Close
Close

Blog? Aaa, taka stronka w internecie?

Skip to entry content

Raz na kwartał zdarza się cud. Ktoś zaprasza mnie na nie-branżową imprezę i mam okazję poznać ludzi, którym obce są takie pojęcia jak „WordPress”, „zasięg”, czy „cholerny-brief-z-którego-nic-nie-wynika”. Są śmichy-chichy, tańce-macańce i picie-jak-u-sołtysa-na-stypie, ale zawsze prędzej, czy później, przychodzi ten krępujący moment, kiedy ktoś mnie pyta czym się zajmuję. Odpowiadam, że prowadzę bloga, co dla rozmówcy brzmi mniej więcej jak „serwisuję zapalniczki jednorazowe”, po czym wypowiada kwestię z nagłówka mając przy tym szyderczy uśmiech politowania.

Przez długi czas przyjmowałem na klatę umniejszanie mojemu zajęciu i traktowanie go jak najbanalniejszej rzeczy na świecie, która jest mniej istotna niż to, czy banany na terenie Unii Europejskiej mają właściwą krzywiznę, czy nie. I nie odpierałem ataków. Piszę o tym w czasie przeszłym, bo mimo iż zawsze uważałem, że to co robię jest istotne, to jakiś czas temu wydarzyło się kilka sytuacji, które ucementowały mnie w tym przekonaniu. I stały się argumentami nie do zbicia w dyskusji na temat tego, czy blogowanie jest czymś ważnym.

Jest. Jest ważne jak cholera i ma niebagatelny wpływ na innych ludzi.

Oto 3 najistotniejsze sytuacje świadczące o tym.

 

List od czytelniczki

Długo zastanawiałam się czy napisać ten list ale uznalam, że jestem Ci to wina… ale po kolei.

Jestem z małego miasta, przyjechalam do Krakowa na studia ponad 2 lata temu i nie znalam tu nikogo, czułam się obca i wszystko było mi takie obce, ludzie miejsca, odnalezenie się na uczelni… no wszystko. Początki były trudne, jednak nawet gdy nie miałam się tu do kogo odezwac to wiedziałam, że jest mój chłopak i że jego mam. Mimo, że był daleko bo wiele kilometrów ode mnie w rodzinnym mieście, to czułam że jest i że mogę na niego liczyć nawet jak jest tu źle. Bardzo go kochałam ale on mi ciągle powtarzał że za mało i że niepotrzebnie wyjeżdzałam bo przez tojesteśmy daleko od siebie i nie może się nacodzień ze mną spotykać. Coraz częsciej robił mi wyrzuty i mówił, że musi się zastnowić czy to ma sens i przed samą sesję gdy miałam nawięcej nauki i do tego jeszcze awarię ogrzewania w mieszkaniu, bo coś się stało z instalacją elektryczną i nie dało się tam wytrzymać, a co dopiero uczyć zostawił mnie…

Szczerze mówiąc chciałam wtedy umrzeć… Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z rodzicami, a jak dowiedzili się że mam problemy z nauką i że oblałam połowę egzaminów ojciec zrobił awanturę i powiedział, że szkoda pieniędzy na takiego darmo zjada a mama powiedziała, że się na mnie zawiodła. Była załamana, nie miałam sie do kogo zwrócić i cale dnie spędzałam w internecie na forach o depresji i szczerze mówiąc nie pamiętam już jak, ale to chyba z jakiegoś forum właśnie trafiłam na twojego bloga na artykuł ‘bez ciebie moje życie nie ma sensu’. Pamiętam że on otworzył mi oczy i dał do myślenia, że to że Sławek mnie zostawił to nie koniec świata i po nim zaczęłam się wczytywac w inne. Może to głupio zabrzmi ale poczułam, że znalazłam bratnią dusze i zaczęłam się wczytywać w inne artykuły i od jakiejś półtorej roku czytam Cię codziennie. Czasem się z Tobą nie zgadzam, ale zawsze dajesz mi do myślenia a przede wszystkim motywujesz zw łaszcza artykułami o rozwoju i spełnianiu marzeń! Jestem Ci bardzo wdzięczna za to co robisz bo nieraz Twoje artykuły wyciągały mnie z dołka i nie pozwalały poddać się depresji kiedy było już najgorzej!

Teraz jestem na trzecim roku, mam kilka kolezanek na roku i jedną taką bliższą chyba przyjaciółkę i polubiłam to miasto, mimo, że początkowo byłam negatywnie do niego nastawiona i nie czuję tak samotna, a w sumie to już prawie w ogóle. To tez dzięki Tobie bo pokazałeś mi że to miasto może być fajne i wcale nie musi być straszne dla kogoś z małego miasta i że jest dużo pieknych miejsc. Przepraszam że tak chaotycznie to piszę, ale po prostu chciałam Ci napisać, że robisz dobrą rzecz i zebyś nie przestawał bo ludziom to pomaga, a mnie pomogł to naprawdę bardzo dużo.

Dziękuję.

S.

 

Spotkanie z prezesem Raiffeisen Polbank

We wrześniu byłem w Londynie w związku z akcją reklamową na blogu. Pomijam, że w ramach wyjazdu jadłem tam świetne jedzenie w najlepszych restauracjach w ścisłym centrum miasta. Pomijam, że wjechałem na London Eye prywatną kapsułą, jakbym był co najmniej prezydentem miasta. Pomijam, że gdybym chciał zapłacić z własnej kieszeni za przelot w obie strony i wszystkie atrakcje, które miałem tego dnia, musiałbym poświęcić zarobki z całego miesiąca. Pomijam, nawet że za tę akcję dostałem całkiem przyzwoitą kasę.

To wszystko jest niczym w obliczu poznania Piotra Czarneckiego. Prezesa Raiffeisen Polbank.

Wielu moich znajomych z roku marzyło o pracy w banku. Żeby napisać magisterkę w terminie, obronić się i zagrzać krzesełko przy biurku, przy którym mogliby wysyłać maile z anglojęzyczną nazwą stanowiska w stopce. Ja nigdy nie miałem takich pomysłów, ale, gdyby mnie dziwnym trafem jakiś halny poniósł w tę stronę, nawet nie chcę się zastanawiać. Nie chcę się zastanawiać ile lat musiałbym klepać Excela, zostawać po godzinach, brać pracę do domu i rezygnować z życia nawet w weekendy, żeby móc choć zaparzyć kawę i powiedzieć „dzień dobry panie Piotrze”, „tak panie Piotrze” i „oczywiście panie Piotrze”.

A tak, piłem z panem Piotrem szampana.

Gadając jak dobrzy znajomi, o tym, o czym można gadać sobie przy szampanie. I to na szczycie London Eye. I to pan Piotr, a w zasadzie Piotrek, próbował zdobyć moją przychylność, bo wiedział, że jestem blogerem i zależało mu na tym, żebym miał pozytywne skojarzenia z jego bankiem. Z bankiem, w którym jest prezesem.

Jak zajebiste jest to?

 

Znalezienie 7 tutorów

We wrześniu też, razem z kilkoma innymi blogerami, szukałem tutorów do Akademii Przyszłości. Tutorów, czyli osób, które przez cały rok będą poświęcać swój czas na pracę z dzieciakami z trudnych rodzin. Na pomoc w nauce, odrabianiu lekcji, kłopotach z motywacją, ale przede wszystkim pomogą im uwierzyć w siebie i poczuć wartość własnej osoby.

Wśród moich czytelników znalazłem 7 osób, które zdecydowały się podjąć to wyzwanie.

7 osób, które zmienią losy 7 dzieciaków. Dzieciaków, o które nie ma kto zadbać, nie ma kto zainteresować się ich rozwojem i nie ma kto pokazać, że tylko niebo jest limitem, a życie może być spoko. Możesz powiedzieć, że 7 to nie dużo. Że 7 to tyle co nic. Ale biorąc pod uwagę, że te 7 dzieciaków będzie kiedyś dorosłymi ludźmi i być może, dzięki temu, że zajęli się nimi tutorzy, szczęśliwymi ludźmi, dla mnie to bardzo dużo.

Bo każde życie ma wpływ na dziesiątki innych.

 

***

 

Tak, prowadzę bloga. Taką stronkę w internecie.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Philippe Put
(niżej jest kolejny tekst)

848 comments

  1. Powiem krótko, oby tak dalej ;)
    Blogowanie jest fajne, ale to takie historie jak pierwsza i ostatnia dają super motywacyjnego kopa, bo to co piszemy ma większy sens dla wielu ludzi (oczywiście dwójeczka tez na propsie :P )

  2. Faktem jest, że jeśli ktoś w blogowaniu nie siedzi, to jest wielce zdziwiony tym, jak wiele blogi mogą wnosić do naszego życia. Z jednej strony wkurza to trochę nas, jako twórców, z drugiej natomiast jest fajne, bo generuje element zaskoczenia. Już nie raz się spotkałam z osobami, które miały nastawienie: “Blogi? A co to?!”, potem przepadały – jako czytelnicy, a nawet sami zaczynali tworzyć i to z fajnym skutkiem. :)

  3. Z punktu widzenia czytelnika też jest irytujący (choć na pewno znacznie mniej) aspekt pt.: “GDZIE to wyczytałaś/widziałaś/skąd to wiesz/co czytałaś? Bloga? Aaaaa, daj spokój.” Cudzysłów pełen politowania dookoła tego “bloga” słyszalny z kilometra.

    A to jest taka głupota. Ładnie obfotografowane blogi kulinarne sprawiły, że nabrałam ochoty na eskerymentowanie w kuchni. Blogi parentingowe to dla mnie fajna, ciepła przystań + nieustanne źródło inspiracji do pracy z dziećmi. Teatralne, filmowe, książkowe – pozwoliły mi jeszcze bardziej poszerzyć swoją wiedzę na te interesujące mnie tematy. Kosmetyczno-urodowe, często połączone z vlogami, pokazały, że – chociaż nigdy nie była mi to bliska tematyka – dzięki charyzmie i w ogóle podejściu autora zwykli, szarzy czytelnicy/widzowie mogą się modą i urodą dobrze bawić. Jest w ogóle sporo rzeczy, którymi w ogóle bym się nie zainteresowała (zawsze mi tu Ziołowy Zakątek przychodzi do głowy), gdyby nie blogi i internet.

    Plus dyskusje, ZAWSZE dyskusje. To dzięki blogom mam często okazję pogadać z kimś innym niż najbliższymi znajomymi na tematy, o których albo teraz głośno, albo są dla mnie ważne, albo mnie zaintrygują.

    A czasami po prostu wchodzę na czyjąś stronę, bez oczekiwań i bez wyobrażeń co do tego, co zastanę, i trafiam na ciekawy wycinek z czyjegoś życia, doświadczeń, przemyśleń. I zawsze się to świetnie czyta, bo wiem, że powstało specjalnie dla mnie, dla czytelnika.

    1. Ludzie dzielą się na tych, którzy czytają/piszą blogi i na tych, którzy zupełnie nic o nich nie wiedzą. Więc to jakby brać udział w zupełnie innej rzeczywistości.

      1. Pewnie, ale brak wiedzy czy zainteresowania nie uprawnia do wypowiadania się w pełnym pobłażania tonie. Nie kręci mnie składanie modeli samolotów albo malowanie figurek albo rpg, ale wiem, że w każdej z tych dziedzin są ludzie, którzy tworzą właściwie kulturę i nie przyszłoby mi do głowy, żeby to umniejszać tylko dlatego, że sama tego nie robię.

        1. Ja się zgadzam.
          Tylko że gdy siedzimy w centrum blogosfery, wydaje nam się, że jest ona czymś oczywistym. Dla wszystkich. Otóż, pobudka – nie jest. Wielu ludzi nie zna i nie rozumie fenomenu blogowania. Nie ma co się na to obrażać.

  4. …nie zapominaj, że istotne jest również to, iż Twoi czytelnicy niejednokrotnie ryczą ze śmiechu czytając rozmaite barwne porównania i inne metafory Twojego autorstwa. To również ma wpływ na ludzi – bo ludzie mają dzięki temu znacznie lepszy nastrój :).

    1. Ojj, zgadza się. Albo tekst o używaniu emot, który czytałam z odpowiednią intonacją na głos kilku osobom… To jest dopiero wnoszenie dobra do czyjegoś życia, Janku. :D

      1. Jak już jesteście obie w tak bliskiej odległości, to muszę zadać to pytanie, bo od dawna mnie nurtuje: czy Ty i @aleksandramuszyska:disqus jesteście siostrami?

        1. Nie. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem. :D Ale prawdopodobieństwo, że pod każdym tekstem dziewczyna o takim nazwisku zostawi komentarz jest większe niż w przypadku właścicieli innych!

        2. “Przynajmniej nic o tym nie wiem” – zdanie-klucz; możliwe, że nasz wspólny ojciec też nie wie :D. Ale prawda, że Muszyńskich jest od metra.

Comments are closed.

Zanim rzucisz kamieniem w chłopaka z PiSu

Skip to entry content

NaTemat – światowy mistrz w kategorii „kopiuj-wklej” – upublicznił film z kandydatem PiSu na radnego Radomia, wprawiając w ruch tym samym spiralę nienawiści. We wrzuconym materiale młody działacz – Eryk Brodnicki – przeklina i niepochlebnie wypowiada się o Uniwersytecie Warszawskim i swoim partyjnym zwierzchniku. Do Bogusława Lindy w “Psach” nieco mu brakuje, ale trochę tych “kurew” jest, przez co upublicznienie filmu zaowocowało falą agresji skierowaną w chłopaka.

Zanim wydasz wyrok na Eryka, pomyśl najpierw o 3 aspektach tej sprawy, które nie są poruszane w miejscach linkujących to wideo.

 

Po pierwsze, to nie była oficjalna sytuacja

To były wypowiedzi „zza kulis”, a główny zainteresowany był przekonany, że jest w prywatnej sytuacji, nie spodziewając się, że ktoś może to kiedykolwiek upublicznić. Od polityka, który ma reprezentować nasze interesy wymagamy więcej niż od Henia Złotej Rączki, fakt. Nie znaczy to jednak, że nie ma on prawa do spuszczenia ciśnienia i odreagowania presji jaka wiąże się z byciem osobą publiczną. A bycie w pracy 24 godziny na dobę i rozliczanie się z każdego zachowania, to naprawdę dużo stresu.

Jasne, zwroty typu „elita spod gołębnika, kurwa”, czy „nie ma chuja we wsi”, to frazy dalekie od tego jak chciałbym, żeby wypowiadali się politycy, ale z drugiej strony, znasz kogoś, komu nie zdarzyło się poprzeklinać na kameralnym spotkaniu z kumplami?

 

Po drugie, ktoś montował ten film z premedytacją by zniszczyć chłopaka

Pomijam, że ktoś z kręgu bliskich mu osób zachował się strasznie kurewsko udostępniając to nagranie „portalowi” naTemat, ale zwróćcie uwagę na montaż tego filmu.

Surowy materiał z kamery z wypowiedziami Eryka oscylował zapewne w okolicach 2-3 godzin. Człowiek, który podłożył mu świnię był na tyle wyrachowany, że nie udostępnił całości. Nie zrobił tego, bo wiedział, że miałaby wtedy neutralny, a nie tak jednoznaczny, wydźwięk. Zadał sobie tyle trudu, by usunąć wszystkie normalne wypowiedzi i zostawić tylko perełki, w których chłopak rzuca mięsem.

Ba, chciało mu się siedzieć nad montażem, by odpowiednio poprzycinać sceny i ułożyć z nich zgrabną całość, a w momentach, kiedy padają jakieś nazwiska powstawiać zdjęcia sytuacji, o których mowa. Co ciekawe, jeśli wpiszecie „Brodnicki Suski” albo „Brodnicki Tusk” w Google nie znajdziecie ich. Ciekawe skąd anonimowy człowiek, który podesłał nagranie miał wiedzę, gdzie znaleźć te fotki i determinację, żeby zrobić tak dopracowany filmik wymierzony na viral?

Zastanawiające jest też, że wideo nie pojawiło się na jakimś tam przypadkowym koncie, jak dzieje się to zazwyczaj w tego typu sytuacjach, ale wystartowało od oficjalnego kanału naTemat. Przypadek?

 

Po trzecie, czy rzucanie kamieniami w Eryka to adekwatna reakcja?

Ja rozumiem, że ktoś może być zbulwersowany tym, że przyszły radny wypowiada się jak bohaterowie „Symetrii”. Jasne, też nie jestem zachwycony. Ale, czy to aby na pewno powód, by reagować taką agresją i zrównać go z ziemią? Czy to, że użył paru niecenzuralnych zwrotów usprawiedliwia zbiorowy lincz i daje prawo tłumowi, by zwracać się do niego w ten sposób?

ERYK BRODNICKI ANTYSPOT PIS RADOM 16

Nie wydaje mi się, żeby Eryk zasłużył na takie ukamieniowanie. Co więcej, czytając niektóre komentarze, mam wrażenie, że jego wypowiedź była idealnie dostosowana do języka wyborców.

Najlepsze uliczne historie: październik

Skip to entry content
najlepsze uliczne historie październik
autorem zdjęcia jest Armando G Alonso

W związku z tym, że wrześniowy post z dialogami wyłapanymi między Nową Hutą, a Borkiem Fałęckim został przez Was ciepło przyjęty, to jego kontynuacje będą się co jakiś czas pojawiać na blogu. Pewnie raz na 2 miesiące z 10-tką najbardziej niespodziewanych rozmów na jakie było mi dane się nadziać. Lub sprowokować, bo w aktualnym, w kilku wymianach zdań  sam uczestniczę.

 

#1 Złote myśli z kategorii damsko-męskich w Banialuce:

– …nie wiem stary, może jednak ją olej. Młode dupy są głupie.
– Ale mają jeden duży plus.
– Są młode?
– Tak.

 

#2 Podczas wyrabiania karty Euro26 u przepięknej Pani w Rainbow Tours:

– Czyli nie ma problemu, że już skończyłem 26 lat?
– Dla mnie żadnego.

 

#3 Jazda komunikacją miejską nigdy nie zawodzi:

– Przez pierwsze 2 lata w ogóle nie lubiłam was.
– “Was” to znaczy kogo?
– No was – studentów prawa.
– A potem?
– A potem zaczęłam się z jednym spotykać i zmieniłam zdanie.
– Spotykać czy sypiać?
– A co to za pytanie, co ty myślisz, że już w sądzie jesteś?

 

#4 Dialog na lotnisku jak miesięczna kumulacja tekstów z ZAGRANICO. W akcji dwóch seniorów, którzy po latach emigracji odwiedzają Polskę:

– …and I remember jak to było studying in Polska.
– Here in Cracow, czy gdzieś indziej?
– Here. Na Jagellionian University. But it was całe wieki ago.

 

#5 Tekst wieczoru na spotkaniu przed rozpoczęciem Blog Forum Gdańsk:

– Chciałbym, żeby twój chłopak nie był twoim chłopakiem, tylko ja.

 

#6 Ploteczki dwóch pierwszoroczniaczek nad Wisłą:

– I słuchaj, ci ludzie z AISECU to jacyś dziwni. Jakieś tańczenie w kółeczku, jakieś takie rzeczy, no każdy tańczy sam. Bez sensu.
– Ale że co?
– No, nie po to się maluję i kręcę włosy, żeby ci kolesie nawet mnie nie wyobracali, rozumiesz?

 

#7 Sprowokowane w mojej własnej kuchni:

– I jak z chłopakami?
– Nic, nuda.
– Przecież byłaś wczoraj na imprezie.
– Tak, ale to z kolegami.
– I nic się nie działo?
– Jeden wyznawał mi miłość, ale on tak zawsze ma jak za blisko niego siądę.

 

#8 Takie tam towarzyskie pogaduchy na imprezie integracyjnej:

– Wiedziałeś jej spódnicę?
– Nie, ale widziałem jej twarz i podziękuję.

 

#9 Między nami kobietami w czwórce w stronę dworca głównego:

– …i nie jem w ogóle makaronów, ani takich rzeczy, bo to ma masę węglowodanów.
– No, no, ja tak samo.
– Przecież wczoraj jadłaś lazanię.
– No i?
– No i, to jest przecież z makaronem.
– Co ty gadasz, jak tam nie ma nigdzie spaghetti. Może w tej biedronkowej, ale ja jadłam porządną z Almy.

 

#10 Rozmowa dwóch pierwszoroczniaczek na przystanku pod Bagatelą:

– O raju, nie mogę uwierzyć, że to już tydzień. Tyle imprez, o matko! Dobrze, że wracam na weekend do domu, bo bym się przepipła, hihi.
– No, mnie też szybko zleciało.
– A jak ci się podoba w szkole, fajnych masz ludzi?
– W jakiej szkole Gośka?
– No, na studiach.
– Boże, nie w szkole, tylko na uczelni! Nie rób przypału, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy w liceum!

 

Jeśli w ostatnim miesiącu byliście świadkami (lub współautorami) jakiegoś zabawnego dialogu, to śmiało, podzielcie się.