Close
Close

Najlepsze uliczne historie: sierpień

Skip to entry content

Nie wszyscy z Was śledzą profil bloga na Facebooku, a oprócz linków do postów i zdjęć burgerów wrzucam tam też dialogi, monologi i ogólne opisy sytuacji, które zdarzyły się na mieście. Podobno zabawne. Tak przynajmniej twierdzą wszyscy ankietowani (spytałem współlokatora i kota – obaj kiwnęli głową na tak). Zresztą nieankietowani też, bo te uliczne historie zbierają zawsze od groma polubień i cieszą się największa popularnością. I momentami mam wrażenie, że mógłbym zrezygnować z pisania tekstów na bloga na rzecz chodzenia po Rynku Głównym i wyłapywania komicznych rozmów.

Spoko, nie zrobię tego, ale żeby nikogo nie ominęło, to co w mediach społecznościowych najlepsze (a w zasadzie, to w Krakowie po przeniesieniu do mediów społecznościowych), postanowiłem to zebrać do kupy i wrzucić na bloga. Sprawdźcie 10 najlepszych tekstów, jakie udało mi się usłyszeć na przestrzeni ostatniego miesiąca chodząc po mieście.

 

#1 Podryw na 80-latka w Parku Jordana:

– Bo wiedzą panie, ja nie dlatego chodzę bez koszuli, bo mnie nie stać. A skąd! Jakby panie do mnie przyszły, to by zobaczyły – ja mam całą szafę koszul! Ja tak chodzę, bo chcę skórę dotlenić.

 

#2 Spotkanie towarzyskie w którejś z knajp na Tomasza:

– Kochanie, przyniosłeś pieniążki z pracy?

– Przecież wiesz, że jestem bezrobotny.

– Wiem, chciałam się tylko pośmiać z ciebie przy Kaśce.

 

#3 Luźna bajerka w Pijalni Wódki:

– Nie wiedziałem za bardzo jak napisać jej smsa, więc po prostu wyrzuciłem ją ze znajomych. I tak to się skończyło. A ty w ogóle jakiej muzyki słuchasz?

 

#4 Z cyklu “randki nad Wisłą”:

– Yyy… no, tego… wolę uprzedzić cię, że jestem małomówny, bo moja była dziewczyna miała ciągle pretensje, że z nią rozmawiam tylko jak mam o czym.

 

#5 Mistrzyni ciętej riposty pod Bagatelą:

– Jechała już 14-tka?

– A czy ja wyglądam jak informacja MPK?

– Ale jest pani niemiła. Naprawdę. A jakbym była niewidoma? Nie byłoby pani wtedy głupio?

– Wtedy inaczej zadałabym pytanie.

 

#6 Miła rozmowa z panią ekspedientką w monopolowym:

– Dobry wieczór.

– …

– Nie trzeba było odpowiadać.

– Ale ja wcale nie odpowiedziałam.

– No właśnie.

 

#7 Z cyklu “rozmowy pod Bagatelą”:

– I jak z Tomkiem?

– Jakim Tomkiem?

– No twoim chłopakiem.

– Aaa, w porządku, ale pogadajmy o czymś interesującym.

 

#8 Skuteczny sposób na spławianie naganiaczy:

– Może Cocomo?

– Może kredyt hipoteczny?

– Eee… nie.

– To ja tez dziękuję.

 

#9 Rozmowa dwóch lasek w drodze do Warszawy:

– I ty go puściłaś na ten Woodstock?

– Musiałam.

– Niby czemu?

– Zagroził, że jak mu nie pozwolę, to przestanie mnie wozić na uczelnię, a wiesz jakie są tłumy rano w autobusach.

 

#10 Zwierzenia trzydziechy w burgerowni na Kazimierzu:

– …i wyobraź sobie, że ta sucz nie zaprosiła mnie na wesele. A ja jej trzymałam włosy przez całe liceum jak chodziłyśmy na 18-stki.

 

Jeśli macie jakiegoś faworyta wśród tej 10-tki lub swoje zasłyszane bekowe dialogi, to śmiało – komentarze są Wasze.

autorem zdjęcia w nagłówku Sanchstar
(niżej jest kolejny tekst)

Mimo, że wpis reklamowy to interesujący

Skip to entry content
Mimo, że wpis reklamowy to interesujący
autorem zdjęcia jest Thomas Hawk

Hasło, które widzicie w nagłówku wpisała w komentarzu jedna z czytelniczek pod tekstem o nowym katalogu IKEA. I gdy je przeczytałem dosłownie mnie zatkało. Zatkało na tyle, że długo móżdżyłem się, jak się do niego odnieść, po czym stwierdziłem, że to zbyt istotny temat, by nie poruszyć go szerzej.

Jak to do cholery jasnej „mimo, że wpis reklamowy, to interesujący”?

Czyżby ta osoba była przyzwyczajona, że teksty na blogach w ramach współpracy są nieinteresujące? Że standardem dla niej są nudne zapychacze klepane na odwal się, które wrzuca się tylko dlatego, że marka zapłaciła? I to dla niej coś nowego, że post promujący jakąś akcję może być ciekawy? I napisany tak, że chce się go czytać, a nie omija wzrokiem jak artykuły sponsorowane na Pudelku?

Boli mnie taki komentarz z trzech powodów.

 

Po pierwsze, nie reklamuję gówna

Nie jestem gazetą ani portalem. Nie wrzucam każdego syfu jaki tylko się trafi. Nie biorę wszystkich propozycji jak leci, byle tylko wyrobić normę i nie odstać opierdolu od prezesa, że się wynik kwartalny nie zgadza. Przykładam wagę do tego jacy reklamodawcy pojawiają się na blogu i akcje, do których nie jestem przekonany lub produkty, które budzą moje wątpliwości odrzucam. Selekcjonuję oferty. Nie idę na ilość, idę na jakość.

 

Po drugie, każdy post ma być interesujący

KAŻDY.

Niezależnie jakiej tematyki dotyczy, bez znaczenia, czy ktoś mi za niego płaci, czy nie, staram się żebyście przy każdym nowym wpisie otwierali szeroko usta i mówili „ŁOUŁ!”. Albo przynajmniej uśmiechnęli się pod nosem. I nie dlatego, że to się opłaca. Nie. To kwestia ambicji.

Jaram się pisaniem, od 6-tej klasy podstawówki marzyłem o zawodowym – co prawda na innej płaszczyźnie, ale jednak – operowaniu słowem i chcę być NAJLEPSZY w tym co robię. Dlatego średni czas jaki poświęcam na przygotowanie wpisu, wraz ze znalezieniem ilustrującego go zdjęcia i formatowaniem tekstu, to przynajmniej 4 godziny. A w przypadku postów będących wynikiem współpracy 8. Tak, cały dzień, bo chcę żebyście odczuwali przyjemność z obcowania z reklamą i byli w nią zaangażowani, a nie czuli, że to kolejny śmieć, który ktoś w Was wpycha i powinien wylądować w koszu.

Bo szanuję Was jako odbiorców.

I podobne podejście prezentuje Paweł Opydo, który przy współpracy z serwisem zniżkowym, zamiast napisać zwykły poradnik zakupowy stworzył całą rozbudowaną mini-stronę, wyglądającą lepiej niż połowa polskich sklepów internetowych. Andrzej Tucholski pisząc o premierze nowej książki wydawnictwa Znak, też nie wrzucił standardowej notki informacyjnej, tylko przekształcił wygląd całego bloga tak, aby bezpośrednio do niej nawiązywał. Monika Kamińska zapisała się na kilkumiesięczny kurs fotograficzny, wydając na niego kilka tysięcy złotych, przez co zdjęcia, które umieszcza w postach reklamowych mogłyby bez problemu iść do druku wielkoformatowego, czy banków zdjęć.

Bo każdy z nich szanuje odbiorców.

 

Po trzecie, to przez słabych blogerów

To boli mnie najbardziej.

Ludzie faktycznie są zdziwieni, że tekst reklamujący jakiś produkt, czy akcję może wciągać, bo jest część blogerów, która robi to ŹLE. Piszą te posty tak, że nawet gdybym był psychopatycznym entuzjastą danej marki nie doczytałbym do końca. Już po układzie wpisu i pierwszym akapicie widzę, że czołówka „Mody na sukces” jest bardziej emocjonująca. I to nie dlatego, że produkt jest mało elastyczny i nie da się o nim opowiedzieć tak, żeby źrenice się powiększały i puls przyspieszał. Nie. Dlatego, że im się, kurwa, nie chce.

Nie chce im się pochylić nad tematem i pomyśleć godzinę, dwie albo pięć, jak go zaprezentować, żeby efekt końcowy wywołał to cholerne „ŁOUŁ!”. Nie chce im się, mimo, że – jakby na to nie patrzeć – to ich praca, której w dodatku nikt im nie narzucał. Wybrali ją sami.

I przez to czytelnicy przyjmują, że teksty będące wynikiem współpracy muszą być nudne.

Wstyd mi za takich blogerów.

Rozmowa z Michałem:

– Ej, stary, wyczaiłem mega tanie loty do Bułgarii.

– I?

– Lećmy, będzie ciepło, mokro, tanio i ciepło.

– Wiesz, że 3 dni temu wróciłem z Kirgistanu, nie było mnie miesiąc, wszedłem na 7-tysięcznik, jestem wypluty i spłukany i muszę ogarnąć pracę? I życie?

– Czyli, że nie polecimy?

– No nie.

 

Rozmowa z Patrykiem:

– Ziom, nie poleciałbyś na Maltę?

– Byłem z tobą już rok temu w Barcelonie, a w podstawówce w Zakopanem, nie za dużo oczekujesz?

 

Rozmowa z Wojtkiem:

– Byku, jakie masz plany wakacyjne?

– Praca.

– A po pracy?

– Justin Timberlake.

– A potem?

– Praca.

– A nie chciał…

– Sorry, muszę kończyć, jestem w pracy.

 

Rozmowa z Marzeną:

– Hej Marze…

– Jeśli znowu dzwonisz spytać, czy nie polecę z tobą gdzieś tam, to nie, nie polecę, bo po raz setny mówię ci, że NIE MAM URLOPU, rozumiesz? UR-LO-PU! I nie dzwoń do mnie więcej, bo nawet jak znajdziesz tydzień na Majorce za pół funta w obie strony z all inclusive, to NIE MAM U-R-L-O-P-U!!!

 

Rozmowa z Cyganem:

– …no i wychodzi na to, że się zrobił wrzesień, a ja nie byłem na wakacjach.

– Przecież byłeś na Kempie.

– Stary, to był festiwal, ja tam krócej spałem i wcześniej wstawałem, niż normalnie w domu.

– No tak, w sumie racja. To jakby tak na to spojrzeć, to ja też nie byłem.

– A nie jechałbyś do Chorwacji?

– No dobra, ale to dopiero jutro. Dzisiaj już nie mam siły.

 

W takich oto okolicznościach przyrody, z odpowiednią rozwagą, przemyśliwszy, zbadawszy temat i skrzętnie zaplanowawszy program wycieczki, stwierdziliśmy, że…

 

Lecimy na Korfu!

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (33)

Zupełny spontan, zero przygotowania, zero szczepień na ebolę, wąglika i kryzys gospodarczy. Jedyne co sprawdziliśmy przed kupnem biletów, to pogoda. Choć nie, to w sumie zrobiliśmy dopiero jak hajs był już przelany. Tak, czy inaczej, coś tam o tej greckiej wyspie wiemy, ale to wciąż tyle, co minimalna krajowa – prawie nic. Dlatego, zapytowuję się Was drodzy Czytelnicy – albowiem wiem, że Was też nosi po świecie i od niejednego Greka gyrosa kupowaliście w życiu – co na Korfu TRZEBA:

– zobaczyć (budowle, place, parki)?

– zjeść (typowego dla tego regionu. I wypić w sumie też)?

– doświadczyć (nie mam pojęcia co tu wpisać, ale z pewnością na Korfu jest coś hiper zajebistego, co można zrobić tylko tam)?

Za wszystkie sensowne podpowiedzi odwdzięczę się w sensownych zdjęciach. Albo dzieciach. Jak wolicie.