Close
Close

Najlepsze uliczne historie: październik

Skip to entry content
najlepsze uliczne historie październik
autorem zdjęcia jest Armando G Alonso

W związku z tym, że wrześniowy post z dialogami wyłapanymi między Nową Hutą, a Borkiem Fałęckim został przez Was ciepło przyjęty, to jego kontynuacje będą się co jakiś czas pojawiać na blogu. Pewnie raz na 2 miesiące z 10-tką najbardziej niespodziewanych rozmów na jakie było mi dane się nadziać. Lub sprowokować, bo w aktualnym, w kilku wymianach zdań  sam uczestniczę.

 

#1 Złote myśli z kategorii damsko-męskich w Banialuce:

– …nie wiem stary, może jednak ją olej. Młode dupy są głupie.
– Ale mają jeden duży plus.
– Są młode?
– Tak.

 

#2 Podczas wyrabiania karty Euro26 u przepięknej Pani w Rainbow Tours:

– Czyli nie ma problemu, że już skończyłem 26 lat?
– Dla mnie żadnego.

 

#3 Jazda komunikacją miejską nigdy nie zawodzi:

– Przez pierwsze 2 lata w ogóle nie lubiłam was.
– “Was” to znaczy kogo?
– No was – studentów prawa.
– A potem?
– A potem zaczęłam się z jednym spotykać i zmieniłam zdanie.
– Spotykać czy sypiać?
– A co to za pytanie, co ty myślisz, że już w sądzie jesteś?

 

#4 Dialog na lotnisku jak miesięczna kumulacja tekstów z ZAGRANICO. W akcji dwóch seniorów, którzy po latach emigracji odwiedzają Polskę:

– …and I remember jak to było studying in Polska.
– Here in Cracow, czy gdzieś indziej?
– Here. Na Jagellionian University. But it was całe wieki ago.

 

#5 Tekst wieczoru na spotkaniu przed rozpoczęciem Blog Forum Gdańsk:

– Chciałbym, żeby twój chłopak nie był twoim chłopakiem, tylko ja.

 

#6 Ploteczki dwóch pierwszoroczniaczek nad Wisłą:

– I słuchaj, ci ludzie z AISECU to jacyś dziwni. Jakieś tańczenie w kółeczku, jakieś takie rzeczy, no każdy tańczy sam. Bez sensu.
– Ale że co?
– No, nie po to się maluję i kręcę włosy, żeby ci kolesie nawet mnie nie wyobracali, rozumiesz?

 

#7 Sprowokowane w mojej własnej kuchni:

– I jak z chłopakami?
– Nic, nuda.
– Przecież byłaś wczoraj na imprezie.
– Tak, ale to z kolegami.
– I nic się nie działo?
– Jeden wyznawał mi miłość, ale on tak zawsze ma jak za blisko niego siądę.

 

#8 Takie tam towarzyskie pogaduchy na imprezie integracyjnej:

– Wiedziałeś jej spódnicę?
– Nie, ale widziałem jej twarz i podziękuję.

 

#9 Między nami kobietami w czwórce w stronę dworca głównego:

– …i nie jem w ogóle makaronów, ani takich rzeczy, bo to ma masę węglowodanów.
– No, no, ja tak samo.
– Przecież wczoraj jadłaś lazanię.
– No i?
– No i, to jest przecież z makaronem.
– Co ty gadasz, jak tam nie ma nigdzie spaghetti. Może w tej biedronkowej, ale ja jadłam porządną z Almy.

 

#10 Rozmowa dwóch pierwszoroczniaczek na przystanku pod Bagatelą:

– O raju, nie mogę uwierzyć, że to już tydzień. Tyle imprez, o matko! Dobrze, że wracam na weekend do domu, bo bym się przepipła, hihi.
– No, mnie też szybko zleciało.
– A jak ci się podoba w szkole, fajnych masz ludzi?
– W jakiej szkole Gośka?
– No, na studiach.
– Boże, nie w szkole, tylko na uczelni! Nie rób przypału, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy w liceum!

 

Jeśli w ostatnim miesiącu byliście świadkami (lub współautorami) jakiegoś zabawnego dialogu, to śmiało, podzielcie się.

(niżej jest kolejny tekst)

Tomasz Adamek   Artur Szpilka

Już dzisiaj w Kraków Arena mordobicie kwartału – Artur Szpilka będzie okładał się po buzi z Tomaszem Adamkiem. Bukmacherzy zacierają ręce i właściciele klinik medycyny estetycznej pewnie też. Poleje się pot, ślina, i zapewne trochę krwi. Ale co byłoby, gdyby panowie nie walczyli na pięści, a na słowa? Jak Juliusz Słowacki i Adam Mickiewicz? Sprawdźmy jak mogłoby wyglądać to starcie w wersji rymowanej.

 

***

 

[Przeciwnicy mierzą się wzrokiem, łypiąc spode łba jak wściekłe bestie na moment przed rozszarpaniem ofiary. Czy to tylko pozory, czy faktycznie od początku będziemy świadkami pojedynku na śmierć i życie? Dowiemy się już za moment. Najprawdopodobniej panowie będą wzajemnie próbowali rozeznać swoją kondycję i sprawdzić na co mogą sobie pozwolić.]

szpilkaWitam szanownego przeciwnika,
co nie wie, czy wyjść na ring, czy się w majtki zsikać.

adamek
Również pozdrawiam mojego oponenta,
co nie wie, czy już przepraszać, czy najpierw klękać.

 

[Tak jest, mamy przykład odważnego początku, ale z lekką dozą zachowawczości. Po pierwszej wymianie ciosów 1:1.]

szpilkaOd klękania to ty jesteś szanowny panie,
podobno częściej niż na treningi chodzisz na kazanie.

adamekInni potrzebują psychologa, a mnie wystarczy Bóg,
tylko dzięki modlitwie, drogi antychryście, dojdziesz do sukcesu wrót.
Mój prawy sierpowy, bożą iskrą natchniony, zwali cię znóg.
Wybacz sformułowanie, ale mój miły panie, już jesteś trup.

 

[Atak Szpilki o podłożu religijnym został przechwycony i szybko skontrowany gęstym układem rymów wewnętrznych. Adamek górą 1:2.]

szpilkaWybacz, ale trudno mi się nie roześmiać,
gdy tak konfabulujesz mój kolego.
Mocniej chunę i leżysz na deskach,
a jak tupnę, to udajesz martwego.

[Ładny technicznie atak Szpilki. Czy krzyżowe rymy przebiją gardę Adamka?]

adamekTy zaś podobno udawałeś hetero,
podczas przymusowych wakacji,
afroamerykanie zrobili z tobą Oreo,
gdy zabrakło deseru na  kolacji?

 

[Niestety, Adamek nie dość, że obronił się przed tym uderzeniem, to sam wyprowadził wyjątkowo celny cios, naśladując technikę oponenta. Szpilka na moment stracił równowagę – 1:3.]

szpilkaJeszcze jedno słowo drogi starcze
i ktoś będzie musiał zapakować cię na tarczę.
Możesz już krzyczeć „ratuj Boże!”,
ale nawet immunitet nie pomoże.
Ach, prawie bym zapomniał,
w Brukseli nikt nie chciał cię oglądać,
na ringu też na ciebie nie popatrzą,
uciekając będziesz szybszy, niż światło.

adamekCo ty wiesz o polityce,
Arturku drogi,
jak w potylicę,
dostawałeś częściej niż pałę z politologii?

 

[Długa seria uderzeń pozbawiła Adamka oddechu. Zdołał utrzymać się na nogach, ale kontratak był mocno chybiony. 3:3.]

szpilkaNic o mnie nie wiesz, a się na mądrości silisz,
na ulicy wykończyłbym cię kopniakiem z Brazylii.

adamekA możesz towarem z Kolumbii?
Słyszałem, że lubisz
wziąć kilku kumpli
i brudne szpary nosem odkurzyć.

 

[Widać, że obaj zawodnicy są już zmęczeni i kolejne rymy przychodzą im z trudem. Sytuacja punktowa bez zmian – 3:3.]

szpilkaTeraz przegiąłeś chłopie,
zrobię z tobą, to co Wellman z Prokopem.
Nie pozna cię rodzony dentysta,
gdy zrobię ci rondo de Gaulle’a z pyska.
Zmów paciorek jak Karol i idź na jasną górę,
będziesz miał ciemno przed oczami jak cię wypunktuję.
Poprawiam po Kliczce, masz rezerwację wśród przegranych,
ostanie miejsce w kolejce po skarpety i sandały.

 

[Proszę państwa, tego chyba nikt się nie spodziewał! Rozjuszony Artur Szpilka zmasakrował Adamka, tak, że ten jeszcze długo po walce nie będzie wiedział co się stało! Niedoszły polityk dostał z Doroty Wellman, paryskiej infrastruktury miejskiej, Lekko Stronniczego i cebuli, tego ataku nie przetrwałby nawet Pudzian. Brawa! Brawa za emocjonującej spotkanie i ścinające białko zakończenie! Szpila zwycięzcą!]

“Ślepnąc od świateł” – rewelacyjna opowieść o kokainie i Warszawie

Skip to entry content

Nie czytałem „Zrób mi jakąś krzywdę”, a tym bardziej „Zmorojewo”. Jakuba Żulczyka kojarzyłem głównie z felietonów i programu w jakiejś telewizji, który zdjęli, zanim zdążyłem go obejrzeć. I pewnie by się to nie zmieniło, gdyby Sokół z Marysią Starostą nie polecili jego książki. Myślę sobie „dobra, sprawdzę. 4 dyszki to i tak mniej niż kotlet u Sowy i Przyjaciół. Najwyżej cofnę mu suba”. No i nie cofnąłem. Ba, gdybym mógł, dałbym drugiego, bo „Ślepnąc od świateł” jest najlepszą książką z jaką zetknąłem się w tym roku.

Chcesz wiedzieć dlaczego?

Bo czytając ją…

 

Czujesz oddech Warszawy na własnej skórze

Raz to słodki, mamiący zapach luksusu w akompaniamencie strzelającego Moeata, a chwilę później odór ludzkiej zgnilizny, przetrawiony z płynami ustrojowymi i krzepnącą krwią.

Głównym bohaterem nowej powieści Żulczyka jest około 30-letni diler kokainy, cechujący się zamiłowaniem do muzyki klasycznej i apatią. Jacek. Przez jego pryzmat poznajemy życie nocne Warszawy. Prawidłowości rządzące klubami, światem przestępczym, polityką i show-biznesem. Klientami Jacka są zarówno słoiki z Polski B, biznesmeni, modelki i ekskluzywne prostytutki (choć w tym wypadku to w zasadzie synonimy), bananowcy trudniący się byciem synem i gwiazdy telewizji. W tym (jedna z kluczowych postaci), gość łudząco przypominający Kubę Wojewódzkiego.

Przez pierwszą część książki masz wrażenie, że główny bohatera jest tylko pretekstem do tego, aby przedstawić stolicę od zaplecza. Żeby pokazać jak zachowują się ludzie z pierwszych stron gazet, gdy nikt nie patrzy. Gdy mogą wyjść z ludzkiej skóry i pobyć przez chwilę zwierzętami, bo wiedzą, że kamery są wyłączone.  Dla kogoś, kto nigdy nie był w takim zoo, to dość intrygujący widok, a jego atrakcyjność potęguję fakt, że…

 

„Ślepnąc od świateł” napisana jest genialny językiem!

Gdy wydam książkę, chcę, żeby czytało się ją tak dobrze, jak tę!

Już po pierwszy 5 stronach wiedziałem, że wchłonę ją jak gąbka i musiałem dawkować sobie czytanie, żeby nie zaniedbywać czynności fizjologicznych. Ostatni raz chyba w liceum miałem tytuł, na który poświęcałbym każdą wolną chwilę (zresztą, część zajętych też) i notorycznie zmieniał swój plan dnia, po to by połknąć jeszcze kilka kartek. Bo tak jest – tę historię się połyka. Jak mocny alkohol, który miesza Ci w głowie, ale mimo to, chcesz więcej. I więcej, i więcej i więcej.

Żulczyk od tej chwili jest moim prywatnym platynowym mistrzem porównań w kategorii wagowej „proza”. Używa takich zestawień, że większość polskich raperów powinna czuć się zawstydzona i oddać pióra do lombardu. Pajęczyny opisów sytuacji, które tka ze słów są tak obrazowe, że mimowolnie masz je przed oczami. Niezależnie, czy pisze o ostrym seksie z topmodelką, wciąganiu zabrudzonej kokainy przez stuzłotówkę, czy miażdżeniu jedynek i siekaczy kolbą pistoletu. Wszystko to widzisz i czujesz.

Operowanie środkami stylistycznymi na najwyższym poziomie sprawia, że…

 

Fabuła pochłania bez reszty

Wcześniej pisałem, że główny bohater wydaje się być tylko pretekstem do wyważenia zamkniętych wrót do świata elit. Nie jest tak. Jacek jest zarówno motorem, jak i najważniejszym elementem wydarzeń.

Gdzieś w 1/3 powieści, gdy już jesteś oswojony ze światem handlu narkotykami, sylwetkami hurtowników i klientami detalistów, zaczyna się jazda bez trzymanki. Jacek otwiera puszkę Pandory i wpada w wir wydarzeń równie zaskakujący co kolejne odcinki „Breaking Bad”. Zresztą, między serialem, a jego pasmem niespodzianek, jest więcej analogii. On też raz jest ofiarą, a raz oprawcą, a raz jednym i drugim. Pobicia, trwałe okaleczenia, zabójstwa i ogromne ilości kokainy. I pieniędzy.

Czytając to pewnie myślisz, że Żulczyka poniosło i zrobił grafomański scenariusz pod hollywoodzki film? Nic z tych rzeczy.

Nie ma tu przerysowania, kiczu ani tandety. Ani przez chwilę nie zastanawiasz się, czy ta historia faktycznie mogła się wydarzyć. Jesteś niemal pewien, że się wydarzyła. A w zasadzie, to właśnie się wydarza. Na Twoich oczach. Autor postawił na tyle silny nacisk na realizm, że raczej łapiesz się na szukaniu w świecie realnym pierwowzorów książkowych postaci. I główkujesz, czy Procent pojawiający się w połowie powieści, to aby na pewno nie szef kultowej wytwórni hip—hopowej.

W okolicach trzysetnej strony jesteś pewien, że wiesz jak skończy się ta opowieść. Po czym, co 50 stron zmieniasz zdanie, będąc równie przekonany co do swojego przeczucia. I tak, aż do ostatniej. Do ostatniej, która zaskakuje Cię bardziej, niż wiadomość, że jesteś nosicielem wirusa HIV podczas rutynowego badania krwi.

Kup tę książkę. Poczuj się jak Walter White i daj się zaskoczyć.