Close
Close

Jestem mistrzem sztuki przetrwania

Skip to entry content
Jestem mistrzem sztuki przetrwania
autorem zdjęcia jest Antonio Amendola

Hajs. Gdy przyjechałem do Krakowa miałem skórzaną torbę z ciuchami i 600zł w skarpetce. Przez pierwszy miesiąc żyłem za 10zł dziennie. Nie przeszkodziło mi to w chodzeniu po klubach i imprezowaniu.

Alkohol. Wakacje nad morzem. Trochę dłużej, niż dzień przed okresem pełnoletności. Chcieliśmy walnąć po jednym na molo jak plażowi playboy’e, ale sklepowa uparła się, że wiek nie ten. Wyszliśmy zdołowani jakby miało nie być ferii i zobaczyliśmy zbieracza puszek. Układ pył prosty – 3 pełne z naszej kasy, z czego jedna jest dla niego. Nie zastanawiał się.

Wycieczka. Pojechaliśmy na koncert znajomych do Żor. Grali słabo, ale zabawa przednia. W końcu kto jak nie my miał rozkręcić pogo pod sceną. Koło pierwszej, gdy klub już opustoszał, a faza zaczęła schodzić, dotarło do nas, że jesteśmy w jakiejś dziurze 60 kilometrów od domu i że musimy do niego wrócić. A zostało nam 7 złotych i 46 groszy. Na czterech. A jeden bilet do nas kosztuje 4,50zł.

Przespaliśmy się do 6:35 na przystankowej ławce i gdy podjechał pierwszy busik spytałem pana kierownika, czy pan kierownik nie wziąłby czwórki zmarzniętych, wygłodniałych licealistów za 7 i pół złotego bez nabijania na kasę, bo bidulki nie mają jak do domu wrócić. Płaczliwe spojrzenie i odpowiednia kombinacja skruchy i wazeliny podziałały. Pan kierownik nas zabrał.

Przeprowadzka. Kiedyś irracjonalnym zbiegiem okoliczności wylądowałem w jabol-punkowym mieszkaniu, które bardziej przypominało pustostan zaadoptowany na squot. Anarchistyczne hasła na ścianach, obierki na ziemi i ludzie koczujący w przedpokoju. I ratlerek. Po 3 dniach ocknąłem się i doszło do mnie, że trzeba stamtąd uciekać.

Wybiegłem przed kamienicę, żeby zebrać myśli i ochłonąć i przechodząc przez pasy spotkałem koleżankę kumpeli przyjaciółki znajomej skądś tam. W 20 minut jej Maluch wypełnił się moim gratami po brzegi i zakończyłem przeprowadzkę transportem 2 drewnianych krzeseł na rowerze.

Farmaceutyk. Potrzebne nam były tabletki. Bardzo, bardzo, ale to zajebiście bardzo ważne tabletki. Tyle, że była sobota i nawet prywatni lekarze nie przyjmowali. Sprawy nie ułatwiał też fakt, że była trzecia w nocy. W trakcie wydzwania kolejnych literek z mojej książki telefonicznej zacząłem tracić nadzieję, ale zanim doszedłem do „Z”, okazało się że siódma koleżanka na „R” ma ciocię, która jest dentystką. I może wypisać tę receptę. I wypisze. I to o tej trzeciej w nocy. Ufff…

 

***

 

Życie. Muszę znaleźć mieszkanie, zrobić 3017 rzeczy związanych z pracą i blogiem, i przeprowadzić się do soboty. Z calusieńkim dobytkiem swojego życia. Do tej soboty.

Nawet nie zastanawiam się czy dam radę – jestem mistrzem sztuki przetrwania.

(niżej jest kolejny tekst)

Huawei Ascend P7 – selfie weszło na wyższy poziom

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Huawei

W czwartek wywiało mnie do stolicy. Zasadniczo zawsze byłem zdystansowany do Warszawy, ale ostatnio im częściej tam przyjeżdżam, tym bardziej mi się podoba i powoli zaczynam czuć się swojsko. I nawet jak padnie mi nawigacja w telefonie i wyląduję na Bielanach nie dostaję ataku paniki. Ale bez obaw, póki co nie planuję wyprowadzki z Krakowa. Póki co. Wracając do tematu, wpadłem do WWA, bo razem z Macademian Girl, Charlize Mystery i Szarmantem zostaliśmy zaproszeni na premierę nowego smartfona Huawei – Ascend P7.

I bez wazeliny, muszę powiedzieć, że…

 

Premiera była na bogato

Huawei Ascend P7 (1)

Przyjmuję taką zasadę, że jak wkładam garnitur to już musi się dziać coś poważnego. Albo ślub, albo pogrzeb, albo…

Huawei Ascend P7 - premiera na bogato (3)

…albo randka z miss polski – Pauliną Krupińską. Dobra przyznaję, to była najkrótsza randka w moim życiu i de facto Paulina chyba nie wiedziała, że na niej jest, ale i tak było miło.

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (1)

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (2)

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (3)

Huawei Ascend P7 - drinki i przekąski (4)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (5)

I smacznie.

Post użytkownika Stay Fly.

I czarująco (dalej nie wiem jak ten koleś to zrobił).

Huawei Ascend P7 - premiera na bogato (1)

Huawei Ascend P7 - Justyna Steczkowska i Maciej Dowbor (1)

I muzycznie. Gra na kieliszkach była niecodzienna i intrygująca, ale występ Justyny Steczkowskiej był hipnotyzujący. Mimo, że jej repertuar to zdecydowanie nie mój klimat i zawsze śmieję się z “Dziewczyny szamana”, to  za tą zmysłowość i seksualność, którą emanowała poruszając się na scenie ma u mnie pełen szacunek. Więcej takich 40-latek poproszę.

Ale, ale, przecież miało być…

 

O telefonie

Huawei Ascend P7 (14)

Ascend P7 jest naprawdę spoko. Jest lekki (124 gramy), cienki (6,5 milimetra), aluminiowo-szklany, ma 2 aparaty fotograficzne (z przodu 8 megapikseli, z tyłu 13), najnowszego ultra-płynnego Androida i mój Samsung Galaxy Trend płacze, gdy go widzi. Ale to tylko suche fakty, które i tak nic Wam nie mówią. Dlatego zamiast pisać jaki jest, wolę Wam pokazać co potrafi. A konkretnie, co jest w stanie zdziałać jego aparat.

Po części już mogliście się przekonać, bo wszystkie zdjęcia w tym poście są wykonane tylko i wyłącznie nim, ale jeszcze nie mówiłem Wam jak działają jego…

 

Fotosztuczki

Huawei Ascend P7 - poziom piękności (1)

Tu jest bajer, który mógłby być nominowany do Effie za nazewnictwo – “poziom piękności”. Kiedy robisz sobie zdjęcie przednim aparatem wyskakuje Ci suwak, który w zależności od tego jak jest ustawiony, mniej lub bardziej wygładza Ci twarz ze zmarszczek, dziur po ospie i pryszczy. Na zdjęciu po lewej poziom piękności (to się naprawdę tak nazywa) ustawiony jest na 0, na zdjęciu po prawej na 10. Jeśli chcecie zobaczyć różnicę patrzcie tylko na moją twarz, bo Tamara zawsze jest gładziutka jak świeżo utkany jedwab.

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (1)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (4)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (3)

Huawei Ascend P7 panroamiczne selfie (2)

Powyższe 4 foty zrobione są przy użyciu opcji, która wywróci do góry nogami robienie zdjęć z ręki. Nowy smartfon Huawei ma funkcję “panoramiczne selfie”. Nie jestem wielkim fanem samojebek (na palcach jednej ręki możecie policzyć ile wrzuciłem ich na Facebooka), ale to jest totalnie kozacki bajer. W momencie, w którym to odkryłem, zniknąłem na godzinę i chodziłem po restauracji trzaskając selfiki.

W dużym uproszczeniu działa to tak, że robiąc fotkę z ręki najpierw trzymasz telefon na wprost, potem przesuwasz rękę w lewo, potem w prawo i aparat sam łączy te 3 perspektywy w jedno szerokie zdjęcie. Na pierwszy rzut oka efekt końcowy wygląda jak normalna fota  zrobiona przez kogoś, kto stoi przed nami. Dopiero przyglądając się tłu można zauważyć podejrzanie zaokrąglone ściany.

Jaram się, ale to jeszcze nic w porównaniu z…

Huawei Ascend P7 panorama 360 (1)

Huawei Ascend P7 panorama 360 (2)

…panoramą 360. Trudno oddać zajebistość tej opcji wstawiając na bloga zdjęcie zeskalowane do 720 pikseli szerokości (bo przez to jest strasznie niskie), ale sama możliwość zrobienia takiej foty, bez dodatkowego oprogramowania, unosi kąciki ust ku górze. Pomyśl, że jesteś pod sceną na koncercie plenerowym i uwieczniasz twarze wszystkich ludzi bawiących się dookoła na jednym zdjęciu. Albo wchodzisz na dach i łapiesz na cyfrowej kliszy zachód słońca nad całym miastem. Bez żadnego ekstra kombinowania, po prostu przesuwasz rękę w prawo i jest. Spoko, co?

Prawie tak spoko, jak…

 

Podróż do Chin

Przez cała imprezę z Romanem, Karoliną i Tamarą robiliśmy reportaż z wydarzenia w postaci zdjęć i filmów. Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądało to wydarzenie z perspektywy modowej części blogosfery, kliknijcie w baner poniżej. Przekieruje Was do aplikacji “Reporterzy Hauwei” na Facebooku, gdzie…

Huawei Ascend P7 - reporteży Huawei

…będziecie mogli też zagłosować na najlepszą relację z premiery. A bloger, który otrzyma najwięcej głosów poleci do Chin. CHIN. C-H-I-N!

Już pomijam to, że podróż do tak abstrakcyjnego kraju jak Chiny, to moje marzenie, ale to też wyprawa, na którą mógłbym zabrać Was – przez bloga. Chcielibyście zobaczyć jaki materiał jestem w stanie zrobić z Państwa Środka, które jest tak różne kulturowo od Polski jak czarny od białego? Iloma ciekawostkami, obserwacjami i przemyśleniami mógłbym się z Wami podzielić? Jakie niecodzienne jedzenie, budowle i miejsca mógłbym Wam pokazać?

Jeśli tak, to wiecie co robić.

“Godzilla” kontra “Transcendencja” – który film to większa strata kasy?

Skip to entry content

Transcendencja Godzilla recenzja

Wiem, że jest tu sporo fanów (fanek) Johnny’ego Deppa i nie mniej miłośniczek (miłośników) science-fiction, ale muszę powiedzieć to na wstępie – oba filmy są gówniane. Że nowa „Godzilla” jest kaszaną wiedziałem już przed seansem, bo czytałem recenzję u Tomka, Pawła i oglądałem u Dema, ale mimo to chciałem przekonać się na własnej skórze. No i przekonałem. Dlatego o „Transcendencji” wolałem już nie czytać i pójść w ciemno, licząc, że skoro nie dotarła do mnie opinia, że jest niegodna uwagi, to pewnie nie jest. Myliłem się tak jak bohaterka „Galerianek” sądząc, że to można wypłukać prysznicem.

Oba tytuły męczą w odbiorze, pytanie, który bardziej?

 

Główny bohater

Godzilla: Zgniłozielony potwór demolujący obiekty 3D. Porusza się z gracją mamy tytułowej postaci z „Co gryzie Gilberta Grape’a”, wypowiada z lotnością uczestników Warsaw Shore i używa swojego uzębienia do rozwiązywania konfliktów. Jak na film stricte rozrywkowy, to całkiem w porządku.

Transcendencja: Szalony naukowiec, który bardziej zachowuje się jak gbur, niż szaleniec. Smutny, ponury, markotny, małomówny i przez cały film robi tylko 3 miny. Dąży do unicestwienia ludzkości od niechcenia, gdyby nie musiał, nie wychodziłby z pokoju. Jak na angażujący wyobraźnię film do przekminy, to słabo.

 

Fabuła

Godzilla:  Nie dość, że jest, to twórcy chcieli jeszcze z niej zrobić ważny element filmu. Kpina.

Transcendencja: Nie jestem pewien, ale chyba jakaś była. Ogólnie chodzi o to, że komputery są złe, więc ich przeciwnicy strzelają do Johny’ego Deppa, który wchodzi do komputera, żeby nie umrzeć, a potem chce wciągnąć innych, ale obsada ostatniego Batmana mu nie pozwala. Czy jakoś tak.

 

Poziom nudy

Godzilla: Ostateczny. Film jako tako zaczyna się dopiero po półtorej godziny, wcześniej nie dzieje się nic, na co warto byłoby zwrócić uwagę. Rządowe intrygi są mało intrygujące, katastrofy jądrowe są mało katastroficzne, a przerażające sceny śmierci są zabawne. Nie jesteś w stanie nawiązać więzi, ani identyfikować się z bohaterami, więc nie rusza Cię, gdy giną pożarci (czy tam zdeptani). Potwory antygodzillowe wyglądają jak z bloku rysunkowego, a Godzilli najczęściej widać tylko udo albo grzbiet (jak w reklamie rajstop). W całej okazałości pokazuje się tylko na plakacie.

Transcendencja: Tu jest dużo lepiej, bo film zaczyna się już po 60 minutach. Co prawda od tej drugiej godziny Johny Depp ma już tylko jeden wyraz twarzy, ale niewielka liczba pobocznych wątków pozwala skupić się na głównym i nie zasnąć. Teoria masowego wysysania ludziom mózgów i wciągania ich do komputera jest dość naiwna i pokazana w wyjątkowo infantylny sposób, ale są z dwa momenty, kiedy mógłbyś poczuć ciarki. Gdyby tylko aktorom chciało się zagrać tak, jakby faktycznie było w tym coś przerażającego.

 

Jest zwycięzca!

Choć walka była wyrównana i produkcja o typie, który podłączył sobie płat czołowy do magnetowidu zaciekle się broniła, to jednak „Godzilla” ją zdeklasowała. Bo to jest tak, filmy historyczne ogląda się dla historii, sensacyjne dla sensacji, pornograficzne dla cycków, polskie dla Przybylskiej, a te o potworach dla walk potworów. I zgodnie z tymi prawidłowościami nowa „Godzilla” jest rozrywkowym filmem o potworach, w którym nie ma rozrywki, a walki trwają około kwadransa. Przy 183 minutach wypełniaczy.

Innymi słowy, jeśli przestałeś palić hajsem w piecu, bo jest za ciepło, a odkąd wprowadzili nowy znak wodny banknoty są za szorstkie żeby się nim podcierać, możesz go równie skutecznie zmarnować idąc na seans o przerośniętej jaszczurce. W którym jest jej mniej, niż owoców w jogurtach owocowych z Biedronki.

Udanych męczarni i koniecznie daj znać, w której minucie wyszedłeś!