineken ma sportowo-meczową promocję “mecz za piwo”. Za każdy kod spod kapsla lub zawleczki możecie obejrzeć jedną z rozgrywek Ligi Mistrzów w HD na dedykowanej platformie (www.liga.heineken.pl)1 kod z piwa = 1 mecz. Oprócz oglądania kopiących piłkę, możecie też sami się pobawić, biorąc udział w quizie, w którym do wygrania są bilety na finał w Lizbonie, a codziennie PlayStation 4.

Ale, Ale. U mnie na blogu też się bawimy. I meczowo i językowo!

Mam dla 5-ciu z Was 5-litrowe beczułki wypełnione Heinekenem (o, takie). Tak, duuużo piwa. Żeby zgarnąć alko, trzeba na chwilę wcielić się w Ernesta Hemingwaya w wersji futbolowej. Ale spokojnie, wystarczy założyć korki i chwilę pomyśleć, nekromancja nie jest potrzebna, żeby wpadła Wam do głowy…

 

Najkrótsza relacja świata

Tak jest, żeby zgarnąć jedną z 5 beczułek Heńka, trzeba wygłówkować najbardziej lakoniczne meczowe sprawozdanie, które jednocześnie będzie śmieszne, absurdalne lub odjechane. Lub śmieszne, absurdalne, odjechane i zwięzłe naraz. Myślisz, że to trudne? Coś Ty, zasady są proste jak schemat skojarzeń Trybsona.

Aby wziąć udział w konkursie, musisz:

1. Mieć ukończone 18-ście lat.

2. Wpisać w komentarzu pod postem relację z meczu, która nie będzie przekraczała 10 słów (czyli do 10 włącznie). Relacja może dotyczyć zarówno meczu, który odbył się 100 lat temu, który właśnie trwa, jak i takiego, który odbędzie się za 100 lat. Możesz popuścić wodze fantazji i nawet wyobrazić sobie mecz, w którym wygrywa polska reprezentacja. Wszystkie chwyty dozwolone, tylko niebo i liczba 10 słów jest limitem.

3. Zapoznać się z regulaminem.

4. Dobrze bawić się przy wymyślaniu tekstu.

Na najkrótsze sprawozdania meczowe czekam do końca przyszłego poniedziałku, czyli do 14-go kwietnia, do godziny 23:59. Pięciolitrowymi kegami piwa, zostanie nagrodzone 5 tekstów, które najbardziej przyciągną moją uwagę. Szaleństwo i kreatywność na pierwszym miejscu.

Jako, że słowne sztuczki zawsze były ważną częścią tego bloga, to nie odpuszczę sobie tej przyjemności i dam Wam…

 

Kilka przykładów

1. Real kontra Borussia? 4 karne i pogrzeb.

2. Przybyłem, zobaczyłem, nie strzeliłem. #ArturSobiech

3. Manchester – prawa, lewa, gol. Olympiakos – żółta, czerwona, ławka rezerwowych.

4. Odchudzony zespół zgotował wyśmienite spotkanie.

5. Gdzie kucharek 6, tam przegraliśmy 3:0.

Piłka w grze. I to po Waszej stronie. Razem z Hemingwayem trzymamy za Was kciuki!