Close
Close

Z wakacji wróciłem już jakiś czas temu, ale wciąż nie podzieliłem się z Wami najważniejszym punktem programu – jedzeniem i piciem! Przy wycieczce do każdego kraju szama i napitki są ważnym elementem kultury i miejsca, które poznaję i nie inaczej było podczas tygodnia na Korfu. Próbowaliśmy chyba wszystkich lokalnych specjałów, niektórych charakterystycznych dla całej Grecji, a innych tylko dla tej konkretnej wyspy. Większość była dobra albo bardzo dobra (dzięki za rekomendacje!), ale trafiły się też 3 niewypały.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (8)

Odpuściliśmy sobie zupełnie zupy, więc pierwsze co wrzuciliśmy na ząb, to…

 

Drugie dania

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (19)

Pastitsada – posiłek na typowy niedzielny obiad na Korfu (coś jak u nas schabowy z ziemniakami). Składa się z koguta i penne okraszonych pomidorowym sosem (tak, tak, nie kury, a koguta). W innych miejscach spotkałem się z tym, że zamiast drobiu na talerzu pojawiała się cielęcina i wyglądało to po prostu jak “makaron z czymś tam”. Zdecydowanie lepiej prezentuje się i smakuje z kogutem. Mimo świadomości, że zjadasz faceta.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (18)

Sofrito – kolejny stricte korfucki przepis. Wołowinka przyrządzana w czosnku, białym winie i ziołach podawana z ryżem. Soczysta, krucha i bardzo smaczna, choć gdy ląduje na stole nie masz wrażenia, że to coś niewiarygodnego, po co musiałeś specjalnie lecieć samolotem.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (40)

Moussaka – pierwszy niewypał. Lazanio-zapiekanka z ziemniakami, bakłażanem i sosem mięsno-pomidorowym. Choć w zasadzie słowo “mięso” w składzie tej potrawy jest sporym nadużyciem, bo było go tyle, co spełnionych obietnic przedwyborczych. Niewiele. Oprócz tego moussaka smakuje jak wygląda – jak rozciapana żółto-czerwona  breja. Nie polecam.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (23)

Souvlaki – kawałki kurczaka lub świni nabite na szpadę i pieczone na rożnie. Czyli taki szaszłyk tylko bez warzyw.  Za to podawany z pitą (taką cienką bułką) i tzatzikami (sosem z ogórka, czosnku i oliwy). Mięso samo w dobre, nie ma do czego się przyczepić, ale moje serce, a w zasadzie żołądek, zdobyły tzatziki. Tak świeżych i aromatycznych nie jadłem jeszcze nigdzie w Polsce, pycha (nie mówiąc już o o tym, że wersja sklepowa w ogóle się nie umywa)!

Z lokalnych greckich potraw próbowaliśmy jeszcze gyrosa, ale jest on na tyle popularny i dopracowany pod kątem przyrządzania w Polsce, że odpuściłem sobie wrzucanie go do wpisu. Za to po jedzeniu, nie zabrakło takiej atrakcji jak…

 

Alkohol

[emaillocker]

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (41)

Post użytkownika Stay Fly.

Likier z kumkwatu – do destylarni nie dotarliśmy, ale do trunku tak. Będę nieobiektywny (nie żebym kiedykolwiek wcześniej był), bo uwielbiam słodkie alkohole – pomarańczowy płyn był idealną opcją deserowo-poobiadową. Aromatyczna woń owoców, ładny kolor i przyjazna dla dalszego funkcjonowania liczba procentów (15-20%). Wchodził jak Norek do Krawczyków.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (24)

Tanie wino – bynajmniej nie jabol. W Grecji tak jak w Hiszpanii, czy Francji za 2,5 euro kupicie już naprawdę przyzwoite wino, które doznaniowo przewyższa te dostępne u nas za 20 złotych. To, które widzicie na zdjęciu kosztowało właśnie jakieś 10 złociszy, a było ponadprzeciętne. No Spohia, ani Fresco to się z tym na pewno nie mogą równać.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (4)

Korfuckie piwo – drogie (2 euro w sklepie), małe (0,4 litra) i byle jakie (dopiłem do końca, ale przez myśl mi nie przeszło żeby pójść po następne). Z Corfu Beer jest jak z filmami na podstawie gier komputerowych z kategorii bijatyk – można wiedzieć, że powstało, ale nie ma sensu doświadczać na własnej skórze.

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (38)

Ouzo – tradycyjna grecka wódka. Z anyżku. Jeśli nigdy nie byłeś fanem żelek z lukrecji, to z tym trunkiem też się nie zakolegujesz. Ouzo można pić czyste albo z wodą i lodem. Tak, tę wódę pije się rozcieńczoną z wodą, W-O-D-Ą. Brzmi ohydnie? No to przygotuj się, że też tak smakuje. Łykając to przypomniały mi się złote licealne czasy, kiedy na 18-stkach piło się spirytus z 5-litrowych baniaków przez zaciśnięte zęby, bo inaczej nie dało rady tego wprowadzić do gardła. Z ouzo jest podobnie.

Post użytkownika Stay Fly.

Niby pisałem, że alkohol był po jedzeniu, ale między jednym łykiem trunków z kieliszka Rosenthal, a drugim, podjadaliśmy jakieś…

 

Przegryzki

Korfu - Grecja - zabytki atrakcje restauracje (54)

Oliwki – zielone albo czarne, drylowane albo z pestkami, nadziewane albo w zalewie ziołowej, świeże albo suszone, łagodne albo ostre. Każde! Mistrzowska przegryzka do wina, czy piwa, czy po prostu. “Świeże” z targu równie dobre, co te “gotowe” ze sklepu.

Niby były też inne łakocie, które można przekąszać, jak kozie sery, czipsy o smaku octu i soli morskiej i niecodzienne owoce pokroju pigwy, ale oliwki zdominowały wyjazd. Na tyle, że będąc teraz w Polsce i sięgając w sklepie po piwo, odruchowo chcę do koszyka wrzucić też zielone kuleczki.

 [/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Anna Przybylska nie żyje

W niedzielę zmarła Anna Przybylska. Aktorka. Wiesz kim była, bo każdy kojarzy Marylkę ze „Złotopolskich”. Wiesz, że nie żyje, bo każdy portal informacyjny już kwadrans po jej śmierci miał gotową notkę zawiadamiającą o zgonie. I galerię z jej najlepszymi zdjęciami. I artykuł z cytatami, przeglądem ról filmowych albo wypowiedziami innych aktorów na jej temat. I odkąd tylko dowiedziano się, że ma raka pozycjonował link na frazę „przybylska nie żyje”, żeby być pierwszym.

No w każdym razie wiesz o tym, że jest martwa.

Wiedzą Twoi znajomi, wie Twoja była, Twoja babcia, pan Henio z portierni i ta raszpla spod czwórki, co cały dzień siedzi w oknie. No wszyscy wiedzą. Ale przede wszystkim, wie o tym jej rodzina. Ta najbliższa, czyli trójka dzieci i ich ojciec. Chcieliby udać, że to zły sen, ohydny żart albo nieporozumienie, ale wiedzą. Wiedzą, że nie ma jej wśród nich i już nigdy nie będzie. Że to nie chwilowe zniknięcie, wyjazd w delegację, czy długie wakacje, z których wróci. Że to na stałe. Że tego nie da się odkręcić, ani cofnąć wypowiadając zaklęcie.

Wiedzą, że ONA NIE ŻYJE!

Nie oddycha, nie rusza się, a jej ciało to już tylko worek z mięsem i kośćmi, który zresztą za chwilę zacznie się rozkładać. Była przepiękną kobietą, obiektem pożądania dla mężczyzn i wzorem do naśladowania dla dziewczyn, a teraz jest truchłem. Zwykłym, czekającym na zagrzebanie w ziemi, truchłem. Od dzisiaj, przez bardzo długi czas, jej dzieci będą zanosić się łzami, za każdym razem gdy ktokolwiek użyje słowa „mama”, a jego brzmienie będzie je parzyć w uszy i wypalać dziurę w rozszarpanym sercu, które nie może się zagoić.

Jej mąż nie dość, że musi pogodzić się z tym, że po uczestniczeniu w wielomiesięcznej walce z rakiem poległ i choroba strawiła jego miłość, to jeszcze będzie musiał wziąć na barki trud wychowania trójki dzieci w pojedynkę. Bycia dla nich tatą i mamą, i dwojenia i trojenia się, aby zastąpić im permanentny brak jednego z rodziców. Ogromny trud. Przez kilka najbliższych lat wszystkie święta, urodziny, dni matki, dni dziecka, uroczystości rodzinne i sytuacje, w których zawsze wcześniej byli w piątkę nie będą takie same. Będą chujowe. I każdy z nich będzie modlił się, żeby minęły jak najszybciej zaciskając zęby.

W rodzinie Ani Przybylskiej pojawi się ból. I będzie trwać.

Nie uśmierzy go ani cysterna wódki, ani kontener lodów, ani wanna czekoladek. Ani nawet wiadro kokainy. Każdy z jej bliskich – nie czytelniczek „Bravo Girl”, które chciały mieć grzywkę jak ona, nie karierowiczek, które wkręcały sobie, że są równie samowystarczalne i przebojowe oglądając „Klub szalonych dziewic”, nie typów którzy marszczyli się do jej pierwszej sesji w „Playboyu”- każdy z jej prawdziwych bliskich będzie musiał poradzić sobie zupełnie sam z tym, że jej nie ma. I nie wróci, choćby na Facebooku pojawiło się miliard profili z biciem rekordu lajków. Bo tak jak w przypadku dzieci chorych na białaczkę, czy głodujących w Etiopii, to nie ma znaczenia. Żadnego.

Ta kobieta nie żyje, a ty myślisz, że ulżysz komukolwiek w cierpieniu albo oddasz jej cześć stawiając internetowy znicz. Weź się, kurwa, ogarnij.

Dzisiaj krótko i zwięźle (nie napiszę, że “natemat”, bo nie chcę, żeby ktoś dostał torsji).

Zaczął się nowy rok akademicki i znów mamy napływ przyjezdnych z różnych stron polski (choć nie ukrywajmy, że głównie z Podkarpacia). Poza świeżynkami na studiach licencjackich, magisterskich i doktoranckich, jest też spory narybek pracowników biurowych. State Street i Capgemini rekrutują cały rok, ale jakoś tak wychodzi, że jesienią zawsze jest najwięcej przyjęć. Skąd by ludzie do Krakowa nie przyjechali, będąc tu nowym zawsze zadają sobie jedno pytanie: “gdzie jest to cholerne pole, na które wszyscy wychodzą?”.

Żeby ułatwić aklimatyzację w Królestwie Gołębi, i zapobiec licznym nieporozumieniom, przygotowałem słowniczek z najważniejszymi krakowskimi zwrotami.

obwarzanek = precel

borówka = jagoda

bania = kieliszek wódki

chrust = faworki

weźże = weź

kremówka = napoleonka

spaźniać się = spóźniać się

galeria = centrum handlowe przy dworcu głównym

otwarli = otworzyli

weka = bułka wrocławska

na pole = na dwór

brusznica = borówki

Czebinia = Trzebinia

rynek = centrum

Z taką ściągawką możesz bez obaw zwiedzać krypty na Wawelu. Albo pójść na zapiekanki. Jak wolisz.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Chris Brown