Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #2: pieniądze, “Gwiezdne Wojny” i Make Life Harder

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Marcelo Braga
autorem zdjęcia jest Marcelo Braga

Tematy w drugim odcinku “Cotygodniowego Przeglądu Internetu” nieco bardziej serio niż w pierwszym, bo jest trochę o pracy, pieniądzach i najbardziej kultowej serii filmów fantastyczno-naukowych. Ale żeby nie było, że same poważne rzeczy, to fanpage, klip i gry tygodnia starają się to balansować.

 

Ile przepłacasz na jedzeniu? Pierwszy skarbnik polskiej blogosfery – Szaffi znany także jako Michał Szafrański – pisze o tym, że Monte w zależności od sklepu, może kosztować nawet 71% więcej. Brzmi śmiesznie dopóki nie przełożysz sobie tej zależności na cały koszyk z zakupami.

Pierwsze miasto wolne od reklam: władze francuskiego miasta Grenoble postanowiły usunąć z ulic wszystkie billboardy, a w ich miejscu posadzą drzewa. Podeślecie tę publikację samorządowcom w swoich miejscowościach?

Jaki język programowania jest najbardziej dochodowy? Jeśli doszło do Ciebie, że studiowanie zarządzania to większa pomyłka, niż wprowadzenie amnestii w 2007 i myślisz o zajęciu się programowaniem, to sprawdź ten tekst.

Jak to jest być korektorem? Najbardziej znana krakowska poprawiaczka przecinków – Ula Łupińska – mówi o tym, jak to jest większość czasu, w którym nie śpi spędzać z nosem w książkach. Książkach, które mają błędy gramatyczne, merytoryczne, a czasem i ortograficzne.

 

Fikcyjny zwiastun nowej części “Gwiezdnych Wojen”: przeleciał po Fejsie jak szafiarka przez wyprzedaż w Zarze, przyprawiając psychofanów serii o palpitację serca.

 

Prawdziwy zwiastun nowej części “Gwiezdnych Wojen”: dopiero nabiera mocy, rozkręcając się w strumieniu aktualności, a już dyżurni na pogotowiach nie nadążają z przyjmowaniem zgłoszeń o zawałach.

 

Najlepsze gry na androida: dobrze zastanów się, czy chcesz zobaczyć to zestawienie,  bo możesz przepaść na kilkanaście godzin. Albo bezpowrotnie.

Klip tygodnia: Rasmentalism szykuje się do nowej płyty i po singlu mogę powiedzieć, że zamawiam z miejsca. Polecam, mimo, że tytuł wybitnie niekrakowski.

 

Damska stylówka tygodnia: mimo, że sweter i zakolanówki to zestaw totalnie prosty, to niewiarygodnie efektowny i seksowny, choć nie oszukujmy się, że modelka też gra tu istotną rolę. Cajmel ogólnie ma w sobie coś takiego hipnotyzującego, że patrząc na nią momentalnie się uspokajam.

zdjęcie pochodzi z bloga Cajmel.pl
zdjęcie pochodzi z bloga Cajmel.pl

 

Męska stylówka tygodnia: znowu zbyt oficjalnie jak na mnie, ale cholera, jeszcze nie widziałem, żeby jakiś facet tak genialnie lewitował jak Quyen Mike, a na jego blogu jest tego więcej.

zdjęcie pochodzi z bloga  quyenmike.com
zdjęcie pochodzi z bloga quyenmike.com

 

Fanpage tygodnia: sztandarowi prześmiewcy Kasi Tusk mieli lekką przerwę, ale wrócili i to z przytupem. Jak zwykle celnie i śmiesznie, aczkolwiek zawsze czytając ich statusy zastanawiam się, czemu nie założą sobie po prostu bloga.

Post użytkownika Make life harder.

 

Ode mnie to wszystko. Jak macie coś ciekawego od siebie, to wiecie co z tym zrobić, a jak znacie jakiegoś Andrzeja to pozdrówcie. Andrzeję w sumie też, bo przecież gender.

(niżej jest kolejny tekst)

kubuś puchatek tuszyn radni

Jest taki serwis w sieci jak ASZdziennik, będący satyrą dziennikarsko-polityczną i podaje same zmyślone niusy, kpiąc z posłów i portali informacyjnych. Większość artykułów jest naprawdę bardzo zabawnych, bo w absurdalny sposób komentuje aktualne sytuacje. Losowe nagłówki z tej strony to „Nowa orientacja seksualna. Część populacji czuje pociąg, ale tylko do ludzi atrakcyjnych”, „Rewolucja w prawie pracy. Dwa razy w roku będzie można zgłosić nieprzygotowanie”, czy „Pilne: System PKW zyskał samoświadomość i przejął kontrolę nad polską armią”.

Coraz częściej mam jednak spory problem z odróżnieniem niusów z ASZDziennika od tych „normalnych” przeglądając strumień aktualności na Facebooku. Ostatnio miałem tak wczoraj, widząc tekst zatytułowany „Kubuś Puchatek jest nieprzyzwoity i „nieokreślony płciowo”? Tak sądzą radni Tuszyna”. A był to artykuł na stronie TVN24. I to całkiem na serio.

Osoby rządzące miastem Tuszyn w województwie łódzkim, stwierdziły, że Kubuś Puchatek – postać z bajki, na której wychowały się miliony dzieci, w tym ja – nie może zostać patronem placu zabaw, bo nie nosi majtek. W dodatku jest postacią kontrowersyjną, bo trudno ustalić jego płeć, co daje przypuszczenia, że jest hermafrodytą. Myślałem, że gdy posłanka PiSu chciała zakazywać kopulacji osłom w poznańskim zoo, wszelkie granice absurdu zostały definitywnie przekroczone, ale najwyraźniej politycy dopiero się rozkręcają.

Cóż, jeśli tak genialna postać jak Kubuś Puchatek jest wrogiem publicznym numer jeden, to uważam, że pierwszą rzeczą jaką powinni zająć się radni Tuszyna w przyszłym tygodniu, to stworzenie czarnej listy bajek, które są siedliskiem zła. Poniżej moje propozycje, które natychmiast powinny zostać wycofane z oficjalnego obiegu, ze względu na propagację zwyrodnienia.

„Smerfy” – klasyka wynaturzenia – kilkudziesięciu samców i jedna samica. Jak można dzieciom pokazywać tło zbiorowego gwałtu?

„Muminki” – główni bohaterowie wykazują cechy obojnacze, a bajka obfita jest w akcenty psychotyczne – hatifanty, Buka. W dodatku jedyna postać przypominająca człowieka – Włóczykij – ma rys głębokiej depresji.

„Żwirek i Muchomorek” – kolesie śpią w jednym łóżku, czy trzeba dodawać coś więcej?

„Kaczor Donald” – wybitnie szkodliwy szatański pomiot, promujący kanibalizm. W jednej ze scen Donald razem z siostrzeńcami je kaczkę!

„Gumisie” – podprogowa promocja narkomanii. Gumisie ciągle spożywają produkowany w ukryciu sok z gumijagód, po którym są nienaturalnie pobudzone.

„Tom i Jerry” – poziom przemocy, który serwuje ta bajka bije na głowę kroniki policyjne, walki w klatkach i promocję na Crocsy w Lidlu.

„Miś Yogi” – stary kleptoman Yogi wprowadza małoletniego Bubu w światek przestępczy, pokazując mu w każdym odcinku nowe techniki kradzieży. Jak chore jest to?

„Krowa i Kurczak” – nie dość, że gender, to jeszcze międzygatunkowy. Twórcy sugerują, że mężczyzna i kobieta mogą mieć dzieci w postaci zwierząt i wychowywać je jak ludzi. Włosy mi się jeży na rękach, jak przywołuję te obrazy z pamięci.

„Scooby Doo” – nie dość, że Kudłaty jest ciągle najarany i ma gastrofazę, to jeszcze faszeruje psa słodyczami. Zło!

Mam nadzieję, że politycy w końcu się tym zajmą. Nie chcę, żeby moje dziecko miało styczność z taką patologią.

Czego musi obawiać się dziewczyna na Tinderze?

Skip to entry content

Wniosków z używania najpopularniejszej aplikacji randkowej ciąg dalszy. Najpierw pisałem, o złych praktykach przy szukaniu chłopaka na Tinderze, a potem o tym, czemu dziewczyny nie zagadują jako pierwsze. W związku z tym, że oba te teksty były z perspektywy faceta, to uznałem, że czas na zmianę. Przez ostatnie kilka dni (po sterroryzowaniu mojej kumpeli, żeby użyczyła mi telefonu) udawałem kobietę, żeby sprawdzić jak to jest szukać pary do tanga i przytulanka z tej drugiej strony.

Obiegowa opinia o Tinderze jest taka, że to niemal bezgotówkowy wirtualny burdel, gdzie wszystkim chodzi o jedno. Ewentualnie o drugie, ale jakoś zwolenników anala zawsze jest mniej. Czy faktycznie tak jest? Czy rzeczywiście kliknięcie ptaszka przy zdjęciu faceta, to jednocześnie postawienie ptaszka w jego gaciach? Czy naprawdę kobiety traktowane tam są przedmiotowo? Jak kule do kręgli?

Już Wam odpowiadam.

 

Czy wszystkim na Tinderze chodzi o seks?

Powiedziałbym, że każdemu kto chce być w związku chodzi o seks, bo tym się różni przyjaźń od bycia z kimś, że oprócz tego, że się lubicie, jesteście w stanie ze sobą rozmawiać dłużej niż 5 minut i czasem pójdziecie do kina, to ze sobą sypiacie. Wiem, że dla niektórych to odkrycie na miarę lekarstwa na raka, ale tak to właśnie działa.

Wracając jednak do tematu, drogie panie – bo nie oszukujmy się, że ten tekst będą czytać głównie dziewczyny – interesuje Was zapewne, czy panom korzystającym z tego ustrojstwa chodzi TYLKO I WYŁĄCZNIE o seks. Uwaga, uwaga, jesteście gotowe? No to Wam powiem, że…

…jeszcze chwila…

 

…jeszcze trochę…

 

 

…już prawie, prawie, prawie, że…

 

 

…już tylko momencik…

 

 

…już naprawdę tylko chwilunia…

 

 

<czekajcie chwilę, bo telefon dzwoni>

 

 

<to kurier, powiedział, że nie chce mu się jechać specjalnie do Krakowa z jedną paczką i zostawił mi ją w Siemianowicach Śląskich, bo miał po drodze>

 

…dobra, wracamy do tematu, o czym myśmy to mówiliśmy?

 

Aaa, dobra już pamiętam, czy mężczyznom na Tinderze chodzi tylko o to, żeby dostać się między Wasze uda. Cóż, muszę Was rozczarować, ale…

 

NIE!

Na 60-ciu facetów, z którymi się sparowałem na Tinderze, tylko jeden napisał od razu (w pierwszej wiadomości), że proponuje mi kolację ze śniadaniem i zrobiło to w całkiem kulturalnej, nienachalnej formie. Z pozostałych 59-ciu, po przyparciu do muru, zaledwie 4 przyznało, że liczy na wymianę płynów ustrojowych i nic więcej. 5 na 60, to lekko ponad 8%. Całkiem nieźle, co? Jeśli wciąż nie jesteście pewne, to porównajcie sobie tę statystykę do procentowej ilości kolesi, którzy chcą Was tylko spenetrować w klubie. Albo w pracy.

 

Czy faceci na Tinderze to brzydale?

Mógłbym tu zastosować klasyczny chwyt turbo-hetero-kato-konserwo-drwala i powiedzieć, że „nie jestem gejem, a tym bardziej, ftu, pedałem, żeby oceniać innych facetów”, ale to chwyt tendencyjny, a ten tekst ma wnosić coś nowego. Pozostając, więc przy operowaniu na liczbach sytuacja wygląda mniej więcej tak:

– 10% – dziadeczki z lustrzycą i sekretem mnicha na głowie, o spojrzeniu głodnym kobiety jak kanibale

 [emaillocker]

– 25% – piękni chłopcy z idealnie przyciętymi fryzurami i paznokciami, cykający więcej samojebek swojej gładkiej buźce, niż szafiarki

– 35% – normalne chłopaki, nie żadne odmieńce, ani nie metro, ani nie drwale

– 10% – flanelowe koszule, denka od słoików i skarpy do sandaczy, pierwszy wąsik i lekki trądzik

– 20% – tribalowcy  w polówkach Lacoste bez znaczka, z klatą w kształcie trójkąta i szczęką w kształcie kwadratu

Staty wciąż lepsze, niż na przeciętnym dicho, co?

 

Czy korzystają z tego sami nudziarze i życiowe łajzy?

Nie będę Was trzymał w niepewności tyle, co przy pierwszym pytaniu, bo odpowiedź jest taka sama: nie.

Oczywiście nie spotkałem się ze wszystkimi 60-ma typami, żebym mógł rzetelnie wypowiedzieć się o ich poziomie intelektualno-emocjonalnym. Przyznaję, nie zrobiłem tego. Ale podejrzewam, że Wy też byście się nie umówiły ze wszystkimi chłopakami, z którymi byście się sparowały, tylko oceniły ich na podstawie rozmowy przez aplikację. I ja też tak zrobiłem.

Tym razem nie będę wrzucał liczb, bo w przypadku rozkładu atrakcyjności osobowościowo-charakterologicznej Tinder najzwyczajniej jest odzwierciedleniem społeczeństwa. Są neandertale mający problemy ze zbudowaniem zdania złożonego, których śmieszą żarty kloaczno-rynsztokowe, są zwyczajni, przeciętni Janusze, którzy chcą znaleźć swoją Baśkę i lepić z nią pierogi póki kompulsywne chrapanie ich nie rozłączy i są też zagubieni chłopcy, dla których to prawdopodobnie jedyny kontakt z kobietą, która nie jest ich siostrą, ani matką.

Są też ponadprzeciętnie inteligentni faceci, o nietuzinkowych zainteresowaniach, z którymi rozmowa nawet dla mnie była ciekawa, ale jest ich niewielu. Zupełnie jak w rzeczywistości.

 

Reasumując

Dziewczyno, masz moje błogosławieństwo w używaniu Tindera. Przekonałem się na własnej skórze, że nie masz się czego obawiać, poza kontuzją kciuka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Andreas

[/emaillocker]