Close
Close

W Paryżu pierwszy raz byłem 2 lata temu. Mimo, że przyleciałem do niego z mało rozrywkowych powodów, to starałem się wycisnąć z pobytu tyle i ile się dało. I uległem wszystkim stereotypom na temat tego miasta. Jest piękne, jest klimatyczne, jest dużo terenów zielonych, czuć artystyczną atmosferę i można się zakochać. I się zakochałem. I obiecałem sobie, że drugi raz tu przylecę dopiero jak będzie mnie stać, żeby wynająć całe mieszkanie, a nie bujać się po couchsurfingach i spać na podłodze.

I stało się.

W czwartek przyleciałem z mamą do stolicy Francji na Święta Wielkanocne. Niekoniecznie po to, żeby poczuć telewizyjno-hipermarketową magię świąt i mierzyć linijką, czy tu mają lepsze jajka. Raczej, żeby faktycznie odciąć się od codzienności i celebrować bycie razem, nie przejmując się natłokiem bieżących spraw. Czyli robić to, o co w świętach tak naprawdę chodzi.

Jest świetnie razy tysiąc. Mieszkamy w ślicznym dwupokojowym mieszkaniu na 4-tym piętrze stylowej kamienicy w 19-tej dzielnicy. Z okna widać Wieżę Eiffla, która wieczorem do nas mruga iluminując, a przed nią rozpościera się widok na piękną, jasną zabudowę Paryża.  Pół metra od wejścia jest typowa paryska kawiarenka, w której ludzie przesiadują całymi dnia jedząc sery i pijąc wino, a na przeciwko piekarnia, z której zapach świeżego pieczywa roznosi się po całej ulicy. Tak, mam wrażenie, że gram w filmie Woody’ego Allena.

święta w Paryżu 5

święta w Paryżu 7

święta w Paryżu

DSCN8044

święta w Paryżu 8

święta w Paryżu 3

święta w Paryżu 2

święta w Paryżu 9

święta w Paryżu 4

DSCN8035

Jeździmy na Velibach, jemy ślimaki, spacerujemy po mieście, odpoczywamy w parkach i pijemy dobre wino. Słońce świeci, a ludzie są mili. Zawsze chciałem mieć takie święta.

(niżej jest kolejny tekst)

Budka Suflera obraziła się na internautów i kończy karierę

Skip to entry content

Dziękuję Ci internecie.

Jak debilnie zatytułować poważny artykuł

Skip to entry content

jak głupio zatytułować powazny artykuł

Wczoraj przeczytałem bardzo, ale to bardzo mocny artykuł w Gazecie Wyborczej. Ostatni raz coś mną tak wstrząsnęło, gdy czytałem zwierzenia wdowy, o tym jak walczyła z biurokracją o życie męża i przegrała. Brak dobrej woli ze strony pracowników publicznych placówek był silniejszy, niż potrzeba oddychania. Po tamtym tekście czułem się jakby ktoś przeciągnął moją twarzą po asfalcie. Po wczorajszym reportażu miałem wrażenie, że jeszcze polał świeże rany benzyną, podpalił i udokumentował na fotografiach, żeby pokazać innym jak płoną.

Zabolało do żywego. Jeśli chcesz to przeczytać, lepiej dobrze się zastanów, bo reportaż był o…

 

Gwałtach na dzieciach

I to w ośrodku wychowawczym prowadzonym przez zakonnice. Tak, zakonnice. Które katowały podopiecznych, bijąc ich po głowach metalowymi przedmiotami i zachęcały starszych wychowanków do molestowania młodszych. Po kilku akapitach musiałem otworzyć okno w pokoju i przynieść miskę, bo bałem się, że po którejś linijce nie doczyszczę kanapy ze śniadania. W artykule padają takie retrospekcje jak

Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił. Inne siostry też biły. Wieszakami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi, aż pojawiła się krew.

Do gwałtów dochodziło w grupach chłopców. Dzieci opowiadały, że młodsi zamykani są na noc na klucz w pokoju z 20-letnimi mężczyznami. Jedne twierdziły, że to kara za moczenie się do łóżka, inni mówili, że siostra nie tłumaczy, dlaczego muszą spać w danym pokoju. Jeśli dzieci zgłaszały siostrze Bernadetcie, że są dotykane, nie reagowała

Czasem siostra Bernadetta tak mnie pobiła, że nie mogłem chodzić do szkoły. Raz wzięła drewniany wieszak. Biła po całym ciele. Już nie pamiętam, za co. Ale najgorsze były uderzenia w głowę. Tak jakby chciała dostać się do środka. Musieli mi zszyć rany, więc siostry wzięły mnie do szpitala i tłumaczyły lekarzowi, że się przewróciłem.

czy

Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy, jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała. Później zaczęli do mnie przychodzić inni wychowankowie.

Jak widzisz, to dokumentalnie podana esencja patologii. Bez upiększaczy, bez niedopowiedzeń, bez cienia wątpliwości, bez miejsca na domysły. Jeśli zaczęła Cię boleć głowa i zbiera Ci się na wymioty, to dobrze. To znaczy, że jesteś człowiekiem. Bałbym się, jeśli zareagowałbyś inaczej.

Jeśli możesz, to weź kilka głębokich wdechów i ochłoń na moment, bo mam do Ciebie pytanie…

 

Jak zatytułowałbyś taki reportaż?

Reportaż o znęcaniu się psychicznym i fizycznym nad bezbronnymi dziećmi. Reportaż o obrzydliwym nadużywaniu swojej władzy i przekroczeniu wszelkich granic moralnych. Reportaż o nieudolności systemu socjalnego w naszym kraju. Reportaż o zaszczepianiu destrukcyjnych wzorców w umysłach młodych żyć. Reportaż o bezkarności duchownych. Wreszcie, reportaż o skurwysyństwie w najczystszej postaci.

Mam kilka propozycji – „Zakonnice podżegały do gwałtów na dzieciach”, „Zakonne ośrodki wychowawcze muszą być kontrolowane przez państwo”, „Bestialskie maltretowanie nieletnich w Ośrodku Sióstr Boromeuszek”, czy choćby tabloidowe „Zasłużyła na karę śmierci?”, ale wciąż odwołujące do głównego problemu poruszonego w tekście.

Ale nie. Autor postanowił przejechać po temacie walcem i skupić uwagę na kwestii, która na dobrą sprawę nawet nie pojawia się w tekście – „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernedetcie?”. Jakby to, kurwa, było najważniejsze.