Close
Close

Rzeczy w życiu, które możesz mieć za darmo

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką McDonald’s

rzeczy

Jest takie powiedzenie, że jedyne co można dostać na tym świecie za darmo, to w gębę. Albo wirusowe zapalenie wątroby. Z tym pierwszym spotkałem się, tego drugiego na szczęście nie próbowałem. Inny wyświechtany frazes mówi, że najlepsze rzeczy w życiu są za darmo. Odnosi się to zazwyczaj do przyjaźni, miłości lub zdrowia.

O ile przyjaźń w okresie przedszkolno-podstawówkowym da się utrzymać bez angażowania gotówki, to z miłością już to nie działa. Musicie GDZIEŚ chodzić i COŚ robić, żeby ją budować i pogłębiać, bo od notorycznego siedzenia na kanapie i oglądania „Chirurgów” możecie co najwyżej dostać wstrętu do lekarzy. I siebie nawzajem. I wady postawy. Co sprowadza się do spieprzenia sobie zdrowia. Które trzeba reperować. Za pieniądze. Tak że tego, możemy to chyba wpisać na listę farmazonów, zaraz za legendą miejską o misji na Marsa.

Co w takim razie NAPRAWDĘ możesz mieć bez wyciągania portfela?

 

Wejście do Muzeum

Prawie każde muzeum w Polsce (piszę prawie, bo we wszystkich jeszcze nie byłem, a nuż się okaże, że w Radomiu to jednak nie działa) ma ustanowiony jeden dzień w tygodniu, w którym można je zwiedzać bezpłatnie. Niezależnie, czy jesteś studentem, rolnikiem, czy weganinem. Wpuszczają wszystkich, nawet mnie.

 

Pierwsze wejście na siłownię

Podobnie jest z siłkami, klubami fitness i kółkami yogi (z różańcowymi w sumie też). Wiele z nich ma darmowe pierwsze zajęcia bez konieczności podpisywania cyrografu, że będziesz do nich chodził do końca millenium albo oddasz nerkę jeśli zrezygnujesz. Byłem w kilku takich miejscach i wciąż mam wszystkie organy. No, ale może to czysty fart.

 

Filmy i muzyka z torrentów

Tyle, że to wbrew prawu, kodeksowi harcerza i zasadom prawdziwego jedi. No bo, chyba nie chciałbyś, żeby ktoś brał sobie coś, nad czym spędziłeś rok (albo 5 lat) życia za darmo, tylko dlatego, że może?

 

Słowackie Tatry

W Polsce Tatrzański Park Narodowy zdziera z turystów jak kanibale przed posiłkiem. Coraz więcej budek do poboru opłat, coraz wyższe ceny biletów. Ja wiem, że powiat tatrzański to region, do którego zmiany docierają z opóźnieniem, ale hiperinflacja naprawdę już się skończyła. Na Słowacji za to możesz zdobywać szczyty za darmoszkę.

 

Wejście do klubu

Tyle, że musisz być studentem.

 

Alkohol

Tyle, że musisz być kobietą.

 

Festiwal muzyczny

Konkretnie „Przystanek Woodstock”. Przyznaję się bez łaskotania strusim piórem po stopach, że sam jeszcze nie byłem (coś wybieram się co roku i nie mogę dotrzeć), ale z relacji bliskich znajomych wiem, że to już dawno impreza nie tylko dla punków. Szeroki wachlarz muzyków na scenie, spotkań z twórcami w namiotach i atrakcji trudnych do skategoryzowania. Od zawsze bez opłat za wejście.

 

Metro

W sensie gazeta, nie środek transportu. Za to drugie zapłacisz sporo, zwłaszcza w Londynie. Z drugiej strony, nic dziwnego, że „Metro” nie ma ceny. Trudno, żeby za wzięcie  spiętych razem ulotek z reklamami ktoś wymagał jeszcze od Ciebie zapłaty.

 

Nocleg za granicą

W ramach couchsurfingu, czyli serfowania na kanapie. Kurde, czuję się trochę jakbym wymyślał koło na nowo pisząc o tym, ale wiem, że są ludzie, którzy jeszcze nie spotkali się z tym sposobem podróżowania. W skrócie,  chodzi o to, że ktoś ot tak, bez podtekstów, drugiego dna i niecnych zamiarów, nocuje Cię u siebie w mieszkaniu. Bez gotówki, bez barteru, po prostu.

 

Publiczna służba zdrowia

Dobra, słaby żart, wiem.

 

Kawa w McDonald’s

W niektórych miejscach zdarzają się promocje, że możesz dostać jakiś napój gratis, jeśli wcześniej zamówisz coś innego. W Maku do końca tego tygodnia dostaniesz kawę absolutnie za darmo bez kupowania czegokolwiek. Dziś i jutro do godziny 10:30, a w sobotę i niedzielę do 11:00 w lokalach McDonald’s w całej Polsce totalnie za friko możesz wypić małą białą, małą czarną albo małe cappuccino. Albo wziąć ją na wynos i zabrać ze sobą po drodze do pracy, uczelni, siłki, synagogi, lekcji mandaryńskiego, czy zajęć z pole dance’u. Co tam kto lubi.

5

Siąść z nią na ławce w parku i pozaciągać się aromatem podobno też można.

 

Coś jeszcze?

Jeśli tak, to wiesz od czego są komentarze.

(niżej jest kolejny tekst)
12708774005_92913214ac_b
autorem zdjęcia jest m01229

W najbliższą sobotę (a nieoficjalnie już w piątek) rusza Blog Forum Gdańsk – największa i najważniejsza konferencja poświęcona tworzeniu treści do internetu w Polsce. Każdy bloger chce tam być, nie każdy może się dostać. To drugie raz kończy się motywacją do pracy, a raz bólem zakończenia jelita grubego i wylewaniem wiadra pomyj na organizatorów. Dzieje się tak z powodu tego o czym pisałem w pierwszym zdaniu – to najistotniejsze branżowe wydarzenie w trakcie całego roku.

Nie ma lepszej okazji, żeby poznać ludzi, których na co dzień kojarzy się tylko z internetowych awatarów, wymienić doświadczenia, czy wpaść na pomysł wspólnego przedsięwzięcia. Takie zagęszczenie komputerowców na metr kwadratowy musi nieść ze sobą jakieś skutki uboczne. Powódź. Przez te 3 dni Facebook jest zalany hasłami, które dla normalnych ludzi (niepodłączonych żyłami do światłowodu) są niezrozumiałe. Z myślą o tych ostatnich, przygotowałem stosowny alfabet, aby mogli odnaleźć się w gąszczu tych podejrzanych zwrotów.

 

A jak a kogo to w ogóle obchodzi? – najczęstszy komentarz osób, które się nie dostały.

B jak banowanie – czyli trwałe blokowanie komentatorów. Dyskusja, czy to słuszne działanie, czy nie, wypływa zawsze, gdy pojawia jakakolwiek wzmianka o hejterach. Czyli zawsze.

C jak cztery godziny – tyle średnio trwa sen uczestników między pierwszym dniem konferencji, a drugim.

D jak dary losu – taki podryw na lini bloger-marka. „Niezobowiązujący upominek”, za który dana firma chce, żebyś „coś” dla nich zrobił. Świadomość rośnie i podejście do darów losu też. Dwa lata temu dyskutowaliśmy o tym, że nie warto oddawać się za taki prezent, w zeszłym roku analizowaliśmy jak to wygląda pod kątem prawny.

E jak edge rank – algorytm na Facebooku decydujący o tym, co widzisz w swoim strumieniu aktualności. Wszyscy płaczą, że ucina zasięgi, morduje małe dzieci i sprowadził do Polski ebolę.

F jak friendsie – grupowa samojebka. Każdy chce z każdym na tle wszystkiego.

G jak gdzie jest kontakt? – pod koniec dnia telefony, smartfony, palmtopy, tablety, fablety i wszystkie inne ety padają jak kobiety na widok George’a Clooneya. Albo muchy w Ugandzie. W każdym razie, każdy chce się podładować.

H jak hurwa – to słowo na „k” wypowiadane, gdy skończy się kreska na barze podczas imprezy integracyjnej.

I jak impreza integracyjna – nie zaskoczę Was, jeśli powiem, że to właściwa część wydarzenia, co?

J jak jak to padło wi-fi? – też nigdy nie jestem w stanie tego rozumieć. Przecież do sieci podłączonych jest tylko ponad 300 osób.

K jak komentarze na Disqusie – zawsze suszę nimi głowę blogerom, których czytam, a nie mają tego systemu. Jestem na tyle upierdliwy, że kilku już wymiękło i przeszło na jasną stronę mocy.

L jak lotnisko – miejsce, w którym każdy chciałby się znaleźć przed i po konferencji, ale tylko prelegenci mają opłaconą podróż samolotem.

M jak Maffashion – królowa szafiarek, o którą pytają wszystkie początkujące. Czy jest na sali, czy jest poza salą, czy będzie, za ile będzie, kiedy będzie? No jeszcze się nie zdarzyło, żeby była i w tym roku też się nie zapowiada.

N jak nienawidzę PKP – bo jedyne połączenie kuszetkowe z Krakowa do Gdańska trwa od godziny 17:23 do  4:38. Ewidentnie jakiś geniusz to planował.

O jak obiektywizm – podejście do tworzenia treści, które chcieliby nam narzucić dziennikarze nie rozumiejąc, że naszym fundamentem są właśnie subiektywne opinie.

P jak pokój 225 – legendarny pokój hotelowy, w którym rzekomo miało trwać after party w zeszłym roku. Impreza nie odbyła się, ale wszystkim wkręcano, że „jesteśmy w #225, jest grubo, Budzik zgolił włosy, a Piecyk cofnął wszystkie bany, bierzcie flaszki i wbijajcie”. Legenda przetrwała do dziś.

R jak rozpiska prelekcji – taki papierek, na którym jest harmonogram całego wydarzenia i gubisz go przy pierwszym ruchu ręką.

S jak suby – jednostka, w której mierzona jest długość penisa YouTubera.

T jak trzynaście godzin – które spędzasz w PKP. W każdą ze stron.

U jak unikalni użytkownicy – jednostka, w której mierzona jest długość penisa blogera.

W jak WordPress – jedyny słuszny silnik blogowy. Wszyscy, którzy mają blogi na Tubmlrze, Blogspocie, czy nie daj boże Bloxie, nie mają racji, ich trawa jest mniej zielona i ściągali na teście ciążowym.

Y jak yyyyy – dźwięk, który wydobywa się z Twoich ust, gdy w toalecie trafiasz na twórcę, którym od dawna się jarasz i na bieżąco śledzisz jego twórczość i chcesz jakoś zagadać, żeby wyszło naturalnie i nienachalnie.

Z jak za rok się dostanę – szczerze trzymam za to kciuki i nadzieję, że przybijemy piątkę albo dwie!

 

No to już wiecie o czym rozmawiają ze sobą ci dziwni ludzie.

Poleciałem na Pomorze zbić fortunę na bursztynie

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Pomorską Regionalną Organizacją Turystyczną

Jakiś czas temu pisałem Wam, że bursztyn zaczyna być towarem deficytowym i w zasadzie staje się droższy od złota. I że wyruszę to sprawdzić i przy okazji zobaczę co Pomorze ma do zaoferowania jesienią. Słowo ciałem się stało, a krakowski smog morską bryzą. W zeszłym tygodniu razem z Karoliną z Charlize Mystery, Karoliną z Old Fashioned Girl, Andrzejem z jestKultury, Asią ze Style Digger i grupą dziennikarzy polecieliśmy do Gdańska powdychać trochę jodu i sprawdzić, czy piasek tak samo wpada do butów we wrześniu jak w okresie letnio-wakacyjnym.

Odpowiedź na to pytanie nurtujące ludzkość od zarania dziejów znajdziecie na końcu relacji, ale po drodze przewinie się też obcy (tym razem bez predatora), złoto, kajdany, kanibalistyczne zdjęcia z kuchni, strzelanie z łuku i przede wszystkim…

 

Bursztyny za miliony monet

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (1)

Pierwszym punktem wycieczki była wizyta w studiach bursztynu. W Art 7 i NAC nie tylko oglądaliśmy jak z (z pozoru bezużytecznej i bezwartościowej) bryłki zastygniętej żywicy powstaje biżuteria za tysiące złotych, ale też dali nam się nią pobawić.

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (3)

Dostałem do ręki taką grudę…

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (4)

…starłem korę, poszlifowałem jak rasowy murarz-tynkarz-kombajnista…

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (5)

…zacząłem polerować…

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (6)

…i gdy sprawdziłem jak mi idzie, okazało się, że przydałoby się jeszcze trochę nad nią popracować…

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (9)

…i zanim doszedłem do takiej formy, jak widzicie na zdjęciu powyżej, udało mi się ją zepsuć i zaciąć szlifierkę. Cóż, najwyraźniej nie jest mi pisana kariera jubilera. A szkoda, bo…

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (2)

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (8)

…wszystkie osoby w jakikolwiek sposób związane z bursztynem potwierdziły, że to w tej chwili jeden z najbardziej dochodowych interesów w naszym kraju. Chińczycy wykupują bez zawahania każdą ilość zrobionej z niego biżuterii za cysterny złotówek, a ceny samego surowego materiału też sięgają niebotycznych kwot. Nie wiedzieć czemu upodobali sobie bursztynowe jajka i dla przykładu, bryła na takie jajo, która dopiero będzie czyszczona i szlifowana, kosztuje 4 000zł. Natomiast już gotowe, wypolerowane jajeczko to kasa rzędu 20 000zł. U producenta. W sprzedaży detalicznej jeszcze więcej.

pomorskie pracownie bursztynu - NAC i studio art 7 (10)

Natomiast, za to co mam na sobie można by kupić naprawdę niezłe auto albo dwa tuziny Polonezów. Swag, co?

Jeszcze bardziej lansiarsko byłoby grać w szachy mając…

 

Zestaw za równowartość kawalerki w Krakowie

Który widzieliśmy w Muzeum Bursztynu w Gdańsku.

pomorskie - muzeum bursztynu gdańsk (4)

Człowiek od razu nabiera ochoty na bardziej intelektualne sporty. I choć nie można powiedzieć, że…

pomorskie - muzeum bursztynu gdańsk (3)

…papierośnica, czy barometr z klejnotów morza nie zwracają uwagi lub, że…

pomorskie - muzeum bursztynu gdańsk (6)

…przybornik małej gwiazdy rocka z materiału, który powstał 40 milionów lat temu nie robi wrażenia, to…

pomorskie - muzeum bursztynu gdańsk (7)

…eksponatem, który faktycznie składał usta do wypowiedzenia “ŁOUŁ!”, jest obcy! Nie pasjonuje mnie zbieractwo i jako dzieciak też nie miałem zajawki na kolekcjonowanie figurek z Kinder Niespodzianki, czy kompletowanie kolekcji słoni, no ale takie rękodzieło, to bym sobie postawił na półce. Żeby strzegło od akwizytorów i ulotkarzy.

Zresztą nawet…

pomorskie - muzeum bursztynu gdańsk (5)

…Elton John i Lech Wałęsa mówią, że statuetki z bałtyckiego złota są spoko. Nie śmiałbym się kłócić z gościem, który robił muzykę do “Króla Lwa”. Jeszcze w komitywie z posiadaczem najcharakterystyczniejszego wąsa skazałby mnie na…

Post użytkownika Stay Fly.

…zakucie w kajdany. I o ile przez 5 minut jest śmiszno i można się powygłupiać, to po kwadransie jest już średnio i zastanawiasz się jak to możliwe, że ręce mogą być tak ciężkie. Nie chcę wiedzieć co się dzieje po całych dniach, które spędzali tam niegdyś gdańscy mieszczanie za niewielkie przewinienia.

Gdy już nas rozkuto poszliśmy na regionalną szamę i tu też nie mogło braknąć bohatera wycieczki. Tak jest, mieliśmy…

 

Bursztynowy obiad

jedzenie z bursztynu (4)

Zupa z ryb bałtyckich z kasztanowymi kluskami gotowana na bursztynowej nalewce na pierwsze…

jedzenie z bursztynu (5)

…łosoś ze słonecznikiem w sosie bursztynowo-różanym na drugie…

jedzenie z bursztynu (6)

…i melon z esencją bursztynową na deser.

Jak widzicie ze skamieniałej żywicy nie tylko robi się biżuterię, papierośnice, kremy i używa się jej do pokazów pirotechnicznych, ale i można ją jeść. Dzień dłużej na Pomorzu i zaryzykowałbym stwierdzenie, że ma więcej zastosowań, niż krem Nivea. Który nadaje się niemal do wszystkiego.

Pozostając w klimacie spożywczym, to o ile obiad nam podano i posmyrano za uchem, tak przy kolacji o pożywienie musieliśmy zadbać sami wpadając na…

 

Wegetariańskie warsztaty kulinarne

Trochę obawiałem się gotowania w Atelier Smaku, bo jestem zadeklarowanym mięsożercą, a żadna z potraw, którą mieliśmy przygotować nie zawierała w przepisie zwierzątka. W związku z tym, jako ostatnią deskę ratunku przewidywałem…

gdynia - atelier smaku (3)

…przyrządzenie jednego z uczestników. Myślicie, że z grilla w oprawie świeżych tzatzików byłaby smaczna?

gdynia - atelier smaku (10)

gdynia - atelier smaku (9)

Niestety okazało się, że nie da rady ogłuszyć człowieka plastikową łopatką do placków i jestem skazany na same warzywa.

gdynia - atelier smaku (8)

Zrobiliśmy krem z dyni, papryki faszerowane kapustą i prawdziwkami, pastę z marchewki, czipso-frytki z jakiegoś owocu, którego nie pamiętam, naleśniki z melonem i ja osobiście i własnoręcznie upiekłem pasztet z grochu (kozacki pasztet z grochu!). I wiecie co? Jakkolwiek niewiarygodnie to brzmi, to wszystko było pyszne i baaardzo sycące, mimo, że nie było tam grama mięsa. Podobno sekretem są przyprawy. Możliwe. Co by to nie było, to wegetariańskie żarcie było na tyle dobre, że poważnie zastanawiam się nad zrezygnowaniem ze świnek, krówek i kurczaczków. Na miesiąc.

Gdyby jednak eksperyment się nie udał, to opanowałem nową umiejętność, która pomoże mi nakłaniać uciekające pożywienie do współpracy. Mianowicie…

 

Nauczyłem się strzelać z łuku

faktoria handlowa w pruszczu gdańskim (3)

faktoria handlowa w pruszczu gdańskim (2)

W Faktorii w Pruszczu Gdańskim, która niegdyś zamieszkiwana była przez Gotów…

faktoria handlowa w pruszczu gdańskim (1)

…i od 2 000 lat wstecz do XIX wieku pełniła rolę centrum handlowego. Tylko bez wózków na 2zł, bramek na podczerwień i drzwi na fotokomórkę. Za to z możliwością negocjacji ceny. Wszystko dzięki temu, że w przeszłości Pruszcz Gdański znajdował się nad jeziorem lagunowym, gwarantującym bezpośrednie połączenie z morzem. Tym samym, stanowił jeden z końcowych punktów na szlaku łączącym bursztynonośne wybrzeża Bałtyku z terenami Cesarstwa Rzymskiego.

I jak głosi legenda (stworzona przeze mnie), najlepsze interesy ubijało się mając za plecami…

 

Wschód słońca!

pomorskie - gdańsk (6)
Bursztyn jest ładny, smaczny, miły w dotyku, poprawia krążenie, gdy trzyma się go przy sercu i sprawność seksualną, gdy leży w przedniej kieszeni spodni, ale to wszystko nic przy żółtej kuli ognia wyłaniającej się zza horyzontu. Kiedy oczy kleją Ci się jak Butapren, a w głowie wiruje jak w bębnie pralki, bo położyłeś się o 4:00, a wstałeś o 6:00 i nagle ciemność rozrywa kanonada barw we wszystkich odcieniach czerwonego w akompaniamencie mew, czujesz, że ta chwila jest warta wszystkich bursztynów polskich plaż. No, a przynajmniej połowy.

Mimo, że piasek wpadał do butów jak w środku lipca, to warto było zwlec się z łóżka, żeby zobaczyć ten widok. Zabrzmię jak Paulo Coelho, ale wschody słońca mają w sobie coś z poezji.