Close
Close

Huawei Ascend P7 – selfie weszło na wyższy poziom

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Huawei

W czwartek wywiało mnie do stolicy. Zasadniczo zawsze byłem zdystansowany do Warszawy, ale ostatnio im częściej tam przyjeżdżam, tym bardziej mi się podoba i powoli zaczynam czuć się swojsko. I nawet jak padnie mi nawigacja w telefonie i wyląduję na Bielanach nie dostaję ataku paniki. Ale bez obaw, póki co nie planuję wyprowadzki z Krakowa. Póki co. Wracając do tematu, wpadłem do WWA, bo razem z Macademian Girl, Charlize Mystery i Szarmantem zostaliśmy zaproszeni na premierę nowego smartfona Huawei – Ascend P7.

I bez wazeliny, muszę powiedzieć, że…

 

Premiera była na bogato

Huawei Ascend P7 (1)

Przyjmuję taką zasadę, że jak wkładam garnitur to już musi się dziać coś poważnego. Albo ślub, albo pogrzeb, albo…

Huawei Ascend P7 - premiera na bogato (3)

…albo randka z miss polski – Pauliną Krupińską. Dobra przyznaję, to była najkrótsza randka w moim życiu i de facto Paulina chyba nie wiedziała, że na niej jest, ale i tak było miło.

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (1)

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (2)

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (3)

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (4)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (5)

I smacznie.

Post użytkownika Stay Fly.

I czarująco (dalej nie wiem jak ten koleś to zrobił).

Huawei Ascend P7 - premiera na bogato (1)

Huawei Ascend P7 - Justyna Steczkowska i Maciej Dowbor (1)

I muzycznie. Gra na kieliszkach była niecodzienna i intrygująca, ale występ Justyny Steczkowskiej był hipnotyzujący. Mimo, że jej repertuar to zdecydowanie nie mój klimat i zawsze śmieję się z “Dziewczyny szamana”, to  za tą zmysłowość i seksualność, którą emanowała poruszając się na scenie ma u mnie pełen szacunek. Więcej takich 40-latek poproszę.

Ale, ale, przecież miało być…

 

O telefonie

Huawei Ascend P7 (14)

Ascend P7 jest naprawdę spoko. Jest lekki (124 gramy), cienki (6,5 milimetra), aluminiowo-szklany, ma 2 aparaty fotograficzne (z przodu 8 megapikseli, z tyłu 13), najnowszego ultra-płynnego Androida i mój Samsung Galaxy Trend płacze, gdy go widzi. Ale to tylko suche fakty, które i tak nic Wam nie mówią. Dlatego zamiast pisać jaki jest, wolę Wam pokazać co potrafi. A konkretnie, co jest w stanie zdziałać jego aparat.

Po części już mogliście się przekonać, bo wszystkie zdjęcia w tym poście są wykonane tylko i wyłącznie nim, ale jeszcze nie mówiłem Wam jak działają jego…

 

Fotosztuczki

Huawei Ascend P7 - poziom piękności (1)

Tu jest bajer, który mógłby być nominowany do Effie za nazewnictwo – “poziom piękności”. Kiedy robisz sobie zdjęcie przednim aparatem wyskakuje Ci suwak, który w zależności od tego jak jest ustawiony, mniej lub bardziej wygładza Ci twarz ze zmarszczek, dziur po ospie i pryszczy. Na zdjęciu po lewej poziom piękności (to się naprawdę tak nazywa) ustawiony jest na 0, na zdjęciu po prawej na 10. Jeśli chcecie zobaczyć różnicę patrzcie tylko na moją twarz, bo Tamara zawsze jest gładziutka jak świeżo utkany jedwab.

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (1)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (4)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (3)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (2)

Powyższe 4 foty zrobione są przy użyciu opcji, która wywróci do góry nogami robienie zdjęć z ręki. Nowy smartfon Huawei ma funkcję “panoramiczne selfie”. Nie jestem wielkim fanem samojebek (na palcach jednej ręki możecie policzyć ile wrzuciłem ich na Facebooka), ale to jest totalnie kozacki bajer. W momencie, w którym to odkryłem, zniknąłem na godzinę i chodziłem po restauracji trzaskając selfiki.

W dużym uproszczeniu działa to tak, że robiąc fotkę z ręki najpierw trzymasz telefon na wprost, potem przesuwasz rękę w lewo, potem w prawo i aparat sam łączy te 3 perspektywy w jedno szerokie zdjęcie. Na pierwszy rzut oka efekt końcowy wygląda jak normalna fota  zrobiona przez kogoś, kto stoi przed nami. Dopiero przyglądając się tłu można zauważyć podejrzanie zaokrąglone ściany.

Jaram się, ale to jeszcze nic w porównaniu z…

Huawei Ascend P7 panorama 360 (1)

Huawei Ascend P7 panorama 360 (2)

…panoramą 360. Trudno oddać zajebistość tej opcji wstawiając na bloga zdjęcie zeskalowane do 720 pikseli szerokości (bo przez to jest strasznie niskie), ale sama możliwość zrobienia takiej foty, bez dodatkowego oprogramowania, unosi kąciki ust ku górze. Pomyśl, że jesteś pod sceną na koncercie plenerowym i uwieczniasz twarze wszystkich ludzi bawiących się dookoła na jednym zdjęciu. Albo wchodzisz na dach i łapiesz na cyfrowej kliszy zachód słońca nad całym miastem. Bez żadnego ekstra kombinowania, po prostu przesuwasz rękę w prawo i jest. Spoko, co?

Prawie tak spoko, jak…

 

Podróż do Chin

Przez cała imprezę z Romanem, Karoliną i Tamarą robiliśmy reportaż z wydarzenia w postaci zdjęć i filmów. Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądało to wydarzenie z perspektywy modowej części blogosfery, kliknijcie w baner poniżej. Przekieruje Was do aplikacji “Reporterzy Hauwei” na Facebooku, gdzie…

Huawei Ascend P7 - reporteży Huawei

…będziecie mogli też zagłosować na najlepszą relację z premiery. A bloger, który otrzyma najwięcej głosów poleci do Chin. CHIN. C-H-I-N!

Już pomijam to, że podróż do tak abstrakcyjnego kraju jak Chiny, to moje marzenie, ale to też wyprawa, na którą mógłbym zabrać Was – przez bloga. Chcielibyście zobaczyć jaki materiał jestem w stanie zrobić z Państwa Środka, które jest tak różne kulturowo od Polski jak czarny od białego? Iloma ciekawostkami, obserwacjami i przemyśleniami mógłbym się z Wami podzielić? Jakie niecodzienne jedzenie, budowle i miejsca mógłbym Wam pokazać?

Jeśli tak, to wiecie co robić.

(niżej jest kolejny tekst)

“Godzilla” kontra “Transcendencja” – który film to większa strata kasy?

Skip to entry content

Transcendencja Godzilla recenzja

Wiem, że jest tu sporo fanów (fanek) Johnny’ego Deppa i nie mniej miłośniczek (miłośników) science-fiction, ale muszę powiedzieć to na wstępie – oba filmy są gówniane. Że nowa „Godzilla” jest kaszaną wiedziałem już przed seansem, bo czytałem recenzję u Tomka, Pawła i oglądałem u Dema, ale mimo to chciałem przekonać się na własnej skórze. No i przekonałem. Dlatego o „Transcendencji” wolałem już nie czytać i pójść w ciemno, licząc, że skoro nie dotarła do mnie opinia, że jest niegodna uwagi, to pewnie nie jest. Myliłem się tak jak bohaterka „Galerianek” sądząc, że to można wypłukać prysznicem.

Oba tytuły męczą w odbiorze, pytanie, który bardziej?

 

Główny bohater

Godzilla: Zgniłozielony potwór demolujący obiekty 3D. Porusza się z gracją mamy tytułowej postaci z „Co gryzie Gilberta Grape’a”, wypowiada z lotnością uczestników Warsaw Shore i używa swojego uzębienia do rozwiązywania konfliktów. Jak na film stricte rozrywkowy, to całkiem w porządku.

Transcendencja: Szalony naukowiec, który bardziej zachowuje się jak gbur, niż szaleniec. Smutny, ponury, markotny, małomówny i przez cały film robi tylko 3 miny. Dąży do unicestwienia ludzkości od niechcenia, gdyby nie musiał, nie wychodziłby z pokoju. Jak na angażujący wyobraźnię film do przekminy, to słabo.

 

Fabuła

Godzilla:  Nie dość, że jest, to twórcy chcieli jeszcze z niej zrobić ważny element filmu. Kpina.

Transcendencja: Nie jestem pewien, ale chyba jakaś była. Ogólnie chodzi o to, że komputery są złe, więc ich przeciwnicy strzelają do Johny’ego Deppa, który wchodzi do komputera, żeby nie umrzeć, a potem chce wciągnąć innych, ale obsada ostatniego Batmana mu nie pozwala. Czy jakoś tak.

 

Poziom nudy

Godzilla: Ostateczny. Film jako tako zaczyna się dopiero po półtorej godziny, wcześniej nie dzieje się nic, na co warto byłoby zwrócić uwagę. Rządowe intrygi są mało intrygujące, katastrofy jądrowe są mało katastroficzne, a przerażające sceny śmierci są zabawne. Nie jesteś w stanie nawiązać więzi, ani identyfikować się z bohaterami, więc nie rusza Cię, gdy giną pożarci (czy tam zdeptani). Potwory antygodzillowe wyglądają jak z bloku rysunkowego, a Godzilli najczęściej widać tylko udo albo grzbiet (jak w reklamie rajstop). W całej okazałości pokazuje się tylko na plakacie.

Transcendencja: Tu jest dużo lepiej, bo film zaczyna się już po 60 minutach. Co prawda od tej drugiej godziny Johny Depp ma już tylko jeden wyraz twarzy, ale niewielka liczba pobocznych wątków pozwala skupić się na głównym i nie zasnąć. Teoria masowego wysysania ludziom mózgów i wciągania ich do komputera jest dość naiwna i pokazana w wyjątkowo infantylny sposób, ale są z dwa momenty, kiedy mógłbyś poczuć ciarki. Gdyby tylko aktorom chciało się zagrać tak, jakby faktycznie było w tym coś przerażającego.

 

Jest zwycięzca!

Choć walka była wyrównana i produkcja o typie, który podłączył sobie płat czołowy do magnetowidu zaciekle się broniła, to jednak „Godzilla” ją zdeklasowała. Bo to jest tak, filmy historyczne ogląda się dla historii, sensacyjne dla sensacji, pornograficzne dla cycków, polskie dla Przybylskiej, a te o potworach dla walk potworów. I zgodnie z tymi prawidłowościami nowa „Godzilla” jest rozrywkowym filmem o potworach, w którym nie ma rozrywki, a walki trwają około kwadransa. Przy 183 minutach wypełniaczy.

Innymi słowy, jeśli przestałeś palić hajsem w piecu, bo jest za ciepło, a odkąd wprowadzili nowy znak wodny banknoty są za szorstkie żeby się nim podcierać, możesz go równie skutecznie zmarnować idąc na seans o przerośniętej jaszczurce. W którym jest jej mniej, niż owoców w jogurtach owocowych z Biedronki.

Udanych męczarni i koniecznie daj znać, w której minucie wyszedłeś!

Finał Ligi Mistrzów w starciu z kobietą

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Heineken

Finał Ligi Mistrzów kobiecym okiem

W sobotę wielki dzień dla fanów piłki nożnej. I fanek piłkarzy. Najostateczniejszy z ostatecznych meczy – finał Ligi Mistrzów! Sytuacja jest o tyle nietuzinkowa, że o puchar walczyć będą dwie drużyny z tego samego miasta. Real Madryt i Atletico Madryt. Coś jak Wisła i Cracovia, tyle, że tam się nie tną maczetami przed wyjściem na boisko. Po, zresztą chyba też nie. Co by się nie działo, Hiszpanie są kozakami i Madryt może czuć się szefem Europy. Przynajmniej przez chwilę.

Kto ogarnia zakłady bukmacherskie, ten już od wyników półfinałów projektuje w głowie wszystkie możliwe scenariusze rozgrywki. Męska część widzów, wczuta w temat, pewnie będzie oglądać starcie drużyn w napięciu porównywalnym z oczekiwaniem porodu. Będzie śmiech, okrzyki szczęścia, łzy wzruszenia i skoki pod sufit, ale niezadowolenie też da o sobie znać. Niejedno słowo na „q” zostanie zaadresowane do sędziego, bramkarzy i napastników, a kilka kufli z pewnością dokona żywota.

Tak w dużym uproszczeniu będą wyglądały reakcje facetów. A jak, kwadrans po kwadransie, finał Ligi Mistrzów mogą odbierać kobiety?

 

Na przykład tak

 

20:35 – Prezentacja składów

– Czemu oni mają różne stroje, jak wszyscy są z Madrytu?

– Bo to dwie różne drużyny i mają stroje klubowe, a nie reprezentacji narodowej.

– Aha. Ci w paski lepsi, zawsze wolałam atletów. Poza tym, te białe niepraktyczne, zaraz brudne będą.

– Aha.

 

20:50 – Pierwszy faul

– O, Jezu!

– O, boże!

– O, Jezu!

– O, boże, ale on…

–  O, Jezu, czemu nie ma karetki, jakichś noszy? Widziałeś jak mu tamten…

– …udaje.

– Jak to udaje? To on nie krwawi?

 

21:14 – Lopez wybiegł na ofsajd

– „Na ofsajd”?

– Na ofsajd. W sensie, że jest spalony.

– Ale, przecież nie dotknął ręką?

– Nie, nie, spalony jest wtedy, gdy…

– …?

– Tak, masz rację, nie dotknął ręką.

 

21:29 – Ronaldo podszedł pod bramkę Atletico

– No dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj!

– …

– Dawaj, dawaj, jeszcze trochę!

– …

– Jeszcze trooochę! Jeszcze trooooochę!

– …

– Strzeeelaj Kryyystian, strzeeelaaaaaj! STRZEEE-EEE-LAAA-AAAJ!

– …

– GOOO-OOO-OOO-OOO-OOOL!

– Naplułeś na ekran.

 

21:39 – Przerwa

– Oni naprawdę tyle gadają o akcji, która trwała 12 sekund?

– W sumie to 7, bo liczy się od autu.

 

21:46 – Początek drugiej połowy

– Jeeezu, jak oni nie ogarniają, to już nasza reprezentacja lepiej gra.

– O co ci chodzi?

– No biegną do złej bramki.

– Ale wiesz, że pierwsza połowa skończyła się 15 minut temu?

 

21:58 – Rzut karny dla Atletico

– No i po coś to brał do ręki, pooo cooo?!?!

– Może chciał zmienić bramkarza?

 

22:09 – Suarez wyrzuca piłkę z autu

– Jak tak dalej pójdzie, to Real nie wyjdzie nawet na remis.

– To przez zmianę boisk. Jakbym ciągle przed oczami miała logo banku, w którym wzięłam kredyt na mieszkanie, to też bym się nie mogła skupić.

 

22:21 – Siedemnasty faul

– Czyli mówisz, że jego tak naprawdę nie boli?

 

22:33 – Koniec meczu

– No i przegrali…

– Ale tylko jednym punktem!

– Ale w sumie padły tylko 3 bramki.

– Czyli mieli ponad 30% z całości. Maturę by zdali.

– Ale to nie była matura.

– I dobrze, z takimi plamami z trawy by ich nawet nie wpuścili.

 

Tak może być, ale nie koniecznie. To tylko moja fantazja. Lepiej…

 

Sprawdź sam czy tak będzie

A w zasadzie, sprawdź sama, bo wiem ile jest tu dziewczyn. Pewnie pamiętasz z poprzednich postów, że Heineken zrobił prokibicowską akcję, stawiając specjalną platformę do oglądania wszystkich rozgrywek Ligi Mistrzów. Online. Pod adresem www.liga.heineken.pl już w tę sobotę możesz obejrzeć wielki finał. W HD. Wystarczy, że wpiszesz kod spod kapsla lub zawleczki Heinekena. Albo spędzisz cały piątek na hackowaniu strony, ale polecam to pierwsze, bo jest wygodniejsze.

heineken liga mistrzów

Kumulując energię na finał finałów z najlepszymi z najlepszych, na stronie znajdziesz też coś co zaspokoi Twój sportowo-informacyjny głód – dużo merytorycznych materiałów poświęconych poprzednim rozgrywkom UEFA Champions League. Między innymi komentarze, analizy i zestawienia najładniejszych bramek, a także piłkarską aplikację, w której aż do 24-go maja, codziennie możesz zgarnąć Playstation 4.

I pamiętaj, jeśli jesteś dziewczyną lub z takową będziesz oglądał spotkanie Real Madryt kontra Atletico Madryt, daj znać, czy reagowała jak w poście.