Close
Close

Czym się różni solenizant od jubilata?

Skip to entry content

W sobotę byłem na urodzinach u mojej niedoszłej narzeczonej, znanej szerzej światu jako Pani Korektor. Jak przystało na osobę kończącą 26-ty rok życia, miała serwetki z „Hello Kitty” i kubeczki z „My Little Pony”. Rozentuzjazmowany, ale i skonsternowany tym zdarzeniem, zapytałem na Facebooku „czy taką solenizantkę można traktować poważnie?”. I oczywiście, musiał pojawić się ktoś, kto wytknął, że to przecież jubilatka. I tego typu dyskusja pojawia się za każdym razem, gdy ktoś ma urodziny i pada szekspirowskie “solenizant czy jubilat?”

No to wyjaśnijmy sobie raz na zawsze, jak to naprawdę jest.

 

Zgodnie ze słownikiem języka polskiego Państwowego Wydawnictwa Naukowego jubilat to

osoba, która obchodzi swój jubileusz

 

natomiast, zgodnie z tym samym źródłem, solenizant to

osoba obchodząca danego dnia swoje imieniny albo urodziny

 

Tłumacząc różnicę pomiędzy powyższymi definicjami łopatologicznie: masz urodziny – jesteś solenizantem, obchodzisz okrągłą rocznicę umycia zębów – jesteś jubilatem.

Dziękuję za uwagę.

 autorem zdjęcia w nagłówku jest ND Strupler
(niżej jest kolejny tekst)

Cotygodniowy Przegląd Internetu #6: milionerzy z YouTube, Superman kontra Goku i mały casting

Skip to entry content

cotygodniowy przegląd internetu 6 mini

“Święta, święta i spódnica na dupie pęka” jak mawia stare krakowskie przysłowie. Mam nadzieję, że Wam nie pękła – zwłaszcza jeśli nie jesteście kobietami – i jakoś przetrawiliście ten festiwal  karpi, uszek i nieśmiesznych polskich komedii na TVNie. “Cotygodniowy Przegląd Internetu” tym razem, tak jak i przed tygodniem, jest wolny od tematyki mikołajowo-choinkowej i akcent o tej naturze pojawia się tylko raz, w dodatku dość luźno. Mam nadzieję, że cieszy Was to tak samo jak mnie.

7 naukowych milionerów z YouTube: oczywiście milionerów w kwestii liczby odsłon filmów, a nie stanu konta, ale i tak miło przeczytać, że nie trzeba koniecznie kręcić pranków, żeby zdobyć popularność.

Jak ćwiczyć pewność siebie? Mój kumpel – Andrzej Kozdęba – z którym to kręciliśmy Dobromaniaków, biegając po Krakowskim Rynku w stylówce prosto z Parady Miłości, podaje kilkanaście prostych ćwiczeń, pomagających podnieść pewność siebie. Ten temat jest tak dobry, że aż mi głupio, że sam na niego nie wpadłem.

Wywiad z pracownikiem lombardu: jeden z niewielu tekstów na VICE, który nie jest ani o seksie, ani o narkotykach. Refleksyjna, smutna rozmowa z gościem, który każdego dnia styka się z biedą dającą mu pod zastaw wszystko, byleby było na flaszkę. Jak miałeś słabe święta, to nie czytaj.

Ma 30 lat i usłyszała, że jej mózg zanika: historia tak nieprawdopodobna, jak wstrząsająca. Ilona pisze, że cierpi na nietypową chorobę objawiającą się zanikiem komórek w mózgu, każdego dnia tracąc pamięć i świadomość. Nie wiem na ile jest to prawdą, bo nie jestem lekarzem, więc jeśli ktoś jest biegły w temacie, to proszę o komentarz.

Kulisy kradzieży telefonu Maffashion: Pijaru Koksu, który jako pierwszy wpadł na to, że uprowadzenie iPhone’a szafiarki to element kampanii reklamowej, rozkłada akcję na czynniki pierwsze i pisze o jej efektach.

Superman kontra Goku: mistrzowska animacja poklatkowa z typową dla tych klimatów fabułą i udźwiękowieniem. Niekończący się szacunek dla autora za ogarnięcie tego na kartkach notesika.

Post użytkownika AllCity.

 

LIDL. Walka o karpia: teraz to już trochę suchar, bo po Wigilii i w ogóle, ale wiem, że jest jeszcze przynajmniej 8 osób, które tego nie widziały.

 

Bloger: Promki i hasztagi: zajebista beka z początkujących blogerów. Zrealizował początkujący youtuber z Krakowa, więc tym bardziej warto sprawdzić.

 

Klip tygodnia: tym razem sam numer bez obrazu, ale biorąc pod uwagę, że to nowy i w dodatku kozacki kawałek Zeusa, mam nadzieję, że nie będziecie wbijać szpilek w moją lalkę voodoo.

 

Damska stylówka tygodnia: Maddinka powinna znaleźć się tu już dawno – bo jest bardzo w moim typie i w dodatku chodzi w czapkach z pomponami – ale jakoś dopiero przy tej dziewczęcej sukience i płaszczu z kapturem pomyślałem, żeby ją Wam pokazać.

zdjęcie pochodzi z bloga maddinka.com
zdjęcie pochodzi z bloga maddinka.com

 

Męska stylówka tygodnia: zdjęcie niestety nie pochodzi z żadnego konkretnego bloga, tylko przypadkiem przewinęło mi się na Fejsie, ale gdybym miał więcej takich koszul jak tak, mógłbym chodzić w garniturze nawet 5 razy w roku.

 

Fanpage tygodnia: profil z kategorii abstrakcyjnych, mający potencjał by dorównać “Sztucznym Fiołkom”. Bawi i edukuje, czyli robi dwa razy więcej, niż pani od sztuki w moim gimnazjum. Jej wychodziło tylko to pierwsze. I to nieumyślnie.

 

UWAGA! Dziewczę, które widzicie u samej góry nie pojawiło się tu przypadkiem. Owa niewiasta, to Hania Sywula – bardzo dobrze zapowiadająca się blogerka stylożyciowa, mimo, że wciąż niepełnoletnia. Warto zajrzeć na jej bloga – Hania.es – zwłaszcza jeśli nie jecie mięsa.

Nie pojawiła się tu przypadkiem, albowiem mam małe ogłoszonko parafialne: w związku z tym, że kończą się w internecie ładne zdjęcia z lupą, ogłaszam casting na zostanie twarzą “Cotygodniowego Przeglądu Internetu”! Czy tam playmate. Jak kto chce.

Jeśli masz aparat fotograficzny w telefonie, lupę i twarz, zrób pierwszym urządzeniem zdjęcie drugiego i trzeciego (w miarę możliwości, nie pomyl kolejności) i wklej do komentarzy poniżej. Jeśli będzie choć trochę ładne, umieszczę je jako okładkę wpisu w kolejnym odcinku, a w tekście wrzucę linka do Twojego bloga, vloga, konta na Sympatii, czy nick na Snapchacie. Co tylko sobie zażyczysz. W każdym razie, zostaniesz gwiazdą jak Hania, a ja będę mógł spać bez obawy, że tekst poleci bez zdjęcia.

Pasuje?

wpis jest wynikiem współpracy z marką McDonald’s

W czasach naszych rodziców pracę zmieniało się 3, góra 4 razy w ciągu całego życia. Mnie od skończenia gimnazjum, gdy po raz pierwszy poszedłem w wakacje do fabryki, udało się zmienić pracę już 17 razy, a jedną z nich było stanowisko „kanapkowego” w Maku. Czyli człowieka, który smaży mięso, tostuje bułki, wyciska sos i nakłada warzywa. Zdarzenia te miały miejsce 6 lat temu, gdy byłem na pierwszym roku informatyki i ekonometrii i żyłem w przekonaniu, że w dniu skończenia studiów, każdy krezus z setki Forbesa będzie mnie błagał, żebym wpadł do jego biura na rozmowę rekrutacyjną. No, nie było tak, ale to innym razem.

Podczas przygody w McDonald’s – oprócz tego, że zarobiłem złocisze na i tak zbyt drogie pół pokoju w dużo zimniejszej kamienicy, niż mogłoby to wynikać z zapewnień właściciela – miałem okazję skonfrontować kilka powszechnie utrwalanych mitów na temat tej sieci z rzeczywistością. Tak, tych, które wypisuje się na forach i w komentarzach, gdy tylko ktoś wrzuci zdjęcie shake’a.

Oto najistotniejsze legendy krążące na temat Maka, które osobiście sprawdziłem.

Mit: W Maku pracuje się jak w obozie

McDonald’s jest jednym z niewielu miejsc, gdzie na starcie nie masz żadnej żałosnej umowy zlecenia, czy – nie daj boże! – o dzieło, tylko normalną, uczciwą umowę o pracę. Z którą możesz chorować, brać kredyt i płatne wolne. No i oczywiście – najważniejsza z ważnych rzeczy – nabijać sobie składkę emerytalną. Co do warunków pracy już „w środku”, to nie widziałem miejsca, gdzie przestrzegałoby się przepisów prawa pracy bardziej niż tam. Zbyt wiele oczu skierowanych jest na tak ogromną firmę, żeby mogła pozwalać sobie na jakieś nadużycia, typu brak przerw, podstaw socjalnych, czy bezpłatne nadgodziny.

Jeśli chodzi o samą pracę, to jest wymagającą i o obijaniu się nie ma mowy, a przynajmniej było tak w moim przypadku, bo pracowałem w Galerii Krakowskiej na -1. Czasem, gdy do lokalu wpadła wycieczka z bandą dzieciaków z podstawówki, to przez dobre pół godziny nie było szans, żeby choć na moment odejść od tostera. No, ale za to właśnie mi płacili. I to – jak na tamte czasy i to, że byłem człowiekiem „z ulicy” bez żadnych kwalifikacji – całkiem nieźle. Dodaj do tego fakt, że godziny pracy są bardzo elastyczne i grafik możesz sobie ułożyć jak chcesz – dostosowując go do harmonogramu studiów – a hasło „obóz pracy” zaczyna być nieudanym żartem.

Fakt: Kariera od zera do menadżera

To hasło ze spotów Maka, które internet przerobił na memy – a teraz mówią mi „panie kierowniku” – jest jak najbardziej prawdziwe.

Zaczynasz jako zwykły, szeregowy pracownik i z czasem przechodzisz szkolenia na wszystkich stanowiskach w lokalu. Jeśli wykonujesz czynności zgodnie z procedurami i dochodzisz do momentu, w którym się nie popełniasz błędów, zostajesz instruktorem. I szkolisz innych. Następnie – jeśli przejawiasz adekwatny poziom ogarnięcia i jesteś w stanie powiedzieć do drugiego człowieka coś więcej niż „cześć” – kierownikiem zmiany, a później całego lokalu. Ze względu na to, że na żadne stanowisko poza podstawowym, nie przyjmuje się osób „z zewnątrz”, droga „od zera do menadżera” jest całkowicie naturalną ścieżką kariery.

Mit: Dodawanie “czegoś od siebie” do jedzenia

Tak jak w przypadku pierwszego mitu, przy takiej ilości kontroli i audytu przez zewnętrzne jednostki, dodawanie do frytek, burgerów, czy napojów czegokolwiek poza składnikami, które powinny się tam znaleźć zgodnie z recepturą, jest niemożliwe. Mimo to, co jakiś czas powracają historie o robieniu psikusów klientom, chrzcząc kanapki, czy napoje “czymś od siebie”, więc postaram się ukręcić łeb tej plotce na tyle skutecznie na ile to możliwe. NIE MAM MOŻLIWOŚCI, ŻEBY TO ZROBIĆ. Ani technicznie, ze względu na ekspozycję maszyn i miejsce, w którym przygotowuje się jedzenie, ani ze względu na czas. Nie miałbyś kiedy dokonać takich operacji.

Fakt: Wysokie standardy jakości

Jak usłyszałem o tym pierwszy raz w jakiejś reklamie, to pomyślałem to, co każdy – standardowe PRowe pieprzenie. Bywałem w kuchniach innych restauracji i dobrze widziałem co tam się dzieje – przygotowywanie posiłków brudnymi rękami, żywność leżąca na podłodze i „reanimowanie” produktów, którym się przekroczyło datę ważności. W jednej krakowskiej pizzeri nawet byłem świadkiem, jak kucharz nałożył klientowi jedzenie na talerz bezpośrednio po tym, jak przypadkiem spadło na podłogę.

Po McDonald’sie spodziewałem się niewiele więcej. Zmieniłem zdanie, gdy zacząłem tam pracować.

Bardziej higienicznym miejscem od kuchni w Maku jest chyba tylko stół operacyjny. Osoba, która ma kontakt z jedzeniem, nie może mieć kontaktu z niczym innym i to mówiąc dosłownie. Tak jak pisałem we wstępie, zajmowałem się tam składaniem kanapek, co sprowadzało się to tego, że tą samą ręką, którą dotykałem mięsa, bułki, czy warzyw, nie mogłem dotknąć innego miejsca na mojej skórze, nie mówiąc już o podnoszeniu czegokolwiek z ziemi.

Jeśli, przykładowo, upuściłem ser, ogórka, czy cokolwiek, to nie mogłem go podnieść z podłogi, wyrzucić do kosza i wrócić do składania cheeseburgera. Od tego była specjalna osoba od utrzymania czystości w kuchni. Na początku wielokrotnie zdarzało mi się o tym zapomnieć i odruchowo schylić po coś, co miało znaleźć się w kanapce, ale wylądowało między moimi butami. Jeśli zapomniałem się i wziąłem to do ręki, żeby to wyrzucić, wtedy, bezdyskusyjnie i natychmiast musiałem iść umyć dłonie. Nawet, jeśli był to 4 raz w ciągu 10 minut.

Podobnie jest ze WSZYSTKIMI innymi procedurami związanymi z przygotowywaniem jedzenia. Od czystości maszyn zaczynając, na temperaturze mięsa kończąc. Tam po prostu każda rzecz MUSI być świeża.

Mit: Który sam chciałbyś sprawdzić i wygrać iPada, to…

Wszystkie obiegowe plotki i wątpliwości na temat sieci restauracji ze złotymi łukami możecie na bieżąco weryfikować na stronie Twoje Pytania Do McDonald’s. Można pytać o każdą jedną rzecz, która Was trapi i dostać odpowiedź na maila. Jednak jest też inna droga.

Możecie zgarnąć iPada i wycieczkę do dostawców McDonald’s!

ipad air retina konkurs

Chyba nie było jeszcze na blogu tak prostego konkursu z tak dobrymi nagrodami! Jeśli chcecie wygrać 2-dniowy wypad (w okolicach końca stycznia/początku lutego) do dostawców Maka, gdzie sami osobiście sprawdzicie jak powstają ich produkty, i zgarnąć jednego z 5 iPadów Air Retina, wystarczy, że w komentarzu pod tym tekstem napiszecie jaki mit chcielibyście zweryfikować.

Biorąc udział w konkursie oczywiście akceptujecie regulamin, a czas na podanie swojej odpowiedzi macie do końca tygodnia, czyli 29-go grudnia do końca dnia. 5 osób, które poda najciekawsze mity/najbardziej dociekliwe pytania wygra iPady i wypady. Wyniki pojawią się dzień później w tym samym miejscu.

3… 2… 1… obalanie mitów START!