Close
Close

“Hobbit: bitwa pięciu armii” – czy normalni ludzie mają po co iść do kina?

Skip to entry content

Gdy w gimnazjum moi koledzy z klasy licytowali się liczbą przeczytanych tomów „Władcy pierścieni” i poprawnym wymówieniem „Silmarillion”, ja uczyłem się na pamięć tekstów ze „S.P.O.R.T.u” Tedego i przegrywałem każdy nielegal, który wpadł mi ręce. Nie było między nami jakiejś kosy, ale nicią porozumienia też bym tego nie nazwał. Tolerowałem ich rytualne szczytowanie związane z premierami kolejnych ekranizacji książek Tolkiena, aczkolwiek sam kompletnie tego nie czułem. W zasadzie, to podniecanie się fantasy było dla mnie równie niedorzeczne, co kupowanie nauczycielom kwiatów na zakończenie roku szkolnego.

Tak czy inaczej, wybrałem się na najnowszą część opowieści o przygodach hobbitów i wyszedłem z niej naprawdę zadowolony. W zasadzie to bawiłem się również dobrze, co na ostatnich “X-Menach“, którzy są dla mnie jednym z lepszych filmów rozrywkowych. Jak to możliwe? Co „Hobbit: bitwa pięciu armii” ma do zaoferowania komuś, kto nie jest psychofanem niziołków i męskiej biżuterii?

 

Młócka, czary i latające zwłoki

Czyli sceny walki! Jest ich więcej niż ludzi pod Bagatelą po 20:00 i są bardzo przyzwoicie poprowadzone. Nie młócą się w kółko dwaj i ci sami z przerwami na zmianę kadru z twarzy jednego na drugiego, tylko jak sam tytuł wskazuje, wojowników jest od cholery, bo armii jest aż 5. Pocieszne krasnoludki, metroseksualne elfy, przerażający orkowie, spadające z nieba niedźwiedzie i nudni ludzie. No i Pan Gandalf chowający pod spódnicą typa z owłosionymi stopami.

Robię sobie delikatne podśmiechujki, ale tak na serio, to chłopaki naprawdę robią konkretne przedstawienie.

Zwłaszcza smok, który jest pierwszym rzeczywiście przerażającym smokiem jakiego widziałem w kinie. W sumie to chyba nawet miałem ciary widząc scenę z nim. Oprócz tego, mamy przed oczami spory wachlarz ataków i scenerii bitewnych, ale przede wszystkim trup ściele się gęsto! To nie jest film, w którym kamera jest poprowadzona tak, że widać jakiś bliżej nieokreślony burdel, a potem pusty plac z kilkoma zwłokami. Tutaj głowy fruwają w powietrzu gęściej niż dwutlenek węgla w Krakowie, a sceny śmierci są bardzo malownicze i obfite w detale.

 

Dynamika

W filmie jest tylko jeden jedyny moment zamuły. Co prawda z 10-cio, czy nawet 15-minutowy, ale tylko jeden. I to na samym końcu, także po walce finałowej spokojnie można wyjść z kina i zjeść resztkę popcornu w drodze do domu.

 

3D, na które da się patrzeć

Nienawidzę filmów zrealizowanych w trójwymiarze i jeśli tylko mam możliwość zobaczenia tego samego tytułu w 2D, to wybieram płaski obraz. Nowy “Hobbit”, to pierwszy film po „Iron Man 3”, na którym się nie wkurwiałem, że mam dwie pary okularów na nosie. Postacie wychodzą z ekranu w uzasadnionych przypadkach, tworząc tym zabiegiem wartość dodaną filmu, a nie, jak to bywa najczęściej, skutecznie uniemożliwiając czerpanie przyjemności z seansu.

Szczególnie polecam wcześniej wspomnianą scenę ze smokiem. Szczególnie polecam ją reżyserowi “Tramsformersów”. Może po zapoznaniu się z nią, nie spieprzy kolejnej części przygód moich ulubionych zabawek z dzieciństwa, wciskając wszędzie na siłę trójwymiar.

 

Nie trzeba znać fabuły, żeby się dobrze bawić!

W zasadzie to chyba jest nawet lepsza zabawa jak się jej nie zna, bo nie trzeba przejmować się tym całym elfio-krasnoludkowym kontekstem i wczuwać się, że w tej rzeźni o coś chodzi, tylko można nacieszyć oko obrazem. Nie widziałem ani pierwszej częći „Hobbita”, ani drugiej, a z „Władcy pierścieni” pamiętam tylko tyle, że był jakiś pierścionek i dwóch kurdupli, a mimo to, film podobał mi się na tyle, że chętnie poszedłbym na niego jeszcze raz. Albo nawet z dwa razy, bo scena jak koleś strzela do gigantycznego smoka przęsłem wyciągniętym z ogrodzenia, robiąc łuk ze swojego syna, jest prześliczna.

Podsumowując, nawet jeśli jesteś normalny człowiekiem, który nie ma pojęcia o fantasy, warto iść na „Hobbit: bitwa pięciu armii”, bo to zajebista rozrywka!

(niżej jest kolejny tekst)

Cotygodniowy Przegląd Internetu #5: łysienie, brzuch Maffashion i James Bond

Skip to entry content
autorem zdjęcia jest Yaniv Golan
autorem zdjęcia jest Yaniv Golan

Mimo, że do świąt zostało już tylko kilka dni, to tegotygodniowe wydanie “Przeglądu” jest całkowicie wolne od tematyki dzwoneczków, choinek, karpi i kaca po pasterce. Mam nadzieję, że to docenicie.

Jak poradzić sobie z łysieniem? Najlepiej z godnością, a Michał Górecki przy mały wsparciu innych chłopaków z łysosfery mówi jak to konkretnie zrobić.

Facebook wprowadzi przycisk “nie lubię tego”: taką informację podało wiele portali, jednak każdy kto trochę głębiej siedzi w temacie wie, że nie nigdy to nie nastąpi. Pijaru Koksu tłumaczy dlaczego.

Gdy Ci smutno, gdy Ci źle, imbirem natrzyj dziąsła swe: Klaudyna z Ziołowego Zakątka podaje przepis na imbirowy napar, którym be łykania lekarstw pokonamy przeziębienie, infekcję i urząd skarbowy. Niestety, na to ostatnie nie ma namacalnych dowodów.

Brzydkie strony społeczeństwa: to zbiór mocnych i dosłownych prac hiszpańskiego ilustratora, który, między innymi, porównuje serduszkowanie fotek na Instagramie do seksu oralnego.

James Bonda i polska wódka: brytyjski agent w “Spectre” – najnowszej części filmu o jego przygodach – będzie pił trunek, z którym najczęściej kojarzy się Polska poza jej granicami. Wódkę Belvedere.

Jak prawie darmowo ogarnąć nocleg na wyjeździe? Autorski patent Wędrownych Motyli na wykorzystanie luki w procesie rezerwacji noclegu na AirBnb.

Diagnoza bólu dupy: Moi krakowscy koledzy, najnowszą produkcję postanowili poświęcić niegasnącemu tematowi jednej z najpoważniejszych chorób XXI wieku.

 

Klip tygodnia: dobra, ten teledysk nie jest z tego tygodnia, ale nie widziałem go jeszcze na żadnym innym blogu, a obecność Maffashion w tym obrazie jest zdecydowanie warta odnotowania.Ta buzia, ten brzuch! Śliczniusia!

 

Damska stylówka tygodnia: tym razem złoto zgarnia moja przyjaciół Monika “Co za nogi!” Kamińska. Stworzyła pierwszą w swoim życiu autorską, klasyczną, czarną sukienkę i wygląda w niej tak dobrze, że nawet chyba nie ma sensu jej ściągać.

zdjęcie pochodzi z bloga blackdresses.pl
zdjęcie pochodzi z bloga blackdresses.pl

 

Męska stylówka tygodnia: Adam Szymczak to taki męski odpowiednik odpowiednik Macademian Girl. Na swoim blogu przesadza, daje się ponieść fantazji i nagina wszelkie standardy i ramy mody męskiej. Jeśli lubisz klimat filmów Quentina Tarantino, to powinieneś odnaleźć się w śród jego stylówek.

zdjęcie pochodzi z bloga FASHIONABLE INNOVATIONS
zdjęcie pochodzi z bloga FASHIONABLE INNOVATIONS

 

Fanpage tygodnia: pierwszy oficjalny profil marki, który polecam w tym zestawieniu. I to jakiej marki – środka na potencję! Bez silenia się na metafory, dochodzenie do tematu po nitce do kłębka i zastanawianie się przed 3 dni przed publikacją posta, czy to wypada. Prosto, nieraz prostacko, ale dobitnie i – co najważniejsze – śmiesznie!

 

Jeśli kojarzycie jakieś inne profile marek, które nie przebierają w słowach, tylko walą z przekazem prosto i po twarzy, to podrzućcie. Ciekaw jestem kto jeszcze odważyłby się na tak bezczelną komunikację.

Nie bądź egoistą! Nie używaj prądu w Wigilię i Sylwestra

Skip to entry content

zakupy w święta i sylwestra

Zawsze bardzo mnie cieszy, jak ktoś traktuje Demotywatory, Kwejka albo inny śmietnik z memami jako źródło wiedzy życiowej, bo prawie za każdym razem to świetny temat na bloga. Nie inaczej jest w tym przypadku. Powyższy obrazek stał się hitem internetu – ponad 33 000 udostępnień na Fejsie i fala żali, jakie to nieludzkie mieć czelność robić zakupy w Wigilię Bożego Narodzenia i w Sylwestra. Bo przecież to dni tuż przed świętami i na dobrą sprawę powinny być ustawowo wolne, bo… bo tak! A jak się nie zgadzasz, to jesteś zwykłą, bezduszną, kapitalistyczną świnią!

Nic bardziej mylnego. Przede wszystkim…

 

Jeśli ludzie w te dni nie robiliby zakupów, to część tych pracowników by zwolniono

To nie jest tak, że właściciel sklepu daje komuś zmianę w święto, dzień przed świętem, dzień po, czy w poniedziałek – który jak wiadomo jest dniem straszniejszym niż twarz Donatelli Versace – bo ma taki kaprys i nie wie co zrobić z pieniędzmi, a składanie z nich origami przestało być zabawne. Nie. Właściciel zatrudnia określoną liczbę pracowników, bo wie, że tyle osób jest potrzebnych, aby obsłużyć wszystkich klientów. I jeśli wzrasta popyt na jego produkty, zatrudnia więcej personelu, żeby obsłużyć wszystkie zamówienia, tym samym, dając ludziom pracę.

Wiedząc o powyższej zależności, wyobraź sobie co się stanie, gdy klienci przestaną robić zakupy w święta, soboty i inne losowo wybrane przez personel dni? Yhy, właśnie tak, okaże się, że część pracowników jest ZBĘDNA.

Innymi słowy, osoby pracujące w święta nie powinny narzekać, ci ludzie…

 

Powinni się cieszyć, że mają pracę

No chyba, że są obrażonymi na wszystko nierobami z roszczeniową postawą do życia, którzy uważają, że to cały świat jest winny, że mają gównianą pracę.

W innym przypadku, jeśli nie pasuje im obecna specyfika zatrudnienia, to po prostu…

 

Niech się zwolnią

Lub zmienią pracę. Albo w ogóle podniosą kwalifikacje, zdobędą nowe kompetencje i zupełnie zmienią branżę. Od dłuższego czasu jest większe zapotrzebowanie na informatyków, niż ich podaż, a wynagrodzenie co najmniej dwukrotnie wyższe, niż za siedzenie na kasie. I ani nie musisz mieć książeczki sanepidowskiej, ani drogich uprawnień na obsługę wózków widłowych, tylko internet. A jeśli udostępniłeś ten obrazek na Fejsie, to chyba go masz, co?

Przy okazji, za tą zmianą idzie również zmiana mentalności, bo jeszcze nie słyszałem, żeby programiści masowo się żalili, że muszą zarabiać pieniądze w środę popielcową. I jak jesteśmy już przy innych zawodach, to…

 

Co z lekarzami, policjantami i pracownikami elektrowni?

Kierowcami autobusów, strażakami, operatorami telefonicznymi i dziesiątkami innych zawodów, które są wykonywane niezależnie od pory dnia i roku? Czy oni nie mają rodzin? Czy w związku z tym, oni przychodzą do pracy bez względu na wszystko, ludzie nie powinni przemieszczać się, wzywać karetek, zgłaszać przestępstw, czy rozmawiać przez telefon 24-go i 31-go grudnia? Czy osoby czuwające nad zapewnieniem nam wody, gazu i prądu w mieszkaniach, też powinny wrzucić na Demotywatory grafikę nawołującą, aby nie gotować, nie myć się i nie oglądać telewizji, bo oni chcą iść na imprezę sylwestrową?

Mam nadzieję, że każdy, kto udostępnił obrazek z nagłówka, zastosuje się też do powyższych zaleceń. Inaczej jest niewrażliwym egoistą.

autorem zdjęcia w nagłówku jest renny67