Close
Close

“Godzilla” kontra “Transcendencja” – który film to większa strata kasy?

Skip to entry content

Transcendencja Godzilla recenzja

Wiem, że jest tu sporo fanów (fanek) Johnny’ego Deppa i nie mniej miłośniczek (miłośników) science-fiction, ale muszę powiedzieć to na wstępie – oba filmy są gówniane. Że nowa „Godzilla” jest kaszaną wiedziałem już przed seansem, bo czytałem recenzję u Tomka, Pawła i oglądałem u Dema, ale mimo to chciałem przekonać się na własnej skórze. No i przekonałem. Dlatego o „Transcendencji” wolałem już nie czytać i pójść w ciemno, licząc, że skoro nie dotarła do mnie opinia, że jest niegodna uwagi, to pewnie nie jest. Myliłem się tak jak bohaterka „Galerianek” sądząc, że to można wypłukać prysznicem.

Oba tytuły męczą w odbiorze, pytanie, który bardziej?

 

Główny bohater

Godzilla: Zgniłozielony potwór demolujący obiekty 3D. Porusza się z gracją mamy tytułowej postaci z „Co gryzie Gilberta Grape’a”, wypowiada z lotnością uczestników Warsaw Shore i używa swojego uzębienia do rozwiązywania konfliktów. Jak na film stricte rozrywkowy, to całkiem w porządku.

Transcendencja: Szalony naukowiec, który bardziej zachowuje się jak gbur, niż szaleniec. Smutny, ponury, markotny, małomówny i przez cały film robi tylko 3 miny. Dąży do unicestwienia ludzkości od niechcenia, gdyby nie musiał, nie wychodziłby z pokoju. Jak na angażujący wyobraźnię film do przekminy, to słabo.

 

Fabuła

Godzilla:  Nie dość, że jest, to twórcy chcieli jeszcze z niej zrobić ważny element filmu. Kpina.

Transcendencja: Nie jestem pewien, ale chyba jakaś była. Ogólnie chodzi o to, że komputery są złe, więc ich przeciwnicy strzelają do Johny’ego Deppa, który wchodzi do komputera, żeby nie umrzeć, a potem chce wciągnąć innych, ale obsada ostatniego Batmana mu nie pozwala. Czy jakoś tak.

 

Poziom nudy

Godzilla: Ostateczny. Film jako tako zaczyna się dopiero po półtorej godziny, wcześniej nie dzieje się nic, na co warto byłoby zwrócić uwagę. Rządowe intrygi są mało intrygujące, katastrofy jądrowe są mało katastroficzne, a przerażające sceny śmierci są zabawne. Nie jesteś w stanie nawiązać więzi, ani identyfikować się z bohaterami, więc nie rusza Cię, gdy giną pożarci (czy tam zdeptani). Potwory antygodzillowe wyglądają jak z bloku rysunkowego, a Godzilli najczęściej widać tylko udo albo grzbiet (jak w reklamie rajstop). W całej okazałości pokazuje się tylko na plakacie.

Transcendencja: Tu jest dużo lepiej, bo film zaczyna się już po 60 minutach. Co prawda od tej drugiej godziny Johny Depp ma już tylko jeden wyraz twarzy, ale niewielka liczba pobocznych wątków pozwala skupić się na głównym i nie zasnąć. Teoria masowego wysysania ludziom mózgów i wciągania ich do komputera jest dość naiwna i pokazana w wyjątkowo infantylny sposób, ale są z dwa momenty, kiedy mógłbyś poczuć ciarki. Gdyby tylko aktorom chciało się zagrać tak, jakby faktycznie było w tym coś przerażającego.

 

Jest zwycięzca!

Choć walka była wyrównana i produkcja o typie, który podłączył sobie płat czołowy do magnetowidu zaciekle się broniła, to jednak „Godzilla” ją zdeklasowała. Bo to jest tak, filmy historyczne ogląda się dla historii, sensacyjne dla sensacji, pornograficzne dla cycków, polskie dla Przybylskiej, a te o potworach dla walk potworów. I zgodnie z tymi prawidłowościami nowa „Godzilla” jest rozrywkowym filmem o potworach, w którym nie ma rozrywki, a walki trwają około kwadransa. Przy 183 minutach wypełniaczy.

Innymi słowy, jeśli przestałeś palić hajsem w piecu, bo jest za ciepło, a odkąd wprowadzili nowy znak wodny banknoty są za szorstkie żeby się nim podcierać, możesz go równie skutecznie zmarnować idąc na seans o przerośniętej jaszczurce. W którym jest jej mniej, niż owoców w jogurtach owocowych z Biedronki.

Udanych męczarni i koniecznie daj znać, w której minucie wyszedłeś!

(niżej jest kolejny tekst)

Finał Ligi Mistrzów w starciu z kobietą

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Heineken

Finał Ligi Mistrzów kobiecym okiem

W sobotę wielki dzień dla fanów piłki nożnej. I fanek piłkarzy. Najostateczniejszy z ostatecznych meczy – finał Ligi Mistrzów! Sytuacja jest o tyle nietuzinkowa, że o puchar walczyć będą dwie drużyny z tego samego miasta. Real Madryt i Atletico Madryt. Coś jak Wisła i Cracovia, tyle, że tam się nie tną maczetami przed wyjściem na boisko. Po, zresztą chyba też nie. Co by się nie działo, Hiszpanie są kozakami i Madryt może czuć się szefem Europy. Przynajmniej przez chwilę.

Kto ogarnia zakłady bukmacherskie, ten już od wyników półfinałów projektuje w głowie wszystkie możliwe scenariusze rozgrywki. Męska część widzów, wczuta w temat, pewnie będzie oglądać starcie drużyn w napięciu porównywalnym z oczekiwaniem porodu. Będzie śmiech, okrzyki szczęścia, łzy wzruszenia i skoki pod sufit, ale niezadowolenie też da o sobie znać. Niejedno słowo na „q” zostanie zaadresowane do sędziego, bramkarzy i napastników, a kilka kufli z pewnością dokona żywota.

Tak w dużym uproszczeniu będą wyglądały reakcje facetów. A jak, kwadrans po kwadransie, finał Ligi Mistrzów mogą odbierać kobiety?

 

Na przykład tak

 

20:35 – Prezentacja składów

– Czemu oni mają różne stroje, jak wszyscy są z Madrytu?

– Bo to dwie różne drużyny i mają stroje klubowe, a nie reprezentacji narodowej.

– Aha. Ci w paski lepsi, zawsze wolałam atletów. Poza tym, te białe niepraktyczne, zaraz brudne będą.

– Aha.

 

20:50 – Pierwszy faul

– O, Jezu!

– O, boże!

– O, Jezu!

– O, boże, ale on…

–  O, Jezu, czemu nie ma karetki, jakichś noszy? Widziałeś jak mu tamten…

– …udaje.

– Jak to udaje? To on nie krwawi?

 

21:14 – Lopez wybiegł na ofsajd

– „Na ofsajd”?

– Na ofsajd. W sensie, że jest spalony.

– Ale, przecież nie dotknął ręką?

– Nie, nie, spalony jest wtedy, gdy…

– …?

– Tak, masz rację, nie dotknął ręką.

 

21:29 – Ronaldo podszedł pod bramkę Atletico

– No dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj, jeszcze trochę!

– …

– Jeszcze trooochę! Jeszcze trooooochę!

– …

– Strzeeelaj Kryyystian, strzeeelaaaaaj! STRZEEE-EEE-LAAA-AAAJ!

– …

– GOOO-OOO-OOO-OOO-OOOL!

– Naplułeś na ekran.

 

21:39 – Przerwa

– Oni naprawdę tyle gadają o akcji, która trwała 12 sekund?

– W sumie to 7, bo liczy się od autu.

 

21:46 – Początek drugiej połowy

– Jeeezu, jak oni nie ogarniają, to już nasza reprezentacja lepiej gra.

– O co ci chodzi?

– No biegną do złej bramki.

– Ale wiesz, że pierwsza połowa skończyła się 15 minut temu?

 

21:58 – Rzut karny dla Atletico

– No i po coś to brał do ręki, pooo cooo?!?!

– Może chciał zmienić bramkarza?

 

22:09 – Suarez wyrzuca piłkę z autu

– Jak tak dalej pójdzie, to Real nie wyjdzie nawet na remis.

– To przez zmianę boisk. Jakbym ciągle przed oczami miała logo banku, w którym wzięłam kredyt na mieszkanie, to też bym się nie mogła skupić.

 

22:21 – Siedemnasty faul

– Czyli mówisz, że jego tak naprawdę nie boli?

 

22:33 – Koniec meczu

– No i przegrali…

– Ale tylko jednym punktem!

– Ale w sumie padły tylko 3 bramki.

– Czyli mieli ponad 30% z całości. Maturę by zdali.

– Ale to nie była matura.

– I dobrze, z takimi plamami z trawy by ich nawet nie wpuścili.

 

Tak może być, ale nie koniecznie. To tylko moja fantazja. Lepiej…

 

Sprawdź sam czy tak będzie

A w zasadzie, sprawdź sama, bo wiem ile jest tu dziewczyn. Pewnie pamiętasz z poprzednich postów, że Heineken zrobił prokibicowską akcję, stawiając specjalną platformę do oglądania wszystkich rozgrywek Ligi Mistrzów. Online. Pod adresem www.liga.heineken.pl już w tę sobotę możesz obejrzeć wielki finał. W HD. Wystarczy, że wpiszesz kod spod kapsla lub zawleczki Heinekena. Albo spędzisz cały piątek na hackowaniu strony, ale polecam to pierwsze, bo jest wygodniejsze.

heineken liga mistrzów

Kumulując energię na finał finałów z najlepszymi z najlepszych, na stronie znajdziesz też coś co zaspokoi Twój sportowo-informacyjny głód – dużo merytorycznych materiałów poświęconych poprzednim rozgrywkom UEFA Champions League. Między innymi komentarze, analizy i zestawienia najładniejszych bramek, a także piłkarską aplikację, w której aż do 24-go maja, codziennie możesz zgarnąć Playstation 4.

I pamiętaj, jeśli jesteś dziewczyną lub z takową będziesz oglądał spotkanie Real Madryt kontra Atletico Madryt, daj znać, czy reagowała jak w poście.

Jak kelnerzy wyłudzają napiwki?

Skip to entry content

Jakiś czas temu pisałem o zwyczaju dawania napiwków, stwierdzając, że to premia uznaniowa za dobrą obsługę. W skrócie: lubię dawać napiwki, gdy mam powód, ale też nie widzę przeciwwskazań, żeby zostawić równą należność, jeśli coś jest nie tak. Kelnerom jednak nie jest tak łatwo pogodzić się z brakiem bonusu i bywa, że kombinują jak humanista na maturze z matematyki. Albo bardziej. I chcą za wszelką cenę wyciągnąć od Ciebie te pieniądze.

Ze wszystkich przypadków, gdy obsługa w restauracji była fatalna i mimo to próbowała wyłudzić premię uznaniową, wyróżniłem 5 konkretnych sposobów. Oto one wraz z radami, jak się przed nimi bronić.

 

#1 – Mówi, że nie ma wydać

Kelnerzy tego chwytu najczęściej używają przed południem, maksymalnie do dwóch godzin od otwarcia knajpy. Później wytłumaczenie, że jest mały ruch i obsłużyli niewielu klientów, przez co nie mają drobnych, traci na wiarygodności. Zazwyczaj do hasła „oj, będzie ciężko z resztą” dochodzą jeszcze nerwowe ruchu, sugerujące, że ma dużo pracy i nagle mu się śpieszy oraz spojrzenie typu „panie, ale to przeca ino kilka złociszy, weź pan odpuść”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy reszta z rachunku jest stosunkowo niewielka, zazwyczaj do 5zł.

Jak się bronić? Spytać czy nie może rozmienić pieniędzy u koleżanki, aczkolwiek jak jest napalony na napiwek, to wróci po kwadransie i powie, że reszta obsługi też nie ma. W takim wypadku najlepiej poprosić o płatność kartą.

 

#2 – Źle wydaje resztę

Może i zabrzmi to seksistowsko, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby mężczyzna źle mi wydał resztę w restauracji. Na ten trik zawsze chciały mnie złapać kobiety i to zarówno w Polsce, Niemczech, Francji, jak i Bułgarii. Albo nie były tak ładne jak im się wydawało, albo ja nie byłem tak naiwny jak się spodziewały, albo mam po prostu podzielność uwagi, ale zawsze się orientowałem. Standardowa reakcja, po zwróceniu uwagi, że „coś” się nie zgadza – „ojeju, jaka ze mnie głupia blondynka, hihi, taka jestem roztrzepana, hihi, już przynoszę panu resztę hihi, chrum, chrum, chrum, chrum”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy myślisz penisem (czyli u niektórych zawsze).

Jak się bronić? Jak zwykle, w przypadku obrony przed kobietą – zacznij od „przepraszam”.

[emaillocker]

#3 – Gra na czas

Tu są dwa warianty:

A) gdy poda rachunek zaczyna omijać Twój stolik

B) bierze rachunek z pieniędzmi i przestaje pojawiać się na sali

W obu przypadkach liczy na to, że nie będzie Ci się chciało czekać i zostawisz pieniądze z nadwyżką, bez wypatrywania, aż podejdzie drugi raz, żeby wydać lub wróci z resztą. Zwlekanie z finalizacją rachunku często pojawia się w godzinach szczytu, gdy w lokalu jest faktycznie dużo osób, talerze latają nad stolikami, kucharze chodzą na rzęsach i kelner prawie naturalnie może się „zgubić”.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy naprawdę Ci się śpieszy lub jesteś zmęczony/znudzony/chcesz na litość boską w końcu stamtąd wyjść.

Jak się bronić? Tu z obroną jest dość trudno, bo wymaga od Ciebie sporego zaangażowania. Możesz albo szukać go po lokalu, albo kazać znaleźć go komuś innemu z obsługi, albo wezwać menadżera. Jeśli w lokalu jest faktycznie apogeum ruchu, to ostanie dwa wyjścia są najbardziej czasochłonne.

 

#4 – Dopisek „service not included” na rachunku

Największe szanse, żeby się na to naciąć mają cudzoziemcy. Lub gdy składasz zamówienie w obcym języku, bo trenujesz przed maturą. Albo chcesz sobie pokręcić bekę. Albo jesteś ze znajomym z zagranicy i zapomnisz, że obsługa jednak mówi po polsku. Turyści najczęściej znają słabo lub wcale panujące u nas zwyczaje i nie wiedzą, że ceny w menu zawierają koszt serwisu, a napiwek to tylko premia uznaniowa.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy faktycznie jesteś obcokrajowcem. Jesteś?

Jak się bronić? Skreślić „not”.

 

#5 – Pyta przy płaceniu, czy zaokrąglić w górę

Mało cech tak cenię u ludzi jak pewność siebie. Wielu podziwiam za bezczelność, ale tylko wtedy, gdy jest to świadome, chłodne działanie. A w tym przypadku to zazwyczaj bezmyślny akt desperacji. Osoby, które wprost sugerują żebyś zapłacił z nadwyżką, wiedzą, że są gówniane w tym co robią i ordynarne wyłudzenie napiwku, to jedna możliwość, żeby go w ogóle dostać. Gdyby były pewne tego, że świadczą usługę kelnerską wysokiej jakości, podobny pomysł nawet nie przeszedłby im przez myśl.

Kiedy ma najwyższą skuteczność? Kiedy jesteś wstydliwą szarą myszką, która w trosce o własne życie, boi się komukolwiek zwrócić uwagę.

Jak się bronić, jeśli jesteś szarą myszką? Przeproś, posyp głowę popiołem, uderz się w pierś i powiedz, że niestety masz wyliczoną sumę i choć bardzo, bardzo, bardzo chcesz, nie masz przy sobie tylu pieniędzy, aby zaokrąglić rachunek w górę, ale obiecujesz, że następnym razem na pewno się poprawisz i zadośćuczynisz kelnerowi. Na koniec poproś, aby nie podpalał Ci domu w odwecie.

Jak się bronić w każdym innym przypadku? Powiedz „nie”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Ged Carroll

[/emaillocker]