Close
Close

Czy warto kupić kolorowe soczewki?

Skip to entry content

Myśl o tym, żeby kupić kolorowe soczewki, chodziła za mną odkąd zobaczyłem Quebonafide (jednego z najzdolniejszych raperów nowej fali) na Hip-Hop Kempie rok temu. Miał „kocie oczy” i wyglądał, delikatnie mówiąc, nietypowo. Później wyszedł klip do numeru „Hype” (warto sprawdzić, bo bardzo estetyczny i ładnie przeplatają się w nim pastele), gdzie miał „spojrzenie zombie” i wiedziałem, że też muszę sobie sprawić jakieś szalone szkła kontaktowe.

Zrobiłem sobie prezent przedgwiazdkowy i w zeszłym tygodniu zawitały u mnie na salonach „Crazy Lens” model „viper”.

 

Jak wyglądają w rzeczywistości?

kolorowe soczewki - crazy lens - kocie oczy (1)

Gdy zobaczyłem je zamknięte w opakowaniu, pływające w płynie do soczewek, to pomyślałem, że wyglądają jak narysowane w Paincie i wydrukowane na domowej drukarce.

kolorowe soczewki - crazy lens - kocie oczy (2)

Gdy otworzyłem opakowanie i wyjąłem jedną na palce, to byłem pewien, że wyglądają jak wydrukowane na starej atramentówce w piwnicy przez pijanego konserwatora powierzchni płaskich.

kolorowe soczewki - crazy lens - kocie oczy (4)

Gdy włożyłem je do oczu (strasznie brzmi ten zwrot, co?) i spojrzałem w lustro, to stwierdziłem, że nawet może być. Oczywiście, lepiej byłoby, gdyby granica między soczewką, a okiem była niewidoczna, ale już trudno. Mam kocie, oczy, jest szał, co nie?

kolorowe soczewki - crazy lens - kocie oczy (9)

 

Jak się je nosi?

TRA-GI-CZNIE! T-R-A-G-I-C-Z-N-I-E! TRAGICZNIEEE!!!

Nie wiem, czy we wszystkich kolorowych soczewkach tak jest, ale podejrzewam, że z każdymi, które mają zadrukowany cały obszar dookoła źrenicy jest podobnie. A konkretnie to tak, że TEGO NIE DA SIĘ NOSIĆ.

Przy pierwszym podejściu tak mnie rozbolała głowa, że dałem radę przemęczyć się tylko 7 minut, a potem musiałem je ściągnąć, ale i tak juz do końca dnia głowa bolała mnie jak przy mocnej migrenie i zbierało mnie na wymioty. Dzieje się tak, ponieważ źrenica otoczona jest po bokach białym bolem i patrząc przez „vipery” cały czas masz przed oczami białą poświątę. A w zasadzie to nie przed oczami, tylko na oczach. A raczej dookoła oczu. Przez tę mgłę mózg wariuję i chce wyskoczyć z czaszki, bo za cholerę nie wie co się dzieje. Kurewsko niemiłe uczucie.

Mimo, że po ściągnięciu miałem ochotę jak najszybciej je spuścic w kiblu i wymazać z pamięci papierem ściernym to, co działo się z moją głową, to odczekałem kilka dni i dałem im jeszcze jedną szansę. Tak, jestem masochistą.

Przy drugim podejściu było zdecydowanie lepiej. Biała poświata została, ale mózg chyba zaczął ją oswajać, bo tym razem uczucie polania neuronów benzyną i trawienia ich żywy ogniem było nieco mniejsze. Na tyle nierozsadzające czaszki, że dałem radę wyjść z domu i pójść do piekarni, ale i tak po niecałych 30 minutach chciałem dokończyć ten dzień w łóżku. Z miską obok. Mimo, że było przed 13:00.

 [emaillocker]

Poza zrzutami bomb atomowych pod kopułą, do minusów odjechanych szkieł kontaktowych trzeba jeszcze dopisać problemy z czytaniem. Nie wiem o co chodzi, ale przy bliskiej odległości od przemiotu oczy się nie ogniskują na tekst i nie łapią ostrości. Innymi słowy, książki to sobie w nich nie poczytasz. Co do samej kwestii grubości soczewek i uczucia, że „masz coś w oku”, to tu nie odczuwałem żadnego dyskomfortu i pod tym kątem nosiło się je bardzo dobrze. Ale może to kwestia tego, że mózg był już rozstrojony przeszywającym bólem skroni i odpuścił ogarnianie pozostałych dolegliwości.

 

Jak reagują ludzie?

kolorowe soczewki - crazy lens - kocie oczy (10)

Jak na człowieka z oczami kota.

Czyli zdziwiniem, zaskoczeniem, śmiechem i strachem. Trudno w nich pojawić się w jakiejkolwiek sytuacji społecznej, w której nie stoi się tyłem i nie wzbudzić zainteresowania. Jeśli masz wrażenie, że znajomi, koledzy z uczelni, rodzina, dziewczyna, którą codziennie spotykasz na przystanku i wpatrujesz się jak w portret Penelopy Cruz nie zauważa Cię, to w „viperach” z pewnością zacznie. Możliwe, że będzie przerażona i uzna Cię za psychotycznego mordercę noszącego ligninę nasączoną chloroformem w plecaku, ale z pewnością odnotuje to, że istniejesz.

No pranki, to się w tym zdecydowanie da kręcić.

 

Czy warto?

kolorowe soczewki - crazy lens - kocie oczy (11)

Jeśli chcesz kolorowych soczewek używać zgodnie z przeznaczeniem do jakiego zostały stworzone szkła kontaktowe, to kompletnie się do tego nie nadają. W tym nie da się czytać, nie da się pisać, nie da się pracować, nie da się myśleć. Nawet mówi się z trudem.

Jeśli traktujesz je jako bajer, w którym chcesz wyjść na imprezę i zostać królem parkietu w ultrafiolecie, to też się nie nadają, bo nie wytrzymasz w nich dojścia do klubu/na domówkę/za winkiel na ławkę. A grzebanie sobie w oku na melanżu z kiepskim oświetleniem i pewnie bez lustra, to głupszy pomysł, niż zatrudnienie Keanu Reevesa do promocji województwa w Polsce.

Jeśli chcesz jednak wykorzystać „kocie oczy” tylko do krótkiej sesji zdjęciowej, to jest to całkiem niezły pomysł, który może dodać charakteru fotkom. Zwłaszcza jeśli kompletnie nie ma koncepcji na zdjęcia.

Jako temat wpisu na blogu też się sprawdzają.

 [/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

Życiowe lekcje, które wyniosłem z książki “Lekko Stronniczy”

Skip to entry content

Lekko Stronniczy to pierwsza żywa legenda polskiego YouTube’a (niestety, Niekryty Krytyk zmarł śmiercią naturalną). I jak na każdą legendę przystało, wcześniej lub później musi wydać książkę, w której opisuje jak nią została. Nie inaczej jest z Karolem Paciorkiem i Włodkiem Markowiczem. Chwilę przed porzuceniem swojej kurki znoszącej złote jajka, dają nam retrospekcje z jej hodowli.

Książka ma toporny wstęp, w którym Włodek za wszelką cenę próbuje zniechęcić do czytelnictwa każdego, kto się z nią zetknie. Po 60-ciu stronach, jak już się rozkręca i przestaje być relacją z nauki składania wypowiedzi dłuższych niż 3 zdania, jest lepiej. Lepiej, to znaczy nie na tyle źle, by wystawić ją na Allegro. Nie czarujmy się – panowie są asami improwizacji i hipnotyzowania odbiorcy przed kamerą, ale na papierze to nie działa. Brak warsztatu i nudny styl biją po oczach, ale też nie można ich za to jakoś specjalnie winić. Nikt oprócz Mariusza Pudzianowskiego nie jest dobry we wszystkim.

Mimo, że „Lekko Stronniczy: jeszcze więcej” nie jest arcydziełem na miarę “Ślepnąc od świateł”, to warto przeczytać tę książkę. Nawet jeśli nie jesteś fanem ich programu. W zasadzie to nawet, jeśli jesteś antyfanem, a choć trochę interesujesz się internetem i jego rozwojem. Na dobrą sprawę, to osoby kompletnie niezwiązane, ani hobbystycznie, ani zawodowo, z siecią, też mogą po nią sięgnąć, bo publikacja zawiera kilka uniwersalnych prawd, które warto przyswoić niezależnie od wieku i profesji.

 

Jeśli chcesz zająć się czymś na poważnie, zrób plan

W naszym społeczeństwie, a już w szczególności w blogosferze, pokutuje przekonanie, że „zacznę coś robić i jakoś to będzie”. Z naciskiem na „coś” i „jakoś”. Otóż rozczaruję Cię, ale gówno prawda. „Coś” znaczy „byle co”, a „jakoś” równa się „byle jak”, a „byle jak” jest bardzo daleko od takich słów kluczy jak „satysfakcja”, „sukces” i „pieniądze”.

Jesli chcesz, żeby Twoje działania były z głową, i miały ręce i nogi, to musisz im stworzyć szkielet, na którym się oprą. I to właśnie pokazuje Karol i Włodek, mówiąc, że od początku mieli jasno nakreślone ramy, sposób działania i cel kanału. Od startu Lekko Stronniczego wiedzieli ile odcinków nakręcą, który z nich za co jest odpowiedzialny i jak chcą zarabiać na programie. Oczywiście, część rzeczy ewoluowała w trakcie, ale bez wcześniej ustalonych konkretnych wytycznych, ich podróż nie byłaby skutecznym parciem przed siebie, tylko dryfowaniem po omacku.

 

Doprowadzaj do perfekcji to, co robisz, dopiero gdy już zaczniesz to robić

Nie kupuj sprzętu do kręcenia wideo za 10 koła, zanim nagrasz pierwszy odcinek. Nie kompletuj wszystkich gadżetów pro-biegacza, zanim zrobisz pierwszą przebieżkę po osiedlu. Nie dopieszczaj szablonu bloga, co do jednej pikseli, zanim opublikujesz pierwszy wpis.

Najpierw zrób pierwszy krok i zobacz, czy to w ogóle Ci się podoba.

Sprawdź, czy to dla Ciebie i dopiero później to udoskonalaj. Nie ma nic gorszego, niż zmarnować miesiące pracy i worek hajsu na coś, co nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo okazało się, że Cię nie kręci. Bez sensu jest zbierać się tygodniami do czegoś, co po 3 dniach próby Cię znudzi i będziesz chciał to rzucić w cholerę.

 

Miej w sobie pokorę

W żadnym wypadku nie mylić z byciem z skromnym, bo to drugie to przekleństwo.

Pokora przydaje się na obu końcach drogi. Zarówno, gdy jesteś u podnóża góry i chcesz obrzucać błotem wszystkich, którzy już ją zdobyli, bo masz wewnętrzne przekonanie, że jesteś lepszy od nich. Mając ją, powinno udać Ci się nie zrobić z siebie głupka i nie zrazić do siebie ludzi, którzy mogą Ci wiele pomóc. Nie mniej istotna jest też, gdy już wdrapiesz się na szczyt i masz ochotę popłynąć na fali mam-świat-u-stóp-całujcie-mnie-wszyscy-w-pięty. Lekko Stronniczy sporo mówią o tej drugiej sytuacji i jestem pod wrażeniem, że mimo niezaprzeczalnego sukcesu i popularności, nie mają problemu z utrzymywaniem kontaktu z rzeczywistością.

 

Eksperymentuj!

Powinny sobie to wziąć do serca wszystkie dinozaury muzyki popowej w Polsce. To, że jakieś rozwiązanie sprawdzało się przez rok, dwa, czy nawet trzy, nie znaczy, że będzie działać przez następne 30 lat. A w zasadzie pewne jest, że nie będzie!

Panowie byli tego świadomi, dlatego eksperymentowali z formułą swojego programu, zmieniając zarówno kluczowe elementy jak długość, czy ilość poruszanych tematów, jak i detale, takie jak scenografia, czy zakończenie. Jeśli przez wszystkie 1000 nagrań w kółko mieliliby ten sam schemat z pierwszego docinka, wszyscy dostaliby niestrawności, zaczynając od nich samych.

 

Zahasłuj sobie telefon

Książka jest w dużej mierze o internecie, a że internet jest teraz w telefonach, to jest też o nich. O tym, że to już nie tylko przyrząd do dzwonienia, ale rozbudowane centrum dowodzenia z większą mocą obliczeniową, niż komputery, które obsługiwały pierwsze loty w kosmos. I że to centrum dowodzenia z dostępem do wszystkich miejsc w sieci, w których jesteśmy, całej listy naszych znajomych ze masą danych i i haseł, ktoś może przejąć, wykorzystać i zrobić nam duże ziaziu. I to w bardzo prosty sposób – wystarczy, że „zgubimy” telefon na imprezie. I ów telefon nie będzie zabezpieczony hasłem.

Głupio się się przyznać, ale mój do tej pory nie był.

Ale już jest! Dzięki Karol, Dzięki Włodek!

Cotygodniowy Przegląd Internetu #3: studniówka, 16 groszy i Adam Mickiewicz

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Rowena Waack
autorem zdjęcia jest Rowena Waack

Powitajmy grudzień głośnym alleluja i podziękujmy Panu, że jeszcze nie spadł śnieg i da się wyjść z domu bez kalesonów. Z tego miejsca pozdrawiam dziewczynę, która w środę, w okolicach godziny 20:43, szła po Szewskiej w czarnej, cieniutkiej bluzce na ramiączkach i szeroko rozpiętej ramonesce. Do twarzy Ci w twardych sutkach. Dla pozostałych, którzy też cały tydzień biegali po mieście, zapominając jaka jest pora dnia i roku, mam garść wiadomości ze świata. Przepraszam, z internetu.

Jak ubrać się na studniówkę? Myślicie, że to stutysięczne, nudne zestawienie brzydkich sukienek? Nic z tych rzeczy! To turbo-fachowy poradnik profesora Miodka mody męskiej, znanego także jako Mr Vintage. Czyli w końcu ktoś radzi chłopakom.

Dostała 16 groszy napiwku, więc wyjeżdża z kraju: zabawny, grafomański tekst na Gazeta.pl, o nieudacznikach życiowych, którzy nie mają pomysłu na siebie i za swoje niepowodzenia winią wszystkich wokół.

Jak to jest być studentką neurobiologii we Wrocławiu: czyli bardzo trafny, ironiczny komentarz Pawła Opydo do powyższego tekstu. Trochę mi przykro, bo sam chciałem to zrobić, ale Paweł mnie ubiegł.

Chleb o smaku pizzy: jak ktoś lubi pizzę, to nie muszę dodawać nic więcej. Jak nie lubi, to ten przepis i tak go nie przekona.

Jak wygląda prawdziwy hipster do sześcianu? Pisze twitterowe statusy na maszynie, chodzi boso i zawsze ma przy sobie przenośny adapter z winylami. Przynajmniej według 9GAGa.

Adam Mickiewicz w TVN24: kojarzycie profil Facecje z genialnymi rozmowami wielkich myślicieli, pokroju Platona, na Facebooku? To teraz ta satyra historyczna wjechała na YouTube’a w postaci animacji.

 

Klip tygodnia: trzeci odcinek “CPI” i trzeci raz Quebo. Naprawdę w tym tygodniu chciałem wrzucić kogoś innego, ale od wtorku zapętliłem ten numer kilkaset razy. No i ma pozytywny, słoneczny, wakacyjny klip, więc nawet jeśli nie trawicie jego muzyki, to chociaż popatrzcie sobie na widoczki.

 

Damska stylówka tygodnia: ubiór tak przerysowany, że aż ciekawy. Jeśli szukacie inspiracji, a nie gotowych zestawów, to więcej takich przegięć znajdziecie na pięknie brzmiącym “I hate blond”.

zdjęcie pochodzi z bloga ihateblonde.com
zdjęcie pochodzi z bloga ihateblonde.com

 

Męska stylówka tygodnia: w tym tygodniu brak. Przeczytałem cały internet i nie znalazłem nic ciekawego, a nie chciałem wrzucać staroci. Jak Wam coś wpadło w oko, to podklepcie.

 

Fanpage tygodnia: kolejny wielki powrót! Tym razem po chwili nieobecności znów działają mistrzowie savoire-vivre’u, czyli “Ilustrowany podręcznik dla młodzieży dobrze wychowanej”.

 

Prawie bym zapomniał, jak przyjdzie do Was jutro Święty Mikołaj, to możecie się pochwalić co przyniósł (przypominam, że rózga, to też powód do chwalenia się) .