Close
Close

Finał Ligi Mistrzów w starciu z kobietą

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Heineken

Finał Ligi Mistrzów kobiecym okiem

W sobotę wielki dzień dla fanów piłki nożnej. I fanek piłkarzy. Najostateczniejszy z ostatecznych meczy – finał Ligi Mistrzów! Sytuacja jest o tyle nietuzinkowa, że o puchar walczyć będą dwie drużyny z tego samego miasta. Real Madryt i Atletico Madryt. Coś jak Wisła i Cracovia, tyle, że tam się nie tną maczetami przed wyjściem na boisko. Po, zresztą chyba też nie. Co by się nie działo, Hiszpanie są kozakami i Madryt może czuć się szefem Europy. Przynajmniej przez chwilę.

Kto ogarnia zakłady bukmacherskie, ten już od wyników półfinałów projektuje w głowie wszystkie możliwe scenariusze rozgrywki. Męska część widzów, wczuta w temat, pewnie będzie oglądać starcie drużyn w napięciu porównywalnym z oczekiwaniem porodu. Będzie śmiech, okrzyki szczęścia, łzy wzruszenia i skoki pod sufit, ale niezadowolenie też da o sobie znać. Niejedno słowo na „q” zostanie zaadresowane do sędziego, bramkarzy i napastników, a kilka kufli z pewnością dokona żywota.

Tak w dużym uproszczeniu będą wyglądały reakcje facetów. A jak, kwadrans po kwadransie, finał Ligi Mistrzów mogą odbierać kobiety?

 

Na przykład tak

 

20:35 – Prezentacja składów

– Czemu oni mają różne stroje, jak wszyscy są z Madrytu?

– Bo to dwie różne drużyny i mają stroje klubowe, a nie reprezentacji narodowej.

– Aha. Ci w paski lepsi, zawsze wolałam atletów. Poza tym, te białe niepraktyczne, zaraz brudne będą.

– Aha.

 

20:50 – Pierwszy faul

– O, Jezu!

– O, boże!

– O, Jezu!

– O, boże, ale on…

–  O, Jezu, czemu nie ma karetki, jakichś noszy? Widziałeś jak mu tamten…

– …udaje.

– Jak to udaje? To on nie krwawi?

 

21:14 – Lopez wybiegł na ofsajd

– „Na ofsajd”?

– Na ofsajd. W sensie, że jest spalony.

– Ale, przecież nie dotknął ręką?

– Nie, nie, spalony jest wtedy, gdy…

– …?

– Tak, masz rację, nie dotknął ręką.

 

21:29 – Ronaldo podszedł pod bramkę Atletico

– No dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj, jeszcze trochę!

– …

– Jeszcze trooochę! Jeszcze trooooochę!

– …

– Strzeeelaj Kryyystian, strzeeelaaaaaj! STRZEEE-EEE-LAAA-AAAJ!

– …

– GOOO-OOO-OOO-OOO-OOOL!

– Naplułeś na ekran.

 

21:39 – Przerwa

– Oni naprawdę tyle gadają o akcji, która trwała 12 sekund?

– W sumie to 7, bo liczy się od autu.

 

21:46 – Początek drugiej połowy

– Jeeezu, jak oni nie ogarniają, to już nasza reprezentacja lepiej gra.

– O co ci chodzi?

– No biegną do złej bramki.

– Ale wiesz, że pierwsza połowa skończyła się 15 minut temu?

 

21:58 – Rzut karny dla Atletico

– No i po coś to brał do ręki, pooo cooo?!?!

– Może chciał zmienić bramkarza?

 

22:09 – Suarez wyrzuca piłkę z autu

– Jak tak dalej pójdzie, to Real nie wyjdzie nawet na remis.

– To przez zmianę boisk. Jakbym ciągle przed oczami miała logo banku, w którym wzięłam kredyt na mieszkanie, to też bym się nie mogła skupić.

 

22:21 – Siedemnasty faul

– Czyli mówisz, że jego tak naprawdę nie boli?

 

22:33 – Koniec meczu

– No i przegrali…

– Ale tylko jednym punktem!

– Ale w sumie padły tylko 3 bramki.

– Czyli mieli ponad 30% z całości. Maturę by zdali.

– Ale to nie była matura.

– I dobrze, z takimi plamami z trawy by ich nawet nie wpuścili.

 

Tak może być, ale nie koniecznie. To tylko moja fantazja. Lepiej…

 

Sprawdź sam czy tak będzie

A w zasadzie, sprawdź sama, bo wiem ile jest tu dziewczyn. Pewnie pamiętasz z poprzednich postów, że Heineken zrobił prokibicowską akcję, stawiając specjalną platformę do oglądania wszystkich rozgrywek Ligi Mistrzów. Online. Pod adresem www.liga.heineken.pl już w tę sobotę możesz obejrzeć wielki finał. W HD. Wystarczy, że wpiszesz kod spod kapsla lub zawleczki Heinekena. Albo spędzisz cały piątek na hackowaniu strony, ale polecam to pierwsze, bo jest wygodniejsze.

heineken liga mistrzów

Kumulując energię na finał finałów z najlepszymi z najlepszych, na stronie znajdziesz też coś co zaspokoi Twój sportowo-informacyjny głód – dużo merytorycznych materiałów poświęconych poprzednim rozgrywkom UEFA Champions League. Między innymi komentarze, analizy i zestawienia najładniejszych bramek, a także piłkarską aplikację, w której aż do 24-go maja, codziennie możesz zgarnąć Playstation 4.

I pamiętaj, jeśli jesteś dziewczyną lub z takową będziesz oglądał spotkanie Real Madryt kontra Atletico Madryt, daj znać, czy reagowała jak w poście.

(niżej jest kolejny tekst)

Jak kelnerzy wyłudzają napiwki?

Skip to entry content

Jakiś czas temu pisałem o zwyczaju dawania napiwków, stwierdzając, że to premia uznaniowa za dobrą obsługę. W skrócie: lubię dawać napiwki, gdy mam powód, ale też nie widzę przeciwwskazań, żeby zostawić równą należność, jeśli coś jest nie tak. Kelnerom jednak nie jest tak łatwo pogodzić się z brakiem bonusu i bywa, że kombinują jak humanista na maturze z matematyki. Albo bardziej. I chcą za wszelką cenę wyciągnąć od Ciebie te pieniądze.

Ze wszystkich przypadków, gdy obsługa w restauracji była fatalna i mimo to próbowała wyłudzić premię uznaniową, wyróżniłem 5 konkretnych sposobów. Oto one wraz z radami, jak się przed nimi bronić.

 

#1 – Mówi, że nie ma wydać

Kelnerzy tego chwytu najczęściej używają przed południem, maksymalnie do dwóch godzin od otwarcia knajpy. Później wytłumaczenie, że jest mały ruch i obsłużyli niewielu klientów, przez co nie mają drobnych, traci na wiarygodności. Zazwyczaj do hasła „oj, będzie ciężko z resztą” dochodzą jeszcze nerwowe ruchu, sugerujące, że ma dużo pracy i nagle mu się śpieszy oraz spojrzenie typu „panie, ale to przeca ino kilka złociszy, weź pan odpuść”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy reszta z rachunku jest stosunkowo niewielka, zazwyczaj do 5zł.

Jak się bronić? Spytać czy nie może rozmienić pieniędzy u koleżanki, aczkolwiek jak jest napalony na napiwek, to wróci po kwadransie i powie, że reszta obsługi też nie ma. W takim wypadku najlepiej poprosić o płatność kartą.

 

#2 – Źle wydaje resztę

Może i zabrzmi to seksistowsko, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby mężczyzna źle mi wydał resztę w restauracji. Na ten trik zawsze chciały mnie złapać kobiety i to zarówno w Polsce, Niemczech, Francji, jak i Bułgarii. Albo nie były tak ładne jak im się wydawało, albo ja nie byłem tak naiwny jak się spodziewały, albo mam po prostu podzielność uwagi, ale zawsze się orientowałem. Standardowa reakcja, po zwróceniu uwagi, że „coś” się nie zgadza – „ojeju, jaka ze mnie głupia blondynka, hihi, taka jestem roztrzepana, hihi, już przynoszę panu resztę hihi, chrum, chrum, chrum, chrum”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy myślisz penisem (czyli u niektórych zawsze).

Jak się bronić? Jak zwykle, w przypadku obrony przed kobietą – zacznij od „przepraszam”.

[emaillocker]

#3 – Gra na czas

Tu są dwa warianty:

A) gdy poda rachunek zaczyna omijać Twój stolik

B) bierze rachunek z pieniędzmi i przestaje pojawiać się na sali

W obu przypadkach liczy na to, że nie będzie Ci się chciało czekać i zostawisz pieniądze z nadwyżką, bez wypatrywania, aż podejdzie drugi raz, żeby wydać lub wróci z resztą. Zwlekanie z finalizacją rachunku często pojawia się w godzinach szczytu, gdy w lokalu jest faktycznie dużo osób, talerze latają nad stolikami, kucharze chodzą na rzęsach i kelner prawie naturalnie może się „zgubić”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy naprawdę Ci się śpieszy lub jesteś zmęczony/znudzony/chcesz na litość boską w końcu stamtąd wyjść.

Jak się bronić? Tu z obroną jest dość trudno, bo wymaga od Ciebie sporego zaangażowania. Możesz albo szukać go po lokalu, albo kazać znaleźć go komuś innemu z obsługi, albo wezwać menadżera. Jeśli w lokalu jest faktycznie apogeum ruchu, to ostanie dwa wyjścia są najbardziej czasochłonne.

 

#4 – Dopisek „service not included” na rachunku

Największe szanse, żeby się na to naciąć mają cudzoziemcy. Lub gdy składasz zamówienie w obcym języku, bo trenujesz przed maturą. Albo chcesz sobie pokręcić bekę. Albo jesteś ze znajomym z zagranicy i zapomnisz, że obsługa jednak mówi po polsku. Turyści najczęściej znają słabo lub wcale panujące u nas zwyczaje i nie wiedzą, że ceny w menu zawierają koszt serwisu, a napiwek to tylko premia uznaniowa.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy faktycznie jesteś obcokrajowcem. Jesteś?

Jak się bronić? Skreślić „not”.

 

#5 – Pyta przy płaceniu, czy zaokrąglić w górę

Mało cech tak cenię u ludzi jak pewność siebie. Wielu podziwiam za bezczelność, ale tylko wtedy, gdy jest to świadome, chłodne działanie. A w tym przypadku to zazwyczaj bezmyślny akt desperacji. Osoby, które wprost sugerują żebyś zapłacił z nadwyżką, wiedzą, że są gówniane w tym co robią i ordynarne wyłudzenie napiwku, to jedna możliwość, żeby go w ogóle dostać. Gdyby były pewne tego, że świadczą usługę kelnerską wysokiej jakości, podobny pomysł nawet nie przeszedłby im przez myśl.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy jesteś wstydliwą szarą myszką, która w trosce o własne życie, boi się komukolwiek zwrócić uwagę.

Jak się bronić, jeśli jesteś szarą myszką? Przeproś, posyp głowę popiołem, uderz się w pierś i powiedz, że niestety masz wyliczoną sumę i choć bardzo, bardzo, bardzo chcesz, nie masz przy sobie tylu pieniędzy, aby zaokrąglić rachunek w górę, ale obiecujesz, że następnym razem na pewno się poprawisz i zadośćuczynisz kelnerowi. Na koniec poproś, aby nie podpalał Ci domu w odwecie.

Jak się bronić w każdym innym przypadku? Powiedz „nie”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Ged Carroll

[/emaillocker]

Los Angeles, 16.05.2019

 

Cześć młody!

Piszę do Ciebie z miejsca, o którym marzyłeś zaczynając studia – z Kalifornii. Tak, jestem w Los Angeles! Biegam po plaży, rzucam frisbee, pływam na desce (znaczy, uczę się pływać na desce), i piję drinki z palemką leżąc pod palmą (spoko, nie zadławię się, nie bój nic). Szkoda, że tego nie widzisz, jest tak jak mówiłeś, że będzie – wiatr we włosach, bryza na policzkach i dziewczyny na wrotkach. I czekoladowa opalenizna (no dobra, może trochę przesadziłem z siedzeniem na słońcu).

Jestem tu z A. (wiem, wiem, nic nie mówiłem o niej wcześniej, ale jest naprawdę świetna, w Twoim typie – drobna i z pasją). Mamy bilety powrotne na przyszłą sobotę, ale chyba przebukujemy je na później. Jestem na fali, piszę po 10 stron dziennie i mało co skreślam, jak nie stracę weny, to skończę książkę przed lipcem. A. też się tu podoba, choć myślałem, że taka miejsko-plażowa sielanka będzie ją nudzić, bo co tu do fotografowania. Nie nudzi. Całymi dniami pstryka zdjęcia surferom. Cóż…

Ale koniec o mnie. Wiem, że u Ciebie nie jest tak kolorowo.

Wiem, że masz teraz cięższy okres i targa Tobą wiele niepewności. Wiem, że boisz się, czy podjęte decyzje nie zemszczą się na Tobie. Czy Cię za bardzo nie poniosło, czy nie były zbyt śmiałe i radykalne, czy nie będziesz musiał wracać z podkulonym ogonem. Zwłaszcza, że za bardzo nie masz dokąd. Boisz się, że sen na jawie okaże się pijacką ułudą i zamieni w koszmar. Boisz się, że… Daj spokój, człowieku, nie masz czego! Bywasz naiwny i działasz impulsywnie, ale nie aż tak.

Świat stoi przed Tobą otworem. Wejdź w ten otwór!

Rzuciłeś pracę na rzecz blogowania i co? Ryzykowne? Pewnie tak, ale nie w Twoim przypadku. Nie zrobiłeś tego po pół roku, tylko po 31 miesiącach. Wiesz co potrafisz, wiesz na co Cię stać i wiesz z czym to się je. A raczej z kim. Z resztą, to był start, to jeszcze nic. Wielkie żarcie jest tuż za rogiem. I nie myśl o tym, że się wypalisz. Za 5 lat poczujesz, że do lampki z rezerwą została Ci jeszcze cała cysterna. Jedziesz!

Nienawistnicy (wiem, że nie lubisz makaronizmów, dlatego podarowałem sobie „hejterów”)? Będą. I będzie ich coraz więcej, ale nie martw się tym, ilość przeciwników jest miarą sukcesu. Tylko nieboszczyki i przeciętniaki nikomu nie wadzą, a powiedzmy sobie szczerze, że na pierwszych jesteś za młody, a na drugich za dobry. Uodpornisz się na to. Serio, kolejne dwa lata skutecznie Cię zaszczepią na przejmowanie się uwagami ludzi, którzy chcą Ci tylko opluć buty. Trochę popiecze, jak każda szczepionka, ale zadziała. Zresztą, mając A. u boku, opinie innych będą dla Ciebie tak istotne, jak sytuacja fok na Alasce.

Właśnie, A.

Poznasz ją w najmniej spodziewanym (i oczywiście najmniej odpowiednim) momencie, a na pierwszą randkę przyjdzie jak najlepsza riposta. Godzinę po czasie. Mimo to, zakochacie się w sobie jak nastolatkowie, parzącą miłością. Nie jesteś już nastolatkiem, więc wiesz, że nie będziecie ze sobą do końca życia. Na szczęście nie będzie Ci to przeszkadzać. Jej nawet też, choć będziecie czuli naciski z otoczenia, że powinno być do grobowej deski. Że trzeba, że należy,  że kto to tak widział bez ślubu i formalizowania uczucia przez urzędasów.

Luz, ludzie to przeżyją. Choć się wykruszą.

Nie ma co się oszukiwać, że trochę się przerzedzi na Twojej drodze i część znajomości obróci się w pył. Życie jest sinusoidą, a sinusoidy mają to do siebie, że niektórzy jak już wdrapią się na wzniesienie, to będą zapierać się rękami i nogami, żeby nie zejść na dół. Na siłę ich nie pociągniesz ze sobą, będziesz dalej iść sam. I tak, nie raz spocą Ci się przez to oczy (zawsze byłeś nadwrażliwy), ale przetrzyj je i wytęż wzrok. Na kolejnych pagórkach stoją podobni Tobie. Chyba już ich widać, co?

Cholera, zrobiło się sentymentalnie-ponuro, a miałem Ci wysłać trochę słońca.

To może inaczej. Młody, jesteś na drodze, którą wybrałeś sam i dobrze wiesz, że nie poszedłbyś żadną, którą ktoś by wybrał za Ciebie (tak to jest z zodiakalnymi baranami, uparte bestie). Raz żyjesz jakbyś wygrał w Lotto, raz jakbyś przepuścił dom na loterii. Tak to już jest w tym zawodzie amigo (to drugie zdarza się sporadycznie, także nie bój). Podróżujesz nie tylko po swoim kontynencie, jesz nie tylko rzeczy dostępne w Twoim kraju, pijesz nie tylko sok z zagęszczonego koncentratu, bawisz się nie tylko w weekend. Jest dobrze!

Rób brzuszki z rana i pamiętaj o interpunkcji!

 

Do zobaczenia za 5 lat,

Jan Favre