Close
Close

Na YouTube, a konkretniej we vlogosferze urodowo-kosmetycznej, panuje trend, który nazywa się “ulubieńcy miesiąca”. Polega na tym, że dziewczyny pod koniec miesiąca pokazują produkty, które zachwiały ich światem i nie wyobrażają sobie już życia bez nich. Na temat odżywki do paznokci, czy tuszu do rzęs potrafią się rozgadać nawet na dobre kilka minut, cały czas utrzymując uwagę widzów.

Postanowiłem sprawdzić, czy też tak potrafię.

(niżej jest kolejny tekst)

Ciuchy? Ma łyżwy na stopach, dzikiego kota na klacie, trójpasmówkę na spodniach i przeciętą autostradę na dyni. Jest wygodnie, jest przewiewnie, jest markowo. Poza tym budzi respekt. I łatwo się pierze.

Wiosną biorą go za sportowca, jesienią zlewa się z szelestem liści. Kiedy trzeba potrafi wtopić się w otoczenie, ale gdy wymaga tego sytuacja, jest widoczny jak braki w uzębieniu mówiąc „dawaj hajs”. Spróbuj go nie zauważyć, gdy sapie nad Tobą w autobusie, czekając aż zwolnisz mu miejsce. Albo, gdy stoi pod monopolem, licząc, że sam oddasz mu swój telefon.

Ma 3 komplety, każdy w innej wersji kolorystycznej. Czarny na co dzień, granatowy na specjalne okazje i biały do kościoła. Laski się moczą, kumple zazdroszczą, a frajerzy puchną. Gdy tylko lekko się zabrudzą, wystarczy przetrzeć szmatką i są czyściutkie jak feta od siąsiada spod czwórki. Nie to, co te Twoje kaszmiry.

 

Praca? Wie jak robić hajs na dzielni. Ma zasiłek od państwa, emeryturę od babki i dochód pasywny z parkowania pod jego blokiem. Radia, kołpaki i wycieraczki jak trafią się jakieś lepsze. Czasem dziesiona na frajerze.

W weekendy bramka – łączy pracę z pasją. Trenuje nowe chwyty na klientach, tfu, studentach, więc lekcje osiedlowej krav magi nie idą na marne. Jak tylko widzi, że któremuś się bardziej oczka kleją, to od razu ściąga go do parteru i za szmaty przed lokal. Picie z umiarem, to podstawa. A nie daj boże, żeby takiemu wpadło do głowy coś mocniejszego wnieść do środka. Tu już nie ma zmiłuj się. Bierze barmana – ziomka z ośki – i młóci pacjenta, aż nie poda pinu do karty. Będzie mu towar od obcych dilerów do klubu przynosił, narkoman jeden.

Tak to się robi.

Ale można też inaczej. Braciak ze szwagrową w UK siedzą, tam to władza dba o obywatela. Bliźniaki im się urodziły, to i hajs się podwójnie zgadza. Becikowe, macierzyński, tacierzyński, zasiłek na dziecko i od groma ulg. Można się skupić na wychowywaniu potomków, a nie to co u nas.

 

Poglądy? Policjant – pies, jego kumpel – konfident, polityk – złodziej, prywaciarz – żyd, Bednarek – pedał, Piróg – gej. Alkohol – tak, papierosy – tak, pornografia – w uzasadnionych przypadkach tak, aborcja – to dobre dla ciot, eutanazja – też. Muzyka – techno, film – Rambo, obiad – schabowy, książka – srajtaśma, wódka – Pan Tadeusz. Proste.

 

Trzeba było zostać dresiarzem.

Ten Typ Mes nagrał proste piosenki dla dorosłych

Skip to entry content

ten typ mes trzeba było zostać dresiarzem - recenzja

Mes to taki koleś, którego stawia się zawsze jako kontrargument w dyskusjach o tym, że rap jest prostacki i monotematyczny. Jest jednym z bardziej oczytanych i obytych raperów, co ma bezpośrednie przełożenie na jakość jego rymów i tematykę w nich zawartą. Jest genialnym obserwatorem. Celnie punktuje absurdy społeczne, barwnie opisuje uroki życia w mieście i stawia sporo pytań na temat relacji damsko-męskich. I egzystencji jako takiej.

Z racji tego, że prezentuje mało popularne poglądy, często zmusza słuchacza do zatrzymania się i zastanowienia, czy to co robi ze sobą i otoczeniem faktycznie ma sens. Podobnie jest i tym razem, mimo iż słuchając płyty „Trzeba było zostać dresiarzem”, wydawałoby się, że dominują na niej…

 

Proste piosenki

Kawałki na 5-tej solówce Mesa są swego rodzaju odpowiedzią na popowe numery od lat serwowane przez Eskę i RMF. Tam mamy Sylwię Grzeszczak, Kasię Cerekwicką, Gosię Andrzejewicz i miłość odmienioną przez wszystkie przypadki w każdym języku świata, tu również pojawia się jeden temat i jest wałkowany pod każdym kątem, aż do znudzenia. Meritum sprawy jest podane na tacy, a trawi się to lekko, łatwo i przyjemnie.

Ten krążek, to trochę taki „Żywot człowieka poczciwego” w krzywym zwierciadle. Mamy gloryfikację dresiarskiego życia i przywar z nim związanych w „Trze’a było”, etos prawdziwego dresa w „Januszu Andrzeju Nowaku” i reporterskie przedstawienia znojów pracy trójpaskowca bez matury w „Ochroniarzu Patryku”, czy w „Wyjdź z czołgu”. „Będę na działce”, to z kolei interpretacja relaksu w ujęciu cichoszelestnym. Żeby dopełnić portret osobnika bez karku i włosów, pojawia się też utwór z anglojęzyczną nazwą, traktujący o jego marzeniach – „LOVEYOURLIFE”.

Zawężonej tematyce szerokich horyzontów nadaje…

 

Różnorodność muzyczna

Podkłady, to kolejny pstryczek w nos dla antagonistów rapu, twierdzących, że wszystkie brzmią tak samo.

Mamy tu szeroki przekrój brzmień, od bitów około boom-bapowych, przez dicho, po cięższą elektronikę i kompozycje eksperymentalne. A wszystko to przeplatane żywym graniem i jazzowymi trąbkami. Jest bardzo eklektycznie i tylko ignorant nie doszukałby się tu wielogatunkowości. Flow Mesa też nie pozostaje w tyle za zmieniającymi się podziałami rytmicznymi. W zależności od okoliczności przyśpiesza do prędkości TGV, bądź zwalnia zamieniając się w nucenie, czy wręcz śpiew.

W dużej mierze robi to po to, by realizować wewnętrzną potrzebę artystycznego rozwoju, ale i aby jak najszerzej…

 

Dotrzeć do dorosłych

Mimo, że kawałki wydają się być proste, tematyka błahą, a teza postawiona w tytule albumu żartem, to autor chce byś choć przez chwilę się nad nią zastanowił. Sugerując wyższość dresiarstwa – siedzenia dniami na ośce, wysysania z państwa socjala i rozwiązywania problemów prawym prostym w maskę – nad każdym innym stylem życia, Mes chce Cię sprowokować. Sprowokować do zastanowienia się nad tym, czy ten dres to aby na pewno zły pomysł.

Czy warto było zakuwać do matury, olewać imprezy na studiach, płaszczyć się na darmowych stażach, żeby teraz być niewolnikiem tabelek w Excelu? Czy warto gapić się w monitor po 12 godzin, żeby spłacać kredyt za mieszkanie, w którym nie ma się czasu pomieszkać i raz na pół roku pokazać zdjęcia z zagranicznych wakacji znajomym, z którymi nic nas nie łączy? I wreszcie, czy warto biec za króliczkiem, po to by pod koniec gonitwy okazało się, że biegaliśmy po okręgu?

Ten album to pewnego rodzaju…

 

Koń trojański

Dajesz się skusić, niepostrzeżenie wpuszczasz krążek do swojego odtwarzacz. Zaczynasz od sprawdzenia jednego kawałka, który ma chwytliwy tytuł. Jest okej, sprawdzasz drugi. Też niezły, jedziesz z trzecim i gdy orientujesz się, że płyta siedzi tam cały dzień, jest już za późno. Jesteś wkręcony. Słuchasz idąc do, w i wracając z pracy. I w pewnym momencie mimowolnie dopuszczasz myśl, że ten koleś może mieć rację. Zastanawiasz się, czy to czym się zajmujesz jest faktycznie warte Twojego czasu i energii.

Może jednak trzeba było zostać dresiarzem?