Close
Close

Dzisiaj krótko i zwięźle (nie napiszę, że “natemat”, bo nie chcę, żeby ktoś dostał torsji).

Zaczął się nowy rok akademicki i znów mamy napływ przyjezdnych z różnych stron polski (choć nie ukrywajmy, że głównie z Podkarpacia). Poza świeżynkami na studiach licencjackich, magisterskich i doktoranckich, jest też spory narybek pracowników biurowych. State Street i Capgemini rekrutują cały rok, ale jakoś tak wychodzi, że jesienią zawsze jest najwięcej przyjęć. Skąd by ludzie do Krakowa nie przyjechali, będąc tu nowym zawsze zadają sobie jedno pytanie: “gdzie jest to cholerne pole, na które wszyscy wychodzą?”.

Żeby ułatwić aklimatyzację w Królestwie Gołębi, i zapobiec licznym nieporozumieniom, przygotowałem słowniczek z najważniejszymi krakowskimi zwrotami.

obwarzanek = precel

borówka = jagoda

bania = kieliszek wódki

chrust = faworki

weźże = weź

kremówka = napoleonka

spaźniać się = spóźniać się

galeria = centrum handlowe przy dworcu głównym

otwarli = otworzyli

weka = bułka wrocławska

na pole = na dwór

brusznica = borówki

Czebinia = Trzebinia

rynek = centrum

Z taką ściągawką możesz bez obaw zwiedzać krypty na Wawelu. Albo pójść na zapiekanki. Jak wolisz.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Chris Brown
(niżej jest kolejny tekst)

Podoba mi się, ale i tak do niego nie napiszę

Skip to entry content

Jakiś czas temu prowadziłem zaawansowane technologicznie, ultra merytoryczne i zgodne z metodologią amerykańskich naukowców testy Tindera. Raz, że tyle się o nim nasłuchałem, że musiałem sprawdzić, z czym to się je, dwa, że nigdy nie poznawałem nikogo przez internet i zawsze byłem ciekaw, czy tak się da, a trzy, że wydawało mi się to niezłym źródłem inspiracji do tekstów na bloga. I to trzecie było strzałem ze snajperki. W sensie, że dobry pomysł. Już po dwóch dobach z klikaniem serduszek i krzyżyków wiedziałem, że będzie o czym pisać.

Główny wniosek wynikający z używania tej aplikacji randkowej jest taki, jak nagłówek tego posta.

Nawet jeśli podobasz się dziewczynie, a ona podoba się Tobie i oboje o tym wiecie, bo tylko wtedy system łączy Was w parę, to i tak nie masz co liczyć na pierwszy ruch z jej strony. Wybij to sobie z głowy. A najlepiej wypłucz solanką z jakimś mocnym kwasem, bo po wybijaniu nigdy nie masz pewności, czy coś nie zostało. Na 73 pary tylko 3 (słownie: TRZY) dziewczyny na Tinderze napisały cokolwiek jako pierwsze. Z czego u jednej to było „Ooooooo, Stay Fly, tooo ty?”, tak że się nie liczy.

Kompletny brak inicjatywy ze strony płci karmiącej jest ciekawy z kilku powodów.

 

Po pierwsze, pełna emancypacja kobiet to ściema

Co chwilę, jak kac po wódce, wraca temat równouprawnienia, identycznego traktowania, tych samych standardów, sikania na stojąco, i tak dalej, bla bla bla. I o ile w przypadku pracy, płacy i podatków kobiety faktycznie z tego korzystają, o tyle w kwestii relacji damsko-męskich większość z nich zupełnie tego nie potrzebuje i nie poczułaby różnicy, gdyby to pojęcie zniknęło z języka polskiego. Albo zostało wpisane na listę nieudanych wynalazków jak „męski zwis” i inne buble lingwistyczne.

A przynajmniej tak wynika ze statystyki mojego eksperymentu.

Żeby nie być gołosłownym i nie bazować tylko na przypuszczeniach, do części z nich napisałem. Wiadomość brzmiała mniej więcej tak: „Hej, czemu się nie odezwałaś, skoro przyszłaś tu kogoś poznać, podobam Ci się i wiesz, że Ty mi też?”

W odpowiedzi dostawałem najczęściej obronne odbicie piłeczki, czyli „a czemu ty się nie odezwałeś?” albo merytoryczne „to facet powinien zagadać pierwszy”. No tak, logiczne, w końcu mamy równouprawnienie. Podpuszczałem je wtedy, pytając, czy nie męczy ich czekanie na pierwszy krok, zwłaszcza, że karty są wyłożone na stół – ona wie, że ja jestem zainteresowany nią i na odwrót – i nic nie ryzykuje. Szły w zaparte, że to rolą mężczyzny jest inicjowanie kontaktu i kto to w ogóle widział, żeby kobieta pierwsza rozpoczynała relację.

Tylko jedna napisała, że bierność wynika z lenistwa. Pisze do niej tylu kolesi, że jej samej nie chce się wysilać i wychodzić z inicjatywą. Czeka.

 [emaillocker]

Po drugie, wygodniej jest czekać na księcia z bajki

Z rozmów z koleżankami, które też mają konta na Tinderze wynika, że to dość częste podejście. Rozleniwione „tym co jest” – czyli grupą gości, którzy piszą do nich sami – nie chcą podejmować wysiłku i rozpoczynać znajomości na własną rękę. W jakimś sensie je rozumiem – jasne, po co chodzić na ryby, skoro ryby same przychodzą (mimo, że na płetwach trudno się chodzi)? Tyle, że najczęściej nie są zadowolone z „tego co jest”. Albo nudziarze albo neandertale. Mimo to, nie podejmą same inicjatywy i nie zrobią pierwszego kroku, żeby poznać kogoś, kto będzie im odpowiadał. Czekają, aż sam zapuka.

Często dlatego, że nie chcą wyjść na desperatki.

 

Po trzecie, myli się pewną siebie kobietę z desperatką

To też wyszło w rozmowie z jedną z dziewczyn, którą zapytałem, czemu się nie odezwała. Panie są bierne, bo boją się, że ruch z ich strony zostanie odczytany jako ostatni stopień frustracji. Są przekonane, że tylko pasztety, totalne bezguścia chodzące w Crocsach i społeczne kaleki odzywają się pierwsze, bo nie mają wyjścia. Boją się, że jeśli napiszą „Cześć, fajna koszulka” albo „[cokolwiek_bez_miliarda_emotikonek]” to wyjdą na desperatki, które muszą gonić za facetami, bo nikt ich nie chce.

Bardzo mi przykro, że mają takie przeświadczenie. Przykro mi, bo to zupełna nieprawda.

Zawsze, gdy trafiałem na dziewczynę, która sama – czy to w szkole, czy na imprezie, czy w warzywniaku, czy gdziekolwiek – mnie zagadywała i rozpoczynała rozmowę, nigdy nie postrzegałem jej jako rozbitka wyrzuconego przez fale ostracyzmu na brzeg przytułku dla społecznie gorszych. Wręcz przeciwnie! Taka osoba była dla mnie jeszcze bardziej atrakcyjna, bo widać było, że jest pewna siebie, dobrze czuje się we własnej skórze i przede wszystkim wie czego chce.

A to same zalety. Same! I na pewno nie ma to nic wspólnego z desperacją.

 [/emaillocker]

wpis jest wynikiem współpracy z marką Somersby i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

W zeszłą sobotę Lord Somersby wyprawił bal w Instytucie Wysokich Napięć w Warszawie. Wiem, że to on chciał być tajemniczym spiritus movens całego wydarzenia. Komendantem melanżu, o którym wszyscy plotkują i chcą go poznać, a on tylko pojawia się i znika, elektryzując gości. Coś jak Wielki Gatsby na swoich prywatkach. Trochę tak było i rzeczywiście, gdy zjawiał się na scenie kilkanaście metrów nad ziemią wywoływał poruszenie i wszystkie oczy były zwrócone na niego. Ale bądźmy szczerzy, większość uwagi skupiało się na dziewczynach. No, przynajmniej mojej. Wybacz szefie.

To, jak to z nimi było, a konkretnie, co lubią dziewczyny Lorda Somersby?

 

Jeździć limuzyną

Party like a lord - impreza Lord Somersby (1)

Oczywiście najlepiej taką dwupoziomową, żeby, nie daj boże, nie trafił się ktoś w centrum stolicy, kto by jej nie zauważył.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (2)

Rozgrzewka w limo jednak nie zawsze wygląda tak dziko, jak na amerykańskich teledyskach. Czasem jest nuda i trzeba podpierać sufit.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (3)

Tak serio, to odkąd wesoły autobus ruszył (nie mylić ze smutnym), zaczęło się dziać i leciały pierwsze śmichy-chichy i “trąciłem cię? O przepraszam, a w ogóle to ładna sukienka, wymienimy się numerami?”. Aczkolwiek, gdyby już wtedy puścili muzykę nic by się złego nie stało. W zasadzie, to same dobre rzeczy.

Na szczęście warunki do tańczenia były już chwilę później.

 

Bawić się na koncertach

Party like a lord - impreza Lord Somersby (32)

Od wejścia wrażenie robiła nietypowa scena, bo nie widziałem jeszcze, żeby ktoś występował na piramidzie zbudowanej z sześcianów. Dyskdżokej grał w kostce niemal na samej górze, a w okół niego latały tematyczne wizualizacje i światła potęgujące klimat. No, w Aferze na Sławkowskiej to nie ma takich rzeczy.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (13)

Post użytkownika Stay Fly.

Gdy muzyka mechaniczna ustąpiła zespołom grającym na żywo, cała scena zamieniła się w jedną wielką trójwymiarową wizualizację i nie dało się nie załapać wczuty. Wyładowania atmosferyczne rzucane na piramidę sprawiały wrażenie, jakby za chwilę faktycznie miały posypać się gromy z nieba. Była moc!

Party like a lord - impreza Lord Somersby (28)

Najbardziej dało się odczuć, że jesteśmy w miejscu, gdzie faktycznie panuje wysokie napięcie, gdy za mikrofon złapała Elka Eyre. Mogłaby prowadzić szkolenia “Jak mieć 20 lat i zawładnąć salą pełną ludzi?”. Albo z profesjonalnego kręcenia włosów. No w każdym razie, dała czadu jak wybuch instalacji gazowej w bloku z wielkiej płyty.

Pić drinki

Party like a lord - impreza Lord Somersby (18)

Przygotowane przez kogoś, kto potrafi coś więcej, niż przelać, wstrząsnąć i zamieszać.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (7)

Na przykład połączyć piwo z whisky albo wiśniówką i zrobić to w taki sposób, że smakuje lepiej niż osobno. No muszę powiedzieć, że dobry gust mają te dziewczyny, nie spodziewałem się, że to będzie dobre. A było.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (10)

 

Robić dzióbek

Bez owijania w bawełnę, ani szary papier, to jest właściwa część wpisu. Czyli ilustrowany leksykon dzióbków na przykładzie dziewczyn Lorda Somersby.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (14)

Typ: Dzióbek niezdecydowany

Modelka: Smakowity Kąsek

Cechy charakterystyczne: Wywinięta dolna warga sugeruje, że to dzióbek, schowana górna, że jednak nie, przez co nigdy nie masz pewności, czy chce Ci dać buziaka, czy tylko się uśmiecha. Musisz sprawdzić na własną odpowiedzialność.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (15)

Typ: Dzióbek podpuszczający

Modelka: Glam Paula

Cechy charakterystyczne: Niby chce pocałować, ale jednak odchyla się do tyłu – klasyczna kokietka.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (16)

Typ: Dzióbek grzywiczny

Modelka: Segritta

Cechy charakterystyczne: Nie możesz skupić się na ustach, bo ciągle patrzysz na włosy. Ach, ta grzywka!

Party like a lord - impreza Lord Somersby (20)

Typ: Dzióbek czarnopolewkowy

Modelka: Honey

Cechy charakterystyczne: wciska wymówkę, że musi napić się kawy, ale tak naprawdę woli pocałować nawet filiżankę, niż Ciebie. Cóż, lepiej dostać kosza niż koszem.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (21)

Typ: Dzióbek rebeliancki

Modelka: Styl Oly

Cechy charakterystyczne: Nie zrobi dzióbka, choćbyś powiedział, że wiesz czym jest zalotka i baskinka albo czym różni się spódnica od sukienki. I faktycznie to wiedział.

Lord Somersby Party Like A Lord

Typ: Dzióbek dezorientujący

Modelka: BO4GO

Cechy charakterystyczne: Próbuje odwrócić nim uwagę od tego, co ma pod futrem.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (24)

Typ: Dzióbek na śpiocha

Modelka: Fashionelka

Cechy charakterystyczne: Jak otworzy oczy będzie mówić, że nic nie pamięta. Może też użyć popularnego zwrotu “a kim ty w ogóle jesteś?” lub “na śpiocha się nie liczy”.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (19)

Typ: Dzióbek cyklopiczny

Modelka: Pani Ekscelencja

Cechy charakterystyczne: Bierze Cię pół żartem, pół serio, dlatego patrzy tylko jednym okiem. Wzbudziłeś jej zainteresowane, ale nie wie czy można Ci zaufać, stąd chronienie twarzy dłońmi. Gdyby przypadkiem okazało się, że jesteś złodziejem pocałunków.

Party like a lord - impreza Lord Somersby (33)

Typ: Lisi dzióbek

Modelka: Ameliowy

Cechy charakterystyczne: Brak. Bo z lisami to nigdy nie wiadomo.

 

Skakać w deszczu konfetti

Processed with VSCOcam with f2 preset

Bo jak rzecz staropolskie przysłowie “kto nie miał konfetti na ramionach, temu opadną wymiona”.