Close
Close

Mimo, że wpis reklamowy to interesujący

Skip to entry content
Mimo, że wpis reklamowy to interesujący
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk

Hasło, które widzicie w nagłówku wpisała w komentarzu jedna z czytelniczek pod tekstem o nowym katalogu IKEA. I gdy je przeczytałem dosłownie mnie zatkało. Zatkało na tyle, że długo móżdżyłem się, jak się do niego odnieść, po czym stwierdziłem, że to zbyt istotny temat, by nie poruszyć go szerzej.

Jak to do cholery jasnej „mimo, że wpis reklamowy, to interesujący”?

Czyżby ta osoba była przyzwyczajona, że teksty na blogach w ramach współpracy są nieinteresujące? Że standardem dla niej są nudne zapychacze klepane na odwal się, które wrzuca się tylko dlatego, że marka zapłaciła? I to dla niej coś nowego, że post promujący jakąś akcję może być ciekawy? I napisany tak, że chce się go czytać, a nie omija wzrokiem jak artykuły sponsorowane na Pudelku?

Boli mnie taki komentarz z trzech powodów.

 

Po pierwsze, nie reklamuję gówna

Nie jestem gazetą ani portalem. Nie wrzucam każdego syfu jaki tylko się trafi. Nie biorę wszystkich propozycji jak leci, byle tylko wyrobić normę i nie odstać opierdolu od prezesa, że się wynik kwartalny nie zgadza. Przykładam wagę do tego jacy reklamodawcy pojawiają się na blogu i akcje, do których nie jestem przekonany lub produkty, które budzą moje wątpliwości odrzucam. Selekcjonuję oferty. Nie idę na ilość, idę na jakość.

 

Po drugie, każdy post ma być interesujący

KAŻDY.

Niezależnie jakiej tematyki dotyczy, bez znaczenia, czy ktoś mi za niego płaci, czy nie, staram się żebyście przy każdym nowym wpisie otwierali szeroko usta i mówili „ŁOUŁ!”. Albo przynajmniej uśmiechnęli się pod nosem. I nie dlatego, że to się opłaca. Nie. To kwestia ambicji.

Jaram się pisaniem, od 6-tej klasy podstawówki marzyłem o zawodowym – co prawda na innej płaszczyźnie, ale jednak – operowaniu słowem i chcę być NAJLEPSZY w tym co robię. Dlatego średni czas jaki poświęcam na przygotowanie wpisu, wraz ze znalezieniem ilustrującego go zdjęcia i formatowaniem tekstu, to przynajmniej 4 godziny. A w przypadku postów będących wynikiem współpracy 8. Tak, cały dzień, bo chcę żebyście odczuwali przyjemność z obcowania z reklamą i byli w nią zaangażowani, a nie czuli, że to kolejny śmieć, który ktoś w Was wpycha i powinien wylądować w koszu.

Bo szanuję Was jako odbiorców.

I podobne podejście prezentuje Paweł Opydo, który przy współpracy z serwisem zniżkowym, zamiast napisać zwykły poradnik zakupowy stworzył całą rozbudowaną mini-stronę, wyglądającą lepiej niż połowa polskich sklepów internetowych. Andrzej Tucholski pisząc o premierze nowej książki wydawnictwa Znak, też nie wrzucił standardowej notki informacyjnej, tylko przekształcił wygląd całego bloga tak, aby bezpośrednio do niej nawiązywał. Monika Kamińska zapisała się na kilkumiesięczny kurs fotograficzny, wydając na niego kilka tysięcy złotych, przez co zdjęcia, które umieszcza w postach reklamowych mogłyby bez problemu iść do druku wielkoformatowego, czy banków zdjęć.

Bo każdy z nich szanuje odbiorców.

 

Po trzecie, to przez słabych blogerów

To boli mnie najbardziej.

Ludzie faktycznie są zdziwieni, że tekst reklamujący jakiś produkt, czy akcję może wciągać, bo jest część blogerów, która robi to ŹLE. Piszą te posty tak, że nawet gdybym był psychopatycznym entuzjastą danej marki nie doczytałbym do końca. Już po układzie wpisu i pierwszym akapicie widzę, że czołówka „Mody na sukces” jest bardziej emocjonująca. I to nie dlatego, że produkt jest mało elastyczny i nie da się o nim opowiedzieć tak, żeby źrenice się powiększały i puls przyspieszał. Nie. Dlatego, że im się, kurwa, nie chce.

Nie chce im się pochylić nad tematem i pomyśleć godzinę, dwie albo pięć, jak go zaprezentować, żeby efekt końcowy wywołał to cholerne „ŁOUŁ!”. Nie chce im się, mimo, że – jakby na to nie patrzeć – to ich praca, której w dodatku nikt im nie narzucał. Wybrali ją sami.

I przez to czytelnicy przyjmują, że teksty będące wynikiem współpracy muszą być nudne.

Wstyd mi za takich blogerów.

(niżej jest kolejny tekst)

Rozmowa z Michałem:

– Ej, stary, wyczaiłem mega tanie loty do Bułgarii.

– I?

– Lećmy, będzie ciepło, mokro, tanio i ciepło.

– Wiesz, że 3 dni temu wróciłem z Kirgistanu, nie było mnie miesiąc, wszedłem na 7-tysięcznik, jestem wypluty i spłukany i muszę ogarnąć pracę? I życie?

– Czyli, że nie polecimy?

– No nie.

 

Rozmowa z Patrykiem:

– Ziom, nie poleciałbyś na Maltę?

– Byłem z tobą już rok temu w Barcelonie, a w podstawówce w Zakopanem, nie za dużo oczekujesz?

 

Rozmowa z Wojtkiem:

– Byku, jakie masz plany wakacyjne?

– Praca.

– A po pracy?

– Justin Timberlake.

– A potem?

– Praca.

– A nie chciał…

– Sorry, muszę kończyć, jestem w pracy.

 

Rozmowa z Marzeną:

– Hej Marze…

– Jeśli znowu dzwonisz spytać, czy nie polecę z tobą gdzieś tam, to nie, nie polecę, bo po raz setny mówię ci, że NIE MAM URLOPU, rozumiesz? UR-LO-PU! I nie dzwoń do mnie więcej, bo nawet jak znajdziesz tydzień na Majorce za pół funta w obie strony z all inclusive, to NIE MAM U-R-L-O-P-U!!!

 

Rozmowa z Cyganem:

– …no i wychodzi na to, że się zrobił wrzesień, a ja nie byłem na wakacjach.

– Przecież byłeś na Kempie.

– Stary, to był festiwal, ja tam krócej spałem i wcześniej wstawałem, niż normalnie w domu.

– No tak, w sumie racja. To jakby tak na to spojrzeć, to ja też nie byłem.

– A nie jechałbyś do Chorwacji?

– No dobra, ale to dopiero jutro. Dzisiaj już nie mam siły.

 

W takich oto okolicznościach przyrody, z odpowiednią rozwagą, przemyśliwszy, zbadawszy temat i skrzętnie zaplanowawszy program wycieczki, stwierdziliśmy, że…

 

Lecimy na Korfu!

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (33)

Zupełny spontan, zero przygotowania, zero szczepień na ebolę, wąglika i kryzys gospodarczy. Jedyne co sprawdziliśmy przed kupnem biletów, to pogoda. Choć nie, to w sumie zrobiliśmy dopiero jak hajs był już przelany. Tak, czy inaczej, coś tam o tej greckiej wyspie wiemy, ale to wciąż tyle, co minimalna krajowa – prawie nic. Dlatego, zapytowuję się Was drodzy Czytelnicy – albowiem wiem, że Was też nosi po świecie i od niejednego Greka gyrosa kupowaliście w życiu – co na Korfu TRZEBA:

– zobaczyć (budowle, place, parki)?

– zjeść (typowego dla tego regionu. I wypić w sumie też)?

– doświadczyć (nie mam pojęcia co tu wpisać, ale z pewnością na Korfu jest coś hiper zajebistego, co można zrobić tylko tam)?

Za wszystkie sensowne podpowiedzi odwdzięczę się w sensownych zdjęciach. Albo dzieciach. Jak wolicie.

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką

Skip to entry content
9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką
autorem zdjęcia jest DeusXFlorida (6,057,836

Jeśli chcielibyśmy blogosferę dzielić pod kątem dominującej tematyki, to u podnóża piramidy byłaby moda i kulinaria. Szafiarki i kucharki zdominowały krajobraz internetowych pamiętników, bo też dziedziny, którymi się zajmują mają najniższą barierę wejścia. Każdy się w coś ubiera (poza ludnością z krajów trzeciego świata ostentacyjnie lansującą nagość) i każdy coś je (poza Stachurskym). I każdy ma aparat fotograficzny w telefonie (ewentualnie telefon w aparacie fotograficznym).

W związku z powyższym, założenie takiego bloga opartego na zdjęciach jest prostsze, niż powiedzenie „kajak” od tyłu. I dlatego też w sieci tych blogów jest więcej, niż reklam w TVN, a większość z nich wygląda niemal identycznie. A wcale tak wiele nie potrzeba, żeby wyróżnić się czymś z tej, nudnej jak lekcje historii w ogólniaku, szarej masy. Dzisiaj zajmiemy się dziewczynami wdzięczącymi się do obiektywu, a gotowanie zostawimy sobie na raz następny.

Poniżej 9 pomysłów na to, jak być blogerką modową i robić to ciut oryginalniej niż wszyscy.

 

1. Rób zdjęcia w nietypowych miejscach

Parki, galerie handlowe i miejsca w centrum miasta to nuda. Serio. Twoi czytelnicy albo byli tam wczoraj, albo są dzisiaj, albo będę jutro. Jeśli po raz 136 robisz sobie sesję nad Wisłą albo pod Galerią Krakowską, to choćbyś nie wiem jak rozsadzającą mózg miała stylówkę, wtopi się w monotonię otoczenia i zgaśnie. Nie musisz od razu wyjeżdżać na Grenlandię, żeby Twoje zdjęcia nabrały kolorów. Czasem wystarczy znaleźć otwarte wejście na dach w budynku nieopodal, zagadać do znajomego pracującego w fabryce, czy szpitalu albo wejść do rudery w mniej uczęszczanej części miasta.

 

2. Załóż maskę

autorem zdjęcia jest Max Boschini
autorem zdjęcia jest Max Boschini

W zasadzie jakąkolwiek, ale bardziej polecam zwierzęce, niż te z filmów grozy. Tak – to brzmi dziwnie, tak – środowisko nie będzie wiedziało co z tym zrobić, więc na początku będzie się śmiać, potem o tym dyskutować, a potem naśladować.

 

3. Obetnij się na łyso

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką 3

Zmarszczyłaś brwi i momentalnie odsunęłaś się od monitora? Na Amber Rose czy Natalię z SiStars też tak reagowali. Po czym zaczęli podziwiać za odwagę i inspirować się nimi, ale przede wszystkim – zapamiętali.

 

4. Naucz się lewitować

zdjęcie pochodzi z bloga Agaty Kabengele - Fitly.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Agaty Kabengele – Fitly.pl

To bardzo proste, spytajcie Agatę z Fitly. Wystarczy wysoko skakać albo mieć zwinnego fotografa. Takie zdjęcia robią MEGA wrażenie, ZAWSZE zwraca się na nie uwagę i NIKT nie przechodzi obok nich obojętnie. Jedna taka fota w wpisie daje poczucie, że faktycznie starasz się, żeby blog był czymś więcej, niż fotoreportażem z szafy. Natomiast cała sesja wykonana w ten sposób sprawia, że czytelnicy klikają magiczny przycisk „lubię to” pod postem.

 

5. Rób odjechany makijaż

9 sposobów na bycie oryginalną szafiarką 5

I mówiąc odjechany, mam na myśli zauważalnie różniący się od tego czym tapetujesz twarz na co dzień. Bo zmiana szminki z magenty na różowy raczej nie zrobi na nikim wrażenia. Ale jeśli użyjesz fluorescencyjnych cieni do powiek, pudru, szminki i lakieru do paznokci, to to będzie COŚ. Coś czego na innych blogach nie widać.

 

6. Wyrażaj inną emocję niż radość

Niemal wszystkie szafiarki szczerzą się na fotkach, pokazując tym samym jakie są szczęśliwe i zadowolone z życia. Czasem, któraś otworzy usta do aparatu wyrażając zdziwienie, ale sporadycznie. Jasne, z uśmiechem prawie każdemu ładniej i pozytywne emocje są spoko, ale jeśli coś robi każdy, to to zwyczajnie jest mało interesujące. Jeszcze nie widziałem, żeby któraś z dziewczyn regularnie na zdjęciach pokazywała złość/furię albo głęboki smutek/rozpacz, a to faktycznie byłoby ciekawe. Bo byłoby czymś nowym.

 

7. Znajdź jakiś motyw przewodni swojego bloga

W zasadzie wszystkie poprzednie punkty do tego się sprowadzają. Jeśli będziesz mieć na swoim blogu coś charakterystycznego, typowego tylko i wyłącznie dla Ciebie, co będzie powtarzać się w każdym wpisie, czytelnikom łatwiej będzie go zapamiętać. I regularnie wracać.  Może to być specyficzne, ukierunkowane w jedną stronę podejście do mody – jak kanonada kolorów u Macademian Girl, czy streetwear u Pani Ekscelencji – ale równie dobrze coś kompletnie innego. Na przykład balonik na każdym zdjęciu, albo latawiec, albo rower. Albo robienie sobie zdjęć zawsze na tle murali.

 

8. Weź coś napisz

Coś więcej niż „hej kochani! Wracam z nowym lukiem, mam buty, sukienkę i kapelusz i świeci słońce, tyle u mnie. Co u was?!?!?!?!1jedenjeden Piszcie w komentarzach, ściskam :* z :P”. Jeśli faktycznie jesteś pasjonatką mody, wrzuć jakiegoś posta z historią baskinki. Albo o podwiązce jako jednym z istotniejszych elementów w filmach akcji. Albo porównaniu stylówek w „Seksie w wielkim mieście” i „Girls”. Albo błędach modowych popełnianych przez uczestników „Warsaw Shore”. No dobra, to ostatnie sobie odpuść, bo wyszłaby straszna kobyła, nie mniej, jeśli raz na tydzień dasz odbiorcom coś do czytania, zanotują sobie w głowie, że to właśnie Ty jesteś tą jedną z 7 szafiarek, które czasem coś piszą.

 

9. Załóż bloga na WordPressie

To wystarczy by być oryginalniejszą, niż 90% pozostałych blogerek modowych, mających brzydkie blogaski z domyślnym, byle jakim szablonem Blogspocie.