Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #1: “Moda na sukces”, Janusz Korwin-Mikke i księżniczka Leia

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest desde la florescencia
autorem zdjęcia jest desde la florescencia

W związku z tym, że post o ciekawych profilach na Facebooku cieszył się przeogromnym zainteresowaniem (prawie 60 000 odsłon!), dało mi to domyślenia, że możecie częściej chcieć czytać o ciekawostkach w sieci. Stąd pomysł, na “Cotygodniowy Przegląd Internetu”, czyli prasówkę z wartymi uwagi linkami wieńczącą tydzień. Przegląd najprawdopodobniej będzie ukazywał się co piątek wieczorem (koło 20:00), tak żeby przez weekend umilił Wam jeżdżenie na imprezy komunikacją miejską i całodniowe zbieranie się z łóżka dzień po.

W tym tygodniu trochę polityki (choć w luźnym wydaniu), ale nie dało się tego uniknąć.

 

Masakruj lewaków cytatami Janusza Kowin-Mikke: na KorwinIpsum (cóż za piękna nazwa!) możecie wylosować sobie przypadkową wypowiedź Janusza rzuconą w jakimś programie. Czasem śmieszną, czasem straszną, a czasem całkiem poważną.

Zdjęcia do darmowego użytku: każdy, kto tworzy coś do internetu i potrzebuje ilustrować swoje prace z pewnością będzie wdzięczny za KaboomPics. Ja jestem bardzo, bo raz, że ładne zdjęcia, a dwa, że autorką jest jedna z czytelniczek.

TVP1 kończy emisję “Mody na sukces”: o tym, że nie zobaczymy już Ridża i Bruk w publicznej telewizji pewnie wiecie, ale na Wirtualnych Mediach przeczytacie dlaczego tak się stanie.

System PKW nie działa, bo nikt nie chciał go zrobić: ciekawy, choć krótki tekst na AntyWeb o tym, dlaczego wciąż głosy nie są policzone.

Prześladowanie księżniczki Lei: kilka tygodni temu po Facebooku latał filmik, gdzie amerykanka przez 10 godzin chodzi po ulicy i ciągle ktoś ją zaczepia albo komentuje jej cielesność, przez co czuje się napastowana. Wideo doczekało licznych przeróbek, a jedną z najlepszych jest wersją z księżniczką Leią z “Gwiezdnych Wojen”.

Post użytkownika Jan Favre.

 

Gra tygodnia: autorem gry jest najprawdopodobniej Chińczyk (krzaki zamiast liter), więc nazwijmy ją najogólniej “Grą w kolory”. Wciąga chyba jeszcze bardziej, niż 2048, więc ostrzegam, że klikacie na własna odpowiedzialność.

Klip tygodnia: Quebonafide to jeden z najlepszych raperów młodego pokolenia, który mocno wychodzi poza schematy, w każdym aspekcie swojej twórczości, także tym bardziej warto sprawdzić klip do numeru “Carnival”.

 

Damska stylówka tygodnia: Venila Kostis już dawno przestała być typową szafiarką, jednak jak już wrzuca stylizacje, to na kozaku. Ta, którą widzicie poniżej, to w ramach akcji promującej grę komputerową “Assassin’s Creed Unity”. Właśnie tak powinno robić się reklamy na blogach!

zdjęcie pochodzi z bloga venilakostis.com
zdjęcie pochodzi z bloga venilakostis.com

 

Męska stylówka tygodnia: raczej stronię od marynarek i oficjalnych ciuchów, ale ten jokerowy zestaw całkiem spoko.

zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com
zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com

 

Fanpage tygodnia: mimo, że średnio czuję klimat stolicy, bo Kraków ma zdecydowanie inną atmosferę, to w profilu kręcącym bekę z prezydenta Warszawy – Hanny Gronkiewicz-Waltz zakochałem się momentalnie.

Post użytkownika Hozmówki z Hanną.

 

To tyle ode mnie. Spokojnej niedzieli i jeśli macie jakieś swoje internetowe perełki z tego tygodnia, to wrzućcie linki do komentarzy.

(niżej jest kolejny tekst)

Sytuacje w życiu, gdy przydaje się czekolada

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Beskidzkie

Post użytkownika Kochamy Łakocie.

„Czekolada nie jest substytutem miłości. To miłość jest substytutem czekolady”, „badania wykazują, że 14 na 10 osób lubi czekoladę”, „zrównoważona dieta, to czekolada w obu dłoniach” – te i inne mądrości znajdziecie na profilu „Kochamy Łakocie”. Jedne hasła są mniej serio, drugie również, ale nie ma co ukrywać, że jest kilka takich chwil w życiu człowieka, gdy czekolada staje się dobrą kumpelą. I to bardzo dobrą, a im zimniej tym częściej nią bywa.

Póki co na termometrze zera jeszcze nie ma, ale szalik, czapka i rękawiczki już wydostały się z mojej szafy, więc to chyba dobry moment, żeby zebrać do kupy sytuacje, kiedy czekolada wybitnie się przydaje.

 

Urodziny w podstawówce

Kiedy „Pana Tadeusza” znałem tylko w wersji pisanej, a nie lanej, mając urodziny zawsze przynosiło się do szkoły słodycze i rozdawało reszcie klasy. Cukierki Mini cieszyły się umiarkowaną popularnością, natomiast Mieszanka Krakowska miała wzięcie jak dopłaty z unii u rolników. Babcia zawsze dbała, żebym miał spory worek z galaretkami oblanymi czekoladą w dniu swoich urodzin, przez co, przy co drugiej ławce słyszałem: „mogę dwa?”. Co ciekawe, gdy poszedłem do pracy, okazało się, że to wciąż działa.

 

Gdy rzuci Cię chłopak

Oczywiście, jeśli jesteś dziewczyną, bo u chłopaków chyba jednak jest trochę inaczej. W sytuacjach nagłej zmiany statusu związku, gdy przyjaciółki nie mają czasu lub, co gorsza, zawiodą, sprawdza się zasada „czekolada nie pyta, czekolada rozumie”.

 

Wycieczka w góry

Smakołyk z ziaren kakaowca pobudza, dodaje energii i przyciąga zalotne spojrzenie wszystkich jednostek płci przeciwnej na szlaku. Info z pierwszej ręki od Michała – mojego kumpla, który w te wakacje zdobył Pik Lenina – jeden z trudniejszych siedmiotysięczników. Inni znajomi podróżnicy też potwierdzili pierwsze dwie właściwości.

 

Motywacja

Możesz uczyć się do sesji wmawiając sobie, że to dla Twojego dobra. Możesz klepać raport dla przełożonego mając nadzieję, że doceni to czymś więcej niż „dziś nie musisz zostawać po godzinach”. Możesz przygotowywać się do maratonu myśląc o tym, że w trakcie ćwiczeń stracisz piątkę albo nawet dychę. Ale nic Cię tak nie zmotywuje do ukończenia mało podniecającego zadania, jak nagroda po każdym jego etapie. Na przykład w postaci kostki czekolady. Czy tam tabliczki.

 

Gdy chcesz portollować ludzi

Napisz dla beki na Facebooku, że karmisz swojego psa czekoladą. Albo jeszcze lepiej, zrób zdjęcie jak wkładasz mu ją do miski. Działa na psiarzy jak czerwona płachta na byka.

 

Dzień nauczyciela

A w zasadzie to nauczycielki. Niby cieszą się na kwiaty, bo mogą je sobie postawić na biurku w pracy, albo jeszcze lepiej, na stole w domu i wzbudzić zazdrość i podejrzenia męża, który zapomniał, że to dziś TEN dzień, ale kogo chcą oszukać? Roślinek nie zjedzą i na zieleninę nie szklą im się tak oczy, jak na widok sporego pudełka brązowych łakoci.

 

Gdy masz dziewczynę

a) i chcesz, żebyście tym razem obejrzeli Twój film

b) usiłujesz wykręcić się od poznawania jej rodziców

c) próbujesz namówić ją na seks

d) pokłóciliście się

e) <wpisz_cokolwiek_innego_i_tak_się_ucieszy>

 

Walka z jesienną depresją

Jakiś temu pisałem Wam, że dołączam do manifestu Beskidzkich i będę zagryzał słotę za oknem czymś specjalnym od nich. Bo jak jest słodko, to samopoczucie lepsze, a tu w niej jeszcze i witaminy, i minerały, i proces starzenia opóźnia. Jeśli czytacie Segrittę, Nishkę albo Aurorę, to już wiecie co jest grane. Jak nie, to dobrze, bo ja chciałem Wam powiedzieć o co cho.

hdr

A chodzi o to, że pojawiło się coś słodkiego, czego wcześniej jeszcze nie próbowałem. Dobra, bez kozaczenia, wszystkich cukierków na świecie nie pozjadałem, ale o paluszkach (na słono) oblanych belgijską czekoladą (na słodko) nie słyszałem w ogóle. I do słuchania jest tu niewiele, za to do przegryzania, a w zasadzie pożerania, sporo. Na początku podchodziłem z dystansem, bo jak to tak słone ze słodkim? Nie po bożemu przecież. Ale z każdym gryzem dystans znikał, aż znikły wszystkie paluszki z paczki. To znaczy paczek. No bez kitu, dobre.

Beskidzkie łakocie - paluszki w mlecznej czekoladzie 2

W najbliższym czasie raczej nie grozi mi brak pomysłów na sytuacje w życiu, w których może się przydać czekolada, bo od tygodnia każda sytuacja jest taką, ale jeśli Wam przychodzi coś do głowy, poza wcześniej wymienionymi, to śmiało.

“Lumberseksualizm”, czyli pierdolenie o modzie na prawdziwych mężczyzn z brodami

Skip to entry content

Praktykantów z naTemat poniosło i stwierdzili, że spróbują czegoś inny niż metody “kopiuj-wklej” przy klepaniu “artykułów”. Nie wiem, czy w “redakcji” obiecali im darmową kawę w nadgodzinach , czy przyjście jesieni zaburzyło ich gospodarkę hormonalną, ale jeden, a w zasadzie jedna z nich wpadła na szalony pomysł, że napisze coś sama. I napisała większy zbiór grafomańskich głupot, niż niusy na Pudelku (za co w jakimś sensie należy jej się uznanie, bo myślałem, że ten poziom jest już nie do przebicia), o tytule, który widzicie na grafice poniżej.

Farmazony na temat lumberseksualizmu (kolesi z brodami, którzy mają być odrodzeniem “prawdziwych mężczyzn”) są na tyle idiotyczne i żenujące, że musiałem się do nich odnieść.

Lumbersexual - mężczyźni drwaloseksualni

Stało się, koniec ery metroseksualnych mężczyzn. Potwierdzają to zgodnie “The Guardian”, “Newser” i “Cosmopolitan”. Czas na lumberseksualnych. Są brodaci, niesamowicie męscy i ubierają się jak drwale.

No jak “Cosmopolitan” coś potwierdza, to musi być to prawda. Nie ma wyjścia, z tak rzetelnym źródłem się nie dyskutuje.

Wprowadzone przez Marka Simpsona w 1994 roku w The Independent pojęcie, jako połączenie metropolii i heteroseksualizmu, szybko uległo stereotypom i dziś metroseksualny mężczyzna kojarzy nam się raczej pejoratywnie. “Kobiecy” mężczyźni, jak zwykło się mówić, powoli jednak zostają zastąpieni przez zupełnie inny typ.

Czyli wszyscy metroseksualiści zostaną teraz zagazowani, czy rytualnie spaleni na stosie, żeby ich miejsce mógł zająć “zupełnie inny typ”? Bo jak rozumiem, nie dochodzi tu do żadnej przemiany osobowościowej, tylko brodacze wchodzą do domów metro i mówią im, żeby sobie poszli i umarli, bo czasy się zmieniły i teraz oni tu będą mieszkać, tak?

Podczas gdy metroseksualizm odznaczał się przesadnym dbaniem o siebie, pożądaniem za modą i celebrowaniem własnej cielesności – lumberseksualizm stanowi zupełne przeciwieństwo. Mężczyzn takich nie interesują aż tak bardzo kosmetyki, nie usuwają nagminnie owłosienia, nie są wrażliwi i delikatni.

Po czym, autorka zamieszcza jedno zdjęcie…

lumberseksualny

…na którym chłopiec ma idealnie wystylizowaną fryzurę i wyregulowane brwi, a później drugie…

 [emaillocker]

lumberseksualizm

…gdzie typ ma dodatkowo wydepilowaną klatę. Brawo! W rzeczy samej z fotek, aż bije, że chłopaki ani przesadnie nie dbają o siebie, a nie celebrują własnej cielesności. Lepiej zobrazować się tego nie dało!

I tak, brody wcale nie znikają, a mężczyźni ubierają się w kraciaste koszule, toporne buty i z plecakiem na plecach biegną do lasu. Noszą tatuaże, jedzą prawdziwe mięso i potrafią naprawić zepsuty kran.

Te dwa zdania są tak komiczne, że chwilę zastanawiałem się, czy jest sens je w ogóle komentować. Rozumiem, że bieganie w topornych butach z plecakiem (koniecznie na plecach) ma dodać im charakterności? I biegną do tego lasu niezależnie, czy mieszkają w Zakopanem, czy w skutym betonem centrum Katowic? A ten motyw z “noszeniem tatuaży” i jedzeniem “prawdziwego mięsa” już w ogóle brzmi jak nieśmieszna parodia opiniotwórczego tekstu. No chyba, że te ich tatuaże faktycznie można nosić albo ściągać, a prawdziwe mięso to tylko to, które udusisz gołymi rękami na przebieżce po Puszczy Białowieskiej.

Bo dziewczyny się cieszą na myśl o facecie, który złoży kredens, przeprowadzi przez las, porąbie drewno do kominka i otworzy butelkę zębami.

Oczywiście każda kobieta już od piaskownicy marzy o mężczyźnie, który będzie jej otwierał butelki zębami, wbijał gwoździe dłonią, mieszał beton kolanem i zatrzymywał pędzący pociąg uchem. Pomijam to, że posiadanie brody nie jest równoznaczne z posiadaniem jakichkolwiek zdolności manualnych, ale rąbanie drewna do kominka w czasach, gdy mieszkamy w blokach i mamy miejskie ogrzewanie, to jakieś kuriozum. A sugerowanie, że każda dziewczyna marzy o neandertalu, bardziej urąga paniom, niż panom.

Który nie używa więcej kremu pod oczy od nich i nie podkrada jej maszynki do golenia.

Nie wiem z kim autorka tekstu spotykała się do tej pory, ale jeśli używali jednej maszynki na spółkę, to gratuluję doboru partnerów. I stosunku do zasad higieny.

Nie będę już się odnosił do tego, że tak lansowani przez Aleksandrę Zawadzką lumberseksualiści są równie wystylizowani co metroseksualiści, którymi tak gardzi, ale jeśli posiadanie brody jest dla niej kwintesencją męskości, to szczerze współczuję.

 [/emaillocker]